0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Wiesti", 2 sierpnia 2026Wiesti", 2 sierpnia ...

W telewizji w kółko pokazywany jest Putin, który przed tygodniem na spotkaniu z deputowanymi do Dumy opowiedział rzekomą rozmowę z nienazwanym z nazwiska posłem:

„Zwyciężymy, tylko trzeba śmielej” [smieleje nada] – miał usłyszeć rosyjski prezydent.

„Ach, bardzo by mi się chciało, ha” [oczien choczetsia] – uśmiechnął się Putin, a sala nagrodziła go oklaskami. „Ale pozostaje kwestia, czy jeszcze śmielej [jeszczo smieleje]. Bo to wiązałoby się z większymi stratami na froncie” — dodał Putin.

Oto cała ta scenka (za Wiestiami z 2 sierpnia)

Uśmiech w tym kontekście wygląda na uśmiech psychopaty. To wyraźny znak dla propagandy. Propagandysta Jewgienij Popow, który jest też deputowanym do Dumy, pokazuje następnie w swoim materiale w „Wiestiach” o „nowym etapie wojny”, jak z innymi słucha w skupieniu chichoczącego Putina.

Materiał Popowa jest już nową opowieścią o wojnie. Propagandysta przypomina, że w grudniu Putin mówił, iż operacja w Ukrainie jest „chirurgiczna”, bo to bratni naród i Rosja nie użyje wszystkich sił wobec niej. Teraz jednak – kontynuuje Popow w głównym wydaniu wiadomości podsumowujących tydzień – Ukraina bratnia być przestała, skoro atakuje Rosję. Więc teraz Rosja pokaże, co potrafi.

Przeczytaj także:

W Ukrainie – już wojna totalna

Do tej pory Putin skupiał się na linii frontu i ze zdobywania ruin kolejnych osiedli propaganda tworzyła opowieść o zwycięstwie. Teraz głównym wsadem w makabryczną propagandową opowieść są doniesienia o ostrzale rakietowym Ukrainy i o tym, że – w przeciwieństwie do dronów – rakiet Ukraina zestrzeliwać nie ma czym. Celem tego bombardowania jest teraz „realne odcinanie Ukrainy od morza”, a nie dotychczasowe „wyzwalanie” rosyjskojęzycznej ludności Ukrainy.

Sceny z płonących ukraińskich miast zostały rozbudowane i zajmują kilkanaście minut na początku dzienników. Widać, jak pociski walą w zwykłe domy w miastach i wsiach. Poza pochwałą rakiet są też obrazki z używania odłamkowo-burzących bomb FAB. „Rosyjskie ataki zmieniają bieg kampanii: ukraińskie siły zbrojne tracą porty, logistykę i obronę powietrzną” – opowiada telewizja.

Propaganda chwali się niszczeniem stacji benzynowych, hut, transportu zboża i cywilnych portów – co jest odstępem od dotychczasowej opowieści, że Rosja atakuje tylko cele wojskowe lub „wykorzystywane przez wojsko”.

Przed „nowym etapem” obowiązywała wykładnia, że „w przeciwieństwie do Sił Zbrojnych Ukrainy, siły rosyjskie atakują wyłącznie wrogie instalacje wojskowe i obiekty przemysłu obronnego. Podczas ataków używają precyzyjnej broni kierowanej i dronów zdolnych do zniszczenia dowolnego celu zarówno w Kijowie, jak i na całym terytorium Ukrainy”.

„Krótko mówiąc, Kijów [już] stracił kontrolę nad setkami kilometrów terytorium i dziesiątkami obszarów zaludnionych, a militarną potęgę Rosji odczuł w postaci ataków na główne ośrodki wojskowo-przemysłowe, magazyny i szlaki dostaw broni, podzespołów i materiałów podwójnego zastosowania” – objaśnił 4 sierpnia cel tych działań niejaki Rodion Mirosznik z rosyjskiego MSZ.

Prawdziwa wojna także w Rosji

„Nowy etap” wojny (która oficjalnie od miesiąca nie jest „specjalną operacją wojskową”, ale „wojną z NATO i Zachodem”) objawia się też w pokazywaniu skutków ukraińskich ataków w Rosji.

Propaganda nie twierdzi już, że kłopoty dotyczą tylko pogranicza czy Krymu. Mówi się wprost, że zagrożona jest cała Rosja, łącznie z Moskwą i Petersburgiem. Doniesienia z Krymu z wesołych reportażyków o tym, „jak sobie radzimy mimo trudności”, zamieniły się w opowieści o katastrofie humanitarnej.

Prądu nie ma od ponad tygodnia, kuchnie polowe pracują na drewno i są w stanie wydać wyłącznie gotowaną kaszę i wrzątek rozlewany do butelek, z którego potem w domu robi się herbatę (!). Ludzie koczują w piwnicach, które do tej pory pełniły funkcję śmietników i dopiero teraz zaczyna się ich dostosowywanie do potrzeb (!!)

Telewizyjny reportaż z trasy zwanej z moskiewska „Noworossija” (to lądowe połączenie Rosji z okupowanym Krymem) przeczy niedawnym opowieściom lokalnych władz, że wszystko tam jest „pod kontrolą”.

Owszem, Rosjanie próbują zestrzeliwać ukraińskie drony krążące nad drogą i przekonują, że idzie im to coraz lepiej. Tymczasem kamera pokazuje spalone cysterny z benzyną, a nawet scenkę, w której cała ekipa na rozkaz głównego propagandysty Popowa („W krzaki!”) kryje się w zaroślach przed kolejnym dronem.

Męzczyzna w wojskowym ewiputku z mikrofonem Rossija 1 obok spalonej cysterny
Propagandysta, a zarazem deputowany rządzącej partii Popow w roli korespondenta wojennego nadaje z trasy Rostów-Krym, "Wiesti" 2 sierpnia 2026

Dyskusje o sytuacji Rosji w programach „publicystycznych” są coraz bardziej ponure. „Rosja musi się dostosować. Przeorganizować. Bo wojna się zmienia” – mówią eksperci. „Nie ma już frontu i tyłów, gdzie można się po prostu schować”.

Jak komentuje ukraiński „Kyiv Post”, Rosja, rozpoczynając wojnę, zakładała, że Ukraińcy poniosą niemal wszystkie jej fizyczne konsekwencje, podczas gdy centralna część Rosji pozostanie w dużej mierze odizolowana. Wyznanie rosyjskiego komentatora telewizyjnego – „w Rosji nie ma się gdzie ukryć” – opisuje upadek chronionego zaplecza Putina.

Propagandyści przebierają się za wojskowych

Te opowieści mają ewidentnie zmobilizować Rosjan do wysiłku. Propagandysta Sołowiow i jego goście powtarzają, że prawda o wojnie powinna dotrzeć do tych, którzy udają, że wojny nie ma. Ma ich być wielu, zbyt wielu.

Wróciły też reklamy dobrowolnego zaciągu na wojnę – mimo że odpowiedzialny za zaciąg Dmitrij Miedwiediew (były prezydent, obecnie zatrudniony w roli mówiącego rzeczy tak brutalne, że oficjalnie Kremlowi nie wypada tego mówić) opowiada, że dobrowolny zaciąg idzie świetnie i władza absolutnie nie rozważa powszechnej mobilizacji. Niemniej telewizja znowu przekonuje, że dobrowolny zaciąg jest objawem patriotyzmu (czyli jak ktoś się nie zaciągnie, patriotą nie jest).

Wypad na tereny objęte wojną staje się dyscypliną obowiązkową dla topowych propagandystów.

Nie wystarczy w telewizji nadać materiałów przekazanych przez tzw. wojenkorów („korespondentów wojennych”). Trzeba samemu, w bojowym rynsztunku pojechać i się sfilmować zapewniając, że to prawdziwy front, a nie poligon. Tak robią Popow i Sołowiow. Ale i tak nie przebiją „wojenkora” Grigorija Wdowina, który na antenie przedstawiony został wojskowym pseudonimem „Historyk”, niczym normalny żołnierz biorący udział w walkach (na rosyjskim froncie wszyscy żołnierze mają pseudonimy; rosyjscy propagandyści jasno opowiadali się po ich stronie, ale nigdy nie ustawiali się z nimi w szeregu). Tymczasem inny wojenkor Poddubny kandyduje do nowej Dumy, by pomagać weteranom. Jest kandydatem partii Putina.

Co to może znaczyć?

Teorii – jak zawsze – jest kilka.

1. Putin wie, że przegrał i dlatego niszczy Ukrainę.

Jak pisaliśmy w poprzednim odcinku „Goworit Moskwa”, z tego, jak o sytuacji Ukrainy opowiada Putin, wynika, że wie, że stracił nad nią kontrolę. A skoro Ukraina pozostanie niezależna od Putina, jego strategicznym celem staje się teraz zniszczenie i maksymalne osłabienie kraju. By nie stał się przedmiotem aspiracji Rosjan.

2. Propaganda szykuje państwo na ewentualność powszechnej mobilizacji.

O tej mobilizacji mówi się już głośno – tak głośno, że wspomniany Miedwiediew to dementował. Ale dementi Miedwiediewa nie są wiele warte. Poprzebierani w mundury propagandyści pokazują nową normę.

Do tego – jak pisze niezależny „The Moscow Times”, już trzeci miesiąc z rzędu rosyjscy generałowie angażują swoją armię w rekordową liczbę „mięsnych ataków”, obiecując Putinowi zdobycie Donbasu do końca roku. Do tego potrzebni będą jednak nowi żołnierze — propaganda nad tym pracuje.

3. Propaganda szykuje się na nowy odcinek negocjacji z Trumpem i pokazuje determinację Putina.

1 sierpnia „źródło agencji RIA Nowosti” powiedziało, że „nigdy nie odmawialiśmy rozważenia konstruktywnych propozycji, także w kwestii formatu kontaktów”. Był to dziwaczny przeciek, gdyż Rosja powtarza w kółko, że „nigdy nie odmawia”. Coś musi się dziać. Zresztą rosyjski MSZ ogłosił (4 sierpnia) już nieanonimowo:

„Rosja jest otwarta na negocjacje w sprawie Ukrainy, pod warunkiem że kraje zachodnie przyjmą konstruktywne i dojrzałe podejście”.

„A jeśli nie, jeśli po drugiej stronie nie będzie takiej gotowości i jeśli nie będzie gotowości, by dopilnować, by reżim w Kijowie zastosował się do tego, na co zgodzili się jego zachodni sponsorzy, to będziemy kontynuować specjalną operację wojskową, będziemy dążyć do wyeliminowania przyczyn konfliktu, będziemy bronić naszych interesów środkami militarnymi, działając precyzyjnie i skutecznie, by zminimalizować zniszczenia i chronić naszych ludzi po obu stronach linii kontaktu”.

Jak widać, w Moskwie nadal wierzą, że Zachód może jakoś „zmusić” Ukrainę do poddania się.

Przedstawienie z komentarzem i psychopatycznym uśmieszkiem, żeby „ciut śmielej” zabijać, ma przekonać świat, że Putina się nie zmieni, więc trzeba mu ustąpić.

Wystąpienie przed deputowanymi uzupełnione zostało o kolejne. 3 sierpnia Putin spotkał się w Krasnojarsku z dziećmi poprzebieranymi w czerwone, białe i niebieskie koszulki — kolory Rosji. Putin uśmiechał się tak samo, a jedno z dzieci zadało mu nurtujące je pytanie „Czym jest zwycięstwo?”. Putin odpowiedział, że „prawdziwe zwycięstwo to przezwyciężenie samego siebie”. Dzieci, podobnie jak wcześniej deputowani, słuchały Putina jak Popow, oklaskiwały go i piszczały z zachwytu.

Teraz kremlinolodzy muszą ocenić, czy Putin ogłaszający publicznie, że zastanawia się, czy i jak bardzo poczytać sobie „śmielej”, przezwycięży siebie, czy nie.

Pokaz na użytek świata zewnętrznego

Z przekazów propagandowych wynika, że do poddanych Putina makabryczne komunikaty o tym, jak wygląda wojna i co to dla nich może oznaczać, nie trafiają. Owszem, zapytani na ulicy Rosjanie zapewniają, że wierzą w zwycięstwo, a zaufanie do Putina — choć spadło i jest najniższe od początku „specjalnej operacji wojskowej” — nadal wynosi 70 proc.

Ale w tym, co się naprawdę liczy, poddani ignorują propagandę. Jeżdżą na wakacje na tereny objęte wojną. Chodzą na plażę mimo alarmów, a jak zestrzelony dron zabije kilka osób, czekają na wywiezienie ciał i wracają do plażowania.

Widać to za każdym razem, kiedy telewizja pokazuje ofiary cywilne ukraińskich ataków. Dwa lata temu wczasowicze leżeli na plaży w ostrzeliwanym Sewastopolu. Kiedy zaczął się ostrzał, nie rozumieli, co się dzieje. Teraz jest tak samo – po ostrzale plaży pod Gelendżykiem 3 sierpnia. Propaganda pokazuje nam (niechcący? specjalnie?) ludzi całkowicie nieprzetwarzających informacji o sytuacji w kraju.

Kamienista plaża pełna ludzi. Reporter rozmawia z mężczyzną
Plaża pod Gelendżykiem po ostrzale. "Wiesti", 3 sierpnia 2026 roku

Turyści z Rosji nadal jeżdżą na Krym. Może zakładają, że tam, skąd przyjeżdżają, jest podobnie?

Ruch oporu

Dużo jest ostatnio newsów o polowaniu na „terrorystów”. To na ogół bardzo młodzi ludzie, nawet nastolatki. Podejmują desperackie próby sprzeciwu – podpalają transformatory i stacje benzynowe, przekazują dane Ukraińcom. Działają w pojedynkę. Telewizja pokazuje ich brutalne zatrzymania i oskarżenia o zdradę. Wszystkim grozi po kilkanaście lat więzienia.

Te doniesienia nie są czystą propagandą. Już 29 lipca Federalna Służba Bezpieczeństwa zaapelowała do Rosjan w oficjalnym komunikacie: „Rosyjska FSB wzywa osoby zaangażowane w działalność terrorystyczną do dobrowolnego wyrzeczenia się popełnionych przestępstw. Zgodnie z artykułem 31 Kodeksu karnego Federacji Rosyjskiej, osoba nie podlega odpowiedzialności karnej za przestępstwo, jeżeli dobrowolnie lub definitywnie wyrzeknie się zamiaru popełnienia przestępstwa”.

Pojedynczych aktów oporu musi być tyle, że propaganda musi już ludzi zniechęcać w telewizji, pokazując, jak bardzo daremne są to próby. Ostatnio do scenek ze skutymi dziećmi dodano scenki z matkami, które przychodzą się pożegnać z dzieckiem przed jego długoletnią odsiadką.

Z przekazu wyłania się obraz społeczeństwa, w którym między plażowaniem pod ostrzałem a próbami podjęcia współpracy z wywiadem ukraińskim, by zatrzymać wojnę, nie ma niczego innego. Jakbyśmy cofnęli się do czasów carskiej Rosji, kiedy jedynym narzędziem debaty politycznej była bomba rzucona w cara.

***

Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.

Cały nasz cykl GOWORIT MOSKWA znajdziecie pod tym linkiem.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze