W styczniu 2020 roku warszawscy radni przegłosowali tzw. uchwałę krajobrazową, która miała uporządkować reklamowy chaos w stolicy. 25 lutego uchwałę unieważnił były minister zdrowia, obecnie wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł

Konstanty Radziwiłł, wojewoda mazowiecki, wyrzucił do kosza uchwałę krajobrazową. Powołuje się na to, że kiedy po konsultacjach społecznych naniesiono na projekt uchwały poprawki, projektu nie oddano ponownie do konsultacji. Stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, jeden z orędowników uchwały, uważa, że to bzdurny powód. „Prace nad projektem trwały kilka lat, konsultacje były przeprowadzane dwukrotnie”.

Zrobić porządek z reklamami

W 2015 roku weszła w życie tzw. ustawa krajobrazowa. Od tamtej pory samorządy – opierając się na tej ustawie – mogą uchwalać własne uchwały. Wszystko po to, żeby uporządkować reklamowy chaos.

Warszawscy radni uchwałę krajobrazową przegłosowali 16 stycznia 2020 roku. Poparli ją niemal jednogłośnie radni zarówno Koalicji Obywatelskiej jak i PiS. Na 51 radnych wstrzymało się tylko 3 z PiS. Nikt nie zagłosował przeciw.

Dzięki zmianom z większości ulic mają zniknąć m.in. wielkie billboardy i migające wyświetlacze. Oprócz tego uchwała porządkuje wygląd szyldów sklepowych, ogrodzeń czy wygląd małej architektury, np. koszy na śmieci i ławek. Za nieprzestrzeganie nowych przepisów reklamodawcom grożą kary finansowe.

„Teraz uchwała idzie pod osąd wojewody mazowieckiego. Zakładamy, że skoro było to jednogłośne uchwalenie, wojewoda nie będzie miał już nic przeciwko. Uchwała wejdzie w życie i będą dwa lub trzy lata na dostosowanie się do przepisów” – mówiła Ewa Janczar, szefowa komisji ładu przestrzennego stołecznej rady 16 stycznia.

Tak się jednak nie stało. 25 lutego wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł unieważnił uchwałę.

„Nie rozumiem decyzji wojewody. Będziemy skarżyć tę decyzję do Sądu Administracyjnego” – mówił 26 lutego prezydent stolicy Rafał Trzaskowski. Miasto ma 30 dni na złożenie skargi na decyzję Radziwiłła. Uchwała rady miasta nakazująca wniesienie takiej skargi będzie głosowana prawdopodobnie na najbliższej sesji.

Uchwała do kosza

„Projektowana uchwała w toku prac przeszła istotne zmiany, które nie były konsultowane po pierwszym wyłożeniu, co czyni proces udziału społeczeństwa iluzorycznym, a nie można pominąć udziału społeczeństwa przy tak istotnej wpływającej na wiele aspektów życia regulacji prawnej” – powiedział Wojewoda Mazowiecki Konstanty Radziwiłł na konferencji prasowej 26 lutego. Tak tłumaczył swoją decyzję o wyrzuceniu do kosza uchwały krajobrazowej.

Dlaczego wojewoda podjął taką decyzję? Radziwiłł argumentuje to na ponad 40 stronach uzasadnienia. Główny zarzut jest taki, że w 2018 roku, kiedy po konsultacjach społecznych naniesiono na projekt uchwały poprawki, projektu nie oddano ponownie do konsultacji.

„Nie zapewniono udziału społeczeństwa po wprowadzeniu zmian pomiędzy wersją projektu z 4 września 2018 r. a przyjętym 16 stycznia 2020 roku” – tłumaczy wojewoda.

Jego zdaniem ostateczny projekt uchwały powinien być także uzgodniony z wojewódzkim konserwatorem zabytków.

„Nie można przede wszystkim zgodzić się z argumentem organu miasta, że wprowadzenie do uchwały krajobrazowej zmian w wyniku rozpatrzenia uwag, w tym także zmian o stricte merytorycznym charakterze, a także zmian doprecyzowujących i zwiększających czytelność ustaleń uchwały, nie wymagało ponowienia czynności proceduralnych” – czytamy w uzasadnieniu.

„Brak ponownego wyłożenia projektu uchwały do publicznego wglądu ogranicza w takim przypadku w poważnym stopniu zasadę partycypacji publicznej w ważnych dla społeczności lokalnej sprawach związanych z ochroną krajobrazu” – pisze wojewoda.

Mówiąc w skrócie, wojewoda uznał, że zmiany wprowadzone po konsultacjach publicznych nad projektem były na tyle istotne, że zmieniony projekt radni powinni ponownie poddać konsultacjom.

„W projekcie nie było poważnych zmian”

Decyzję wojewody skomentował na Facebooku Wojciech Wagner, wicedyrektor Biura Architektury urzędu miasta, który przygotowywał ustawę: „W decyzji wyraźna jest tendencja interpretacyjna zmierzająca do maksymalnego ograniczania prerogatyw władz publicznych bez oglądania się na spójność i celowość ocenianej regulacji. Jedno jest pewne – zasłużone gratulacje dla tych kilku spółek reklamowych, które nadal będą mogły decydować o wyglądzie stolicy Polski”.

Według stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, które mocno walczyło o wprowadzenie uchwały krajobrazowej, argumentacja wojewody jest nonsensowna. MJN zwraca uwagę, że wojewoda popiera swoją decyzję wyrokami sądów, które jednak dotyczą miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego i studium, a nie uchwał krajobrazowych.

Ponowne konsultacje prowadzi się po istotnych zmianach, chociażby w planie zagospodarowania, czyli tam, gdzie decyduje się np. o tym czy wybudować w mieście nowy wieżowiec. Stowarzyszenie przekonuje, że w przypadku uchwały krajobrazowej zmiany nie było znaczące. Przykład: słowa „miejska komunikacja publiczna” zastąpiono w jednym z paragrafów sformułowaniem „publiczny transport zbiorowy”.

„Ciągle analizujemy uzasadnienie wojewody, ale jak na razie nie natrafiliśmy na żadną zmianę w projekcie, która byłaby na tyle istotna, że uzasadniałaby dalsze konsultowanie projektu, nawet dla zasady” – mówi OKO.press Beniamin Łuczyński, rzecznik prasowy Miasto Jest Nasze.

Miasto Jest Nasze: Prace nad uchwałą trwały kilka lat

W przypadku uchwały krajobrazowej nie ma ustawowego obowiązku, żeby zmiany projektu poddawać kolejnym konsultacjom. Wojewoda odnosi się więc do ogólnej potrzeby partycypacji mieszkańców w tworzeniu prawa, a nie do przepisów.

„Co do zasady partycypacja i konsultacje społeczne z całą mocą popieramy, jednak w tym przypadku argument wojewody jest bezzasadny” – mówi Łuczyński. Według niego, w przypadku uchwały krajobrazowej była przestrzeń do dyskusji.

„Projekt nie był pisany na kolanie. Prace trwały dobre kilka lat, konsultacje były przeprowadzone dwukrotnie. Sami składaliśmy dużo uwag i urząd miasta był na te uwagi otwarty, chociaż często nie były one po linii radnych.

Ostanie uwagi wpłynęły w roku 2018. Później projekt uchwały leżał, był do wglądu, można było dalej uwagi składać” – komentuje Łuczyński.

Jego zdaniem, jeśli wojewoda odwołuje się do tego, że uchwała powinna być jeszcze raz wyłożona do konsultacji, to można by wpaść w spiralę – kolejne uwagi, więc znowu konsultacje, uwagi, konsultacje. „To byłby dobry sposób dla lobby reklamowego na przeciąganie prac w nieskończoność” – mówi Łuczyński.

OKO.press to medium obywatelskie.
Utrzymujemy się z dobrowolnych wpłat Czytelników.

Dziennikarz. Wcześniej w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. W 2018 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News” za cykl tekstów o nieprawidłowościach w Funduszu Sprawiedliwości.


Komentarze

    • Jan Helak

      Ale też to, co tłumaczył panu Kmicicowi książę Bogusław: "Rzeczpospolita to wielki postaw sukna, który każdy szarpie w swoją stronę. A my z księciem [Januszem] chcielibyśmy tyle z tego dostać, by dla niego i dla mnie na płaszcz starczyło". Za dosłowność nie gwarantuję, ale za sens wypowiedzi jak najbardziej.

  1. Roman Mus

    Wie nawet smarkacz co gryzie pestki, że chodzi o pieniądze. Jako min, zdrowia też przysłużył się do obecnego stanu naszej medycyny. Niszczenie ma we krwi – jak też zauważyli już wcześniejsi komentatorzy. Swego czasu istniało takie powiedzenie: dzieło niszczenia jest tak samo święte jak dzieło tworzenia.

    • Eva filia Magdalenae

      Nie powiedzenie, to jest zniekształcony cytat z "Reduty Ordona", cytuję z pamięci:
      "Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona,
      Dusze gdzie? – Nie wiem, wiem, gdzie dusza Ordona:
      On będzie patron szańców! Bo dzieło zniszczenia
      W dobrej sprawie jest święte, jak dzieło stworzenia.
      Bóg wyrzekł słowo 'stań się', Bóg i 'zgiń' wyrzecze,
      Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
      Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
      Obleją, jak Moskale redutę Ordona,
      Karząc plemię zwycięzców, zbrodniami zatrute,
      Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę."
      Więc kontekst jednak dosyć wyraźnie inny.

  2. Lech Słomianowski

    >radni przegłosowali ……uchwałę….. uchwałę unieważnił
    >były minister… obecnie wojewoda
    Ja to się nawet cieszę z takiego obrotu rzeczy. 30 lat temu tkz. "solidaruchy" po implozji komuny miały okazję wprowadzić demokrację wraz z jej najbardziej zasadniczym elementem – demokracją lokalną.
    W takim systemie administracja centralna i lokalna są w ramach prawa wzajemnie niezależne a do rozwiązywania nieuchronnych konfliktów przewidziany jest mechanizm sporu sądowego (to jeszcze jedna sprawa kompletnie u nas pomijana przez dzisiejszą opozycję w obronie niezawisłości sądów). Dla solidaruchów taki system był oczywistym absurdem, woleli zachować system dobrze sprawdzony zarówno w Polsce sanacyjnej jak i "ludowej", w którym urzędnik mianowany przez administrację centralną do nadzorowania administracji lokalnej jednym pociągnięciem pióra może przekreślić decyzję lokalnego demokratycznie wybranego gremium. Od 1989 do 2015 takich urzędniczych widzimisię podważających wolę lokalnych społeczności było multum. I wszystko było cacy. Dzisiaj duch solidarucha tryumfuje po raz kolejny. Więc w "słusznej" sprawie mnożą się protesty – ratujmyyyyy!!!! Autorowi chodzi najwyraźniej jedynie o szyldozę, sam konstytucyjny mechanizm upupiania demokracji funkcjonujący w Polsce w najlepsze do dziś od zarania, czyli od odzyskania niepodległości w 1918 wydaje mu się tak oczywisty, że go nawet nie wspomnina. Szczęściem w nieszczęściu okazuje się partyjna przynależność urzędasa usprawiedliwiająca atak na jego decyzje. Problem w tym, że nawet zmiana przy korycie władzy niczego tu nie zmieni….upadek demokracji w Polsce będzie się jedynie pogłębiał. Mamy taką demokrację do jakiej jesteśmy zdolni.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!