Wojska Obrony Terytorialnej intensywnie starają się nawiązać do tradycji Armii Krajowej. Jednemu z oficerów WOT wymknęło się jednak w wywiadzie dla “Naszego Dziennika”, że żołnierze WOT mają “prowadzić rozpoznanie także w swoim otoczeniu” i sprawdzać, “kto przychodzi”

Organizacja Wojsk Obrony Terytorialnej — autorskiego pomysłu ministra obrony Antoniego Macierewicza i „piątego rodzaju sił zbrojnych” – idzie rządowi PiS jak po grudzie. Wojska Macierewicza cierpią na brak kandydatów. Według informacji wiceministra obrony Michała Dworczyka dla posłów z 28 czerwca 2017 roku, jak dotąd do trzech brygad WOT wcielono 834 kandydatów – na 15,7 tys. miejsc (o sprawie pisała 30 czerwca „Gazeta Wyborcza”). Według planu w 2018 roku WOT mają liczyć 35 tys. żołnierzy.

WOT nie ma także najlepszej prasy. W wywiadzie dla „Naszego Dziennika” (20 czerwca)

płk Sławomir Kocanowski z WOT ujawnił, że ochotnicy mogą także w ramach obowiązków służbowych inwigilować sąsiadów:

„Zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy terenem możliwych ruchów wojsk przeciwnika, ale też niebezpiecznej działalności hybrydowej. Rola Wojsk Obrony Terytorialnej, którymi nasycimy środowisko, jest tu ogromna. Oni będą prowadzili rozpoznanie także w swoim otoczeniu, tam, gdzie mieszkają, pracują. Będą widzieć, kto przybywa, co robi. To się dzieje tak samo naturalnie, jak każdy z nas obserwuje wprowadzającego się sąsiada: kto to, jaka rodzina, jaki samochód” itd.

Słowa płk. Kocanowskiego przywołały niepochlebne dla WOT porównania do ORMO – Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej z czasów PRL. Do ORMO w szczytowym okresie należało ponad 400 tys. ochotników. Brali oni udział m.in. w pacyfikacji protestów studenckich w marcu 1968 roku. O ORMO w PRL opowiadano liczne dowcipy i traktowano je generalnie z niechęcią oraz lekceważeniem – jako najniższej rangi funkcjonariuszy władzy, którzy donosili „prawdziwej” milicji na sąsiadów.



Przeciwko takim porównaniom zaprotestował sam dowódca WOT, gen. Wiesław Kukuła, zaprzeczając informacjom, że żołnierze mogą być wykorzystywani do inwigilacji:

„Zdecydowanie potępiam i przeciwstawiam się próbom przypisania żołnierzom Wojsk Obrony Terytorialnej i temu rodzajowi Sił Zbrojnych haniebnych cech i zadań PRL-owskich formacji aparatu represji. Podobnie jak moi żołnierze, odbieram tego typu opinie i sformułowania jako próbę poderwania zaufania społeczeństwa do żołnierzy wojska polskiego, a w efekcie osłabienie potencjału obronnego państwa”.

OKO.press musi zauważyć w tym miejscu, że zdaniem gen. Kukuły kpiny z WOT to osłabianie potencjału obronnego państwa. Jeśli tak jest, to żart z Macierewicza równa się przynajmniej zdradzie stanu, a za żart z prezesa Kaczyńskiego należy natychmiast rozstrzeliwać w trybie administracyjnym.

Oburzyła się także grupa historyków, którzy podpisali list otwarty w obronie WOT.

„Jako badacze historii, których zadaniem jest obiektywne przedstawienie realiów historycznych uważamy, że tego typu porównania są głęboko niestosowne.

Wojska Obrony Terytorialnej, które w swoim założeniu nawiązują do ideałów Armii Krajowej, mają budować patriotyczny etos oraz umożliwić szerokiemu gronu młodych ludzi zapoznać się z podstawami sztuki wojennej”.

Wśród sygnatariuszy znaleźli się głównie historycy związani z IPN (w tym prezes IPN Jarosław Szarek) oraz senator PiS, prof. Jan Żaryn.

Przejęcie dziedzictwa tradycji AK

Wpadka pułkownika Kocanowskiego jest tym bardziej kłopotliwa, że kilka dni później – 28 czerwca – odbyła się przeprowadzona z wielką pompą ceremonia „przejęcia dziedzictwa tradycji Komendy Głównej AK przez Dowództwo wojsk Obrony Terytorialnej” (dwa dni wcześniej Światowy Związek Żołnierzy AK wyraził WOT “pełne poparcie”). Żeby nie było wątpliwości, tak brzmi – dosłownie – decyzja podpisana przez ministra obrony narodowej Macierewicza.

PAP relacjonował:

„Odczytano decyzję ministra obrony narodowej „w sprawie przejęcia dziedzictwa tradycji Komendy Głównej AK przez Dowództwo wojsk Obrony Terytorialnej” (na podstawie Ustawy z dn. 14 grudnia 1995 r.), a Antoni Macierewicz złożył pod nią swój podpis i wręczył dokument dowódcy WOT, gen. Wiesławowi Kukule. W dalszej części uroczystości w warszawskiej Cytadeli projekt Orła Wojsk Obrony Terytorialnej na ręce dowódcy WOT przekazał prezes Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, prof. dr hab. Leszek Żukowski (ps. Antek), żołnierz Szarych Szeregów i uczestnik Powstania Warszawskiego. Z kolei projekt flagi WOT przekazał gen. Kukule kpt. w st. spocz. dr Janusz Kamocki (ps. Mamut), członek konspiracyjnej Narodowej Organizacji Wojskowej, żołnierz Armii Krajowej”.



Nie do końca wiemy w OKO.press, na czym ma polegać „przejęcie dziedzictwa tradycji” i co z tego konkretnie wynika. Przypominamy jednak, czym była AK, a także czym różniła się od wojsk powołanych do życia przez Macierewicza.

  • AK była armią podziemnego państwa, zorganizowaną – z połączenia wielu różnych grup zbrojnych – w trakcie okupacji (a nie przed nią), chociaż zalążek przyszłego AK powstał jeszcze w oblężonej Warszawie we wrześniu 1939 roku; WOT są elementem sił zbrojnych powołanym w czasie pokoju.
  • Niektóre podziemne ugrupowania zbrojne, zwłaszcza ze skrajnej prawicy, nie włączyły się w szeregi AK i odmówiły podporządkowania rządowi w Londynie; np. kiedy Narodowe Siły Zbrojne podpisały umowę scaleniową (późno, bo w marcu 1944), doszło w nich do rozłamu – secesjoniści utworzyli wtedy Związek Jaszczurczy.
  • AK walczyła o Polskę wolną i demokratyczną i nie była tworem jednej partii, założonym wbrew protestom i krytyce pozostałych ważnych ugrupowań politycznych. WOT są pomysłem Macierewicza, krytykowanym przez opozycję.

W OKO.press liczymy na to, że w razie kryzysu Wojska Obrony Terytorialnej będą bronić demokracji, a nie rządu PiS. To byłoby prawdziwe nawiązanie do tradycji Armii Krajowej. Na razie jednak w ogóle jej nie przypominają.

OKO obserwuje służby. Uważnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press