Prawa autorskie: Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plDawid Zuchowicz / Ag...
13 października 2022

Wojna na górze w Radzie Polityki Pieniężnej. Skończy się w sądzie?

Straszenie sądem, milczące telefony, wzajemne oskarżenia w mediach, kontrowersyjne oświadczenia na stronie NBP. To zwięzłe podsumowanie tygodnia w RPP po ostatnim posiedzeniu Rady. Trójka członków otwarcie krytykuje prezesa. Co to oznacza dla przyszłości polityki pieniężnej?

W tym roku rozpoczęła się kolejna kadencja Rady Polityki Pieniężnej. Trójka jej nowych, wybranych przez Senat członków nie obawia się wypowiadać bardzo krytycznie o polityce prezesa Narodowego Banku Polskiego i jednocześnie przewodniczącego RPP Adama Glapińskiego.

Skład RPP wybiera prezydent, Sejm oraz Senat – każdy organ po trzy osoby. Od 2019 roku Senat jest w rękach opozycji wobec PiS, więc w nowej kadencji RPP w radzie znalazły się osoby krytyczne wobec obecnego kursu polityki pieniężnej.

A jednocześnie wybrana przez Senat trójka to zasłużeni ekonomiści, których dogłębnej wiedzy ekonomicznej nie można zanegować: prof. Joanna Tyrowicz, dr hab. Przemysław Litwiniuk i dr Ludwik Kotecki. Nie da się więc ich krytyki odrzucić jako czysto politycznej.

Senacka trójka

Kotecki i Litwiniuk są w radzie od lutego, Tyrowicz dopiero od września. Pierwsi dwaj od początku swojej kadencji otwarcie krytykowali decyzje RPP, czy słowa prezesa Glapińskiego.

„Nie bardzo wiadomo, dlaczego cykl podwyżek miałby się kończyć, skoro inflacja z miesiąca na miesiąc bije kolejne rekordy i nie widać, żeby miała przestać je bić” – mówił Ludwik Kotecki po czerwcowej podwyżce stóp procentowych, gdy Adam Glapiński sugerował, że być może więcej podwyżek już nie będzie.

„Bank centralny powinien też reagować na zapowiadane rosnące nieinwestycyjne wydatki budżetu państwa, które mają być realizowane w najbliższych kilkunastu miesiącach” – mówił Przemysław Litwiniuk w lipcu, zachęcając NBP do silniejszego opowiedzenia się przeciwko ekspansywnej polityce fiskalnej rządu.

Poprawione oświadczenie

Joanna Tyrowicz zaliczyła mocne wejście po jej pierwszym posiedzeniu RPP. W poniedziałek 10 października na swoim profilu w portalu LinkedIn napisała:

„Prawo polskie nie pozwala mi komentować przebiegu tzw. części tajnej posiedzenia (prawo, a nie żadna osoba). Za sześć tygodni poznacie Państwo wyniki glosowania (postawione wnioski oraz kto i jak głosował), do tego czasu nie wolno mi nawet powiedzieć, czy byłam obecna - nie wspominając o tym, jak głosowałam.

Mogę jedynie podzielić się swoją percepcją rzeczywistości. Coś w rodzaju #ifixedit4u”.

I opublikowała poprawiony przez nią komunikat z posiedzenia RPP. Z całością można zapoznać się tutaj. Jej wersja jest znacznie ostrzejsza. Pisze w nim między innymi, że nie znamy przyczyn inflacji, ponieważ „w Polsce od 2019 roku nie prowadzimy analiz mechanizmów cenotwórczych”. Prof. Tyrowicz najsilniej zmieniła brzmienie komunikatu w jego podsumowaniu, gdzie zdanie „NBP będzie podejmował wszelkie niezbędne działania dla zapewnienia stabilności makroekonomicznej i finansowej” zastąpiła „NBP nie podejmuje działań niezbędnych dla zapewnienia stabilności makroekonomicznej i finansowej”.

„Nie mogłam do nikogo zadzwonić"

Następnego dnia w TVN24 mówiła: „Pierwszego dnia w RPP zostałam poinformowana, że wszystkie rozmowy, które mam przeprowadzić z pracownikami banku, mają się odbywać za pośrednictwem sekretariatu. Krótko mówiąc – nie mogłam do nikogo zadzwonić ze swojego biurka”.

W tym samym wywiadzie podkreślała brak odpowiednich analiz od ekonomistów NBP i narzekała na jednodniowe posiedzenia – przed pandemią trwały one dwa dni, co dawało więcej czasu na wypracowanie konsensusu i zapoznanie się z najnowszymi analizami. Pomimo tego, że zagrożenie pandemiczne jest na dużo mniejszym poziomie niż wiosną 2020 roku, dalej nie zdecydowano się przywrócić dwudniowych posiedzeń.

Do sądu

11 października Adam Glapiński i czterech innych członków RPP: prof. Cezary Kochalski, Wiesław Janczyk, prof. Ireneusz Dąbrowski i prof. Henryk Wnorowski podpisali się pod oświadczeniem, w którym… grożą innym członkom RPP sądem.

Oświadczenie nie jest bezpośrednio skierowane do wspomnianego tria, ale nie ma wątpliwości, kto powinien czuć się jego adresatem. Autorzy cytują trzy fragmenty ustawy o NBP. Sugerują w ten sposób trójce członków zaangażowanie polityczne i ujawnianie treści głosowania na posiedzeniach, których przebieg jest tajny przez przynajmniej sześć tygodni (tymczasem nigdzie nie ujawniali oni tego, jak głosowali).

„Biorąc powyższe pod uwagę nie akceptujemy i wyrażamy skrajną dezaprobatę wobec działań, które w naszej ocenie mogą stanowić naruszenie w/w przepisów prawa a w związku z którymi uznajemy za zasadne rozważenie skierowania w tej sprawie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa” – kończą list.

Prof. Tyrowicz odmówiła komentarza do tego listu, bo nie zawiera on nazwisk adresatów.

Kampania medialna

Kolejnego dnia otrzymaliśmy następne oświadczenie od NBP. Prezes Glapiński i jego służby medialne zdecydowały się na medialną wojnę i otwarte atakowanie wybranych przez Senat członków RPP. Ten kolejny komunikat z późnego popołudnia 12 października trudno określić inaczej, jak kompromitację banku centralnego.

„W przeciągu niecałego tygodnia (7–12.10.2022) pojawiły się 132 materiały w prasie, telewizji i radiu, nawiązujące do wypowiedzi dwóch z dziesięciu członków Rady Polityki Pieniężnej. Temat był tak intensywnie komentowany w mediach, że zapoznał się z nim więcej niż co drugi Polak. Kampania medialna tego rozmiaru może trwale ingerować w wizerunek NBP i wpływać na stabilność systemu finansowego kraju” – czytamy w pierwszym akapicie.

Lepiej się pokłócić?

Autorzy narzekają, że krytycy mają tak dużą siłę przebicia, że oficjalny przekaz RPP nie ma szansy się medialnie przebić. Komunikat warto cytować dalej, by doświadczyć niezwykłych umiejętności formułowania myśli oraz językowej wirtuozerii autorów:

„Na kłamstwach nie uda się budować niczego konstruktywnego. Debata zeszła na to, czy drzwi się da otworzyć, czy działa telefon, czy da się dobrze zjeść i dostać zwrot za benzynę – do tego codzienne wywiady i wpisy w mediach społecznościowych. Setki analiz dostarczonych z NBP, opracowywanych przez wybitnych ekonomistów, pozostają nietknięte. Płacone są bardzo wysokie wynagrodzenia (ponad 37 tys. PLN miesięcznie) za studiowanie analiz i walkę z inflacją, tymczasem lepiej się pokłócić z większością tłumacząc, że nie można czytać analiz, bo ktoś blokuje klamki i nie odbiera telefonów, jak potrzebne są objaśnienia?”.

Pomińmy językową niezgrabność tych zdań i skupmy się na merytorycznych problemów z tym komunikatem. NBP narzeka tutaj na słabą ekspozycję swoich komunikatów medialnych i w porównaniu do krytyków polityki RPP ze środka RPP. Podaje niepoparte niczym dane o tym, że krytykę NBP zauważyła więcej niż co druga osoba w Polsce. Być może wzięto te dane z analizy zasięgów w Internecie, które są metodologicznie kłopotliwe i zdecydowanie bardziej przydatne do badania skuteczności marketingu.

NBP ma wszelkie narzędzia, żeby rozpropagować swoje komunikaty. Prezes Glapiński zamiast zwięzłych konferencji woli ponad półtoragodzinne wystąpienia, gdzie w równym stopniu co o polityce pieniężnej opowiada o tym, jak bardzo mylą się jego krytycy.

TVP na pomoc

A do tego ma do pomocy Telewizję Polską. Co również doprowadzone zostaje do absurdu. TVP odpowiedziała wczoraj na zarzuty o ograniczonej dostępności do biur członków RPP w siedzibie NBP. Jak?

„W NBP przeprowadzono kontrolę, która wykazała, że wszyscy członkowie Rady mają przydzielony stały dostęp do gmachu, spotkań oraz połączeń telefonicznych” – mówi autor materiału w TVP Info. Poszedł też do gabinetu jednego z członków RPP (nie wiemy, którego), i za jego zgodą skorzystał z telefonu. Okazało się, że telefon działa. A więc wszystko w porządku!

W dalszej części komunikatu mamy ubolewanie, że chociaż w poprzednich kadencjach również mieliśmy członków odmiennych ideowo od prezesa, to wówczas owi członkowie byli „dobrze wychowani i znali zasady współżycia społecznego”, więc prezesa nie atakowali. A na koniec przypomnienie lub groźba:

„Pamiętajmy, że choć RPP jest organem NBP i jej członkowie są wynagradzani przez bank, to jednak członkowie Rady nie są – zgodnie z prawem – pracownikami NBP i nie przysługują im z tego tytułu żadne prawa pracownicze”.

Litwiniuk: kłamstwa

„Osoba, która konstruuje te komunikaty, albo nie zna prawdy, albo znając ją, głosi kłamstwa opinii publicznej, a na to nie można się zgodzić” – tak zareagował Przemysław Litwiniuk 13 października rano w TVN24.

Opowiadał o zmianach w regulaminie RPP z zeszłego roku. Według niego z regulaminu w listopadzie 2021 roku usunięto zapis umożliwiający członkom Rady otrzymywanie na bieżąco materiałów o charakterze statystycznym, informacyjnym i analitycznym. I podał, że na początku objęcia stanowiska RPP poproszono go o kontaktowanie się z pracownikami NBP przez gabinet prezesa.

Potwierdził tym samym zarzuty, które wysuwała wcześniej Joanna Tyrowicz.

Trudno więc wyobrazić sobie, żeby konflikt ten wygasł. Wybrani przez Senat członkowie RPP nie godzą się na sposób walki z inflacją, jaki reprezentuje prezes NBP i nie boją się o tym mówić publicznie. To rzeczywiście sytuacja bez precedensu, ale też jeden z najbardziej palących momentów w historii polityki pieniężnej w III RP.

Metody kontrowersyjne, ale legalne

Pozostaje pytanie, czy działania wewnętrznych dysydentów w RPP są odpowiednie dla specyfiki tej instytucji, którą powinien przecież cechować spokój i spójność.

„RPP w tej chwili w mojej ocenie zupełnie nie panuje nad sytuacja. Trzeba ich wybudzić” – mówi nam dr Wojciech Paczos z Cardiff University, specjalista od inflacji - „Metody Joanny Tyrowicz są nietuzinkowe, kontrowersyjne, ale z tego, co rozumiem, mieszczą się w granicach prawa; każdy może przecież nanieść komentarze na plik tekstowy.

To daje długo oczekiwany powiew świeżości i nadziei, ze w RPP są profesjonaliści, którzy sytuację traktują serio. Na tyle serio, żeby po wyczerpaniu możliwości formalnych spróbować inaczej.

Czy jej (im) się uda potrząsnąć RPP? Mam nadzieję, ale szczerze wątpię”.

Ekspert: ujawnienie warunków pracy uprawnione

„Uważam, że RPP powinna działać na zasadzie konsensusu, i w idealnym świecie pojedynczy członkowie nie krytykują otwarcie jej decyzji” – mówi nam Mateusz Urban, ekonomista z firmy analitycznej Oxford Economics – „Tym niemniej, abstrahując już od samego kształtu polityki monetarnej (bo tu jest potrzebna zdrowa dyskusja z członkami RPP w przestrzeni publicznej), NBP powinien umożliwić wszystkim członkom RPP wykonywanie ich mandatu, w tym przede wszystkim nielimitowany dostęp do gmachu NBP i kontaktu z jego ekonomistami.

Pod tym względem upublicznienie warunków pracy panujących w RPP uważam za uprawnione i ważne, bo jest to konstytucyjny organ, który pełni ważną rolę publiczną”.

Urban uważa, że warunki pracy członków RPP należy bezwzględnie poprawić. Mówi też, że obecna sytuacja nie służy nikomu i wprowadza niepotrzebne napięcia w i tak już bardzo trudnej sytuacji gospodarczej.

Jednym z najważniejszych narzędzi RPP i NBP jest komunikacja. Czy publiczny konflikt w RPP może wpływać na sytuację ekonomiczną?

„Nie sądzę, aby miało to - przynajmniej do tej pory - znaczny wpływ na oczekiwania inflacyjne i kurs złotego” – mówi Urban. I uzupełnia: „ale jesteśmy w sytuacji, gdy jasna komunikacja z rynkiem i obywatelami jest ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Dlatego w interesie wszystkich jest, aby obie strony zrobiły krok do tyłu. Tyczy się to jednak głównie prezesa Glapińskiego, który według mnie zagalopował się ze straszeniem "niepokornych członków" RPP prokuraturą”.

Turecka inflacja? Mało prawdopodobne, ale możliwe

Sytuacja inflacyjna jest jednak trudna. Dr Paczos uważa, że ostatnie miesiące działań NBP i prezesa Glapińskiego podważyły jego wiarę w to, że jesteśmy w stanie gładko wyjść z obecnego kryzysu kosztów życia.

„Wcześniej nie dopuszczałem takiej myśli, ale teraz myślę, że »scenariusz turecki« jest u nas niestety możliwy (wciąż mało prawdopodobny, ale możliwy)” – mówi naukowiec. I przypomina, że inne kraje prawie na pewno poradzą sobie z inflacją lepiej, nawet jeśli dziś jest ona wyższa niż w Polsce – „Estonia ma kotwicę nominalną: stały kurs wymiany ze strefą euro. Ekonomicznie nie ma możliwości, by doszło tam do inflacji na przykład na poziomie 80 proc.

Polska ma własną walutę, więc wraz z inflacją deprecjonuje się waluta. Dobra i usługi zagraniczne drożeją (z naszego punktu widzenia) tak samo jak krajowe. Nie ma kotwicy nominalnej, więc teoretycznie inflacja cen i płac na poziomie np. 80 proc. jest możliwa. Wciąż myślę, że ryzyko jest niskie, ale już nie jest pomijalne. Inflację powyżej 20 proc. zobaczymy wcześniej niż w lutym, jak przewiduje to Ludwik Kotecki, może nawet już w grudniu/styczniu".

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne