10 lipca PiS próbował uniemożliwić odbycie się legalnie zarejestrowanych kontrmiesięcznic smoleńskich stowarzyszeń Tama i OSA. Wojewoda zakazał ich o godz. 16, choć nie miał do tego prawa, a policja groziła ich uczestnikom zarzutami zakłócania zgromadzenia i uroczystości religijnej

Podczas obchodów 87. miesięcznicy smoleńskiej w okolicy Krakowskiego Przedmieścia miały odbyć się trzy legalne kontrmanifestacje: Obywateli Solidarnie w Akcji przy Kordegardzie (naprzeciwko Pałacu Prezydenckiego) i przy pomniku Bolesława Prusa (obok hotelu Bristol, już za barierkami odgradzającymi zgromadzenie smoleńskie) oraz stowarzyszenia Tama na skwerze Hoovera (tuż przy trasie smoleńskiego marszu). Władze podległe PiS – BOR, wojewoda mazowiecki i policja – robiły wszystko, co w ich mocy, by uniemożliwić lub zakłócić ich przebieg.

Już w nocy z 9 na 10 lipca BOR polecił policji zagrodzić Krakowskie Przedmieście metalowymi barierkami i usunąć legalnie manifestujących w pobliżu Pałacu Prezydenckiego Obywateli RP oraz członków Obywateli Solidarnie w Akcji. Z tego powodu OSA, choć na poniedziałek 10 lipca zarejestrowali zgromadzenie pod Kordegardą do godz. 6 i od godz. 6 do 22, w ogóle nie mogli zbliżyć się do tego miejsca. Jak pisaliśmy, w ocenie prawników biura Rzecznika Praw Obywatelskich i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, BOR mógł naruszyć w ten sposób przepisy prawa o zgromadzeniach.



Około godz. 16 Arkadiusz Szczurek, organizator zgromadzenia pod Kordegardą, dostał maila z informacją, że wojewoda mazowiecki zakazał tej manifestacji na podstawie wprowadzonych przez PiS przepisów nie pozwalających na organizowanie zgromadzeń w miejscu i czasie zgromadzeń cyklicznych (takim jest miesięcznica smoleńska).

Decyzja wojewody była absurdalna, bo dzięki BOR w praktyce nie było czego zakazywać, ale przede wszystkim bezprawna. OSA wykorzystała lukę w prawie, pozwalającą na organizację manifestacji w tzw. trybie uproszczonym nawet w bezpośrednim sąsiedztwie zgromadzenia cyklicznego. Zgromadzenia w trybie uproszczonym nie może zakazać ani urząd miasta, ani wojewoda. W maju i czerwcu wojewoda mazowiecki mimo to wydawał takie zakazy, ale po odwołaniach organizatorów dwukrotnie uchylał je sąd. W sprawach zwykłych zgromadzeń wojewoda ma obowiązek wydać zakaz “niezwłocznie”. W tym przypadku czekał z decyzją cztery dni.

Tama nie pękła

Także po godz. 16 o zakazie zgromadzenia dowiedzieli się członkowie Tamy. Poinformowali ich policjanci, którzy zatrzymali ich samochód ze sprzętem nagłaśniającym niedaleko Krakowskiego Przedmieścia. „Nie wpuścili nas i wozu TVN, ale samochody mieszkańców i TVP wjeżdżały bez przeszkód – mówi OKO.press Wojciech Król z Tamy. – Negocjacje z policjantami trwały od godz. 15.50 do 16.30. W końcu oficer powiedział nam o decyzji wojewody. Jedyne nagłośnienie, jakie udało nam się wnieść na plac Hoovera, to szczekaczka”- opowiada Król.

Według jego relacji na miejscu zgromadzenia, które było zarejestrowane od godz. 18 stało około 100 policjantów, którzy szczelnie wypełniali skwer. Około dwunastu członków Tamy wkroczyło między nich. „Zaskoczona naszą stanowczością policja ustąpiła, ale okrążyli nas kordonem” – mówi Król. Wszyscy zostali wylegitymowani i usłyszeli zarzuty uczestnictwa w nielegalnym zgromadzeniu (art. 52 ust. 4 kodeksu wykroczeń) i zakłócania uroczystości religijnej (art. 195 kodeksu karnego). Każdego, kto chciał do Tamy dołączyć policjanci także legitymowali i grozili postawieniem tych samych zarzutów. Skutecznie – większość chętnych odeszła na bok.

„Później widać było, że policjanci przygotowywali się do wyniesienia nas, ale na miejsce dotarli wezwani przez nas prawnicy, wolontariusze z Okręgowej Rady Adwokackiej oraz obserwatorzy z Amnesty International. Dzięki temu policja zmieniła zdanie” – mówi Król. Ostatecznie Tama została na skwerze Hoovera do samego końca miesięcznicy o godz. 22.

Tama złożyła już odwołanie od zakazu wojewody i wspólnie z Helsińską Fundacją Praw Człowieka przygotowuje skargę na działania wojewody i policji.

OSA bez prądu

Zgromadzenia OSA przy Bristolu wojewoda nie zakazał, ale przeszkadzali w nim sami policjanci. Tuż przed godz. 21, gdy przed Pałacem Prezydenckim miał przemawiać Jarosław Kaczyński, wyłączyli nagłośnienie i zabrali Osie wzmacniacz. „Oskarżyli nas o zakłócanie zgromadzenia smoleńskiego – mówi OKO.press Arkadiusz Szczurek z OSA. – A przecież nawet gdyby dźwięki spod Bristolu docierały do Pałacu Prezydenckiego, nie mogłyby zagłuszać, bo wtedy nikt jeszcze nie przemawiał” – relacjonuje Szczurek. Według niego w zgromadzeniu brało wtedy udział ok. 2000 osób.

Policjanci zapowiedzieli postawienie zarzutów czterem członkom OSA. OSA zapowiada, że złoży skargę na działania policji.  

44 zarzuty

Policja poinformowała, że skieruje do sądu 44 wnioski o ukaranie za wykroczenia podczas wczorajszych manifestacji – zakłócanie zgromadzenia oraz używanie wulgaryzmów. Poza tym policjanci przyłapali osiem osób na zakłócaniu aktu religijnego. Wylegitymowano 108 osób.

Zarzuty przeszkadzania w manifestacji na pewno dostanie kilku członków Obywateli RP, którzy próbowali zablokować pochód smoleński na placu zamkowym. Udało im się stanąć na trasie pochodu tuż przed jego wyjściem z katedry. “Zatrzymała ich straż porządkowa marszu. Tłum zachowywał się agresywnie, wykręcali im ręce, ale nic nikomu się nie stało. Policja dotarła dopiero po chwili” – opowiada OKO.press Wojciech Kinasiewicz z Obywateli.

Reporterzy OKO.press widzieli, jak policja legitymowała osoby stojące przy barierkach na Krakowskim za wznoszenie okrzyków „Lech Wałęsa” czy gwizdanie.

Jeden z nas podsłuchał, jak policjant starszy stopniem upomina młodszych kolegów: „Co tak stoicie? W notesach pusto? Spisywać, spisywać!”.

Według informacji Okręgowej Rady Adwokackiej, której wolontariusze pomagali osobom legitymowanym i zatrzymywanym w trakcie zgromadzeń, dwie osoby zostały przewiezione na komisariat.

Policja wyliczyła, że w miesięcznicy wzięło udział ok. 2 tys. osób, w kontrmanifestacjach ok. 2,5 tys. osób, a w pilnowaniu porządku brało udział 2,3 tys. policjantów. To o czterystu więcej niż w poprzednim miesiącu, kiedy koszt zabezpieczenia manifestacji wyniósł ponad 440 tys. zł.


Abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym