11 sierpnia 2021

Wielki sukces wielkiego strajku w Paroc Polska. Oto jak do tego doszło

"Polska może się uczyć od Trzemeszna konsekwencji, uporu i współpracy. Gdzie buduje się więzi, tam łatwiej wspierać się w walce o dobro wspólne" - napisał w nocy Grzegorz Ilnicki, związkowiec i pełnomocnik prawny reprezentujący strajkujących. "Słowo-klucz tego strajku to solidarność pracowników" - mówi OKO.press Adrian Zandberg z Lewicy Razem

"Choć jesteśmy wielką, międzynarodową organizacją, liderem w branży, nie tracimy nigdy z oczu utalentowanych ludzi, będących siłą napędową naszego sukcesu" - pisze na swojej stronie Paroc Polska.

Należąca do amerykańskiego koncernu Owens Corning grupa Paroc to producent izolacji z wełny mineralnej. Ma zakłady w Finlandii, na Litwie, w Rosji, Polsce i Szwecji. Polski zakład w Trzemesznie w pow. gnieźnieńskim jest największy - zatrudnia prawie 800 osób. Normalnie z fabryki wyjeżdża 200 tirów dziennie.

"Jeszcze wyjeżdżają, bo obsługuje je firma zewnętrzna, ale dużo mniej niż powinno wyjeżdżać. Przypuszczam, że poniedziałek już im się zrobi poważny problem" - mówił w piątek 6 sierpnia OKO.press Marcin Lewandowski, pracownik zakładu.

Bo w ubiegłym tygodniu, podczas nocnej zmiany z 4 na 5 sierpnia, zakład stanął. Strajkujący domagali się m.in. podwyższenia dodatku stażowego i gwarancji umów o pracę na czas nieokreślony dla każdego pracownika.

"Nie stoimy, żeby sobie stać, tylko żeby załatwić swoje. Cała produkcja stoi. Mamy tutaj cztery piece: dwa elektryczne i dwa szybowe. Szybowe zostały wygaszone, elektryczne są podtrzymane, bo taki jest proces technologiczny".

Trzy postulaty

We wrześniu 2020 roku w Paroc rozpoczął się spór zbiorowy pomiędzy pracodawcą a reprezentującymi pracowników związkami zawodowym (Konfederacją Pracy OPZZ oraz Solidarnością '80). Negocjacje nie przyniosły skutku, podobnie jak strajk ostrzegawczy. Pod koniec czerwca 2021 pracownicy zagłosowali więc za strajkiem generalnym. Strajk poparło ponad 97,5 proc. głosujących, frekwencja wyniosła ok. 60 proc.

Gdy zaczął się, pierwszą reakcją pracodawcy był... brak reakcji.

"Grają twardo. Ale w załodze jest pełna determinacja. Nie ugniemy się" - mówił Lewandowski.

Dopiero w niedzielę 8 sierpnia o 22:00 pierwszy raz zarząd firmy położył propozycję wzrostu wynagrodzeń.

"Ona jest śmieszna, niewiele się różni od poprzedniej, która nie została przyjęta" - komentował dla OKO.press Grzegorz Ilnicki, prawnik reprezentujący strajkujących, pełnomocnik Zarządu Krajowego OPZZ Konfederacja Pracy.

Strajkujący mieli trzy postulaty.

Pierwszy: coroczna waloryzacja o kwotę nie mniejszą niż nominalny wzrost płacy minimalnej.

"Inflacja zżera płace. Dziś obowiązuje waloryzacja inflacyjna, ale ten ogólny wskaźnik inflacji - teraz na poziomie 4 proc. - nie rekompensuje ludziom wzrostu cen. Bo wiadomo, że koszyki inflacyjne są różne, np. żywność podrożała o kilkanaście procent, o jedną piątą podrożało paliwo itp.

Sama waloryzacja inflacyjna niewiele daje: jachty potaniały, paliwo podrożało, a trzeba przyznać, że akurat pracownicy w Trzemesznie ostrożnie inwestują w kupno nowych jachtów" - ironizował Ilnicki.

Związkowcy szukali więc innego wskaźnika. Przyjęli odniesienie do płacy minimalnej - podwyżki miały być równe jej nominalnemu wzrostowi. Zarząd zgodził się na 3-letni wzrost w formule 250-300-300. "To oznacza, że przez trzy lata ten wzrost będzie nie gorszy niż ten nominalny wzrost płacy minimalnej, bo tak go prognozujemy. Nie systemowo, ale doraźnie" - mówił nam Ilnicki.

Z dwoma kolejnym postulatami poszło trudniej.

Porozumienia nie było przy kwestii dodatku stażowego. "Dziś najwyższy dodatek wynosi 160 zł — najwyższy! Według ich propozycji po zmianach wynosiłby 300 brutto. Ale nadal, po 40 latach pracy trzysta brutto daje jakieś 200 zł na rękę. To jest iluzoryczna kwota" - mówił Ilnicki. Dla porównania: dodatek w budżetówce wynosi 5 proc. wynagrodzenia zasadniczego po 5 latach pracy. Wzrasta on o 1 proc. za każdy dalszy rok pracy aż do osiągnięcia 20 proc. miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego.

Sporna pozostawała też sprawa umów na czas nieokreślony. "Domagaliśmy się, by po umowie na okres próbny kolejna umowa była na czas nieokreślony. Oni wskazali, że potrzebują 6 miesięcy, żeby pracownika przeszkolić, przeszkolić i obejrzeć. Zgodziliśmy się więc na pół roku - oni tego nie przyjęli, zgodziliśmy się ostatecznie nawet na 12 - tego też nie przyjęli. Nie ma więc z nimi porozumienia w sprawie umów śmieciowych, a to dla nas jest bardzo ważny wątek" - mówił w poniedziałek przedstawiciel strajkujących.

Ilnicki krytycznie oceniał postawę kierownictwa Paroc Polska podczas całego sporu zbiorowego. "Oni doprowadzili do tego konfliktu. Przez cały rok prowadzili rozmowy, w których dorzucali po kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych. Przyjęli strategię, że zmęczą partnera. Nie zmęczyli. Jeśli doprowadzili do referendum przed strajkiem ostrzegawczym, do strajku ostrzegawczego i potem do drugiego referendum, to znaczy, że się nie uczą na błędach". Wskazywał, że zakład pracy już po kilku dniach zapłacił dużo wyższe koszty strajku, niż wynoszą roczne koszty oczekiwań.

Wsparcie polityków

W poniedziałek do zakładu przyjechał Adrian Zandberg, polityk Razem, jeden z liderów sejmowej Lewicy.

"To już nie jest tylko lokalny strajk. Na ten strajk patrzy cała Polska. "Nie jest łatwo zrobić strajk w międzynarodowej korporacji, wytrzymać, nie dać się złamać. Pracownicy Parocu pokazali, że to możliwe. To nie jest strajk tylko o siebie, o jedną czy drugą grupę pracowników. To strajk solidarny, o normalne, bezterminowe umowy o pracę dla wszystkich" - mówił do robotników na wiecu.

Zandberg wziął udział w poniedziałkowych i wtorkowych (9 i 10 sierpnia) negocjacjach.

View post on Twitter

"Od roku media mówią, że pandemia uderza w biznes. Można wręcz było odnieść wrażenie, że biznes to jedyna grupa pokrzywdzona. I faktycznie, są branże takie jak gastro, gdzie było naprawdę ciężko i pomoc była potrzebna. Ale są też branże, w których ostatni rok — tak jak w Parocu — to były rekordowe zyski. W tych firmach ludzie słyszą, że nie można podnieść pensji, »bo koronawirus«, a jednocześnie widzą, że dotąd wyjeżdżało 50 tirów ze sprzedaną produkcją, a teraz wyjeżdża sto" - mówi OKO.press Adrian Zandberg.

"Takich zakładów, w których są duże zyski, jest więcej, myślę, że przykład Parocu zachęci wielu innych, żeby upomnieć się o udział pracowników w tym sukcesie" - dodaje poseł Lewicy.

Z pracownikami Paroc Polska współpracowała też posłanka Lewicy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Była obecna na negocjacjach z zarządem podczas strajku ostrzegawczego.

"Przede wszystkim w tym strajku chodzi o bardziej podmiotowe traktowanie pracowników i docenienie ich doświadczenia poprzez godne wynagrodzenie za ich pracę. Bo to właśnie dzięki ich pracy firma notuje spore zyski" - mówiła w rozmowie z "Krytyką Polityczną"

"Mam wrażenie, że w Polsce powszechnie zakładamy, że jak coś jest zgodne z prawem, to automatycznie jest sprawiedliwe i uczciwe, a nie zawsze tak jest. Prawo określa jedynie ramy, minimalne warunki pracy. Po to mamy takie narzędzia jak związki zawodowe, spory zbiorowe, czy strajki, żeby wywalczyć sobie to, czego nie da się zagwarantować jedynie przepisami prawa. Tym bardziej w warunkach dość słabej kontroli jego przestrzegania".

W trakcie strajku OPZZ Konfederacja Pracy Trzemeszno uruchomiła zbiórkę na fundusz solidarnościowy dla pracowników i pracownic Paroc Polska. Do końca strajku na konto wpłynęło prawie 130 tys. zł.

Koniec strajku. "Polska może się uczyć od Trzemeszna"

"O godz. 01:28 podpisaliśmy porozumienie" - napisał dziś w nocy Ilnicki (11 sierpnia). "Zaraz potem ruszyliśmy na hale, aby przekazać warunki zakończenia strajku. Mamy to, o co walczyliśmy od roku"

Strajkujący wywalczyli:

  • Ograniczenie umów śmieciowych, 58 umów na czas nieokreślony dla pracowników jeszcze w sierpniu 2021 roku i gwarancje systemowych rozwiązań od 2022 roku.
  • Drugą w tym roku waloryzację płac, która obejmie 600 osób z 800 pracowników i wspomniany wyżej pakiet waloryzacyjny na lata 2022-2023. Łączna wartość wynegocjowanej waloryzacji to nie mniej niż 850 zł.

"Jest wreszcie to, na czym pracownikom zależało najbardziej - radykalny wzrost dodatku stażowego. Jego najwyższy wymiar wyniesie 18 proc. płacy minimalnej, co miesiąc. Dodatek będzie się także automatycznie waloryzować, co roku. Niektórzy pracownicy zyskają na nowym dodatku nawet 600 proc. względem poprzedniego. Wynegocjowaliśmy także pulę 300.000 zł na świadczenia dla pracowników za okres strajku. Upada więc mit, że za czas strajku się nie płaci" - napisał Ilnicki. Dodał, że wtorkowe negocjacje trwały ciągiem 15 godzin.

"Bez wątpienia w Trzemesznie wzrośnie teraz na chwilę spożycie szampanów i napojów wyskokowych. Te bąbelki będą miały swoje silne uzasadnienie w treści porozumienia strajkowego, które zawarliśmy.

Polska może się uczyć od Trzemeszna konsekwencji, uporu i współpracy. Gdzie buduje się więzi, tam łatwiej wspierać się w walce o dobro wspólne" - napisał Ilnicki.

"To jest wielka rzecz. Po raz pierwszy of lat polscy pracownicy zorganizowali duży, skuteczny strajk w międzynarodowej korporacji. Ta wygrana ośmieli innych, żeby zakładać związki zawodowe. Pokazuje, że warto się organizować — bo pracownicy zjednoczeni są po prostu silniejsi. Cieszę się, że udało się wypracować dobre porozumienie" - mówi OKO.press Adrian Zandberg.

I dodaje: "Słowo-klucz tego strajku to solidarność pracowników. Strajkujący walczyli o to, żeby nie było pracowników drugiej kategorii, na gorszych umowach. Udało się wywalczyć sensowny system, ze ścieżką dojścia do normalnych, stabilnych umów o pracę dla każdego. Będą podwyżki, będą dodatki stażowe. Ale przede wszystkim — pracownicy wywalczyli to, że będą traktowani podmiotowo".

Udostępnij:

Bartosz Kocejko

Redaktor OKO.press. Kieruje działem społeczno-ekonomicznym. Czasem pisze: o pracy, podatkach i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne