12-letnia Wiktoria Gabor, Romka Bergitka, połamała wszystkie stereotypy "Cyganów". "Nasze romskie szczęście" - mówi o niej OKO.press dr Joanna Talewicz-Kwiatkowska z UJ. Opowiada o hejcie, jaki spotkał Wiktorię po Junior Eurovision. I o romskich dzieciach, które wg badań w 81 proc. niepotrzebnie trafiają do szkół specjalnych

Jak to będzie po romsku „Wiktoria, nasza romska duma, nasza romska radość”? – pytam dr Joannę Talewicz-Kwiatkowską*, antropolożkę kulturową z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezeskę Fundacji W Stronę Dialogu, która promuje wielokulturowość i wiedzę o Romach. Nie trzeba dodawać, że chodzi o zwycięstwo Wiktorii Gabor, 12-letniej Romki, w konkursie Junior Eurowizji 24 listopada 2019.

  • Zobacz misję Fundacji w Stronę Dialogu

    Fundacja W Stronę Dialogu powstała w roku  2012 roku i jest organizacją ogólnopolską. Głównym celem naszej działalności jest promowanie wielokulturowości, działań antydyskryminacyjnych oraz wiedzy o społeczności romskiej. Nasze działania adresujemy zarówno do społeczności mniejszościowych, głównie do Romów, jak również do środowisk większościowych. Wierzymy bowiem, że edukacja i współpraca przyczyni się do tworzenia harmonijnej opartej na wzajemnych szacunku rzeczywistości społecznej.

Joanna Talewicz-Kwiatkowska: „Jamary romani bacht”, czyli nasze romskie szczęście, radość. Duma to „patyw”, ale używamy tego słowa tylko w odniesieniu do tradycji, przestrzegania romskich zasad. Szczęście, bo nareszcie mamy tak widoczny sukces. Jest oczywiście sławna Edyta Górniak, ale ona akurat nie identyfikuje się ze swoją społecznością. Nie robię zarzutu, broń Boże, jej decyzja.

Mamy też Gerarda Lindera, mistrza świata w kick-boxingu, aktywistę romskiego. W kampanii „Jedni z wielu” użyto billboardów z twarzą Gerarda i napisem „Jestem Romem, Polakiem, mistrzem świata”. Ktoś dopisał na jednym z nich „Śmierć Cyganom!” i dodał swastykę. Krzysiek Gil, który obronił doktorat na krakowskiej ASP, w tej samej kampanii mówił „Jestem Romem, jestem artystą, jestem Polakiem” i też padł ofiarą hejtu. Mówił mi, że to był szok.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Wracając do Wiktorii…

Pochodzi z grupy Romów Karpackich, (Romowie Górscy, Bergitka).

Skąd to wiadomo?

Jak to skąd? Z nazwiska. Gabor to jeden z rodów Bergitka. Mieszkali na Pogórzu Karpackim i w Kotlinie Kłodzkiej, już od XVII wieku prowadzili osiadły tryb życia, w PRL podejmowali pracę, mniej przestrzegali tradycji, czasem są stygmatyzowani przez innych Romów. Ale to trochę takie podziały z lamusa, dla młodych nie mają znaczenia.

  • Zobacz informacje o czterech grupach Romów


    

Jak piszą Marian i Miłosz Gerlich w raporcie dla Fundacji Batorego, „w realiach polskich wyróżniamy cztery duże grupy Romów:

    • Polska Roma, czyli Cyganie, którzy przybyli na ziemie I Rzeczpospolitej w XV–XVI w., uciekając przed prześladowaniami na terenie państw Rzeszy Niemieckiej;
    • Kełderasze, którzy dotarli na ziemie etnicznie polskie w latach 60. i 70. XIX w. z obszarów Wołoszczyzny i Mołdawii;
    • Lowari, głównie z terenu Transylwanii;
    • Bergitka Roma, którzy przybyli w XV w. z terenów Słowacji i – szerzej – historycznych Węgier, zasiedlając Beskid Niski, dziś głównie tereny wiejskie Spisza, Nowosądecczyzny, ale też Nowej Huty i dużych miast, także niektórych miast górnośląskich, jak Zabrze i Gliwice, tzw. Opolszczyznę oraz Dolny Śląsk – w tym zwłaszcza Kłodzko i Bystrzycę Kłodzką.

    Pierwsze trzy grupy charakteryzował do początków drugiej połowy XX w. nomadyczny tryb życia, a także przestrzeganie – do dziś – systemu aksjo-normatywnego, znormalizowanego kulturowo wzoru zachowań, co w odniesieniu do Polska Roma określa się jako romanipen. Natomiast Bergitka Roma to grupa prowadząca osiadły tryb życia; coraz mniej przestrzegająca tradycji, grupa stygmatyzowana negatywnie przez pozostałe grupy romskie”.





Wiktoria urodziła się w Niemczech, mieszkała w Wielkiej Brytanii, niedawno rodzina wróciła do Polski, mieszkają w Nowej Hucie. Komponuje razem ze starszą o cztery lata siostrą Melisą własne piosenki, świetnie śpiewa, wspaniały angielski.

Pokazała, że Romka może być gwiazdą, Europejką. I wygrać coś dla Polski. W dodatku Romka Bergitka.

Tak, Wiktoria dowartościowuje też grupę, która bywa dyskryminowana w ramach dyskryminowanej mniejszości.

Jestem Romką, muzyka była zawsze w naszym domu. Kiedyś zaczęłam nagrywać na komórkę jak śpiewam. Zobaczyła to mama, i powiedziała, że ładnie mi to wychodzi” – opowiadała mediom.

Przyznam się do czegoś. Jak się dowiedziałam, że Polskę będzie reprezentować dziewczynka pochodzenia romskiego, to się zdziwiłam, że ktoś ją wybrał. Przepraszam, ale wiem, jak wysoka jest temperatura uprzedzeń. Ale gdy usłyszałam jak śpiewa… To już tylko żałowałam, że startuje akurat w edycji 2019, bo Polska wygrała Junior Eurowizję w 2018 roku, to nie ma szans na drugi raz. Cholercia – pomyślałam. A chwilę potem… Tym większa była radość.

Hejtem w Wiktorię

Stowarzyszenie Romów w Polsce: „Mamy nadzieję, że sukces młodej romskiej piosenkarki pozytywnie wpłynie na postrzeganie obywateli polskich pochodzenia romskiego przez tzw. społeczeństwo większościowe”.

Ale pierwszą reakcją był hejt. „Co to za Polka?!”, „Cyganicha, 12 lat, a wygląda jak stara, bo u Cyganów to już powinna mieć dziecko z cygańskim zbokiem”, „Gdzie masz cekiny”. I inne bardziej wulgarne.

Albo „szwabska cyganka”. „Wy się nią jaracie, a to nawet Polka nie jest”. Takie wpisy znalazły się m.in. w komentarzach do gratulacji prezydenta Dudy.

No właśnie, jeszcze Niemka jak jakiś Donald Tusk.

Cyganicha, cyganka – pisane zawsze z małej litery. Niedawno napisałam tekst dla „Wyborczej” „Romowie, naród niechciany”– trochę historii, trochę współczesnych problemów. Pod artykułem 99 proc. komentarzy było nienawistnych, głównie, że nie ma dla nas miejsca w Europie. Jak widać, rasizm nie dotyka tylko narodowców czy faszystów. Wzrost hejtu w Polsce po 2015 roku niektórych szokuje, ale my jesteśmy przyzwyczajeni.

Wiktoria wystąpiła dwa razy w głównym programie TVP, tuż po „Wiadomościach”, w tym raz z prezesem TVP, który – jest jaki jest – okazywał jej wielką atencję. Choć w rozmowie o romskich korzeniach nie było.

Ani słowa. Duda i Morawiecki też mogli w swoich gratulacjach wykorzystać sytuację, by dać sygnał tolerancji, podkreślić satysfakcję, że to romska dziewczynka wygrała.

Występ Jacka Kurskiego z Wiktorią, to była raczej promocja Kurskiego, a na pewno nie Romów. Wychwalał swoją intuicję: zauważyłem, że ona ma w sobie to coś.

Nienawistne wpisy pod gratulacjami Dudy zostały usunięte. Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych ostrzegł hejterów młodej artystki, że przygotowuje zawiadomienie do prokuratury.

Czyli nie jest tak źle? Jest. Nie mam wyglądu stereotypowej Romki, ale zdarza mi się w Krakowie usłyszeć na ulicy coś wulgarnego, a raz naprawdę się bałam fizycznej napaści. Kiedyś myślałam, że ta niechęć kierowana jest tylko do Romów koczujących gdzieś na obrzeżach miast, żyjących w nędzy, że ma korzenie klasowe. Ale okazuje się, że przed hejtem nie chroni także wykształcenie czy wyższa pozycja społeczna.

Stereotypy są wyjątkowo oporne na edukację, a edukacji równościowej w Polsce praktycznie nie ma, więc stereotypy mają się dobrze. Żerują na historii tak długiej, jak obecność Romów w Europie czy w Polsce – od XIV-XV wieku.

W średniowieczu popularna była legenda o romskim kowalu, który wykuł gwóźdź do ukrzyżowania Chrystusa. Krążyły historie, że pochodzimy od biblijnego bratobójcy Kaina czy z orgiastycznego zbliżenia między szatanem a Cyganką. W Niemczech legalne były polowania na Romów – kroniki odnotowywały ustrzelone jelonki, sarenki i „kilka cyganiątek”. Powszechną praktyką było odbieranie dzieci romskim rodzicom w celach resocjalizacyjnych. Język romski był w wielu miejscach zakazany.

Hitleryzm przyniósł romski Holocaust, przy czym Romowie wciąż nie doczekali się godnego uczczenia wśród ofiar. Za komunizmu przymusowo nas osiedlano, a  po 1989 roku okazaliśmy się „największymi przegranymi kapitalizmu”, bo ludzie masowo tracili pracę i mieszkanie. Romowie nie mieli kwalifikacji niezbędnych na konkurencyjnym rynku pracy. Wielu stanęło w kolejkach po zasiłki.

Znaczna część Romów mieszka dziś w Europie w warunkach porównywalnych z  fawelami w Rio de Janeiro czy Buenos Aires. Takie miejsca są również w Polsce. Przeklinają baks, swój cygański los.

Mała korekta. Sporo osób wystąpiło w obronie Wiktorii: Udławcie się nienawistnicy własnym jadem! Życzę wspaniałej kariery; Przepraszam cię Viki za tych co nie wiedzą, co czynią; Pewnie polska krew to najlepsza mieszanka jadu smoczego zawiści rasizmu i hipokryzji; Ludzie zmieńcie się. Nie jesteśmy sami na świecie; Znałam Romów są naprawdę super.

OK, były i takie głosy. Ale zdarzały się takie „wyważone” uwagi: „Można Romów nie lubić – jest za co – ale co winna dziewczyna, która wcale się nie prosiła, by mieć za rodziców Romów”; „Czy to hejt pisać prawdę?. Jest obywatelką Polski, ale nie Polką”.

To w nas głęboko siedzi. Cyganka jako wróżka, Cygan jako złodziej. Była kilka lat temu w Grecji taka historia. W rodzinie romskiej wychowywało się dziecko: biała skóra, blond aniołek. Ktoś zawiadomił policję, która zabrała dziecko, bo – wiadomo – Cyganie porywają dzieci. Stereotyp jeszcze z czasów taborów. Żydzi porywają na macę, a my, żeby dla nas żebrało. Udało się w końcu wyjaśnić, że ona jest bułgarską blond Romką, pod opieką rodziny Grecji, ale zanim to się stało, dziennikarka poważnej polskiej stacji telewizyjnej zapytała mnie, na jaką skalę działa dziś proceder porywania dzieci.

Sukces Wiktorii może trochę naruszyć wzór Roma jako obcego, groźnego, gorszego. Nie pamiętam, żeby kiedyś tyle razy pisano, że romskie jest polskie. Bo wcześniej to, co romskie było obciachem.

Jedyny czas dla nas w masowej telewizji to Festiwal Piosenki i Kultury Romów w Ciechocinku Don Vasyla Szmidta, „piewcy kultury romskiej”, który utrwala stereotyp „cygańskiej muzyki”, takie romano-disco. Fajne jest w Wiktorii, że robi karierę w dziedzinie tradycyjnej dla Romów, ale nie uprawia żadnej tandety. Nawiązuje do europejskiej mody na etniczne klimaty, ale robi to subtelnie. Kayah i Bregović także czerpali z ludowej muzyki, w dużej mierze romskiej, ale dużo bardziej wprost. A jest przy tym bardzo popularna.

Na YouTube jej klip ze zwycięską piosenką „Superhero” ma 9 mln wyświetleń.

Nieraz słyszałam nawet od swoich studentów na UJ, że Romowie nie zasłużyli się dla Polski, a tu proszę, taki sukces. Może to rozpuści choć na moment te wstrętne stereotypy, że Rom musi być kryminalistą, niewyedukowanym, w najlepszym razie nieudacznikiem na marginesie społeczeństwa, który nie chce się integrować, a jeśli czegoś w ogóle chce, to wrócić do taboru i bielić kotły. Tymczasem jesteśmy różni i są wśród nas osoby wyjątkowo utalentowane.

Szkoła nie dla Romów

Ilu Romów mieszka w Polsce?

W narodowych spisach powszechnych do 2001 roku można trzeba było wybrać jedną narodowość, była tylko jedna kratka. Wybrałam wtedy romską, bo pomyślałam, że będzie jej mało (śmiech). W 2011 można już było wskazać dwie.

Według ostatniego spisu z 2011 roku inną niż polska „identyfikację narodowo-etniczną” zadeklarowało 1 404 tys. osób, z tego 842 tys. (60 proc.) wybierało równolegle polską. Najwięcej: śląską (817 tys.) i kaszubską (225 tys.). Romowie byli na 6. miejscu: 17 049 deklaracji, w tym 9 898 tys. (58 proc.) razem z polską. 

Według organizacji romskich, jest nas więcej, około 30 tys., a przed 2004 rokiem, kiedy zaczęły się wyjazdy w ramach Unii Europejskiej, nawet 50 tys.

Dyrektorka krakowskiej podstawówki nr 37 chwali Wiktorię – swoją uczennicę – za talent i poziom angielskiego, ale podkreśla że „bywa nieśmiała, jest osobą skromną, która nie pcha się na afisze. Występuje na akademiach szkolnych, ale woli trzymać się z boku”.

W szerszej perspektywie szkoła – na długo przed minister Zalewską czy ministrem Piontkowskim – była i jest dla romskich dzieci miejscem cierpień. Są izolowane, odrzucane. W 2008 roku w Maszkowicach pod Nowym Sączem, dyrektor podstawówki stworzył oddzielne wejście dla dzieci romskich, z których większość zresztą chodziła do „klas romskich” o niższym poziomie nauczania.

Najskuteczniejszym pomysłem na pozbycie się Romów ze szkół  jest kierowanie ich do szkół specjalnych.

Domagają się tego często nieromscy rodzice, którzy nie chcą, by ich dzieci uczyły się razem z „Cyganami” i skarżą, że romscy uczniowie zaniżają wynik szkoły w rankingu. Kierowanie dzieci romskich do szkół specjalnych nie jest wyłącznie polskim czy wschodnioeuropejskim pomysłem, zdarza się także na Zachodzie i wynika z przekonania, że Romowie są głupsi od innych. Są nawet zmanipulowane, rasistowskie badania, które to potwierdzają.

Zaczyna się od tego, że dziecko romskie, które przychodzi do szkoły, gorzej zna polski, bo to jego drugi język. Zamiast uznać to za wyzwanie i szansę dla klasy, nauczyciele kierują je do poradni psychologiczno-pedagogicznej. Dalej wszystko idzie jak z automatu.

81 proc. złych diagnoz, które dewastują życie dzieci

W 2010 roku ukazał się przełomowy raport  „Funkcjonowanie poznawcze i językowe dzieci romskich uczęszczających do szkół specjalnych i masowych”, który koordynowałaś dla Fundacji im. Stefana Batorego i Stowarzyszenia Romów w Polsce. Badanie objęło wprawdzie tylko 77 dzieci romskich w wieku od 6 do 16 lat, ale wykryte deformacje okazały się statystycznie istotne.

Spośród tych 77 dobranych losowo romskich dzieci z rożnych stron Polski aż 31 (40 proc.) miało orzeczenie o niepełnosprawności i uczyło się w szkołach specjalnych. Czy to znaczy, że dwoje na pięcioro dzieci romskich jest intelektualnie niepełnosprawnych? Oczywiście nie, ale takie są proporcje od lat.

To wręcz postkomunistyczny suwenir. Przez lata nikt nie słuchał próśb ze strony Romów , żeby ustalić, dlaczego właściwie tak się dzieje. Dopiero Fundacja Batorego w ramach programu „Demokracja w działaniu”, podjęła wyzwanie zbadania sprawy.

Znaczenie ma kontekst społeczny, czyli niechęć otoczenia oraz stereotyp, który sprawia, że powstaje takie podejrzenie.

Ale kluczową rolę odgrywa sposób badania intelektualnej sprawności dzieci – przy pomocy testów językowych po polsku.

Aby dowiedzieć się, jak jest naprawdę przebadaliśmy romskie dzieci testem Matryc Ravena, który jest cenionym narzędziem do pomiaru inteligencji ogólnej i zdolności edukacyjnych.

 

Okazało się, że z 31 romskich dzieci, które miały orzeczenie o niepełnosprawności intelektualnej tylko 6 (sześć!) było poniżej granicy pełnosprawności, co oznacza, że skierowanie do szkoły specjalnej było w tym przypadku zasadne. Kolejne 9 (29 proc.) pozostaje na granicy niepełnosprawności, a aż 16 (52 proc.) jest pełnosprawne.

To oznacza, że cztery piąte dzieci – 25 z 31 – znalazło się w szkole specjalnej bez konieczności. Okropne, prawda?

Z raportu nikt nie wyciągnął wniosków?

Opracowano neutralny językowo test, ale zabrakło pieniędzy na szkolenia. Sytuację mogliby uzdrowić asystenci romscy, którzy mają motywować dzieci i mediować między rodzicami a szkołą. W fundacji W Stronę Dialogu opracowaliśmy trening podnoszenia ich kompetencji. Ale nikt nie prowadzi szkoleń, brakuje pieniędzy. Asystenci niesieni entuzjazmem próbują coś robić jak potrafią, jeżdżą za swoje pieniądze autobusami od szkoły do szkoły… Ale dużo osób się wypala.

Z raportu wynika, że czasem rodzice – a to oni formalnie podejmują decyzję o wyborze szkoły specjalnej – są z tego zadowoleni, bo w takich szkołach jest mniej wymagań, dyscypliny, mniej stresu dla dzieci i rodziców.

Wielu rodziców romskich to prości ludzie, czasem nawet analfabeci, którzy nie zdają sobie sprawy, co pójście do szkoły specjalnej oznacza dla ich dzieci. Ale coraz więcej z nich zdaje sobie sprawę, o co tu chodzi. W raporcie cytowaliśmy głosy rodziców: „No, bo tak, że nasze dzieci po polskiemu dobrze nie mówią, za gorszych też ich mają, za głupich. No, dzieje się poza tym tak, że dzieci nie chcą do szkoły iść.

Za głupie dzieci nauczyciele uważają, jak mojego brata, bo nie rozumiał po polsku dobrze, to do specjalnej szkoły go dali, że bez rozumu, taki niedorozwinięty znaczy”.

Rośnie też świadomość, że „Uczyć się trzeba, bo co z nami bez tej szkoły będzie. Kończy się takie nasze życie bez nauki w szkole. To widać trzeba, bo gonią i widać, że z tego może coś być dla nas na lepsze”.

Słabnie postawa obronna, że szkoła to miejsce, gdzie cię uczą, jak nie być Romką, jak nie być jedną z nas.

Dramatycznie brzmi taka wypowiedź: „Z nami jest tak, że my już nie takie głupie Cygany, znaczy jak dawniej. I my już, wiemy, że przez ta nauka oni nas chcą oduczyć naszej kultury i zrobić tak, że wszystko za jakiś czas potracimy. Nic z Cygana nie zostanie, tylko taki biedny, nikomu niepotrzebny. Najbardziej, że jeszcze wystraszony. Nie będzie to już Rom, a jakiś taki pokręcony. Ani to, ani tamto”.

Albo taki żal: „Po co komu Cygan? Niech zaśpiewa, to się mu zapłaci i niech się wynosi. W szkole dziecku to wyrwać chcą cygańską duszę”.

Po sukcesie Wiktorii wszyscy Romowie poczuli dumę. Ale ich postawy nie będą się zmieniać tak szybko, bo stoją za nimi całe stulecia krzywd i dyskryminacji. Zwłaszcza, że polska szkoła nie potrafi dostrzec różnorodności, ani jej dowartościować. Nauczyciele nie są przygotowywani do pracy z dziećmi kulturowo i językowo odmiennymi. Jak pokazały nasze badania, decyduje bariera językowa, choć przecież wiadomo, jak błyskawicznie dzieci uczą się nowego języka.

Nauka polskiego, która mogłaby dać do myślenia

Romskie dzieci w poradni psychologiczno-pedagogicznej, obok „testu inteligencji po polsku”, zdają „test zasobów językowych”. I często go nie zaliczają, bo sprawdza prostą znajomość słów. W badaniach, które koordynowałaś są przykłady twórczości językowej romskich dzieci. Na przykład widząc na zdjęciu dyrygenta mówiły „muzykarz”…

na górnika mówiły „kopalniarz”, na malarza – „malowacz”.

W mądrej szkole mogłaby to być kapitalna lekcja nauki o języku, w której wszyscy uczniowie wymyślaliby alternatywne nazwy, starając się zrozumieć zasady słowotwórstwa, a przy okazji dobrze się bawiąc. Jak można by np. nazwać wiewiórkę albo szczotkę?

A wiesz, jak wielu Romów mówi na taką małą poduszeczkę?

Po polsku „jasiek”, ale to nie pochodzi od jakiegoś Jaśka, ale od turecko-tatarskiego yastyk (poduszka), przyszło do polszczyzny przez  język ukraiński i białoruski.

Polscy Romowie mówią „jaśko”. Romowie zapożyczają masę słów z języka, który ich otacza. Byłam świadkiem, gdy Romowie z różnych krajów rozmawiali po angielsku, bo ich romskie języki zbytnio się różniły.

 

*Joanna Talewicz-Kwiatkowska. Adiunkt w Instytucie Studiów Międzykulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prezeska Fundacji w Stronę Dialogu. Autorka m.in. pracy „Wpływ aktywności finansowej Unii Europejskiej na położenie społeczne Romów w Polsce”, współautorka książki „Kierunek: przyszłość. 25 lat wolności a Romowie”

 

 

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Komentarze

  1. Vorth Lokkur

    Dyskryminacja, zwłaszcza dzieci jest czymś nagannym. Niezależnie czy chodzi o dzieci romskie czy polskie, ale opieranie się, w ocenie potencjału intelektualnego na Teście Matryc Ravena nie jest szczególnie profesjonalne. Sam Raven, z tego co wiem sugerował, przy ocenie inteligencji, użycie dodatkowo narzędzi werbalnych, a według aktualnych badań wykorzystanych np. w Skali Stanford-Binet 5, inteligencja to twór wieloczynnikowy, na który składają się zarówno zdolności werbalne jak i niewerbalne. Dodatkowo, w chwili badania (2010), normy polskie dla testu Ravena miały, z tego co pamiętam, ponad 10 lat. Testy inteligencji, bez aktualnych norm zawyżają wyniki, w stopniu istotnym statystycznie. Nie zmienia to oczywiście faktu, że wysyłanie dzieci do szkół specjalnych, z powodu pochodzenia, czy tego że język polski nie jest ich pierwszym językiem jest absolutnie naganne.

    • Jan Helak

      A co takiego złego napisał Piotr Pacewicz w poprzednim tekście? Tam chodziło głównie o to, że Jacek "Ciemny lud to kupi" Kurski bezczelnie grzeje się w cieple cudzego sukcesu. Bo jakoś nie słyszałem, by TVP odkryła talent Wiktorii już w pierwszej klasie podstawówki i od tego czasu sponsorowała jej kształcenie muzyczne… Zaś co do opinii o prestiżu Eurowizji Junior wyrażonej przez red. Pacewicza – cóż, jest to pochodna Konkursu Eurowizji "dorosłej", o którym opinie są, delikatnie mówiąc, różne. To zaś rzutuje zarówno na Eurowizję dziecięcą, jak i taneczną (zaznaczam, że nie oceniam żadnego z tych konkursów, bo od dawna nie oglądam, jedynie podsumowuję opinie krążące w mediach).

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!