Dania oraz inne państwa UE z niedowierzaniem przyjmują groźby Donalda Trumpa dotyczące Grenlandii. Amerykański prezydent przekonuje, że kontrola nad wyspą jest kluczowa dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych, wskazując na rosnącą aktywność militarną Rosji i Chin w Arktyce
Już w 2019 roku Donald Trump sygnalizował zainteresowanie zakupem Grenlandii, jednak Kopenhaga jednoznacznie odrzuciła taką możliwość. Po zwycięstwie w wyborach prezydenckich w 2024 roku jeszcze jako prezydent elekt, Trump nie wykluczał użycia siły w celu przejęcia kontroli nad wyspą.
W ostatnich tygodniach temat powrócił – po amerykańskiej interwencji wojskowej w Wenezueli Trump ponownie podkreśla, że Stany Zjednoczone potrzebują Grenlandii ze względów bezpieczeństwa.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt poinformowała, że rozważane są różne opcje przejęcia przez USA kontroli nad wyspą i zaznaczyła, że prezydent USA zawsze ma możliwość użycia amerykańskiej armii.
Przywódcy Grenlandii i Danii wielokrotnie powtarzali, że wyspa nie jest na sprzedaż, i dali jasno do zrozumienia, że nie są szczególnie zainteresowani przyłączeniem się do Stanów Zjednoczonych. Liderzy wszystkich pięciu partii zasiadających w parlamencie Grenlandii napisali we wspólnym oświadczeniu, że „nie chcą być Amerykanami ani Duńczykami, ale Grenlandczykami”.
Szefowa duńskiego rządu Mette Frederiksen ostrzegła, że inwazja Stanów Zjednoczonych na Grenlandię oznaczałaby „koniec wszystkiego NATO oraz powojennej architektury bezpieczeństwa międzynarodowego".
Grenlandia jest największą wyspą świata. Jej stolica, Nuuk, leży bliżej Nowego Jorku – około 2,9 tys. km – niż stolica Danii, Kopenhaga, położona 3,5 tys. km na wschód. Wyspa leży na najkrótszej trasie między Ameryką Północną a Europą. Grenlandia do 1953 roku była duńską kolonią, 26 lat później uzyskała status autonomii wewnętrznej. Na wyspie od lat dyskutuje się o niepodległości. Niepodległa Grenlandia byłaby 12. największym państwem na świecie. Tymczasem wyspę zamieszkuje zaledwie 57 tys. osób.
Jak pisał w OKO.press Witold Głowacki, Amerykanie są obecni na Grenlandii nieprzerwanie od II wojny światowej. Waszyngton od lat sygnalizuje zainteresowanie wzmocnieniem swojej obecności wojskowej na wyspie, m.in. poprzez rozbudowę systemów radarowych w rejonie wód łączących Grenlandię, Islandię i Wielką Brytanię. Obszar ten, znany jako GIUK gap (od Greenland-Iceland-United Kingdom), stanowi kluczowy korytarz dla ruchu rosyjskich i potencjalnie chińskich jednostek, które Stany Zjednoczone chcą monitorować.
Ale dla Trumpa jest jeszcze ważny jeden czynnik.
W tej chwili Grenlandia jest otoczona przez rosyjskie i chińskie statki.
Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.
"Z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego potrzebujemy Grenlandii” – mówił dziennikarzom Trump na pokładzie Air Force One 4 stycznia. Później powtórzył to także wywiadzie dla amerykańskiego The Atlantic. Kilka dni później ostrzegał z kolei: „Jeśli tego nie zrobimy, Grenlandię przejmą Rosja lub Chiny”.
Po wypowiedziach Trumpa w NATO nasiliła się dyskusja na temat tego, jaką strategię przyjąć wobec Arktyki.
Mark Rutte mówił 12 stycznia na konferencji prasowej w Chorwacji, że „wszyscy sojusznicy są zgodni co do znaczenia Arktyki i bezpieczeństwa arktycznego”. Dodał, że wraz z otwieraniem się nowych szlaków morskich, wraz z postępującymi zmianami klimatycznymi „istnieje ryzyko, że Rosjanie i Chińczycy będą w tym regionie bardziej aktywni”.
O narastających napięciach geopolitycznych w regionie mówił 11 stycznia generał Alex Grynkewich, który zwrócił uwagę na coraz częstsze wspólne działania Rosji i Chin, w tym rosnącą liczbę wspólnych patroli morskich.
Dowódca NATO ostrzegał także przed zaangażowaniem Chin, podkreślając rosnącą aktywność chińskich lodołamaczy i statków badawczych w wodach Arktyki. „Ich badania nie mają pokojowego charakteru – służą zdobyciu przewagi militarnej” – podkreślił, wskazując na wysiłki Pekinu zmierzające do budowania zdolności operacyjnych w trudnych polarnych warunkach.
Jego zdaniem szczególne obawy budzą wspólne operacje morskie obserwowane nie tylko u północnych wybrzeży Rosji, lecz także na północ od Alaski i w pobliżu Kanady, obejmujące m.in. mapowanie dna morskiego pod kątem neutralizowania zdolności NATO.
Ani Grynkewich, ani Rutte, nie mówią jednak o tym, że Grenlandia jest otoczona. Trump mówi o tym wprost, sugerując w ten sposób, że zagrożenie dla Grenlandii ze strony Chin i Rosji jest bliskie.
Brytyjski dziennik „Financial Times” opublikował artykuł, w którym powołuje się na „dwóch czołowych nordyckich dyplomatów” mających dostęp do informacji wywiadowczych NATO, którzy zaprzeczają tezom Trumpa. Powiedzieli, że w ostatnich latach nie zaobserwowano ani rosyjskich, ani chińskich okrętów, w tym okrętów podwodnych, wokół Grenlandii.
„Ten pomysł, że w wodach wokół Grenlandii roi się od rosyjskich i chińskich statków czy okrętów podwodnych, jest po prostu nieprawdziwy. Są w Arktyce, owszem, ale po stronie rosyjskiej” – powiedział FT jeden z nich.
Twierdzenia zdementował także norweski minister spraw zagranicznych Espen Barth Eide. W rozmowie z norweską stacją NRK stwierdził, że „nieprawdą jest, jakoby Rosja czy Chiny były aktywne wokół Grenlandii”. Jak dodał, aktywność tych państw jest widoczna w sąsiedztwie Norwegii, ale „w rejonie Grenlandii jest jej bardzo niewiele”.
Znaczenie Grenlandii wykracza jednak poza kwestie militarne. Według amerykańskiej agencji naukowej US Geological Survey Grenlandia ma ósme co do wielkości złoża pierwiastków ziem rzadkich na świecie. Są one niezbędne do produkcji m.in. pojazdów elektrycznych i sprzętu wojskowego.
W 2019 roku, w czasie pierwszej kadencji Donalda Trumpa na stanowisku prezydenta, Stany Zjednoczone podpisały z Grenlandią memorandum o współpracy dotyczące badań regionu oraz wymiany wiedzy naukowej i technicznej w zakresie eksploatacji pierwiastków ziem rzadkich i innych surowców. Porozumienie niedługo wygasa, a próby jego odnowienia podejmowane za prezydentury Joe Bidena nie przyniosły efektu.
Wbrew politycznym narracjom sugerującym militarną ekspansję Pekinu, chińska obecność w Arktyce ma przede wszystkim charakter gospodarczy i infrastrukturalny. Kluczowym elementem tej strategii jest tzw. Polarny Jedwabny Szlak, który ma skrócić morską trasę transportową między Chinami a Unią Europejską nawet o jedną trzecią w porównaniu z drogą przez Kanał Sueski.
Co to oznacza w praktyce? Niższe koszty, mniejsze zużycie paliwa oraz ograniczenie zależności od wąskich gardeł handlowych, takich jak Cieśnina Malakka, kontrolowana przez flotę USA. W ubiegłym roku chiński statek dotarł do Wielkiej Brytanii w ciągu 20 dni, płynąc przez Arktykę – czyli w czasie o połowę krótszym niż tradycyjna trasa przez Kanał Sueski.
Pierwszy chiński statek handlowy przepłynął przez Arktykę dopiero w 2013 roku. Cztery lata później chińskie jednostki odbyły zaledwie 14 rejsów tą trasą, głównie we współpracy z Rosją. Nawet według optymistycznych prognoz chińskich instytutów badawczych, przez Arktykę miałoby przechodzić jedynie kilka procent wartości chińskiej wymiany handlowej.
Zarówno przedstawiciele władz Grenlandii, jak i Danii twierdzą, że od 2018 roku zainteresowanie Chin inwestycjami wyraźnie osłabło. Projekty z udziałem chińskiego kapitału były w ostatnich latach konsekwentnie blokowane przez władze Grenlandii i Danii pod presją Stanów Zjednoczonych. Przykładem niech będzie to, że w 2019 roku Grenlandia zrezygnowała z korzystania z chińskiej firmy Huawei w swoich sieciach 5G.
Mimo bogatych zasobów Grenlandia nie rozpoczęła dotąd wydobycia pierwiastków ziem rzadkich. Surowy klimat przez większą część roku utrudnia działalność wydobywczą na wyspie. Około 80 proc. powierzchni jest pod pokrywą lodową, a temperatury zimą mogą spadać poniżej minus 40 stopni Celsjusza. Topnienie pokrywy lodowej w związku z ociepleniem klimatu stopniowo ułatwia jednak dostęp do zasobów mineralnych oraz otwiera nowe szlaki żeglugowe i transportowe, zwiększając geopolityczne znaczenie Grenlandii.
Projekt powiązany z Chinami dotyczący dużych złóż ziem rzadkich w Kvanefjeld został wstrzymany przez rząd Grenlandii w 2021 roku ze względu na obawy o zanieczyszczenie środowiska. Z kolei inne złoże w południowej części wyspy, intensywnych zabiegach dyplomatycznych ze strony Stanów Zjednoczonych, sprzedano w 2024 roku firmie z Nowego Jorku.
Planowane inwestycje wydobywcze, których wartość wielokrotnie przewyższała ówczesne PKB Grenlandii, mogły już dekadę temu otworzyć drogę do znaczących wpływów Chin. Ostatecznie jednak projekty te nigdy nie zostały zrealizowane, co podkreślił w rozmowie z agencją AFP Jesper Willaing Zeuthen, adiunkt na Uniwersytecie w Aalborgu.
W 2018 roku Chiny opublikowały tzw. białą księgę zatytułowaną „Polityka arktyczna Chin” – pierwszy w historii oficjalny dokument Pekinu poświęcony Arktyce. Autorzy podkreślają w nim, że zmiany klimatyczne sprawiają, iż region staje się coraz bardziej dostępny, a przez to zyskuje globalne znaczenie strategiczne, gospodarcze i naukowe. Co ciekawe, w dokumencie tym Chiny określają się jako „państwo bliskie Arktyce”.
Jak zauważa Helena Legarda w raporcie Mercator Institute for China Studies, Rosja przez długi czas niechętnie dopuszczała Chiny do swoich arktycznych wód i szlaków handlowych, obawiając się konkurencji oraz ingerencji we własną strefę wpływów. Moskwa sprzeciwiała się m.in. staraniom Pekinu o status obserwatora w Radzie Arktycznej i niechętnie zgadzała się na żeglugę chińskich statków Północnym Szlakiem Morskim przez Ocean Arktyczny w kierunku Europy i Ameryki Północnej.
Skala tych obaw była na tyle duża, że jak ujawnił w 2025 roku „The New York Times”, Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji ostrzegała przed działalnością chińskiego wywiadu w Arktyce. Według FSB Pekin miał wykorzystywać do tego m.in. firmy górnicze oraz ośrodki akademickie jako przykrywkę.
Sytuacja zmieniła się po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej wojny przeciwko Ukrainie. Międzynarodowa izolacja i zachodnie sankcje znacząco ograniczyły możliwości Moskwy w zakresie utrzymania i rozbudowy infrastruktury arktycznej. W efekcie Kreml uznał, że nie może sobie pozwolić na utratę wsparcia Chin.
W październiku 2025 roku Chiny i Rosja uzgodniły wspólny rozwój Północnej Drogi Morskiej wzdłuż północnych granic Rosji. Ta droga nie przebiega w pobliżu Grenlandii, co oznacza, że nie może stanowić podstawy dla twierdzeń Donalda Trumpa o chińskich statkach operujących u wybrzeży wyspy.
„Od 2018 roku nie odnotowano żadnej chińskiej obecności w rejonie Grenlandii„ – mówi w rozmowie z OKO.press Erdem Lamazhapov, doktorant i badacz w norweskiej instytucji badawczej Fridtjof Nansen Institute oraz na Uniwersytecie w Oslo. ”Wówczas chiński lodołamacz Xue Long przeprowadził ekspedycję naukową. Od tego czasu większość chińskiej działalności badawczej koncentruje się bliżej Cieśniny Beringa” – dodaje ekspert.
Lamazhapov zaznacza, że chińskie statki, podobnie jak jednostki innych państw, mają prawo operować na wodach międzynarodowych oraz na pełnym morzu. „Chiny mogą również korzystać z tzw. nieszkodliwego przepływu tak jak każde inne państwo. Większość Oceanu Arktycznego stanowią wody pełnomorskie” – mówi.
Dodaje, że obszary pokryte lodem podlegają jednak szczególnym regulacjom na mocy artykułu 234 Konwencji Narodów Zjednoczonych o prawie morza (UNCLOS), choć przepisy te nie mają zastosowania do wód w pobliżu Grenlandii.
Jak mówi Lamazhapov, Rosja i Kanada próbują kontrolować część arktycznych szlaków morskich, wprowadzając własne zasady żeglugi. Jednak Stany Zjednoczone się temu sprzeciwiają i opowiadają się za możliwie swobodnym dostępem do tych tras. „Jednocześnie wszystkie statki operujące w Arktyce muszą spełniać międzynarodowe wymogi bezpieczeństwa określone w Polarnym Kodeksie (tzw. IMO Polar Code)” – zaznacza.
Żegluga arktyczna wiąże się jednak z poważnymi ograniczeniami: statki muszą być przystosowane do pływania w lodzie, mgła znacząco utrudnia nawigację, a warunki pogodowe są ekstremalne.
Chiny dysponują kilkoma lodołamaczami wyposażonymi w miniaturowe pojazdy podwodne zdolne do głębokich zanurzeń i mapowania dna morskiego, co może mieć znaczenie wojskowe. Uzupełnieniem tych zdolności jest system satelitów umożliwiających obserwację regionu arktycznego.
Niektóre obszary Arktyki mają kluczowe znaczenie dla rosyjskiego arsenału nuklearnego, czyli zdolności Moskwy do odstraszania Zachodu, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych. Strategiczna broń jądrowa Rosji – pociski rakietowe, bomby oraz głowice rozmieszczone na okrętach podwodnych – koncentruje się głównie na Półwyspie Kolskim, w bezpośrednim sąsiedztwie Norwegii, a nie Grenlandii.
„Rosyjskie jednostki od zawsze działają na morzach północnych, także w rejonie Grenlandii, nie ma w tym nic nowego” – mówi w rozmowie z OKO.press dr András Rácz z Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej (DGAP).
Dodaje, że większość rosyjskich atomowych okrętów podwodnych należy do Floty Północnej i stacjonuje w obwodzie murmańskim, głównie w bazie Polarnyj nad Zatoką Kolską położonej blisko granicy z Norwegią. „Gdy te okręty wychodzą na Atlantyk, naturalnie płyną stosunkowo blisko Grenlandii. Nie ma w tym nic nowego – tak dzieje się od kilkudziesięciu lat”. Podkreśla, że w tym obszarze „nie widać żadnej szczególnej ani nietypowej aktywności rosyjskiej marynarki wojennej”.
Podobną ocenę formułują także inni eksperci, zaznaczając jednak, że sytuacja wygląda inaczej, gdy spojrzeć na Arktykę szerzej, a nie wyłącznie przez pryzmat Grenlandii. Cytowany przez AFP Paal Sigurd Hilde z Norweskiego Instytutu Studiów Obronnych mówi, że Grenlandia nie roi się od chińskich i rosyjskich statków. Jak dodaje, w innych częściach Arktyki skromna dotąd obecność militarna Chin zaczęła rosnąć we współpracy z Rosją po inwazji Moskwy na Ukrainę w 2022 roku.
Przedstawiciele duńskiego wywiadu wojskowego Danish Defence Intelligence Service, zapytani przez OKO.press o to, czy rosyjskie lub chińskie statki operują wokół Grenlandii, odpowiedzieli: „Na ten moment nie mamy nowych komentarzy w tej sprawie” i odesłali nas do raportu, w którym badają bezpieczeństwo w Arktyce.
Można w nim przeczytać, że wszystkie trzy państwa (Rosja, Chiny, USA) dążą do wzmocnienia swojej roli w regionie Arktyki. W ostatnich latach Stany Zjednoczone znacząco zwiększyły nacisk na kwestie bezpieczeństwa w Arktyce, podczas gdy Rosja kontynuuje rozbudowę swoich zdolności wojskowych, a Chiny rozwijają możliwości operowania w regionie okrętów podwodnych.
Według Duńczyków to Rosja pozostaje najsilniejszym militarnie państwem w Arktyce. Jednak Rosja znajduje się pod presją m.in. zachodnich sankcji, dlatego będzie dążyć do pogłębiania współpracy arktycznej z Chinami oraz do umożliwienia Pekinowi szerszego dostępu do rosyjskiej Arktyki.
„Rosja reaktywowała dziesiątki baz z czasów zimnej wojny wzdłuż swojego arktycznego wybrzeża” – mówi w rozmowie z „New Statesman” Kenneth R. Rosen, autor niedawno opublikowanej książki „Polar War: Submarines, Spies, and the Struggle for Power in a Melting Arctic”.
Rosen podkreśla, że Moskwa regularnie operuje na wodach Arktyki i ma duże doświadczenie w wodowaniu oraz wykorzystywaniu floty ponad 50 lodołamaczy. „Problem polega na tym, że jeden czy dwa lodołamacze, którymi dziś dysponują USA, nie wystarczają nawet do prowadzenia badań naukowych, nie mówiąc już o operacjach wojskowych” – dodaje.
„Rosja nigdy nikomu nie zagrażała w Arktyce, ale będziemy uważnie śledzić rozwój sytuacji i odpowiednio reagować, zwiększając nasz potencjał militarny i modernizując infrastrukturę wojskową” – mówił prezydent Rosji Władimir Putin podczas przemówienia w marcu 2025 roku na Międzynarodowym Forum Arktycznym w Murmańsku, największym mieście na kole podbiegunowym.
W swoim przemówieniu Putin stwierdził, że wierzy, iż Trump poważnie myśli o przejęciu Grenlandii i że USA będą kontynuować działania zmierzające do jej przejęcia.
Presja wokół Grenlandii jednak rośnie.
W środę 14 stycznia w Waszyngtonie doszło do spotkania delegacji duńsko-grenlandzkiej z amerykańskim sekretarzem stanu Markiem Rubio, a także wiceprezydentem J.D. Vance'em na temat przyszłości Grenlandii.
Tymczasem NATO kontynuuje ważne działania mające na celu wzmocnienie roli Sojuszu w zapewnieniu bezpieczeństwa Arktyki poprzez wzmożony nadzór, patrole, ćwiczenia i szkolenia
Jeszcze w tym samym dniu duńskie ministerstwo obrony, a także grenlandzkie ministerstwo spraw zagranicznych oświadczyły, że wojska Danii oraz państw NATO zwiększają obecność na Grenlandii. Według komunikatu realizuje się to „poprzez ćwiczenia w ścisłej współpracy z sojusznikami z NATO”.
Dziennikarka zespołu politycznego OKO.press. Wcześniej pracowała dla najstarszej światowej agencji informacyjnej Agence France-Presse (2019-2024), gdzie pisała artykuły z zakresu dezinformacji. Przed dołączeniem do AFP pisała dla „Gazety Wyborczej”. Publikowała m.in. w "Dużym Formacie" i "Wysokich Obcasach". Współpracuje z brytyjskim "Financial Times". Prowadzi warsztaty dla uczniów, studentów, nauczycieli i dziennikarzy z weryfikacji treści. Doświadczenie uzyskała dzięki licznym szkoleniom m.in. Bellingcat. Uczestniczka wizyty studyjnej „Journalistic Challenges and Practices” organizowanej przez Fulbright Poland. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie pisała magisterkę z teorii konfliktu Carla Schmitta. Obroniła także licencjat na filologii angielskiej w warszawskim SWPS.
Dziennikarka zespołu politycznego OKO.press. Wcześniej pracowała dla najstarszej światowej agencji informacyjnej Agence France-Presse (2019-2024), gdzie pisała artykuły z zakresu dezinformacji. Przed dołączeniem do AFP pisała dla „Gazety Wyborczej”. Publikowała m.in. w "Dużym Formacie" i "Wysokich Obcasach". Współpracuje z brytyjskim "Financial Times". Prowadzi warsztaty dla uczniów, studentów, nauczycieli i dziennikarzy z weryfikacji treści. Doświadczenie uzyskała dzięki licznym szkoleniom m.in. Bellingcat. Uczestniczka wizyty studyjnej „Journalistic Challenges and Practices” organizowanej przez Fulbright Poland. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie pisała magisterkę z teorii konfliktu Carla Schmitta. Obroniła także licencjat na filologii angielskiej w warszawskim SWPS.
Komentarze