Prawa autorskie: Dawid Żuchowicz / Agencja GazetaDawid Żuchowicz / Ag...
10 czerwca 2021

Uderz w stół, a Ziobro się odezwie. Jego resort ostro krytykuje rezolucję PE. O co w niej chodzi?

"Szantaż ekonomiczny", "agenda ideologiczna", "małżeństwa osób tej samej płci", pytania o problemy we Francji, Holandii i Niemczech. Zbigniew Ziobro i jego towarzysze wytoczyli potężne działa przeciwko przyjętej wczoraj rezolucji Parlamentu Europejskiego

"Rezolucja w Parlamencie Europejskim dowodzi, że mamy dziś problem z demokracją i praworządnością. Ale nie w Polsce, a w Unii Europejskiej" - przekonywał Zbigniew Ziobro na konferencji prasowej Ministerstwa Sprawiedliwości 10 czerwca 2021 po południu. Wystąpił w towarzystwie współpracowników z Solidarnej Polski: wiceministrów Michała Wójcika i Sebastiana Kalety oraz europosła Patryka Jakiego.

Konferencję zwołano tuż po ogłoszeniu wyników głosowania nad rezolucją PE dotyczącą rozporządzenia "pieniądze za praworządność". Parlament poparł ją miażdżącą większością (506 do 150 głosów). Eurodeputowani skarżą się w niej na bezczynność Komisji Europejskiej, która do dziś nie skorzystała z rozporządzenia, mimo że weszło ono w życie 1 stycznia 2021.

O debacie, argumentach Komisji i PE pisaliśmy szerzej wczoraj, 9 czerwca 2021.

"Rezolucja, jej treść, są aktem jawnie antydemokratycznym i niepraworządnym. Przedstawiciele PE próbują narzucić swoją wolę suwerennemu, demokratycznemu państwu. [...] Chcą narzucić swoje poglądy, swoją agendę ideologiczną, używając jako narzędzia szantażu ekonomicznego, Odwołując się do rozporządzenia, przed którego przyjęciem [...] szczególnie ostrzegaliśmy" - mówił dziś Ziobro.

I zapowiedział, że odpowiedź Solidarnej Polski może być tylko jedna: zdecydowany sprzeciw.

Minister Wójcik po raz kolejny przypomniał, że Unia atakuje Polskę i Węgry, a nie zajmuje się praworządnością w Holandii, wolnością mediów w Niemczech czy wolnością zgromadzeń we Francji. "Chcą widzieć źdźbło w cudzym oku, a nie widzą belki w swoim" - dodał. Podkreślił, że rezolucja to kolejna furtka do narzucania Polsce agendy ideologicznej spod szyldu LGBT, a Parlament "szantażuje w niej Komisję i TSUE".

Patryk Jaki nakreślił przejmujący obraz postępującego procesu "pozbawiania Polaków wpływu na własne państwo". Wtórował mu Sebastian Kaleta, mówiąc o UE, która tylko czekała, by wszystkie państwa członkowskie ratyfikowały Fundusz Odbudowy, by zabrać się do "ograniczania polskiej suwerenności".

Skąd te nerwy? Tłumaczymy jeszcze raz, o co chodzi w rezolucji PE.

Parlament przechodzi do czynów

"PRZYJĘTA! Skarżymy Komisję do Trybunału. Koniec z bezczynnością, praworządność nie może czekać. Chcemy wolnych i uczciwych wyborów na Węgrzech! Komisjo Europejska, rób, co do ciebie należy!" - tak Daniel Freund, niemiecki eurodeputowany z grupy Zielonych, cieszył się 10 czerwca 2021 na Twitterze z wyników głosowania.

Od kilku miesięcy PE ostrzegał, że niestosowanie rozporządzenia "pieniądze za praworządność" przez KE to "zaniechanie działania". A takie zaniechanie można zaskarżyć w Trybunale Sprawiedliwości UE. W rezolucji, sygnowanej przez pięć frakcji politycznych, eurodeputowani przewidzieli konkretne kroki w tym kierunku:

  • w ciągu dwóch tygodni od jej przyjęcia przewodniczący PE ma wezwać Komisję do podjęcia działań, powołując się na art. 265 Traktatu o Funkcjonowaniu UE;
  • w międzyczasie PE rozpocznie przygotowania do ew. postępowania sądowego przed TSUE przeciwko Komisji na podstawie tego artykułu.

W art. 265 TFUE czytamy, że w sytuacji, gdy któraś z instytucji UE zaniecha działania z naruszeniem traktatów, inne instytucje mogą poprosić unijny Trybunał o stwierdzenie tego naruszenia.

Aby to uczynić, powinny najpierw oficjalnie wezwać tę instytucję do działania, stąd zobowiązanie przewodniczącego PE, by takie wezwanie wystosował. Gdy przewodniczący to uczyni, Komisja będzie miała dwa miesiące na zajęcie stanowiska. Jeśli tego nie zrobi, Parlament w ciągu kolejnych dwóch miesięcy wniesie skargę do TSUE.

W rezolucji czytamy, że eurodeputowani bezzwłocznie rozpoczną prace nad pozwem. Z treści art. 265 wynika jednak jasno, że złożą go nie wcześniej niż na jesieni 2021 roku. Czy Komisja rzeczywiście stanie przed Trybunałem w Luksemburgu?

Komisja zaczeka na TSUE

Rozporządzenie "pieniądze za praworządność" daje Komisji uprawnienia, by zawieszać wypłaty z budżetu UE w sytuacji, gdy dane państwo członkowskie ma problemy z praworządnością. Celem mechanizmu jest ochrona budżetu Unii przed sytuacją, w której jakiś kraj nie może zagwarantować, że przypadki malwersacji unijnych funduszy będą ścigane i rozliczane przez niezależną prokuraturę i sądy.

Przeciwko rozporządzeniu protestowały dwa kraje posądzane o rozmontowywanie rządów prawa: Polska i Węgry.

Żeby nakłonić je do wycofania weta do budżetu UE, w grudniu 2020 Rada Europejska zapisała w konkluzjach ze szczytu, że Komisja poczeka z uruchomieniem mechanizmu i przygotuje do niego wytyczne. Najpierw zapaść ma wyrok TSUE, bo w międzyczasie Warszawa i Budapeszt złożyły tam skargę na "pieniądze za praworządność". Komisja, zobligowana politycznie przez Radę, rzeczywiście zamroziła mechanizm.

W debacie nad projektem rezolucji, którą opisywaliśmy 9 czerwca 2021, eurodeputowani nie kryli poirytowania tą bezczynnością. W imieniu KE przed Parlamentem tłumaczył się komisarz ds. budżetu Johannes Hahn. Mówił, że Komisja od 1 stycznia „monitoruje” sytuację w państwach członkowskich i „nie przegapi żadnego przypadku” naruszenia interesów finansowych UE.

Obiecał też, że w najbliższym tygodniu przedstawi Parlamentowi i Radzie „projekt wytycznych” do stosowania rozporządzenia.

Czy przedstawienie "projektu wytycznych" Parlament uzna za wystarczające działanie i zrezygnuje ze skargi do TSUE? Część eurodeputowanych podczas debaty zapowiadała, że nie. Tym bardziej że według innego komisarza - Didiera Reyndersa - KE zamierza uruchomić mechanizm dopiero po wyroku Luksemburga w sprawie skargi Polski i Węgier. Wątpliwe, by stało się to wcześniej niż w połowie 2022 roku.

W międzyczasie na Węgrzech odbędą się wybory parlamentarne. PE liczył, że rozporządzenie pozwoli Komisji do tego czasu zareagować m.in. na przypadki malwersacji unijnych funduszy przez otoczenie Viktora Orbána. Unia najpewniej nie zdąży.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne