Szef MSZ Witold Waszczykowski w szczytowej formie: w telewizji BBC tłumaczył, dlaczego nie chce, żeby Polska była demokracją, gdzie szanuje się prawa mniejszości i gdzie obowiązuje trójpodział władzy, mylił uchodźców z Bliskiego Wschodu z migrantami ekonomicznymi z Ukrainy, oraz wykazał się fundamentalną niewiedzą na temat prerogatyw Komisji Europejskiej.


My po prostu chcemy pozostać na kursie demokratycznym i być demokratycznym krajem bez przymiotników.

Witold Waszczykowski, Wywiad dla BBC "HardTalk" - 08/08/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Czyli krajem nieliberalnym, bez rządów prawa i trójpodziału władzy


Na prośbę dziennikarki BBC Zeinab Badawi o skomentowanie zarzutu, że Polska odchodzi od demokracji liberalnej i zmierza w stronę autorytaryzmu, minister Waszczykowski odpowiedział: „Żyję wystarczająco długo, że musiałem żyć w demokracji z przymiotnikami, takiej jak demokracja socjalistyczna; sąsiadujemy też z krajem, który spróbuje stworzyć „suwerenną demokrację”. Ma pani rację, że przez kilka lat niektórzy ludzie próbowali stworzyć kolejną demokrację z przymiotnikami, tak zwaną liberalną demokrację, która wyklucza z dyskursu politycznego pewne idee i pomysły”.

Z Panem Ministrem łączy nas to, że wszyscy cenimy demokrację – ustrój, w którym rządzący wybierani są w wolnych wyborach (definicja Josepha Schumpetera z 1941 roku). Jednak w przeciwieństwie do ministra – OKO.press ceni też te cechy ustroju Polski, które świadczą o tym, że jest demokracją liberalną: pluralizm polityczny, trójpodział władzy, oraz gwarancje i poszanowanie praw mniejszości.

Podobną wypowiedź Ministra analizowaliśmy już w OKO.press jakiś czas temu, ale przypomnijmy: nie ma czegoś takiego jak „demokracja bezprzymiotnikowa”, demokracja zawsze jest jakaś. Mało tego, najkrótsza definicja demokracji liberalnej to rządy większości z poszanowaniem praw mniejszości – trudno więc odgadnąć, co miał na myśli minister mówiąc, że wyklucza ona pewne idee i pomysły. Chyba, że chodzi mu o wykluczanie idei autorytarnych, wykluczanie nieposzanowania dla praw mniejszości.

Zarówno PRL-owska „demokracja socjalistyczna”, jak i „suwerenna demokracja” Putina są kpiną z państwa prawa. Niepokojące są też próby tworzenia miękkich autorytaryzmów – tak jak np. na Węgrzech – które zachowują demokratyczne wybory, ale odrzucają inne składniki demokracji: wolność mediów i zgromadzeń, rozwój społeczeństwa obywatelskiego, wolności obywatelskie.

Demokracja liberalna jest przyjętym w Europie modelem ustrojowym. Nie bez przyczyny nazwa „demokracja liberalna” używana jest wymiennie z nazwą „demokratyczne państwo prawa” oraz – co znamiennie – „demokracją konstytucyjną”, czyli takim ustrojem, gdzie najwyższym organem jest prawo reprezentowane przez Konstytucję, a nie widzimisię władzy.

Nie zapominajmy też o tym, że Polska zobowiązała się do przestrzegania zasad państwa prawa – demokracji liberalnej – poprzez ratyfikację Traktatu Lizbońskiego Unii Europejskiej.  Art. 7 Traktatu mówi o tym, że Unia Europejska opiera się na zasadach szacunku do ludzkiej godności, wolności, demokracji, równości, praworządności i szacunku do praw człowieka, a zwłaszcza ochrony praw mniejszości.

Pozbawianie demokracji przymiotnika liberalna to odrzucanie zasad i wartości Unii Europejskiej.


Komisja jest ciałem technicznym i nie ma prawa ani prerogatyw do monitorowania sytuacji w państwach członkowskich.

Witold Waszczykowski, Wywiad dla BBC, "HardTalk" - 08/08/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


KE ma prawo sprawdzać, czy państwa UE przestrzegają zobowiązań traktatowych


Nie do końca wiemy, co minister Waszczykowski miał na myśli, nazywając Komisję „ciałem technicznym”, na wszelki wypadek jednak przypominamy, że Komisja jest ciałem wykonawczym Unii Europejskiej i składa się z komisarzy wyznaczonych przez państwa członkowskie. Wśród jej prerogatyw jest bycie strażnikiem Traktatu, a więc sprawdzanie, czy państwa członkowskie przestrzegają prawa unijnego. Jeśli Komisja uzna, że tak nie jest, może wszcząć postępowanie przeciwko danemu państwu przed Trybunałem Sprawiedliwości UE.

Pierwszy wiceprzewodniczący Komisji, Frans Timmermans działa więc dokładnie w ramach prawa i swoich prerogatyw. Robi to, do czego zobowiązała go Komisja Europejska, czyli przedstawiciele krajów członkowskich.

Komisja obecnie prowadzi wobec Polski dwie niezależne procedury w sprawie ustawy o sądach powszechnych:

  • procedurę kontroli praworządności, która może, ale nie musi, doprowadzić do uruchomienia art. 7, oraz
  • procedurę dyscyplinującą na podstawie art. 258 (infringement procedure), której wszczęcie nastąpiło 29 lipca, po opublikowaniu ustawy o sądach powszechnych.

Komisja wystosowała wobec Polski oficjalne wezwanie do wycofania ustawy. Polska ma miesiąc, żeby odpowiedzieć – jeśli tego nie zrobi, Komisja rozpocznie drugi etap procedury, czyli wydanie tzw. uzasadnionej opinii. Kolejny krok to proces przed Trybunałem Sprawiedliwość UE.

Dodatkowo Komisja prowadzi też procedurę dyscyplinującą w sprawie nieprzyjęcia uchodźców z relokacji (patrz niżej) oraz w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej. W tym ostatnim przypadku zapadł już wyrok Trybunału Sprawiedliwości, który nakazał natychmiastowe przerwanie wycinki. Jeśli polski rząd się do niego nie zastosuje, zostanie obciążony karami finansowymi.


Oczywiście, nikt z tych migrantów, czy jak pani mówi "uchodźców" - nie ma też chęci, żeby emigrować do Polski. Nie możemy zaakceptować sytuacji, że postępowa Unia Europejska decyduje o relokacji siłą osób, które nie chcą być relokowane do Polski.

Witold Waszczykowski, Wywiad dla BBC, "HardTalk" - 08/08/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


W procedurze relokacji biorą udział uchodźcy, którzy wyrażą taką chęć.


Jak już wielokrotnie pisaliśmy w OKO.press, relokacja to transfer osób ubiegających się o azyl i przebywających w obozach w Grecji i we Włoszech do innych państw Wspólnoty. Taką procedurę relokacji zarządziła w 2015 roku Rada Unii Europejskiej  na podstawie art. 78.3 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Rada UE to najwyższa władza wykonawcza – czyli ministrowie państw członkowskich.

Art. 78.3 przewiduje nadzwyczajne środki pomocy krajom członkowskim, które znajdują się w sytuacji kryzysowej w związku z nagłym napływem obywateli krajów trzecich.

Procedura relokacji – wbrew twierdzeniu ministra Waszczykowskiego i innych polityków PiS – wyklucza przesiedlanie kogokolwiek siłą. Żeby zostać objętym procedurą relokacji, uchodźca musi przede wszystkim wyrazić taką wolę, zgłosić się do Europejskiego Urzędu Azylowego i wypełnić odpowiednie formularze. Zostaje też poinformowany o tym, że może zostać relokowany do któregokolwiek z krajów członkowskich i że nie będzie miał wpływu na decyzję – jest więc świadomy tego, że być może trafi do Polski.

Europejski Urząd Azylowy zapewnia jednak, że przy wyborze kraju docelowego, bierze pod uwagę znajomość języka, oraz ewentualne więzi rodzinne, społeczne i kulturowe z krajem przeznaczenia. Jeśli zaś chodzi o rozróżnienie pomiędzy uchodźcami a migrantami, do relokacji kwalifikują się tylko ci pierwsi – są to osoby pochodzące z konkretnych państw, których listę stale uaktualnia Unia Europejska. Są też podwójnie sprawdzani: najpierw na miejscu, we Włoszech lub Grecji przez urzędników unijnych, a potem przez urzędników kraju członkowskiego. W przypadku Polski odpowiedzialny za to byłby Urząd ds. Cudzoziemców, który miałby ostateczne słowo w przyznaniu konkretnym osobom którejś z form ochrony międzynarodowej.


W ubiegłym roku polskie władze wydały 1,2 miliona wiz dla Ukraińców i pół miliona wiz dla Białorusinów. Nie wiem, dlaczego migranci z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej mają być lepiej oceniani, lepiej zadbani przez europejskie instytucje.

Witold Waszczykowski, Wywiad dla BBC, "HardTalk" - 08/08/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Uchodźca to nie to samo co migrant.


Minister Waszczykowski specjalnie myli pojęcia, utożsamiając migrantów oraz uchodźców.

  • Uchodźca to osoba, która „na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu swojej rasy, religii, narodowości, przynależności do określonej grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych przebywa poza granicami państwa, którego jest obywatelem”. (Konwencja Genewska z 1951 r., ratyfikowana przez Polskę).
  • Migranci to szersze pojęcie, obejmujące osoby, które dobrowolnie emigrują do innych krajów.  

Przyznanie statusu uchodźcy (lub innej formy ochrony międzynarodowej takiej jak pobyt tolerowany czy ochrona uzupełniająca) jest procesem indywidualnym: niekoniecznie trzeba pochodzić z kraju objętego działaniami zbrojnymi, żeby być prześladowanym.

Według danych Urzędu ds. Cudzoziemców, od 2014 roku którąś z form ochrony międzynarodowej przyznano zaledwie 4 proc. z 6 tys. 256 obywateli Ukrainy, którzy ubiegali się o azyl w Polsce.

Status uchodźcy w Polsce otrzymało 79 Ukraińców.

Miliony, o których mówi Waszczykowski, a wcześniej także premier Szydło, to migranci ekonomiczni. To osoby, którymi nie trzeba się zajmować, wręcz przeciwnie: którzy rozwijają polską gospodarkę i zwiększają polskie PKB. Stawianie znaku równości między uchodźcami a migrantami i sugerowanie, że Polska nie musi przyjmować uchodźców z relokacji, bo przyjęła już migrantów z Ukrainy i Białorusi, jest więc manipulacją.


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym