„Najgorsze jest czekanie. Czekasz, czekasz, czekasz. To gorsze niż więzienie, nie wiesz, za co siedzisz ani jaki jest wyrok. Widziałem dorosłych facetów leżących na podłodze i płaczących, bo nie wiedzieli co z nimi będzie. Jeden powiedział mi, że wolałby już nie żyć” - o życiu w zamkniętym ośrodku dla cudzoziemców opowiada młody piłkarz - imigrant z Ghany

Reportaż jest częścią kampanii ” Zakładnicy systemu. Historie z ośrodków strzeżonych dla cudzoziemców” realizowanej przez Stowarzyszenie Interwencji Prawnej (o Stowarzyszeniu pisaliśmy w Alfabecie buntu) w ramach projektu „No Detention Necessary”.

O projekcie pisaliśmy już w artykule: „Zamknięci bez litości i bez sensu. A z cudzoziemcami wystarczy porozmawiać„, o warunkach panujących w ośrodkach strzeżonych przeczytasz w: „Dzieci i ofiary przemocy cierpią za podwójnym murem. Cudzoziemcy w polskiej pułapce„.


Piłkarz z Ghany

Jestem z Ghany, z koczowniczego plemienia. Przenosimy się z miejsca na miejsce poszukując jak najlepszych pastwisk dla naszych krów. Taka krowa jest u nas często warta więcej niż życie człowieka. Grasują uzbrojone bandy, które kradną bydło rolnikom i takim jak my nomadom, a jak ci stawiają opór, leje się krew.

Widziałem, jak zabili mojego kuzyna. Miał wybuchowy temperament, próbował walczyć i roztrzaskali mu głowę. Nikt o tym głośno nie mówi, nie pisze, bo w Ghanie wszystkie media są państwowe. Poza tym to nikogo na świecie nie interesuje.

Mój tata zmarł, kiedy byłem mały. Mama sama wychowała mnie i braci. Podobno uciekła do Burkina Faso, więc może jeszcze kiedyś się zobaczymy. Nie wiem, gdzie są bracia, obaj zaginęli. Boję się, że nie żyją, bo byli tam, gdzie trwały walki.

Strzał na bramkę

Zawsze chciałem być piłkarzem. Ćwiczyłem od dziecka i wyobrażałem sobie, jak strzelam decydującego gola w meczu o Puchar Świata. Kiedy miałem siedemnaście lat, zauważył mnie agent z Europy i w ten sposób znalazłem się w Mołdawii. Grałem w pierwszej lidze, ale tam nie było przyszłości, więc nie wahałem się ani chwili, kiedy zaproponowano mi wyjazd do Polski.

Dopiero na miejscu zrozumiałem, że człowiek, który miał tu dla mnie znaleźć klub, tylko wyciąga ode mnie pieniądze i nic w mojej sprawie nie robi.

Złożyłem papiery do urzędu o stały pobyt w Polsce i zacząłem sam szukać sobie drużyny. Mieszkałem ze współlokatorem, z którym czasem zaliczaliśmy jakąś imprezę. Kiedyś wyjechaliśmy do innego miasta na urodziny kumpla i wracaliśmy porannym pociągiem. Przysypialiśmy, jak to po imprezie, a tu nagle budzi nas dwóch mundurowych i prosi o dokumenty.

Kajdanki w pociągu

Wtedy dowiedziałem się, że prawie dwa miesiące temu wydano w mojej sprawie negatywną decyzję i od tej pory nie wolno mi być w Polsce. Ale ja nic nie dostałem, żadnego listu, maila, nikt z urzędu do mnie nie dzwonił.

Wykręcili mi ręce do tyłu i założyli kajdanki. Przestraszyłem się, bo nigdy nie miałem kajdanek na rękach, a to bolało. Ludzie w pociągu patrzyli na mnie jak na przestępcę – czarny łobuz złapany i skuty. Wsadzili mnie do vana na pakę i zawieźli na lotnisko, do straży granicznej. Tam przy przeszukaniu rozebrali mnie do naga. Chce mi się beczeć za każdym razem, kiedy to sobie przypomnę. Przecież nie byłem agresywny, współpracowałem.

Rys. Daniel Chmielewski

Na noc zamknęli mnie w areszcie. Tak śmierdziało sikami, że zrobiło mi się niedobrze. Okno było uchylone, ale tylko zimno stamtąd leciało. Był luty, ja w lekkim ubraniu, takim, co to tylko na imprezę i z powrotem. Spałem na betonie, miałem cienki materac i koc. Rano przynieśli kromkę chleba z masłem i herbatę. Ręka mi się przykleiła do kubka.

Powiedzieli, że adwokat się nie należy

Po południu znów mnie rozebrali, a potem zabrali do sądu. Nie miałem adwokata. Powiedzieli, że nie mam do niego prawa, a ja im uwierzyłem.

Po procesie zawieźli mnie do strzeżonego ośrodka dla cudzoziemców. Tam rozebrali mnie do naga po raz trzeci, chyba znowu sprawdzali, czy nie ukryłem broni.

Nie wiem, dlaczego mówią na to ośrodek strzeżony, a nie zwyczajnie więzienie. Można co najwyżej obejść budynek dookoła i wracać. Nasze krowy w Ghanie miały więcej swobody. Strażnicy pilnują cały czas. Jeśli pokłócisz się ze strażnikiem albo ze współwięźniem, mogą uderzyć, skuć i zamknąć w izolatce. To taki ciemny pokój, bez okien, jest w nim tylko łóżko.

Jedzenie jest nawet w porządku i na czystych naczyniach, ale porcje nie wystarczyłyby nawet kobiecie, a co dopiero młodemu chłopakowi. W nocy, jeśli po wizycie strażników udaje się przysnąć, często budzi głód. Śniadanie o dziewiątej, ciężko doczekać, ludzie chodzą po korytarzach w tę i z powrotem. Najlepiej zabrać na zapas do pokoju trochę chleba ze stołówki. Schudłem w ośrodku z dziesięć kilo.

Najgorsze jest czekanie

I tak najgorsze jest czekanie. Czekasz, czekasz, czekasz. Cały czas czekasz. W sumie może to i gorsze niż więzienie, bo nie wiesz, za co siedzisz ani jaki jest wyrok. Widziałem tam dorosłych facetów leżących na podłodze i płaczących, bo nie wiedzieli co z nimi dalej będzie. Jeden powiedział mi, że wolałby już nie żyć. Ja nie beczałem już więcej nad sobą, nie po tym, jak poznałem ich historie.

Moja sprawa jest w toku. Większość kolegów urwała ze mną znajomość, kiedy trafiłem do ośrodka. Chciałbym jeszcze móc grać w piłkę zawodowo. Startowałbym od początku, od piątej ligi.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym