Prawa autorskie: Robert Wozniak / Agencja GazetaRobert Wozniak / Age...
01 grudnia 2020

Wojewoda z PiS zdecydował: budowa "zamku" w Stobnicy nie zostanie wstrzymana, mimo rażących naruszeń

Wojewoda wielkopolski Łukasz Mikołajczyk (PiS) przyznał, że decyzję o budowie "zamku" w Stobnicy wydano z naruszeniem prawa. Ale uznał, że jest ważna, więc teraz nie można zablokować budowy. Pozostaje odwołanie do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego

Budowa kontrowersyjnego "zamku" nieopodal Stobnicy nie zostanie, póki co, wstrzymana. Po postępowaniu wyjaśniającym, wojewoda wielkopolski Łukasz Mikołajczyk (PiS) nie uchylił decyzji obornickiego starosty zezwalającej na przeprowadzenie inwestycji. Gdyby to zrobił, to nadzór budowlany mógłby zatrzymać prace budowlane.

Paradoksalnie, postępowanie potwierdziło część zarzutów prokuratorskich pod adresem inwestora, poznańskiej spółki D.J.T.

Ustalono m.in., że inwestor bezprawnie wykorzystał fragment kanału Kończak (własność Skarbu Państwa) a także nie przedstawił decyzji środowiskowej dla projektowanych parkingów.

Jakie więc okoliczności nie pozwalają na stwierdzenie nieważności i wstrzymanie decyzji starosty obornickiego? Wielkopolski Urząd Wojewódzki powołał się na zasadę trwałości decyzji administracyjnych, dotychczasowe orzecznictwo sądów administracyjnych, nowelizację prawa budowlanego, nieodwracalność skutków dla środowiska przyrodniczego i upływ czasu od wydania decyzji.

Od decyzji wojewody stronom - Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu i Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu - przysługuje jeszcze odwołanie do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego.

Nieprawidłowość na nieprawidłowości

O "zamku" nieopodal Stobnicy w Puszczy Noteckiej głośno zrobiło się w 2018 roku. Internet obiegły zdjęcia lotnicze prezentujące olbrzymią, przypominjącą średniowieczną konstrukcję budowlę, położoną na 300-metrowej, specjalnie usypanej sztucznej wyspie. Planowo budynek ma mieć 15 kondygnacji, wysokość 48 metrów i do tego 70-metrową wieżę.

I może nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie to, że budowa znajduje się na obszarze Natura 2000.

W sierpniu 2018 roku Ministerstwo Środowiska zleciło Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ) wszczęcie pilnej kontroli procesu wydania decyzji dotyczących budowy. Śledztwo wszczęła też poznańska prokuratura.

Pod koniec kwietnia 2019 roku Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Poznaniu uchyliła decyzję o warunkach robót, którą sama wydała w maju 2015 roku. W lipcu 2019 roku GDOŚ podtrzymał decyzję RDOŚ.

Inwestor odwołał się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA) w Warszawie, który 11 marca 2020 uchylił decyzję poznańskiej dyrekcji ochrony środowiska. GDOŚ 30 czerwca 2020 złożył skargę kasacyjną od wyroku WSA do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

W międzyczasie śledztwo prokuratury zaczęło wykazywać kolejne nieprawidłowości, np. że w oficjalnych dokumentach zaniżono faktyczną wielkość inwestycji - z 2 ha na 1,7 ha.

A przecież na tej podstawie wydano decyzję środowiskową, zgodnie z którą budowla nie będzie znacząco negatywnie oddziaływać na środowisko. W efekcie w połowie lipca 2020 roku w związku z inwestycją zatrzymano i przedstawiono zarzuty siedmiu osobom - urzędnikom i przedstawicielom firmy budującej.

Prokuratura uznając, że jej dowody na nielegalność całej inwestycji są silne, chciała uchylenia przez wojewodę wielkopolskiego pozwolenia na budowę, które wydał starosta obornicki (zdaniem prokuratury z rażącym naruszeniem prawa). Ale ten tego nie zrobił, o czym wyżej.

Wątpliwy raport

Warto przypomnieć, że wątpliwości budził już sam raport oddziaływania na środowisko, który był podstawą wydania zgody na inwestycję.

Raport przygotowała firma ENINA Andrzej Łuczak. Wśród autorów opracowania są wymienieni badacze z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu: prof. Piotr Tryjanowski, dr hab. Tadeusz Mizera, dr hab. Jan Mazurkiewicz, dr inż. Aleksandra Kraśkiewicz, Jacek Więckowski i dr Katarzyna Krupa. Wartość merytoryczna raportu budzi jednak obiekcje specjalistów.

"Od pierwszych stron widać, że raport został niewłaściwie przygotowany” – mówił OKO.press ornitolog Przemysław Wylegała z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody „Salamandra”.

Przyrodnik podkreśla, że wniosków nie oparto o rzetelne i aktualne przyrodnicze badania terenowe. Przykładowo, dane dotyczące liczby i rozmieszczenia ptaków, na które powołują się autorzy opracowania, pochodzą z 2010 roku. Czyli są przestarzałe. Całość raportu uzupełniono mocno ogólnymi odwołaniami do literatury ornitologicznej.

„Z tego wszystkiego, w sposób uproszczony i pobieżny, wyprowadzono wniosek, że inwestycja nie będzie szkodziła przedmiotom ochrony w obszarze Natura 2000. Mówiąc wprost, raport sprawia wrażenie pisanego pod inwestora” – mówił nam Wylegała.

Nikt z wykonawców raportu nie otrzymał za wykonanie raportu wynagrodzenia. „Zapłatą” był zakup przez inwestora siana i owsa dla koni żyjących w nieistniejącej już stacji terenowej Uniwersytetu Przyrodniczego w Stobnicy. A dwójkę badaczy dopisano do listy autorów raportu bez ich wiedzy.

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne