W Niemczech zaczęło się w 2010 roku od sprawy katolickiej szkoły Canisius-Kolleg. Niedługo potem był okrągły stół, a następnie komisja świecka badająca przypadki pedofilii w Kościele. Finałem był raport z 2018 roku, że w Niemczech 4,4 proc. kleru molestowało dzieci. Fundacja „Nie lękajcie się” proponuje komisję na wzór australijskiej, niezależną od rządu.

W Niemczech, a dokładnie w Republice Federalnej Niemiec, pierwsza głośna sprawa dotycząca pedofilii w Kościele miała miejsce już w latach 50. Przez kolejne lata co jakiś czas niemieckie media publikowały historie o molestowaniach dzieci przez duchownych, ale dopiero od lat 90. dziennikarze zaczęli wyciągać i opisywać więcej takich przypadków.

W 2007 roku Konferencja Episkopatu Niemiec zdystansowała się od duchownych skazanych za molestowanie małoletnich. Jej ówczesny przewodniczący, kardynał Karl Lehmann, powiedział, że nie chce, by posądzeni o takie przestępstwa księża pracowali tak blisko wiernych, jak do tej pory.

Canisius-Kolleg – przełom

Przełom w sprawie pedofilii w niemieckim Kościele katolickim nastąpił trzy lata później w 2010 roku. Wtedy wybuchł skandal związany ze szkołą katolicką Canisius-Kolleg w Berlinie.

„Ciekawe jest to, że szkoła zaczęła zajmować się swoją przeszłością sama. Nie było wtedy żadnych publikacji dziennikarzy śledczych na temat molestowania w jej murach” – mówi OKO.press Philipp Fritz, korespondent „Die Welt” w Warszawie. „W styczniu 2010 roku ówczesny dyrektor szkoły, duchowny Klaus Mertes – mając pewne podejrzenia – wysłał list do ponad sześciuset byłych uczniów, którzy mogli paść ofiarą molestowania seksualnego w jego szkole” – opowiada Fritz.

Okazało się, że dwaj księża systematycznie molestowali uczniów w latach 70. i 80. Niedługo potem sprawą szkoły zajął się dziennik „Berliner Morgenpost”. W efekcie tego powstał obszerny artykuł „Canisius-Kolleg: Missbrauchsfälle an Berliner Eliteschule” („Canisius-Kolleg: przypadki molestowania w elitarnej szkole berlińskiej”).

„Dziś sprawa jest uznawana za początek wielkiej publicznej debaty o molestowaniu dzieci w różnego rodzaju instytucjach” – mówi nam Fritz. Sprawą żyły całe Niemcy, mimo tego, że we wschodnich oraz w północnych landach kraju, rzymscy katolicy są mniejszością.

Kolejna katolicka szkoła – 132 ofiary

Po Canisius-Kolleg zaczęły wychodzić na jaw inne sprawy molestowania przez duchownych, na przykład historia szkoły Sankt-Ansgar-Schule w Hamburgu. Większość przypadków dotyczyła szkół katolickich, chociaż – jak opowiada Fritz – były także sprawy dotyczące instytucji zajmujących się dziećmi prowadzonych przez protestantów i osoby świeckie.

Najgłośniejszy był przypadek prywatnej szkoły z internatem – Odenwaldschule w Heppenheimie (land Hesja). O pierwszych przypadkach molestowania w jej murach mówiło się już pod koniec lat 90., ale na skutek głośnej debaty publicznej, która zaczęła się na początku 2010 roku, afera wybuchła ponownie, ze zdwojoną siłą.

Ówczesna dyrektorka szkoły oznajmiła publicznie, że wie przynajmniej o 33 ofiarach i 8 sprawcach. Gazeta „Frankfurter Rundschau” ponownie zainteresowała się tematem. Oskarżeni zostali nauczyciele oraz jeden uczeń. Policja wszczęła 13 dochodzeń.

Pod koniec 2010 roku dwójka prawników opublikowała raport. Wynikało z niego, że w latach 1965-1998, co najmniej 132 uczniów było molestowanych przez nauczycieli. Chociaż Odenwaldschule na początku nie brała pod uwagę odszkodowań, wielu byłych uczniów dostało rekompensatę. W 2015 roku szkoła ogłosiła upadłość.

Okrągły stół i komisja

Efektem skandalu w Odenwaldschule było powołanie okrągłego stołu, do którego zasiedli przedstawiciele rządu, Kościoła i osób poszkodowanych przez księży.

W rezultacie jego prac rząd powołał komisarza badającego nadużycia seksualne wobec dzieci, którego praca jest z założenia niezależna od rządu. Powstała także sześcioosobowa komisja, w której skład weszli świeccy eksperci, m.in. psychologowie, psychiatrzy i prawnicy. Wszyscy pracują w niej bez wynagrodzenia.

Ich zadaniem jest badanie przypadków wykorzystywania seksualnego nieletnich w Kościele, które już się przedawniły. Nieprzedawnionymi przypadkami w normalnym trybie zajmuje się policja i prokuratura. Komisja opracowuje także raporty i zalecenia dla rządzących.

Budżet komisji jest niewielki, w ostatnich latach kosztowała łącznie 1,2 mln euro. Jej członkowie zrezygnowali z reklamy, obawiając się, że liczba zgłoszeń przerośnie ich możliwości. W zeszłym roku do przesłuchań zgłosiło się ponad 1300 osób. Poza tym komisja zbadała 290 pisemnych zgłoszeń.

Raport – 3677 ofiar

W 2015 roku niemiecki episkopat zamówił raport dotyczący przypadków pedofilii w niemieckim Kościele katolickim. Badania prowadzili naukowcy z czterech świeckich ośrodków badawczych, specjalizujących się w psychiatrii, kryminologii i gerontologii.

Opierali się na dokumentach zgromadzonych przez kurie biskupie, ale nie mieli do nich bezpośredniego dostępu. Musieli zaufać kościelnym pracownikom, którzy przejrzeli 38 tysięcy akt personalnych księży z 27 diecezji i na ich podstawie wypełnili przygotowane przez badaczy ankiety. “W kilku przypadkach naukowcy natrafili na dowody na to, że dokumenty dotyczące wykorzystywania małoletnich były zmanipulowane lub zniszczone” – donosił “New York Times”, który także dotarł do streszczenia raportu. Zniszczone miały być akta w co najmniej dwóch diecezjach.

Prace nad raportem trwały do 2018 roku. Jego wyniki są szokujące. Eksperci wykazali, że latach 1946-2014 co najmniej 1670 duchownych katolickich, czyli 4,4 proc. kleru, wykorzystywało seksualnie 3677 dzieci i nastolatków. Ponad połowa ofiar nie miała więcej niż 13 lat, najczęściej byli to chłopcy. W co szóstym przypadku dochodziło “do różnych form gwałtu”.

Oskarżani o przestępstwa seksualne duchowne byli przenoszeni do innych parafii, gdzie jego nowi parafianie nie byli informowani o powodach ich przenosin. Tylko w jednej trzeciej przypadków wszczęto postępowania kanoniczne, choć zgodnie z watykańskimi procedurami, każdy ze sprawców powinien być osądzony. Procesy kanoniczne kończyły się zwykle minimalnymi karami.

Kościół niemiecki zaoferował ofiarom symboliczne odszkodowania wynoszące do 5 tysięcy euro. Przeciętne „odszkodowanie” wyniosło 3 tys. euro. Organizacje zrzeszające ofiary w Niemczech domagają się realnych odszkodowań i utworzenia komisji, badających nadużycia seksualne w każdej diecezji.

W Polsce też będzie komisja?

20 maja Fundacja „Nie lękajcie się” przedstawi projekt powołania niezależnej od rządu komisji, która miałaby zbadać przypadki pedofilii w polskim Kościele.

Zespół pod auspicjami Fundacji „Nie lękajcie się”, któremu przewodzi Jolanta Banach, sprawdził, jak działały takie komisje m.in. w Stanach Zjednoczonych, Irlandii, Niemczech i Australii. Chociaż początkowo wydawało się, że dobry będzie wzorzec niemiecki, ostatecznie wybrano rozwiązanie z Australii.

Dlaczego? Niemiecka komisja została powołana przez rząd, działała w porozumieniu z episkopatem. Zdaniem zespołu Banach w Polsce nie uda się model, w którym to rząd miałby powoływać komisję. W polskiej kulturze politycznej oznaczałoby to chwiejność oraz uzależnienie od wyników kolejnych wyborów.

Model australijski to komisja z bardzo szerokimi kompetencjami, powoływana przez Sejm, ale będąca instytucją prawa publicznego niezależną od administracji publicznej. O szczegółach tego projektu piszemy tutaj.

Absolwent Studiów Wschodnich na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej pisał m.in. dla „Gazety Wyborczej” i „Newsweeka”. W 2018 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News” za cykl tekstów o Funduszu Sprawiedliwości.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press