„Nie ma innego kandydata, który będzie mówił o realnym i rozsądnym rozdziale państwa od Kościoła, opodatkowaniu Kościoła i wyprowadzeniu religii z polskiej szkoły. Nie ma innego kandydata, który będzie mówił o kwestiach aborcji i związkach partnerskich” – mówi OKO.press Tomasz Trela, wiceprzewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej, poseł Lewicy

„Są takie miejsca, gdzie do Roberta podejdzie przysłowiowy chłop z widłami, a drugi przyjdzie z drugimi widłami i powie: »Zostaw Biedronia, bo on jest super kandydatem i będzie super prezydentem«. Biedroń wzbudza emocje i jest naturalny. Robert Biedroń ma potencjał i charyzmę, którą powinien mieć kandydat na prezydenta. I największe szanse na pozyskanie nowych wyborców” – mówi OKO.press Tomasz Trela z SLD.

„Biedroń ma to, co miał Kwaśniewski: łatwość nawiązywania kontaktów i formułowania myśli. Biedroń może w tych wyborach zaskoczyć tak, jak zaskoczył Kwaśniewski w 1995 roku”.

Cała rozmowa poniżej.

Szefową sztabu Robert Biedronia ma zostać posłanka Hanna Gill-Piątek – podał PAP. Według naszych informacji zaproponował ją sam kandydat, jeszcze nie ma ostatecznej decyzji Lewicy.

Biedroń: „Przeszedłem trudną drogę”

7 stycznia 2020 Zarząd Krajowy SLD poparł kandydaturę Roberta Biedronia na urząd Prezydenta RP. Biedroń ma też rekomendację Rady Krajowej partii Razem, co znaczy, że będzie kandydatem całej lewicowej koalicji.

„Przeszedłem naprawdę trudną drogę, żeby stanąć przed państwem jako kandydat na prezydenta Rzeczypospolitej drogę. Nie sam, ale z wieloma ludźmi. Przejdę ją także przez najbliższe miesiące, żeby powiedzieć: zrobiliśmy to” – mówił Robert Biedroń, dziękując SLD za poparcie. „Udowodniliśmy Polkom i Polakom, że jeżeli się ma marzenia, jest zdeterminowanym, żeby je realizować, to można opowiedzieć inną narrację o Polsce. Pokazać Polskę, która jest otwarta, tolerancyjna, łączy, a nie dzieli. To pokazaliśmy w ostatniej kampanii do Sejmu i Senatu”.

„Biedroń wygra”. Czarzasty pozdrawia Giertycha

„Robert jest twardym zawodnikiem, który przeszedł od swojej miejscowości rodzinnej, poprzez karierę polityczną, Słupsk, a miasta małe i średniej wielkości są dla nas bardzo ważnym odniesieniem. Jest człowiekiem stanowczym, jak podjął taką decyzję, to będzie to wykonywał” – mówił o Biedroniu Włodzimierz Czarzasty, przewodniczący SLD. Podkreślał, że Biedroń jako jeden z dwóch kandydatów (drugiego nie wymienił) będzie miał jasne stanowisko w najważniejszych sprawach, dotyczących Unii Europejskiej, Konstytucji, świeckiego państwa czy praw kobiet.

Przewodniczący SLD nawiązał też do homofobicznego tłita Romana Giertycha: „Kłaniam się panu mecenasowi Giertychowi. Są geje na świecie, panie mecenasie. Ludzie mają prawo się kochać i myśleć, jak chcą, wierzyć w co chcą i trzymać za rękę, kogo chcą”. Czarzasty powtórzył też, że decyzja o tym, by Biedroń pozostał europosłem, była wspólną decyzją lewicowej koalicji. „Biedroń wygra. Jesteśmy co do tego przekonani” – zakończył.

O kulisach decyzji Lewicy pisaliśmy tutaj:

Tomasz Trela jest wiceprzewodniczącym SLD. Zanim został posłem Lewicy był wiceprezydentem Łodzi, do parlamentu startował z rekomendacją nie tylko Lewicy, ale również prezydent Hanny Zdanowskiej (PO). Tygodnik „Polityka” zaliczył go do grona 12 najbardziej perspektywicznych posłanek i posłów.


Agata Szczęśniak, OKO.press: Dlaczego Lewica nie wystawiła kobiety?

Tomasz Trela, SLD, klub Lewica: Chyba nie mamy jeszcze dzisiaj kobiety, która z marszu mogłaby wpisać się w format prezydencki. Ale kobiety w kampanii prezydenckiej Roberta Biedronia będą motorem napędowym całego projektu. Wsparcie kobiet i ich udział w tym projekcie jest kluczowy. Mamy znakomite posłanki, jak również znakomite przedstawicielki w samorządach. To po prostu nie ten moment. Teraz jest czas na Roberta Biedronia.

Wytnie mi pan w autoryzacji ten „format prezydencki”.

Nie mówię tego ze złośliwością. Mamy znakomite posłanki, ale dzisiaj nie sytuuję ich jako kandydatki na urząd prezydenta.

W 2015 roku, u progu kampanii, nikt by nie powiedział, że Andrzej Duda ma format prezydencki.

To prawda, ale jego konkurentem był leniwy i niemrawy Bronisław Komorowski, bardzo słaba Magdalena Ogórek. Teraz Lewica walczy o prezydenta. Prezydent Robert Biedroń, brzmi dumnie i wiarygodnie.

Biedroń to najlepszy kandydat dla Lewicy?

Ma potencjał i charyzmę, którą powinien mieć kandydat na prezydenta. I największe szanse na pozyskanie nowych wyborców.

Od początku uważałem, że kandydatem powinien być jeden z trzech liderów — Biedroń, Zandberg albo Czarzasty. Biorąc pod uwagę, że Adrian Zandberg realizuje się w Sejmie, a Włodzimierz Czarzasty jest wicemarszałkiem Sejmu, Biedroń jest optymalny.

Według sondażu OKO.press z końca października Robert Biedroń ma największy elektorat negatywny na opozycji: 43 proc. osób mówi, że na pewno na niego nie zagłosuje. 

Przyjdzie czas i to bardzo szybko, że 43 procent Polek i Polaków będzie popierało Roberta Biedronia. Zrobię wszystko, żeby tak było.

Chłopów z widłami Biedroń się nie boi

Jakich nowych wyborców może przyciągnąć Robert Biedroń? Jest w polityce od kilku lat, stworzył partię, która po roku łączy się z SLD.

W wyborach prezydenckich ludzie głosują na konkretną osobę, rozmawiają z kandydatem i decydują. Kampania i wynik Biedronia będą tym lepsze, im częściej będzie się bezpośrednio spotykał z wyborcami. Jest pracowity, kocha rozmowy z ludźmi i będzie miał dobry, konkretny lewicowy program.

W cztery miesiące objedzie te 600 powiatów, które Andrzej Duda objechał w cztery lata?

Nie będę się licytował, ile tych powiatów będzie. Wiem, że trzeba prowadzić tak samo intensywną kampanię na polskiej wsi, jak w dużej aglomeracji. Musimy objechać jak najwięcej miejsc w Polsce. Z Biedroniem będzie tak: im więcej ludzi przekona indywidualnie, tym będzie miał wyższe poparcie.

Na wsi też przekona?

Są takie miejsca, gdzie do Roberta podejdzie przysłowiowy chłop z widłami, a drugi przyjdzie z drugimi widłami i powie: „Zostaw Biedronia, bo on jest super kandydatem i będzie super prezydentem”. Biedroń wzbudza emocje i jest naturalny. Przypominam sobie moją pierwszą kampanię wyborczą z 2001 roku, nie kandydowałem, byłem wolontariuszem, na ulicach słyszałem różne epitety pod adresem Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Zdobyliśmy jednak ponad 40 proc. Byliśmy jacyś, mieliśmy poglądy, ludzie chcieli głosować na lewicę. Z Biedroniem jest bardzo podobnie. Ludzie będą go albo kochać, albo nienawidzić. Ale my walczymy, żeby zdobył 50 procent plus jeden, a nie 99 procent.

Główną emocją wobec Biedronia nie jest dziś rozczarowanie? Miało być 15 procent Wiosny w wyborach do PE, a było 6. Miał oddać mandat, a nie oddał.

Kwestia mandatu była wyjaśniana. Ambicje Wiosny i Roberta były większe. Natomiast stworzenie partii politycznej i wprowadzenie 3 europosłów to nie jest słaby wynik. To potencjał. Do tego Robert aktywnie uczestniczył w kampanii parlamentarnej, a tu wynik był lepszy: 12,56 proc. To jest baza. Dziś Robert ma 2 miliony 300 wyborców, którzy 13 października głosowali również na niego.

Ma?

Uważam, że tak.

Również cały elektorat SLD?

Będę robił wszystko, żeby przekonywać elektorat SLD do głosowania na Roberta Biedronia. I mam nadzieję, że elektorat SLD będzie przekonywał elektorat potencjalny, niezdecydowany, żeby głosował na Biedronia. Mamy dziś niepowtarzalną szansę, żeby przy tym rozproszeniu opozycji wejść do drugiej tury. Mówię całkiem poważnie i serio. Nie ma absolutnego lidera.

Sondaże dają największe szanse Małgorzacie Kidawie-Błońskiej.

Nie powiem nic odkrywczego: im kampania bardziej będzie się rozwijać, tym Małgorzata Kidawa-Błońska bardziej będzie tracić. To nie jest polityk, który będzie idealnie wypadał w retorycznych potyczkach prezydenckich.

Mówiła w rozmowie z OKO.press to samo, co pan teraz o Biedroniu: że będzie jeździć po Polsce, ściskać dłonie, a jej siłą jest bezpośredni kontakt z ludźmi.

Oprócz jeżdżenia po Polsce i ściskania dłoni, co jest bardzo ważne i na czym będziemy się skupiać, jest jeszcze przekaz i kandydat. Jak się formułuje myśli, jak się wypowiada, jakie są emocje, charyzma. Jeżeli mam zestawiać Roberta Biedronia z Małgorzatą Kidawą-Błońską, to pozostawię to bez komentarza, żeby nie powiedzieć czegoś niemiłego o pani marszałek.

Skąd to przekonanie? Ani Kidawy-Błońskiej, ani Biedronia nie widzieliśmy dotąd w żadnej debacie.

Ale widzieliśmy ich wystąpienia publiczne. Myślę, że opinia publiczna ma też wyrobiony pogląd na ten temat. Robert Biedroń jest charyzmatycznym mówcą, wzbudza emocje, nakręca się w wystąpieniu.

Jaki będzie przekaz Biedronia?

Taki jak przekaz i program Lewicy.

Będziemy odważnie mówić o nowoczesnym państwie dobrobytu. 1600 zł najniższa emerytura na rękę, większe nakłady na ochronę zdrowia, leki za 5 złotych, trzecia stawka podatkowa.

Prezydent kraju musi też mieć przekaz programowo-polityczny.

I może w tych sprawach zgłaszać swoje ustawy, ale jednak podstawowe kompetencje prezydenta dotyczą stania na straży konstytucji, polityki obronnej i zagranicznej.

Jeśli chodzi o kwestie konstytucji, Robert Biedroń będzie mówił bardzo wyraźnie, że konstytucji, która obowiązuje i którą Polsce dała lewica, będzie przestrzegał. To będzie dokument nadrzędny przy podpisywaniu czy wetowaniu podstawowych aktów prawa. Gdyby prezydent Duda mógł korzystać ze swoich kompetencji, to by parę ustaw zawetował. Ale nie mógł, bo nie miał zgody politycznego zwierzchnika. Biedroń nie będzie miał takiego dylematu.

Jeśli chodzi o politykę zagraniczną, to prezydent Biedroń będzie prowadził ją suwerennie. Nie będzie przychodził do klubu parlamentarnego i pytał, czy może zwołać Radę Gabinetową czy Radę Bezpieczeństwa Narodowego.

Czym jeszcze będzie się różnił od pozostałych kandydatów?

Bardzo wyrazistym podejściem do sfery światopoglądowej.

Nie ma innego kandydata, który będzie mówił o realnym i rozsądnym rozdziale państwa od Kościoła, opodatkowaniu Kościoła i wyprowadzeniu religii z polskiej szkoły. Nie ma innego kandydata, który będzie mówił o kwestiach aborcji i związkach partnerskich.

To nie będą sztandarowe postulaty. Ale jeśli pojawi się pytanie: czy będzie pan dążył do rozdzielenia państwa od kościoła, tylko Biedroń będzie w stanie powiedzieć: tak, będę do tego dążył. A ludzie tego oczekują. Tylko chcą, żeby to zrobić spokojnie i rozsądnie, Lewica nie jest przeciwko instytucji Kościoła, tylko chce, żeby Kościół zajmował się swoimi sprawami i sprawami wiernych, a państwo, żeby było świeckie.

Uważam, że to jest kilkanaście punktów procentowych, które mogą dojść do Biedronia, dzięki prowadzeniu takiego dialogu i tłumaczeniu, że oprócz spraw gospodarczych, socjalnych, sprawy światopoglądowe też są bardzo ważne.

Kidawa-Błońska powie, że jest za przestrzeganiem konstytucji w sprawie aborcji i Kościoła. Hołownia jest znanym krytykiem obecnej hierarchii kościelnej, ustawy aborcyjnej nie chce ruszać, liberalizacji nie podpisze.

Nie wierzę, że którykolwiek z kandydatów czy kandydatek będzie o tym jednoznacznie mówić.

To Polaków dziś obchodzi?

Nie jest pierwszoplanowe, ale wszyscy w naszym kraju powinni być traktowani równo. Przedsiębiorca w Polsce musi płaci podatki, jest rozliczany. Dlaczego instytucja Kościoła, w której przedsiębiorcą jest ksiądz, ma być traktowana inaczej? Dlaczego mam iść do tej instytucji, korzystać z jakiejś usługi kościelnej i nie otrzymać paragonu fiskalnego? To może ustalmy, że wszyscy, którzy prowadzą cukiernie, też nie będą płacić podatków? Tylko dlatego, że kiedyś tak było, ma tak być zawsze?

Kiedyś było nie do pomyślenia, żeby jasno zdeklarowany homoseksualista startował na prezydenta kraju, a dziś jest XXI wiek i to jest naturalna, normalna sytuacja. Premier Finlandii była wychowywana przez dwie lesbijki, nie ma w tym nic złego.

Biedroń łatwo nawiązuje kontakty. Jak Kwaśniewski

Zobaczymy w trakcie kampanii Roberta Biedronia, jak z kasą fiskalną idzie do księdza? Zrobiliście taki happening wraz z posłanką Hanną Gill-Piątek w Łodzi.

Od happeningów będą inne osoby.

Szymon Hołownia?

Myślę, że będzie robił solidną kampanię opartą o duże pieniądze. Ale sytuuję jego poparcie na poziomie maksymalnie 10 proc. W kampanii dochodzi mobilizacja elektoratów, zaplecza polityczne, które poważni kandydaci muszą mieć. Największe szanse mają Duda, Kidawa-Błońska, Biedroń i Kosiniak-Kamysz.

W tej kolejności?

Biedroń przed Kidawą-Błońską. Prezydent powinien mieć jasne stanowisko w każdej sprawie. Z PO jest kłopot. Jak zapyta pani Kidawy-Błońskiej, czy jest za 500+, to nie wie.

Jest za.

Na potrzeby wyborcze. Powie, że jest za, a jeden z liderów Platformy powie zaraz coś przeciwnego. Przekaz kandydata musi być spójny z przekazem zaplecza politycznego.

I to jest sposób na zdobycie 50 plus jeden procent? A nie ograniczanie sobie wyborców?

Nie. Oprócz programu socjalno-gospodarczego jest aspekt praworządności i Unii Europejskiej. Wszyscy jesteśmy za integracją z UE, żeby nasza polityka była na pewnym poziomie. Oczekiwałbym na przykład, żeby wobec ostatnich wydarzeń, prezydent mojego kraju wziął za telefon, zadzwonił do paru swoich kolegów – prezydentów innych krajów, żeby wydali oświadczenie: nie zgadzamy się na to, by Putin oczerniał Polskę, zakłamywał historię. Czy prezydent Duda to zrobił? Podejrzewam, że nie, bo nie miał do kogo zadzwonić.

Biedroń będzie miał do kogo zadzwonić?

Oczywiście. Mieliśmy już lewicowego prezydenta i wiemy, jak to działało: Aleksander Kwaśniewski umiał w ważnych sprawach wznieść się ponad swoje zaplecze polityczne, jak było coś ważnego, podejmował suwerenne, indywidualne działania. Do dziś jest pamiętana jego szorstka przyjaźń z Leszkiem Millerem, ówczesnym premierem z SLD.

Robert Biedroń jest podobny do Aleksandra Kwaśniewskiego?

Nie wiem, czy ktokolwiek z polityków lewicy jest podobny do Kwaśniewskiego. Aleksander Kwaśniewski osiągnął spektakularny sukces: najpierw wygrał wybory z legendą „Solidarności”, Lechem Wałęsą, a drugą kadencję zdobył w pierwszej turze.

Nie wiem, czy na scenie polskiej lewicy jest ktoś pokroju prezydenta Kwaśniewskiego, ale Biedroń ma to, co miał Kwaśniewski: łatwość nawiązywania kontaktów i formułowania myśli.

Biedroń może w tych wyborach zaskoczyć tak, jak zaskoczył Kwaśniewski w 1995 roku.

W wyborach europejskich Wiosna i sam Biedroń byli pod presją, bo nie znaleźli się w Koalicji Europejskiej, w której zresztą było SLD. Nie sądzi Pan, że tym razem może być tak samo: „Wszystkie ręce na jeden pokład! Niech wszyscy zwolennicy opozycji głosują na Małgorzatę Kidawę-Błońską, bo trzeba zatrzymać Andrzeja Dudę”?

Taka narracja na pewno nie przejdzie przed pierwszą turą. Każde środowisko polityczne ma swojego kandydata lub kandydatkę. Druga tura — wierzę, że to będzie Robert Biedroń — będzie mobilizacją całej opozycji. Nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek ze środowiska lewicowego nawoływał do głosowania na Andrzeja Dudę.

Byli tacy w poprzednich wyborach.

I pojedyncze przypadki teraz też pewnie będą. Ale gdyby okazało się, że w drugiej turze będzie kandydat inny niż lewicowy — zakładam, że nie byłby to kandydat Konfederacji — to trzeba będzie robić wszystko, żeby Duda nie zdobył drugi raz prezydentury. Gdyby opozycja wygrała wybory prezydenckie, mielibyśmy przyspieszone wybory parlamentarne.

Są sprawy, które nie powinny nas dzielić

Był Pan wiceprezydentem Łodzi, teraz jest pan posłem Lewicy. Niektórzy samorządowcy są rozczarowani, kiedy wchodzą do parlamentu, bo w samorządzie mieli bardzo bezpośredni, realny wpływ na zmianę w swojej społeczności. W parlamencie droga jest dłuższa, a jak się jeszcze jest w opozycji…

…trzeba być bardziej cierpliwym i konsekwentnym. Przekonuję się o tym już po dwóch miesiącach. Ale tu też jest mnóstwo do zrobienia. Trzeba się nauczyć mechanizmu tworzenia prawa. Nigdy nie ukrywałem, że idę do parlamentu po to, żeby dołożyć swoją cegiełkę, żeby Lewica jak najszybciej przestała być opozycją. To mój cel.

Pana pierwsze wystąpienie w Sejmie dotyczyło subwencji oświatowej i podwyżek dla nauczycieli.

Już w Łodzi zajmowałem się edukacją, sportem, rekreacją i rynkiem pracy. W każdej dziedzinie na inwestycje w placówki edukacyjne wydaliśmy  w ostatnich latach ponad 100 milionów złotych. Łódzkie szkoły wyglądają dziś zupełnie inaczej. W innych samorządach to się nie udawało, a u nas lekcje o konstytucji czy lekcje o edukacji seksualnej były normą. Każde dziecko w Łodzi miało dostęp do publicznego przedszkola. Przeszliśmy w miarę suchą stopą przez reformę edukacji, a nie dostaliśmy z rządu ani złotówki, bo byliśmy nielubianym samorządem.

Pracuję w Komisji Finansów i jako wiceprzewodniczący Klubu Nowej Lewicy jestem odpowiedzialny za legislację pod kątem finansowym. Jestem koordynatorem klubu w sprawie ustawy budżetowej. Na pewno nie zapomnę o edukacji. Będę walczył o wyższe subwencje.

Mam pomysł, by spod ręki Lewicy wyszedł projekt ustawy uporządkowania finansów w edukacji, aby w końcu jasno określić, że za wydatki bieżące na polską szkołę odpowiada rząd, a nie rząd i samorząd.

Dziś mamy skrajną niesprawiedliwość: rząd decyduje o podwyżkach, przekazuje część subwencji i mówi „Drogi samorządzie, radź sobie”. I samorząd musi podejmować decyzję: zapłacić nauczycielowi czy zbudować plac zabaw.

Jak będzie jasno ustalone, że samorząd za inwestycje i modernizację, a rząd za stałe wydatki, wtedy każdy prezydent, burmistrz, starosta będzie mógł planować, nie będziemy zaskakiwani.

I znajdzie Pan poparcie poza klubem Lewicy?

Jest pole do dyskusji z KO, z PSL-em, najtrudniej będzie z PiS. To jest projekt, który nas czeka — albo w tej kadencji, albo w przyszłej. Samorządy są na skraju wydolności budżetowej. Największa pozycja w budżetach wszystkich samorządów to edukacja. Ci, którzy chcą wypłacić wynagrodzenia dla nauczycieli, muszą brać kredyty. To skrajna nieodpowiedzialność rządu. 20 mld każdego roku dokłada samorząd do polskiej edukacji. Dojdziemy do momentu, kiedy nauczyciel nie dostanie pieniędzy…

…i będzie wina samorządów. PiS w to graj.

Są takie sprawy jak edukacja, ochrona zdrowia, które nie powinny nas dzielić. Jeśli mamy ambicję, by polska szkoła była szkołą europejską, to trzeba w nią włożyć bardzo dużo pieniędzy — na modernizację, na pomoce, na specjalistyczne pracownie, na sale informatyczne. Znam gierkowskie szkoły tysiąclatki, które do dziś nie były remontowane, bo te samorządy nie mają pieniędzy.

Ustawa o finansach w edukacji to mój cel i ambicja, wielki projekt, który trzeba skonsultować ze związkami zawodowymi, ze środowiskami edukacyjnymi, gdyby to się udało, to byłby duży sukces polskiego parlamentu.

Co jest dziś największym wyzwaniem dla Lewicy?

Skutecznie przedstawiać w parlamencie rozwiązania, które zapowiedzieliśmy w kampanii i umiejętnie komunikować się z ludźmi. Musimy to dopracować. Zgłosiliśmy projekt o najniższej emeryturze 1600 zł, który dotyczy blisko 2 mln polskich emerytów, ustawę dotyczącą cofnięcia haniebnej ustawy odbierającej uprawnienia emerytalne służbom mundurowym i projekt o większych nakładach na ochronę zdrowia. Wszystko bardzo ważne, o wszystkim mówiliśmy w kampanii, tylko musimy popracować, żeby ludzie się o tym dowiedzieli.

Największym wyzwaniem nie jest dotarcie do wyborców PiS i przekonanie ich, że nie muszą dostawać poprawy bytu w pakiecie z nienawiścią?

Mamy jasno zdefiniowany cel: jeśli będziemy konsekwentnie realizować nasz program, to zarówno część elektoratu PO, jak i PiS wróci do lewicy.

Ten elektorat kiedyś był w lewicy. Możemy mówić, że SLD to nie do końca była partia lewicowa, niektórzy mogą próbować nam to wmawiać…

…są za tym argumenty.

To 40 proc. wzięło się z tego, że umieliśmy przekonać do siebie ludzi, zjednoczyć. Później część z nich poszła do PiS, część do PO. Ten elektorat chce partii przewidywalnej, zdroworozsądkowej i sprawiedliwej w sensie społeczno-gospodarczym. Kiedy zaczniemy realizować nasze postulaty, zgłaszać projekty ustaw i ludzie się o tym dowiedzą, ten elektorat będzie do nas wracać.

Kontrolujemy władzę. Prowokujemy opozycję.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Komentarze

  1. Ryszard Latecki

    Nie będzie (w drugiej turze). Nie złoży, teraz – przed kampanią, mandatu w PE. A tylko miałby szansę się uwiarygodnić.
    A to znaczy, że ponownie próbuje oszkapić wyborców. Tych, którzy go ZATRUDNILI w PE i tych na których liczy teraz. Bo kampania to zaangażowanie na 150%, PRACA w PE to też 100%.
    Nie odda, a to znaczy, że traktuje mandat w PE jak intratną synekurę a nie jako zobowiązanie.

    • Helena Rybarczyk

      A Pan złożyłby mandat . ?? Zanim się zacznie wymagać od kogoś czynów heroicznych, trzeba spojrzeć na siebie . Dlaczego tylko Biedronia mandat to synekura a innych to zasłużone stanowisko. To czepialstwo niektórych do Biedronia przechodzi w groteskę

      • Stanisław Sztuber

        Obietnica złożenia mandatu była lekkomyślną ze strony Biedronia. Miała na celu podkręcenie marketingu politycznego Wiosny. Skończyło się ciągłym wypominaniem mu tego, bo Polak jak nikt inny jest zawistny o kasę drugiego. Biedroń chyba zapomniał o tym.

        • Anonimowy nie-hejter

          A mało to było lekkomyślnych obietnic ze strony innych polityków? Ja dotąd pamiętam, jak PO obiecała 3×15, JOWy, podatek liniowy itd. A potem przyszedł kryzys. A jakoś wygrali różne wybory kilka razy z rzędu.

  2. Łukasz Lachoń

    Dobrze, że opozycyjni kandydaci na prezydenta tak ciężko pracują. Nowe pomysły, cięte riposty, merytoryczne programy. Ciężka praca u postaw, w regionach. Aż miło na to wszystko patrzeć. Widać, jak dużo nauczyli się z poprzednich porażek. 🙂

  3. Stanisław Sztuber

    A ja mam pytanie do pana Czarzastego. Wprowadził pan do statutu partii zapis, że kandydata na prezydenta będą zatwierdzać wszyscy członkowie w drodze referendum, aby uniknąć kompromitacji jak z ogórkiem. Było to referendum??? Bo coś nie słyszałem, a kandydat już zatwierdzony. Czyżby SLD miał problem z przestrzeganiem własnego statutu??? Demokraci…

  4. Anonimowy nie-hejter

    Nie sposób nie przyznać racji w dwóch rzeczach:

    1. Opozycja jest tak rozdrobniona, że w tych wyborach mamy największe od lat prawdopodobieństwo, że do drugiej tury wcale nie wejdzie kandydat/kandydatka PO.

    2. Kidawa-Błońska do tej pory pokazała, że słabo jej idą wystąpienia publiczne.

    • Stanisław Sztuber

      Jak na razie, to wszystko wskazuje, że największym konkurentem, do drugiej tury, pani MKB jest pan Hołownia. Przewiduję, że Kosiniak z Biedroniem nie osiągną wyników ugrupowań (z wyborów parlamentarnych), z których startują.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press