Prawa autorskie: DARIO PIGNATELLIDARIO PIGNATELLI
19 sierpnia 2020

Unia Europejska jednogłośnie: sankcje dla reżimu i 53 mln euro wsparcia dla Białorusinów

Podczas telekonferencyjnego szczytu Rady Europejskiej 19 sierpnia przywódcy państw członkowskich zgodzili się, by Unia Europejska wsparła demokratyczne przemiany na Białorusi kwotą 53 mln euro. UE nie akceptuje wyniku wyborów prezydenckich, potępia przemoc i szykuje sankcje dla odpowiedzialnych za krwawe tłumienie pokojowych protestów

"Białorusini chcą zmiany, chcą jej tu i teraz. Jesteśmy pod wrażeniem odwagi obywateli tego kraju, którzy od dziesięciu dni protestują na ulicach w niespotykanych dotąd liczbach" - powiedziała przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen po tele-spotkaniu Rady Europejskiej 19 sierpnia 2020.

Jak podkreśliła, Unia Europejska potępia użycie przemocy wobec protestujących i wzywa do rozliczenia tych, którzy za nią odpowiadają. Głowom państw członkowskim udało się podczas dzisiejszej wideokonferencji ustalić polityczny plan dla Białorusi. Unia zamierza:

  • wspierać Białorusinów w ich dążeniu do poszanowania podstawowych swobód i demokracji;
  • nałożyć sankcje na białoruskie władze odpowiedzialne za przemoc, represje i fałszerstwa wyborcze;
  • pomóc w pokojowym przekazaniu władzy.

Von der Leyen tłumaczyła, że Unia wspiera już Białoruś finansowo w ramach inicjatywy Partnerstwa Wschodniego. Co roku wydaje na ten cel ok. 30 mln euro. Państwa członkowskie uzgodniły jednak, że w ramach pomocy w pokojowych przemianach demokratycznych, KE wspomoże Białorusinów dodatkowymi 53 mln euro.

Pieniądze dla obywateli

Pieniądze te mają trafić do obywateli Białorusi. Unia zamierza przypilnować, by na wsparciu nie skorzystali przedstawiciele białoruskiego reżimu. UE przekaże:

  • 2 mln euro na wsparcie ofiar represji i przemocy władzy;
  • 1 mln euro na pomoc dla społeczeństwa obywatelskiego i niezależnych mediów;
  • 50 mln euro z instrumentu wsparcia walki z koronawirusem dla sektora ochrony zdrowia - na rzecz szpitali, zakup sprzętu medycznego - a także dla małych i średnich przedsiębiorstw i najbardziej potrzebujących usług publicznych.

"Musimy zarazem ostro postępować z tymi, którzy sfałszowali wybory. Jednogłośnie zadecydowaliśmy, że Unia będzie pracować nad sankcjami, które będą ukierunkowane na konkretne osoby, nie dotkną ogółu Białorusinów" - przekonywała Von der Leyen. Szefowa KE podkreśliła, że lista osób, które zostaną objęte sankcjami jest już przygotowywana. Powinna zostać ukończona "tak szybko, jak to możliwe".

Unia deklaruje też, że jest gotowa uczestniczyć w procesie pokojowego przekazania władzy, wspierać opozycję i dialog w ramach OBWE.

Przewodniczący Komisji i Rady Europejskiej podczas konferencji prasowej przypomnieli zarazem, że dzisiejsza decyzja o sankcjach była polityczna. Teraz organy UE mają zielone światło, by rozpocząć konkretne działania legislacyjne.

"Sankcje zostaną nałożone na dość dużą liczbę osób odpowiedzialnych za przemoc, listę opublikujemy już wkrótce" - powiedział Charles Michel i nie wykluczył, że wśród objętych sankcjami będzie sam Aleksandr Łukaszenka.

Co z tą Rosją?

Pozostaje pytanie, jak takie zaangażowanie UE przyjmie Rosja, która uważa Białoruś za część swojej strefy wpływów.

"Manifestacje na Białorusi nie są przeciw jakiemukolwiek państwu sąsiedzkiemu czy jednostce. Chodzi w nich o prawa Białorusinów. O nich i o ich prawo do samostanowienia" - zapewniła Von der Leyen, dodając, że liczy na "włączający dialog".

Na pytanie dziennikarzy o ew. ingerencję Putina, przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel odparł, że o przyszłości Białorusi nie powinna decydować ani Bruksela, ani Moskwa, a sama Białoruś. Przypomniał, że poprzedniego dnia odbył telefoniczną rozmowę z prezydentem Rosji. Do Putina dzwonili także prezydent Francji Emmanuel Macron i niemiecka kanclerz Angela Merkel.

W komunikacie po rozmowie opublikowanej na stronie kancelarii prezydenta Rosji czytamy, że strona rosyjska wyraziła "zaniepokojenie faktem", że niektóre kraje próbują "na wszelkie sposoby" wywierać presję na władze Białorusi, by "zdestabilizować wewnętrzną sytuację polityczną".

Putin miał też "wyrazić zainteresowanie" zapobieżeniem "scenariuszowi konfrontacyjnemu".

"Obaj jesteśmy przekonani, że trzeba znaleźć pokojowe rozwiązanie. Europa jest przekonana, że nie możemy pozwolić na wrogie ingerencje z zewnątrz. Z ostatnich oświadczeń Kremla wynika, że nie zamierza interweniować militarnie w obecnych warunkach" - stwierdził Charles Michel.

Prezydent Rosji jeszcze w niedzielę 9 sierpnia wysłał do Aleksandra Łukaszenki oficjalne gratulacje zwycięstwa w wyborach. W oświadczeniu z niedzieli 16 sierpnia, po rozmowie telefonicznej z Łukaszenką, zadeklarował, że jest gotów przyjść białoruskiemu przywódcy z „niezbędnym wsparciem dla rozwiązania problemów, które się pojawiły”. Protesty powiązał z ingerencją zagranicy.

Także szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow przekonywał, w opublikowanym dziś wywiadzie, że „w tym, co słyszymy teraz od stolic europejskich, głównie z krajów bałtyckich, a także od Polski, Parlamentu Europejskiego, nie chodzi o Łukaszenkę, prawa człowieka i demokrację, a chodzi o geopolitykę".

Unia coraz mniej podzielona

Unia mówiła dziś jednym głosem, choć Białoruś nie jest krajem, który jednakowo leży na sercu wszystkim państwom członkowskim. Część z nich wolałaby postawić na "niealienowanie" Władimira Putina, część jest z prezydentem Rosji w dość ciepłych stosunkach.

Wydaje się jednak, że przeważyły głosy na rzecz demokratycznych przemian na Białorusi, w których przodują Niemcy, mocno wspierane przez Komisję Europejską i Parlament Europejski. Unia po raz kolejny podkreśliła, że nie akceptuje wyniku wyborów 9 sierpnia i jednogłośnie potępiła przemoc białoruskich władz.

Państwa członkowskie, którym mniej zależy na demokratycznym Mińsku, jak np. Hiszpania czy Włochy jak na razie wydają się milcząco akceptować inicjatywy pozostałych i UE. Podczas szczytu Grecja i Cypr miały natomiast domagać się większej uwagi UE dla kryzysu na Cyprze, gdzie coraz śmielej poczynają sobie władze Turcji.

O porozumieniu ponad podziałami i niezgodzie na ingerencję Rosji mówił podczas dzisiejszego szczytu przewodniczący PE David Sassoli.

"Mamy prawo obawiać się coraz silniejszych represji i interwencji militarnej. Mam jasną wiadomość do tych, którzy liczą, że uda im się nas podzielić: nie ma Europejczyka, który nie byłby tym przejęty. Wszyscy łączymy się w niepokoju i trwodze. Mam nadzieję, że Rada Europejska potwierdzi, że nasza reakcja jest właściwa" - powiedział.

"O przyszłości Białorusi mogą decydować wyłącznie jej obywatele, w ramach normalnych procesów demokratycznych i z poszanowaniem ich swobód. Zewnętrzna ingerencja w kryzys, który przechodzi ten kraj, byłaby niedopuszczalna" - dodał.

Apel Cichanouskiej

Tuż przed spotkaniem w Brukseli odezwę do unijnych przywódców opublikowała główna kontrkandydatka Aleksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich Swiatłana Cichanouska.

"Drugi tydzień z rzędu mój naród pokojowo domaga się konstytucyjnego prawa do wyboru swoich przywódców. Wybory 9 sierpnia nie były ani uczciwe, ani transparentne. Wyniki zostały sfałszowane. Ludzie, którzy wyszli na ulice, by bronić swojego wyboru w miastach w całym kraju byli brutalnie bici, aresztowani i torturowani przez reżim, który desperacko trzyma się władzy" - mówiła kandydatka.

"Setki ludzi odniosło obrażenia, co najmniej dwie osoby straciły życie. To wszystko dzieje się dokładnie w tej chwili, w sercu Europy. Wzywam Was, byście nie uznawali tych nieuczciwych wyborów. Łukaszenka stracił wszelką legitymizację w oczach swojego narodu i świata" - zaapelowała.

Cichanouska przypomniała także o swojej inicjatywie na rzecz pokojowego przekazania władzy.

"Zainicjowałam Narodową Radę Koordynacyjną Białorusi. Rada będzie kierować procesem pokojowych zmian politycznych poprzez dialog. Wezwie do przeprowadzenia nowych, sprawiedliwych wyborów prezydenckich pod nadzorem międzynarodowym" - zapewniła.

Następnie wezwała "wszystkie kraje" do poszanowania zasad prawa międzynarodowego, suwerenności Białorusi i wyboru Białorusinów. Adresatem tego apelu była już z pewnością nie Unia Europejska, a Władimir Putin.

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka śledcza OKO.press, absolwentka ILS UW i College of Europe. Wcześniej pracowała m.in. w Komisji Europejskiej, na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio oraz w Polskim Instytucie Dyplomacji.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne