0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot . Dawid Chalimoniuk /Agencja GazetaFot . Dawid Chalimon...

Polskie górnictwo węgla kamiennego zwija się w przyspieszonym tempie. Choć rząd oficjalnie podtrzymuje harmonogram zamykania kopalń uzgodniony ze związkami zawodowymi jeszcze przez PiS w 2021 r., to wszyscy zdają sobie sprawę, że jest nierealny, bo nie będzie popytu na produkowany w Polsce węgiel.

Dodatkowym impulsem do zamykania najbardziej nierentownych kopalń będzie uchwalona w grudniu ustawa umożliwiająca wcześniejsze odchodzenie górników z pracy i sute odprawy (170 tys. zł). Jeśli kilka tysięcy górników z PGG, JSW czy PKW odejdzie z pracy, to po prostu zabraknie ludzi i wówczas zarządy będą miały wreszcie argument za zamknięciem najgorszych kopalń.

wegiel_gornictwo_wydobycoe_plany_rzeczywistosc_1979-2040-1536x883

Branża okołogórnicza w kłopotach

Ale decyzji nie ma, realnego harmonogramu zamykania kopalń nie ma. O ile wiadomo, że rząd (jakikolwiek by nie był) nie pozwoli na upadłość spółek górniczych i zawsze znajdzie jakąś dotację, dokapitalizowanie itp., o tyle tzw. branża okołogórnicza nie ma takiego komfortu.

Spółki okołogórnicze tworzą trzykrotnie większe zatrudnienie niż same kopalnie, dając pracę kolejnym setkom tysięcy osób. Ich największe skupisko znajduje się na Górnym Śląsku – regionie, który jednocześnie mierzy się z wyzwaniami transformacji i zmianami dotyczącymi firm produkujących dla branży automotive – napisał w grudniu na „socjalach” Tomasz Zjawiony, wiceszef Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach.

Dostawcy produktów i usług dla sektora górniczego nie proszą o wsparcie finansowe od państwa, lecz o pewność terminowych płatności za realizowane dostawy – do których są zobligowani, mimo narastających w przestrzeni publicznej obaw o wypłacalność spółek górniczych w 2026 r.”

Oczywiście tej pewności mieć nie mogą, bo sytuacja spółek górniczych jest jaka jest.

Tzw. otoczenie górnictwa to setki firm, począwszy od dostawców specjalistycznych maszyn górniczych, a skończywszy na pralniach czyszczących górnicze stroje robocze. I wszyscy ich szefowie i właściciele zapewne mają ambiwalentne odczucia – z jednej strony chcieliby pewnie jak najdłużej zarabiać na umowach z górnictwem, z drugiej strony zdają sobie sprawy z konieczności dywersyfikacji, zmiany profilu firmy i poszukiwania nowych klientów.

Przeczytaj także:

To nie są łatwe decyzje

Muszą podejmować bardzo trudne decyzje – jeśli przekierują pracowników do nowej roboty, to ci pracownicy nie będą w stanie wywiązać się z ewentualnych przyszłych zamówień od górnictwa. Może więc lepiej poczekać. A z drugiej strony jeśli tych zamówień nie będzie, bo np. obsługiwana przez konkretną firmę kopalnia zostanie zamknięta? Może więc lepiej jednak zacząć szukać innych możliwości już teraz?

To nie są łatwe decyzje. Dwie największe giełdowe spółki obsługujące górnictwo – Grenevia (dawniej Famur) i Bumech już od kilku lat szukają sposobów na dywersyfikację. Grenevia inwestuje w OZE, uruchomiła fabrykę przekładni do turbin wiatrowych, Bumech m.in. inwestuje w magazyny energii czy linię produkcji paliw biomasowych.

„Segment Famur” w 2024 r. odpowiadał za 37 proc. przychodów grupy Grenevia. To wciąż sporo, choć trzeba pamiętać, że w 2020 było to 64 proc. „Istotnie pogarszająca się sytuacja ekonomiczna polskiego sektora węgla kamiennego wpływa z kolei na sytuację w segmencie FAMUR. Z danych ARP wynika, że szacowana strata sektora za rok 2024 wyniesie około 11 mld zł. Spadające ceny sprzedaży węgla na rynkach światowych (o około 10% na przestrzeni 2024 roku) przełożyły się na niższą sprzedaż, a w konsekwencji również na wysoki poziom stanów magazynowych węgla (5,3 mln ton na koniec ubiegłego roku).

Przyspieszający proces zamykania kopalń, zmniejszające się wydatki na utrzymanie sprzętu i dalsze zapowiedzi intensywnych działań optymalizacyjnych w istotny sposób wpływają i będą wpływać na FAMUR poprzez poziom inwestycji w sektorze, zapotrzebowanie na ilość świadczonych usług, płynność finansową, dostęp do finansowania oraz potencjalną konieczność optymalizacji posiadanego majątku” – czytamy w sprawozdaniu spółki za 2024 rok.

pgg_wegiel_gornictwo_daty_mapa-1536x864

Sytuacja jest płynna

Branży okołogórniczej przydałyby się więc jasne i prawdziwe deklaracje spółek górniczych jakie inwestycje rzeczywiście mają szansę być wykonane, jakie kopalnie rzeczywiście przetrwają, jakimi budżetami będą dysponować JSW, PGG czy Południowy Koncern Węglowy. Tymczasem sytuacja jest płynna – JSW negocjuje ze skarbem państwa oraz ze związkami zawodowymi warunki restrukturyzacji, a PGG i PKW kompletnie zależą finansowo od dotacji z budżetu. Wysokość dotacji określana jest co roku, w takiej sytuacji trudno sensownie planować inwestycje, które przecież w górnictwie mają bardzo długoterminowe skutki.

Na rynku rozwiązań dla sektora wydobywczego widoczne jest wyraźne spowolnienie w planowaniu i realizacji nowych kontraktów, przy równoczesnej presji spółek górniczych na obniżenie cen w obowiązujących umowach, przy utrzymującym się dotychczasowym poziomie realizacji remontów urządzeń. Zmniejszenie zapotrzebowania na węgiel energetyczny i ograniczenie mocy produkcyjnych kopalń w perspektywie bieżących i przyszłych lat doprowadzi do relokacji sprzętu elektrycznego pomiędzy kopalniami oraz ograniczenia lub zaprzestania inwestycji w tym zakresie.

Trudna sytuacja finansowa spółek wydobywczych, w tym Jastrzębskiej Spółki Węglowej, stwarza ryzyko utraty płynności finansowej oraz spowodowane tym ograniczenie nakładów inwestycyjnych, co może mieć niekorzystny wpływ na wartość portfela zamówień segmentu. (…). Ciągły brak decyzji kierunkowych związanych z realizacją założeń „umowy społecznej”, zakładającej w kolejnych latach wygaszanie kopalń, przekłada się na ograniczanie wydobycia węgla i wstrzymywanie inwestycji przez polskie firmy górnicze” – to znowu cytat ze sprawozdania Grenevii.

Firmy okołogórnicze nie żądają wielomiliardowych dotacji, nie grożą strajkami i protestami. Domagają się planu, ale nie urojonej „umowy społecznej” uzgodnionej w 2021 r. ze związkowcami, a prawdziwego, realnego harmonogramu, na podstawie którego mogą pisać własne biznesplany. Oczywiście przydałby się też plan wsparcia państwa dla restrukturyzacji tych podmiotów – szkolenia dla pracowników, łatwiejsze kredyty na dywersyfikację działalności itd. Ale pierwsze, co im się należy od polityków, to prawda o tym, jak długo śląskie górnictwo może być jeszcze być wypłacalnym kontrahentem.

Ten tekst ukazał się najpierw na portalu wysokienapiecie.pl

;

Komentarze