0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska / OKO.pressIl. Iga Kucharska / ...

Władimir Putin jest w pułapce: na wojnie ponosi straty, zyskuje mikroskopijne, za to kompletnie zrujnowane ukraińskie tereny. A przyjaciel Trump okazał się przyjacielem fałszywym i wycofał się z obietnic danych Putinowi przed rokiem na Alasce.

Putin nie ma na to odpowiedzi. Analizowanie kremlowskiego przekazu jest w tej chwili zajęciem nie tylko strasznym, ale fascynującym. Propaganda prowadzi nieustający dialog z wewnętrznymi krytykami – których nie cytuje. Pokazuje reakcje Rosji na ukraińskie uderzenia – które jednak ukrywa. Zapewnia, że Putin jest najwspanialszym przywódcą, jaki się Rosji zdarzył – ewidentnie w odpowiedzi na narastające znużenie Putinem, jako podstarzałym panem. A nawet po prostu starym dziadem, który nie dowiózł.

Katastrofa Putina na wojnie jest słoniem, który zajmuje już cały pokój, ale nikt nie chce o nim rozmawiać.

Nikt nie powie, że wojna z Ukrainą przybrała niespodziewany obrót. Że – jak nigdy w dziejach – Rosja aż za Uralem jest terenem walk, a straty ludzkie i gospodarcze narastają. Najbardziej precyzyjną analizą, na jaką stać kremlowskich dygnitarzy, jest powiedzenie, że „czasy są nieproste”.

Przeczytaj także:

Czasy nieproste a słoń

Jednocześnie władza wie, że dla ludzi czasy są „nieproste” w bardzo konkretny sposób. Że zmagają się z tym na co dzień – władza musi więc dostarczyć jakichś objaśnień. Jednak nie może wspomnieć o słoniu – czyli o przyczynie katastrofy.

O jego istnieniu odbiorca przekazu może tylko wnioskować.

Weźmy wypowiedź rzecznika Putina Pieskowa: „Trwa wyścig technologiczny, mierzony tygodniami. Z każdym tygodniem lub miesiącem wszystko się zmienia. Dlatego, naturalnie, nasi projektanci i elektronicy pracują nad produktami, które będą lepiej i dokładniej w stanie neutralizować to zagrożenie ze strony rakiet i dronów”. (26 lipca)

Albo taką jego wypowiedź z 27 lipca: „Zasięg działalności terrorystycznej reżimu w Kijowie się rozszerza... Temu zagrożeniu należy zapobiec i raz na zawsze je zniszczyć”.

Szefowa banku centralnego Elwira Nabiullina mówi (2 lipca) o „możliwych wstrząsach podażowych”, gdyż Rosja „doświadczyła pojedynczych zakłóceń w dostawach paliwa z powodu zmian w logistyce”.

Z powodów bezpieczeństwa odwołano (25 lipca) mistrzostwa Rosji w lekkiej atletyce w Jekaterynburgu. W co tam trafił słoń, człowiek musi się domyślać (w rafinerię – wiemy to od Ukraińców).

Słoń bowiem najwyraźniej posługuje się rakietami i dronami – ale jak, dokładnie nie wiadomo. Owszem, są w telewizji komunikaty o tym, że tu i ówdzie coś w Rosji spłonęło. Jednak najczęściej bez obrazków – telewizja wyświetla widzom do odczytania wpisy z rządowego komunikatora Max, w którym władza wyraża ubolewanie i zapewnia, że pomoże rodzinom ofiar.

Są też opowieści władzy, że ataki na Rosję są dowodem tego, jak źle się wiedzie Ukrainie na froncie. A ponieważ wedle propagandy Ukraińcy na froncie ponoszą klęskę za klęską, to można z tego wnosić, że ataki na Rosję są częste i gęste. Czasem dostajemy na dowód tego reportaż o zniszczonym wieżowcu w Biełgorodzie albo Rostowie nad Donem. Ale co tam się stało? W co celowały drony?

Żeby dowiedzieć się z oficjalnego przekazu, co płonie i dymi w Rosji, trzeba się przyjrzeć propagandowym relacjom z Ukrainy.

Cień słonia nad Ukrainą

W tej chwili relacje o niszczeniu Ukrainy i jej infrastruktury przyjęły obsesyjny charakter. W przeciwieństwie do doniesień z poprzednich miesięcy, kiedy Kreml kontentował się opowieścią o „niszczeniu infrastruktury”, teraz relacje są niezwykle szczegółowe. O płonących ukraińskich portach, niszczonych statkach, zakładach przemysłowych, magazynach oraz stacjach benzynowych.

Propaganda prowadzi z odbiorcą dialog. Zdaje się akceptować fakt, że odbiorca ten wie, że porty, statki, zakłady przemysłowe i magazyny Ukraina zniszczyła Putinowi w Rosji. Ale chwali się tym, że Rosja może zniszczyć bardziej.

Czasem (jak np. w „Wiestiach” z 22 lipca) propagandziści żalą się, że z wielu rosyjskich trafień nie ma zdjęć w social mediach, ale „filmowanie ataków jest w Ukrainie zakazane”. Jest akurat odwrotnie – zakazane to jest w Rosji. To maleńkie kłamstwo naprowadza jednak widza na trop, że relacje z płonącej Ukrainy są odbiciem tego, co dzieje się w Rosji.

Ukraina od dawna była w propagandzie figurą „gorszej Rosji”. Takiej, w której dzieje się to samo, co u Putina, tyle że bardziej. Intensywność rosyjskich ataków i intensywność opowiadania o nich w rządowych mediach świadczy o tym, że w Rosji jest coraz gorzej.

Jednak używanie w tym kontekście figury Ukrainy jako gorszej Rosji rozwala putinowską opowieść o realizowanej „zgodnie z planem” kampanii wojennej. Teraz Rosja odpowiada ostrzałem na ostrzał, bez planu, ale tak, by przeciwnik cierpiał bardziej niż ona.

Słoń w TVP World

Ostatecznym dowodem, że się to Putinowi udaje, są cytaty z zachodnich mediów, które opowiadają o rosyjskich atakach na Ukrainę. Te opowieści muszą być po angielsku lub niemiecku – i tak oto do kategorii „zachodnich mediów” została zaliczona nasza TVP World. Niesłychanie chętnie jest cytowana jako stacja angielskojęzyczna na potwierdzenie sukcesów Putina.

Zachód na zasadzie analogii dostarcza też obrazów, które pozwalają wyobrazić sobie, co się dzieje w Rosji.

Telewizja dostarcza bowiem mnóstwa obrazów pożarów i dymów. Ale głównie nad Hiszpanią i Francją. Choć słupy dymu wyglądają dokładnie tak jak te nad Petersburgiem i Moskwą – co widz może znać z internetu.

Propaganda sugeruje mu jednak, że dym jest rzeczą zwyczajną. W ten sposób władza przyznaje mimochodem, że słoń, czyli zagrożenie ze strony rakiet i dronów, objawia się dymieniem także w Rosji

To, co ten słoń potrafi, poznajemy też ze skrawków doniesień z Rosji.

Słoń a przejściowe trudności

Władza donosi bowiem o stopniowym likwidowaniu kolejek do stacji benzynowych – czyli słoń musiał się zająć dystrybucją paliw. Wiadomo, że w rafineriach doszło do „nieplanowanych napraw. Putin jednak zapewnia, że wszystko to ma charakter „przejściowy”. O kolejkach opowiada się w czasie przeszłym. O trwającym kryzysie – tylko w formie wielkich liczb, wolumenów i nieuzasadnionej podaży.

Nigdy i nigdzie władza nie przyznała się, że Ukraina od początku 2025 roku trafiła w rosyjskie rafinerie 160 razy! (a my to mamy na naszej mapce)

Słoń musiał też coś zrobić z centrami logistycznymi firmy Wildberries. Bo telewizja pokazała jej właścicielkę Tamarę Kim, która obiecała „pomóc kontrahentom”.

Skala ataków – to, że z dymem poszło aż jedenaście centrów logistycznych w ciągu 10 dni – nie ma słowa. Ale szefowa banku centralnego na kolejnej konferencji prasowej przyznała (24 lipca), że doszły nowe „wstrząsy podażowe” i nie jest jasne „czy te wstrząsy podażowe przełożą się na wzrost zrównoważonych komponentów inflacji”.

Skalę uderzenia można oszacować nie tylko z wypowiedzi bankierki, ale też z reportażu telewizyjnego o tym, że „w wyniku ataku terrorystycznego na nasz rosyjski Amazon zwykli ludzie ponieśli straty”. I tu telewizja pokazuje tych „zwykłych ludzi”: panią, która mówi, że spłonęła jej miesięczna produkcja, ale jako Rosjanka wytrwa. Razem z pracownicami – kamera pokazuje grupę kobiet pochylonych nad maszynami do szycia.

Jaki jest słoń „bez żadnej przesady”?

Jakkolwiek taki sposób opowieści służy do ogłupiania odbiorcy i wmawiania mu, że nic nadzwyczajnego się nie dzieje, nie sposób oprzeć się myśli, że Kreml nie ma narzędzi, by zmierzyć się z rzeczywistością. Amerykanie mogą prowadzić publiczne rozważania o tym, jak bardzo Trump pomylił się, atakując Iran – Putin z dobrodziejstwa takiej rozmowy nie może skorzystać.

Prezydent Rosji nie ma narzędzi, które pozwoliłyby mu wydostać się z pułapki wojny – może tylko powtarzać to samo, co zawsze i grozić eskalacją – światu i Rosji. („Jesteśmy gotowi bronić kraju i wspólnie ze społeczeństwem jesteśmy w stanie zdecydowanie przeciwstawić się wszelkim wrogim działaniom”).

„To, bez żadnej przesady, jeden z decydujących etapów w historii Ojczyzny, kiedy stawką są losy i przyszłość naszego narodu. Nie ma w tym żadnej przesady; tak właśnie jest, kiedy kontury nowego porządku świata kształtują się w wyniku intensywnej konkurencji” – zauważył Putin 27 lipca na spotkaniu z parlamentarzystami kończącej swą kadencję Dumy. Powiedział to może dziesiąty, a może dwudziesty raz w czasie tej wojny.

Putin też jest świadom istnienia słonia w pokoju. Dla niego osobiście oznacza on, że w Rosji rośnie przekonanie, że Putin jest za stary i że przestał ogarniać. Powtarza o wojnie w kółko to samo, choć wojna się zmienia.

A Putin musi powtarzać to samo, skoro system nie wymyślił, jak inaczej opowiedzieć rzeczywistość.

Problem ze spadającą popularnością rozwiązywany jest przez propagandę po staremu: pochwałami wspaniałości, wigoru i mądrości Putina. Jest tego ostatnio więcej niż zwykle, jakby poddani potrzebowali więcej bodźców, by trwać w obojętności na działania władzy.

Putin i słoń

Mamy oto dzień marynarki wojennej Rosji, 26 lipca. Już drugi rok z rzędu obchodzony jest w Petersburgu przez Putina w zamkniętych pomieszczeniach, bez parady okrętów na Newie.

Na transmitowanym w telewizji spotkaniu z Putinem wojskowi o powody odwołania parady w ogóle nie pytają. Pytają za to – nie do wiary – jak Putinowi udaje się „utrzymać koncentrację pomimo napiętego harmonogramu i dużego obciążenia pracą” (Putin: „Musimy oszczędzać energię, żeby być zawsze gotowym. To jest najważniejsze. […] Oczywiście, powinna być aktywność fizyczna, sport. Kiedy tylko to możliwe, słuchajcie muzyki, zajmujcie się ulubioną aktywnością. Staram się to robić jak najczęściej. I oczywiście, dbajcie o regularny, codzienny plan dnia. Musicie się wysypiać. Radzę wam to samo”).

I tu Putin zaczyna niekontrolowany przez nikogo monolog o tym, że

  • Rosja nie zaczęła wojny – to Zachód zaczął. „Zmusili nas”;
  • Ukraina jest nazistowska, gdyż po wojnie naziści uciekli na zachód, a teraz to są ich dzieci;
  • Putin przeczytał w dokumentach archiwalnych, że sto lat temu Lenin, organizując ZSRR, nie podarował Donbasu i całej lewobrzeżnej Ukrainy Rosji, a powinien był, więc teraz wojsko musi naprawić błąd Lenina („przywrócić do normalnego, historycznego biegu”);
  • Lepszy od Putina Stalin podarował Ukrainie to, czym Rosja nie była zainteresowana – zachodnie ziemie Ukrainy. Ale skoro Ukraina nie chce ochrony Rosji, to te ziemie straci na rzecz Polski, Węgier i Rumunii. „Prędzej czy później – nie jutro, może nie pojutrze, ale za rok, dwa, dziesięć, piętnaście – wszystko historycznie się ułoży”.
View post on Twitter

W tych bajaniach nie ma nic nowego – pochwałę rozbiorów, w tym rozbiorów Ukrainy, Putin i jego współpracownicy głoszą od lat. Ale pierwszy raz Putin przyznaje się publicznie, że niczego Ukrainie nie może „gwarantować”, bo mimo czterech i pół roku krwawej operacji specjalnej nie przejął kontroli nad Ukrainą. I raczej nie przejmie. Pozostanie mu „przywracanie historycznego biegu” w Donbasie, przez równanie go z ziemią.

Słoń i imperium

Rosja uwięziona w imperialistycznej opowieści, że państwa istnieją po to, by podbijać ludy tubylcze i obdzielać je koralikami oraz wyższą cywilizacją najeźdźcy, ma teraz do wyboru: mordować albo mordować bardziej. Na zakończenie sesji Dumy Putin podzielił się z zebranymi radą, jaką miał od kogoś usłyszeć: „Wygramy, ale trzeba śmielej”.

Jednak wedle Putina „tutaj, tak jak w gospodarce, istnieją ryzyka, których ceną są dla nas straty na polu bitwy. Dlatego i tu będziemy działać ostrożnie, ale wytrwale i konsekwentnie, dążąc do wyznaczonych dla kraju celów. I je osiągniemy”.

Porównując dylematy polityki inflacyjnej z mordowaniem na froncie i bombardowaniem cywili Putin był radosny i rozpromieniony. Propaganda podchwyciła to w mig: uśmiechnięta od ucha do ucha propagandystka Skabiejewa zaapelowała w telewizji (program „60 minut” 27 lipca), by działać „ciut, ciut śmielej”.

Śmielej mordować.

Po Rosji krążą opowieści o mobilizacji – oficjalnie dementowane, więc coś jest na rzeczy. Niezależny portal „Wiorstka” wprost pisze, że na stole jest też stan wojenny – z zamrożeniem działalności partii i organizacji publicznych, zakazem wszelkich masowych protestów, odwołaniem wszystkich wyborów, całkowitą cenzurą, godziną policyjną i ograniczeniami w przemieszczaniu się obywateli.

Ponadto władze mają prawo mobilizować ludność cywilną i jej majątek do prac obronnych.

Władza te doniesienia czyta. Zaraz potem wierny druh Putina Miedwiediew ogłosił, że żadnej mobilizacji nie będzie. Ale jak władza dementuje, to znaczy, że… będzie śmielej.

***

Od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku śledzimy, co mówi na ten temat rosyjska propaganda. Jakich chwytów używa, jakich argumentów? Co wyczytać można między wierszami?

UWAGA, niektóre z linków wklejanych do tekstu mogą być dostępne tylko przy włączonym VPN.

Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze