0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Yuri CORTEZ / AFPFot. Yuri CORTEZ / A...

Na początek obrazek:

„Wenezuela otwiera się na świat” – mówiła Delcy Rodríguez, tymczasowa prezydentka kraju, ogłaszając nominację dla nowej ministry turystyki. Stanowisko przyjęła 33-latka, która w karierze próbowała sił jako piosenkarka, producentka TV i influencerka rozkochana w grze w padla. Powiew świeżości? Tylko na pierwszy rzut oka.

Na fotelu ministry usiadła bowiem Daniela Cabello, córka Diosdado Cabello, prawej ręki Maduro, potężnego szefa MSW, który garści ma krajowe służby i całą partię. W ubiegłym roku Waszyngton wyznaczył nagrodę w wysokości 25 milionów dolarów za informacje, które mogłyby doprowadzić do jego schwytania. Nominacja dla nowej ministry to chyba najlepszy obrazek pozornej transformacji Wenezueli ledwie miesiąc po schwytaniu Nicolása Maduro.

Socjolożka Maira Pereira, założycielka platformy Miss Política, nazywa ten proces „strategiczną mutacją”.

Przeczytaj także:

Prawdziwa amnestia czy systemowe tuszowanie?

Z jednej strony chaviści podejmują decyzje, które jeszcze kilka tygodni temu wydawały się nie do pomyślenia. Nawiązują rozmowy z Amerykanami, zgadzają się na ponowne otwarcie amerykańskiej ambasady w Caracas, prywatyzują rynek naftowy, nie zakazują zgromadzeń krewnych więźniów politycznych, którzy od miesiąca czuwają pod aresztami w całym kraju.

I w końcu: święta trójca reżimu, czyli pełniąca obowiązki prezydenta Wenezueli, jej brat Jorge Rodríguez, przewodniczący parlamentu i wspomniany już szef MSW ogłosili szumnie przedłożenie parlamentowi „w trybie pilnym” projektu ustawy o amnestii.

„Niech to będzie prawo, które zagoi rany” – apelowała wówczas Rodríguez. Jej brat dodał, że amnestia „przyspieszy dialog polityczny”.

Za projekt odpowiadał wspomniany Cabello, szef MSW. Zaraz po ogłoszeniu prac twardogłowy chavista zapowiedział, że „inicjatywa zostanie opracowana bez udziału organizacji pozarządowych, rządów państw obcych i hierarchii kościelnej”. Sam Cabello – który zaprzecza istnieniu więźniów politycznych w Wenezueli – przekonuje, że od listopada reżim uwolnił 895 osób. Ale według organizacji Foro Penal statystyki są dwukrotnie zawyżone.

W czwartek 5 lutego projekt ustawy o amnestii, pojednaniu i zjednoczeniu narodowym został przyjęty przez Zgromadzenie Narodowe (kontrolowane przez chavistów) już w pierwszym czytaniu.

Teraz – jak zapowiedział przewodniczący Rodriguez – zostanie poddany konsultacjom „z różnymi sektorami”, a potem Zgromadzenie Narodowe będzie debatowało nad ustawą drugi raz, choć jej przyjęcie to tylko formalność.

Projekt nie został udostępniony, znane jest tylko kilka dokumentów. Wiadomo, że nowe prawo zakłada masowe ułaskawienia obejmujące okres od 1999 (a więc jeszcze za czasów Hugo Chaveza) do 2026 roku – obejmie więc wszystkie masowe protesty, które wstrząsnęły krajem w latach 2007, 2014, 2017, 2019 i 2024, w wyniku których zginęły dziesiątki osób, a tysiące zostały aresztowane.

Wedle założeń z więzień wyjdą osoby skazane za protesty przeciwko władzy. Amnestia obejmuje zarzuty podżegania do nielegalnych działań, stawiania oporu władzy, niszczenia mienia, buntu, zdrady i nielegalnego posiadania broni, a nawet „wyrażania opinii” w mediach społecznościowych. Warunkiem koniecznym jest, aby czyny te zostały popełnione w kontekście protestów politycznych. Objęci amnestią więźniowie mają odzyskać też status osób niekaranych.

Nowe prawo zakłada też odzyskanie stanowisk przez pracowników sektora publicznego, którzy zostali zwolnieni z przyczyn politycznych. Ustawa gwarantuje też „bezpieczny i swobodny powrót przed prześladowaniami” Wenezuelczykom przebywającym za granicą oraz znosi zakazy nałożone na urzędników publicznych z powodów politycznych w latach 1999–2026. Przepis ten jest szczególnie istotny, bo do tego grona zalicza się choćby María Corina Machado, liderka opozycji i laureatka Pokojowej Nagrody Nobla. Reżim odebrał prawa wyborcze i zakazał kandydowania w wyborach prezydenckich przed dwoma laty.

Pragmatyczny ruch szachowy chavizmu

Krytycy chavizmu alarmują, by ustawę czytać między wierszami. Ich zdaniem nowe prawo stanowi tylko „fasadę normalności dla Waszyngtonu”. Prawo wyklucza z amnestii osoby ścigane lub skazane za poważne naruszenia praw człowieka, zbrodnie przeciwko ludzkości, zbrodnie wojenne, umyślne zabójstwo, ale także za m.in. korupcję i handel narkotykami. A to daje wymiarowi sprawiedliwości, też oczywiście kontrolowanemu przez chavizm, dużo możliwości interpretacji przepisów na korzyść reżimu.

„Nie jest to akt skruchy, ale pragmatyczny ruch szachowy. Chavizm, przekształcony w przedsięwzięcie nastawione na przetrwanie, rozumie, że aby „normalność” była akceptowalna za granicą, musi zrzucić z siebie ciężar: ciał w celach” – komentuje „El Nacional”.

Parlamentarzysta Tomás Guanipa, którego bracia pozostają uwięzieni, apelował, że projekt ustawy „musi zawierać wszystkie gwarancje i standardy międzynarodowe”, aby więźniowie mogli zostać zwolnieni i ponownie włączeni do życia publicznego.

„Uważam jednak za absolutnie demoralizujące, wręcz obsceniczne, że to sam sprawca ustala zasady i ustanawia prawo ułaskawienia, kiedy sam próbuje uniknąć sprawiedliwości” – mówił Rosmit Mantilla, były parlamentarzysta, który po protestach przeciwko Maduro w 2014 roku został aresztowany i poddany torturom w więzieniu El Helicoide.

To słynna siedziba wenezuelskich służb wywiadowczych i ośrodek detencyjny, który zarówno Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka (IACHR), jak i ONZ uznają za „ośrodek tortur” dla dysydentów. Prezydent Rodriguez ogłosiła, że El Helicoide zostanie zamknięte i przekształcone w centrum handlowe lub ośrodek sportowy. „Helicoide może zmienić nazwę, ale architektura kontroli zmieniła jedynie jej fasadę” – komentuje „El Nacional”.

Mimo interwencji wojsk amerykańskich, mimo prywatyzacji sektora naftowego, mimo szumnych zapowiedzi o transformacji demokratycznej architektura władzy pozostaje nienaruszona. Skoro Donaldowi Trumpowi nie wystarczyła wenezuelska ropa, chaviści wystąpili z propozycją amnestii. A teraz czekają, jak daleko będą musieli się jeszcze posunąć, by nie narażać się prezydentowi USA.

„Jeśli administracja Trumpa zadowala się uwolnieniem więźniów politycznych, ale nie domaga się powołania komisji prawdy i pojednania, cóż, to właśnie da wam chavizm” – podsumowuje socjolożka Mairy Pereira.

Reżim liczy na „wietnamizację” Wenezueli?

Dużo jest więc gestów, zapowiedzi i obietnic, ale polityczna rzeczywistość niewiele się zmienia. Oczywiście, gdy trzeba, to nawet skrajnie antyamerykański Cabello, szef MSW, jest w stanie wyrazić zadowolenie z „łagodnych relacji z agresorem”, czyli USA. Co środę ten wszechpotężny chavista przemawia do narodu w swoim telewizyjnym programie „Con El Mazo Dando”, w którym zwyczajowo pouczał przedstawicieli imperializmu i wyzywał „infiltratorów z opozycji”. Zaskakujące – zwłaszcza z ust Cabello – słowa padły w 560. odcinku programu, który produkowała dotąd jego córka, a teraz nowa ministra turystyki. Jak żartują Wenezuelczycy, to największa widoczna zmiana w politycznej rzeczywistości kraju po zatrzymaniu Maduro: programy Cabello nie ciągną się już po pięć godzin.

To oczywiście śmiech przez łzy, bo wenezuelska rzeczywistość wcale nie jest wesoła. Chavizm zachowuje kontrolę nad administracją publiczną, dominuje w parlamencie i kontroluje sądy. Siły bezpieczeństwa i sektory wojskowe pozostają posłuszne Cabello, a więc i rodzeństwu Rodríguez.

Ulice wciąż kontrolują colectivos, chavistowskie bojówki uzbrojonych przez władzę cywili.

Tworzą je głównie młodzi mężczyźni – średnia wieku nie przekracza 27 lat, a więc przedstawiciele pokolenia, które nigdy nie zaznało demokracji.

„Odnoszę wrażenie, że chavizm wierzy w możliwość współistnienia ze Stanami Zjednoczonymi bez porzucania autorytaryzmu. Coś podobnego do »wietnamizacji«. Wietnam przeszedł od wojny z USA do normalizacji: liberalizacji gospodarczej, ale Partia Komunistyczna pozostała u władzy i dobrze dogadywała się z Waszyngtonem. Myślę, że to jeden z posunięć, które rozważa Delcy Rodríguez: zrobienie absolutnego minimum politycznego i wiele pod względem ekonomicznym i handlowym” – komentuje w rozmowie z „El Pais” politolog Javier Corrales, który od lat analizuje kolejne mutacje chavizmu, najpierw pod rządami Cháveza, potem Maduro, a teraz w wydaniu postmadurowskim.

Podkreśla on, że pierwszym krokiem do realnej transformacji demokratycznej powinna być reforma systemu wyborczego połączona z ogłoszeniem wyborów. Zgodnie z prawem Rodríguez została powołana na trzy miesiące jako tymczasowa prezydent. Ten okres może jeszcze zostać przedłużony o kolejne 90 dni za zgodą Zgromadzenia Narodowego. Ale później w Wenezueli powinny zostać ogłoszone wybory.

Tyle że na ten temat reżim uparcie milczy.

;
Na zdjęciu Szymon Opryszek
Szymon Opryszek

Reporter, absolwent Polskiej Szkoły Reportażu i Szkoły Ekopoetyki. Pisze na temat praw człowieka, kryzysu klimatycznego i migracji. Za cykl reportaży „Moja zbrodnia, to mój paszport” nagrodzony w 2021 roku Piórem Nadziei Amnesty International. Jako reporter pracował w Afryce, na Kaukazie i Ameryce Łacińskiej. Autor książki reporterskiej „Woda. Historia pewnego porwania”, (Wydawnictwo Poznańskie, 2023). Wspólnie z Marią Hawranek wydał książki „Tańczymy już tylko w Zaduszki” (Wydawnictwo Znak, 2016) oraz „Wyhoduj sobie wolność” (Wydawnictwo Czarne, 2018). Mieszka w Krakowie.

Komentarze