0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Photo by AFPPhoto by AFP

Wstępne porozumienie (memorandum of understanding) od początku miało niewielkie szanse powodzenia. Amerykanie wyglądali z perspektywy tej umowy jak przegrani. Trump chciał wojnę zakończyć, Iran się postawił i nie pozwolił narzucić sobie amerykańskich warunków. Umowa powstawała więc w bólach i zawierała m.in. punkty o funduszu na odbudowę Iranu po wojnie. Punkt piąty dotyczył żeglugi przez cieśninę Ormuz – tej, która przed wojną była otwarta. To spór o ten punkt był bezpośrednią przyczyną de facto zerwania porozumienia.

Na co zgodziły się strony? W umowie czytamy:

„Po podpisaniu niniejszego Memorandum Porozumienia (MoU) Islamska Republika Iranu dołoży wszelkich starań, aby zapewnić bezpieczne przejście statków handlowych bez opłat przez okres 60 dni z Zatoki Perskiej na Morze Omańskie i w odwrotnym kierunku. Ruch statków handlowych rozpocznie się natychmiast, a z uwzględnieniem potrzeby usunięcia przeszkód technicznych i wojskowych oraz rozminowania przez Islamską Republikę Iranu, zostanie w pełni wdrożony w ciągu 30 dni.

Islamska Republika Iranu przeprowadzi dialog z Sułtanatem Omanu w celu określenia przyszłej administracji i usług morskich w Cieśninie Ormuz, w konsultacji z innymi państwami nadbrzeżnymi Zatoki Perskiej, zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym oraz suwerennymi prawami państw przybrzeżnych Cieśniny Ormuz”.

Przeczytaj także:

Eskalacja

I w pierwszych dniach po podpisaniu porozumienia ruch faktycznie wzrósł. Problemem nie jest to, co zostało zapisane, a czego w tym dokumencie brakuje. Iran chciał w pełni kontrolować ten proces i decydować o tym, kto przez cieśninę przepływa. A to nie zostało w umowie uregulowane.

7 lipca Irańczycy uderzyli w kilka statków, które przepływały przez cieśninę. Iran stoi na stanowisku, że wszelki ruch w cieśninie powinien być koordynowany z irańskimi władzami. Dwa tankowce – saudyjski i katarski – zostały zaatakowane, bo, jak twierdzą Irańczycy, zignorowały ostrzeżenia i próbowały przepłynąć przez cieśninę poza irańską kontrolą.

To uruchomiło lawinę zdarzeń.

Amerykanie wycofali zniesienie sankcji na sprzedaż irańskiej ropy, którego sami udzielili po 17 czerwca. Irańczycy odpowiedzieli najintensywniejszymi atakami na arabskie kraje Zatoki Perskiej od kwietnia (Iran uznaje je za sojuszników USA, bo goszczą u siebie amerykańskie bazy wojskowe). Amerykanie odpowiedzieli ponownie, i już w ostatnich dniach de facto mieliśmy do czynienia z powrotem wojny. Z każdym dniem wydarzenia eskalowały.

Żaba dla Rubio

13 lipca Donald Trump ogłosił swój plan, by Amerykanie pobierali 20-procentowe opłaty za żeglugę przez cieśninę Ormuz. To nie tylko pomysł dziwny i mało prawdopodobny, ale też (a być może przede wszystkim) otwarte wyzwanie dla deklaracji Iranu, że to do Iranu należy kontrola cieśniny.

Z powodu najnowszego pomysłu swojego szefa, sekretarz stanu Marco Rubio będzie musiał przełknąć kolejną żabę, jaką przygotował dla niego Trump. 23 czerwca Rubio dokładnie w kontekście cieśniny Ormuz mówił:

„Żaden kraj nie może pobierać opłat na międzynarodowych wodach. Tak mówi istniejące prawo międzynarodowe. Tak to działa na międzynarodowych wodach na całym świecie i oczekujemy, że dalej tak będzie”.

Swoją drogą Rubio mógłby zdecydować się, czy potrzebuje prawa międzynarodowego, czy jednak jest to opresyjne narzędzie przeciwko Stanom Zjednoczonym. W poniedziałek 13 lipca bez jasnego bezpośredniego powodu opublikował 2,5-minutowy film, na którym atakuje całą koncepcję prawa międzynarodowego i Międzynarodowy Trybunał Karny.

Amerykański prezydent zdążył już wcześniej ogłosić, że z Irańczykami nie będzie już rozmawiał, bo są nieodpowiedzialni. Z kolei w poniedziałek 13 lipca rzecznik irańskiego MSZ Esmail Bakei o kryzys w implementacji porozumienia oskarżył USA. Obie strony twierdzą, że robiły wszystko, jak trzeba, a zasady łamała ta druga strona. Mamy też wzajemne oskarżenia o podważanie zaufania, kłamstwa.

Trudno uznać, że jest to atmosfera do budowania lepszych wzajemnych stosunków i faktycznych negocjacji pokojowych.

Kruche od początku

Wstępna umowa upadła jednak przede wszystkim dlatego, że zakończyła wojnę bez rozwiązania problemów, przez które ta wojna wybuchła. Pytanie, czy możliwe było uzgodnienie porozumienia, które spełniałoby te kryteria, pozostaje otwarte. Ale MoU nie gwarantowało Iranowi, że nie zostanie ponownie zaatakowany, odsuwało kwestię nuklearnego Iranu na potem, nie poruszało problemu wsparcia Iranu dla regionalnych sił takich jak Hezbollah, nie normalizowało stosunków gospodarczych między oboma krajami, kwestię cieśniny Ormuz ledwie muskało. W tej atmosferze szybki rozkład porozumienia nie jest żadną niespodzianką.

Po ustaniu konfrontacji z marca Irańczycy poczuli się silni. Przerwa w walkach dała im możliwość organizacji wielkiego pogrzebu Alego Chameneiego, nadania mu odpowiedniej pompy i wyrazu propagandowego. A dodatkowo irańskie władze nie mają na dziś ochoty wracać do przedwojennego status quo. Irańczycy na dziś mają nową, silniejszą pozycję w cieśninie Ormuz i chcą tę politykę kontynuować. Czy długofalowo to mądra i dobra polityka, to zupełnie inna kwestia (kraje Zatoki Perskiej już teraz planują, jak uniezależnić się w tej kwestii od Iranu).

Nie można więc zrzucić upadku porozumienia na jedną i drugą stronę. Faktyczna chęć do rozmowy i kompromisu była bardzo niska po obu stronach. Na dziś i Irańczycy i Amerykanie wciąż uważają, że mogą więcej zyskać, eskalując. Eskalacja łączy się z oczywistym ryzykiem dla każdej ze stron. Ale na razie i jedni i drudzy najwyraźniej gotowi są podjąć to ryzyko.

Jednocześnie po obu stronach są politycy, którzy woleliby zamknąć ten rozdział i pójść dalej. A więc w najbliższych dniach i tygodniach najpewniej będziemy obserwować sporo napięcia, ciągnącego ten konflikt w różne strony.

Ograniczona wojna

Na razie zasięg wznowionej wojny jest ograniczony. Nie wróciliśmy jeszcze do intensywności z marca, choć amerykańskie ataki w ostatnim tygodniu są najintensywniejsze od ponad trzech miesięcy. Czyli od momentu zawieszenia broni. W nocy z poniedziałku na wtorek amerykańska armia przeprowadziła pięciogodzinną operację ataków na cele w południowym Iranie. Mamy też sygnały, że zakres operacji się poszerza. We wtorek 14 lipca po raz pierwszy od kwietnia Amerykanie przeprowadzili też ataki w dzień. Na południu Iranu znajduje się niemal cały przemysł naftowy kraju. Amerykanie z pewnością próbują też ograniczyć możliwości Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej do kolejnych ataków na łodzie w cieśninie.

Ataki na inne części kraju są na razie ograniczone. Ale Irańczycy raportują w ostatnich dniach przerwy w dostawie energii elektrycznej. Mehdi Chamran, przewodniczący rady miejskiej Teheranu na pytanie dziennikarza o niespodziewane blackouty odpowiedział, że gdyby zadający pytanie dziennikarz wiedział, ile instalacji energetycznych uderzył wróg dwa dni wcześniej, nie zadawałby tego pytania. Pamiętajmy, że sytuacja gospodarcza Iranu a także stan infrastruktury energetycznej, m.in. w Teheranie nawet przed wojną był kiepski. Przedłużona konfrontacja może tę sytuację jedynie pogorszyć.

Na razie Iran wybrał drogę konfrontacji, choć potencjalne konsekwencje przedłużającej się wojny z pewnością są rządzącym Iranem znane.

Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze