0:00
Prawa autorskie: Dawid Chalimoniuk / Agencja GazetaDawid Chalimoniuk / ...
25 września 2020

Wściekłość i strach górnika. "Nie ratowanie trupa jest celem, lecz przetrwanie rodzin i miast"

Tępy ryl co świata poza kopalnią nie widzi to archaizm. Każdy obserwuje politykę i jest wściekły. Bo czuje się narzędziem do gry politycznej, czuje się oszukany i wie, że powinniśmy być już w trakcie zmiany energetycznej gospodarki - mówi były górnik

Wydrukuj

Kamila Kuryło: Zgodziłeś się na rozmowę pod warunkiem, że wywiad będzie anonimowy, czego się obawiasz?

Chcę pozostać anonimowy, bo boję się o swoją przyszłość. Nie chcę skończyć jak reporter, który badał sprawy mafii węglowej na Śląsku. Zginął razem z żoną i synem przez wybuch wadliwej instalacji gazowej u sąsiada. Pół kamienicy wtedy wyleciało w powietrze, więc jest się czego bać.

Ok, nie ciągnę tego tematu. Powiedz coś o sobie.

Jestem byłym pracownikiem kopalni węgla kamiennego na Śląsku. Pochodzę z rodziny górniczej z wielopokoleniową tradycją górniczą. Pracę musiałem przerwać po wypadku, w którym przygniotła mnie maszyna, ale nie mogłem tego zgłosić.

Dlaczego?

Bo wypadki na kopalni są zamiatane pod dywan, mogliby mnie za to wyrzucić z oddziału lub nawet zwolnić. Maszyna była wtedy w strefie tąpań, a ja powinienem był najpierw poprosić o zgodę na wejście w ten obszar. Są to miejsca o wzmożonej aktywności górotworu, więc nie może tam przebywać jednocześnie zbyt dużo osób, aby zminimalizować ewentualne straty w ludziach podczas wypadków. Następnie powinienem przeczekać półtorej godziny, ponieważ kombajn dopiero co wbijał się w ścianę. A ja zajmowałem się wtedy przenośnikiem, który trzeba było wyregulować, bo inaczej doszłoby do awarii, która zatrzymałaby wydobycie węgla.

Tak to wygląda na dole. Przepisy mówią jedno, ale warunki, w jakich wykonywana jest praca pod ziemią, wymagają czasem łamania reguł i tego, co było ustalone w projekcie. Nagminna jest praca w miejscach niedozwolonych, nieprzestrzeganie procedur bezpieczeństwa, a wszystko po to, żeby kopalnia jakoś funkcjonowała, bo najważniejsze jest wydobycie węgla.

Górnikom stawia się wiele zarzutów, obwinia za nadchodzącą katastrofę ekologiczną, wypomina kolesiostwo z rządem. Jak to jest naprawdę? Czym kieruje się przeciętny pracownik dołowy?

Każdy człowiek chce żyć, jeść, często też chce mieć potomstwo i górnicy w tej kwestii nie odstają od przeciętnych ludzi.

Na Górnym Śląsku funkcjonuje jeszcze parę kopalń, a wielowiekowa tradycja przyciąga ludzi do pracy. Bo mimo wszystkich tragedii oraz niebezpieczeństw pensja górnika pozwala przeżyć.

Oczywiście zależy od wykonywanej pracy, gdyż są oddziały bardzo ciężkie jak przodkowe i ścianowe, gdzie bywa tak, że kilofem się urabia górotwór. Lecz są też oddziały lżejsze, jak na przykład transport, których praca jest równie ważna jak tych wymienionych wcześniej. Wszystkich pod ziemią jednak łączy strach o swoją przyszłość, bo górnictwo to dochodowy interes, o czym wie każda osoba związana z zakładami wydobywczymi. Wbrew wyobrażeniom co niektórych, węgiel jest trudno wydobyć, wymaga sporo nowoczesnych technologii i nakładów finansowych. Od badań terenu, po przygotowanie dokumentacji, poprzez dobranie urządzeń pod specyfikacje złoża, poprzez wdrożenie ich, potrzeba sporo wiedzy i zaawansowanych technologii. Jedna osoba na dole utrzymuje osiem osób u góry, nie wszystkie te stanowiska są potrzebne, a generują koszty. Do tego kwestie układów i znajomości decydują o tym, kto może zaopatrzyć zakład w odzież, elementy stalowe lub maszyny niezbędne do wydobycia, a to ogromne pieniądze.

Ktoś się spyta – czemu rząd i związki zawodowe siedzą cicho wobec tych nadużyć?

Odpowiedź jest prosta, bo rząd ma w tym swój interes, a związki zawodowe chronią swoje układy. Na niektórych kopalniach mają zyski z pralni, a większość firm weekendowych jest kontrolowana przez związki. Górnicy za pracę w weekend zarabiają więcej i nie mają ograniczeń czasowych związanych z kodeksem pracy. Ponadto związki zawodowe dostają wypłaty od kopalni, a nie od górników, i jest ich za dużo. Powinien być jeden, góra dwa związki, by mieli jakiś realny wpływ na górnictwo.

Jak oceniasz relacje pomiędzy związkami zawodowymi?

Rywalizują między sobą o pieniądze ze składek i zyski z szemranych interesów na kopalni. Za dużo ich jest i są łatwi do kupienia. Zwykle różnią się między sobą oferowanym bonusem jak paczka na święta dla członka związku lub prezent na urodziny. Śmieszne, ale tak to wygląda.

I jak w tym wszystkim odnajdują się górnicy?

Delikatnie mówiąc są wściekli i czują się wykorzystywani, dlatego tak walczą. Górnictwo to praca obciążająca psychicznie i fizycznie, wokół której narosło pełno mitów pielęgnowanych przez pokolenia. Codziennie ponad 60 tysięcy ludzi w Polsce zjeżdża pod ziemię, z obawą czy wrócą do domu cali i zdrowi.

Ciężko jest znaleźć górnika, który nie ma rodziny lub kogoś na utrzymaniu, oczywiście model rodziny gdzie ojciec pracował na utrzymanie całej rodziny to mrzonka czasów dawnych. Teraz pracują wszyscy, ciężko i w strachu.

Praca na kopalni wymaga bezwzględności, niszczy w ludziach lęki. Dziś górnik bardziej niż metanu obawia się utraty pracy, szczególnie jeśli przepracował co najmniej 10 lat. Nikt już nie łudzi się, że kopalnie trzeba zamknąć, osoby bardziej obrotne są w trakcie zmiany zawodu, albo prowadzą inną działalność.

A jednak, wracając do wydarzeń ze stycznia bieżącego roku, gdy Jerzy Hubka, wiceprzewodniczący ZZG w Kopalni Makoszowy, spotkał się z Gretą Thunberg podczas jej kilkudniowej wizyty w Zabrzu, a następnie zamieścił na facebooku ich wspólne zdjęcie, w sieci zawrzało. Część kolegów po fachu nie kryło oburzenia. W stronę Hubka padły ostre słowa, oskarżano go o zdradę, nie zabrakło też takich komentarzy, w których nawoływano go do opuszczenia kraju. Kierownictwo Rady Krajowej ZZG odcięło się od „szkodzących branży działań” podjętych przez organizację KWK Makoszowy, a Patryk Kosela z WZZ „Sierpień 80" węszył spisek, jakoby emerytowany górnik wraz ze szwedzką aktywistką planowali zamach na całe polskie górnictwo węglowe…

To tylko potwierdza, że związki walczą o swoje stołki. Mało który z nich pamięta jak kilof wygląda, a korzystają z benefitów przeznaczonych dla pracowników fizycznych, jak na przykład posiłek regeneracyjny. Jakby gadali z górnikami, to by wiedzieli, że wszyscy mają świadomość sytuacji, w jakiej znajduje się branża i tępy ryl, co świata poza kopalnią nie widzi, to archaizm.

Każdy obserwuje politykę i jest wściekły. Bo czuje się narzędziem do gry politycznej, czuje się oszukany i wie, że powinniśmy być już w trakcie zmiany energetycznej gospodarki.

Każdy obóz władzy spychał problem na kolejny, strasząc górników zwolnieniami, a następnie tłumacząc swoją opieszałość protestami.

Wściekły górnik w telewizji, a na dokładkę nagłówek w jakiejś poczytnej gazetce wyznającej złotą zasadę „prawda leży pośrodku” albo „popieramy waszą walkę, ale w tych waszych związkach... patola, klną i piją wódę, a potem wychodzą na ulice palić opony, zatruwają środowisko - a co najgorsze - blokują drogi”. Specjalnie przywołuję te słowa, bo nieraz konfrontowałam się z nimi, w różnych sytuacjach i kombinacjach, na studiach, przy rodzinnym stole...

Bo wściekły górnik w telewizji budzi niechęć społeczeństwa i to właśnie nim można się posłużyć, by dalej czerpać zyski z odwlekania nieuniknionego.

Górnicy nie boją się protestować, są świadomi tego, że tylko radykalne akcje mogą przynieść skutek, mimo że nie podobają się liberałom, ale tu walczy się o coś ważniejszego niż uśmiech jakiegoś redaktorzyny, co z kopalń to może jedynie Wieliczkę zwiedził.

Protestujący, nauczeni historią z Wałbrzycha, nie chcą się poddać i żądają utrzymania swoich miejsc pracy. Bo co z tego, że zamknie się kopalnie skoro cała energetyka wciąż węglem stoi? Jaki ma sens wywalanie ludzi z dnia na dzień na zbity pysk, gdy węgiel jest wciąż potrzebny. Zbudowanie odpowiedniej infrastruktury trwa latami, potrzeba określonych technologii, do których można użyć kapitału ludzkiego z kopalni.

I to jest celem górników, przetrwanie, zachowanie godności ludzkiej. Tego nie wpisze się do arkusza kalkulacyjnego, bo nie istnieje realna jednostka miary, która określa wartość człowieka.

Bo górnik przetrwa wszystko i jest w stanie się dostosować, lecz ma swój rozum i wie, jak sprawy wyglądają. Kopalnie są nierentowne, bo są zabijane układami rządzących, nepotyzmem i kolesiostwem. Nadmierna produkcja etatów w zarządzie to czysta chciwość, by jeszcze wyrwać coś z trupa.

Wiesza się psy na rodzimych górnikach, importując węgiel z Rosji. „Jakoś dziwnym trafem gdzie indziej się opłaca, a u nas nie” – to najczęstsza opinia osoby pracującej na dole.

Czy górnicy chcą ratować swoją pracę i przywileje nawet za cenę katastrofy klimatycznej?

Nikt nie rozwodzi się nad tym, by na siłę ratować kopalnie, bo nie ratowanie trupa jest celem, lecz przetrwanie rodzin i miast. Bo przez lata wokół kopalń utworzyła się cała infrastruktura, bloki mieszkalne, szkoły, zakłady rzemieślnicze.

Zamknięcie kopalni bez porządnego planu to morderstwo Górnego Śląska, bo mimo upływu lat, dalej armia ludzi pracuje na kopalniach.

I to właśnie ta armia będzie walczyć, by kolejny pomysł polityczny nie został opłacony ich krwią. Transformacja energetyczna jest potrzebna, lecz nie można jej przeprowadzić kosztem niewinnych ludzi. Dlatego należy naciskać na rząd, by w końcu zaczęły się zmiany, które zabiorą długie lata, podczas których młodsi pracownicy mogą zmienić pracę, a starsi dorobić do emerytury. Jest to problem systemowy i dlatego rządzący muszą się nim zająć, przygotować plan do zrealizowania i wziąć za niego odpowiedzialność, zamiast spychać ją na górników.

Kilka godzin temu Artur Braszkiewicz, przewodniczący komisji zakładowej Solidarności w Ruchu Halemba, przekazał informację do mediów o zakończeniu podziemnego protestu. Zaplanowana na dziś manifestacja w Rudzie Śląskiej została odwołana. Wygląda na to, że rząd dogadał się ze związkami, ustalono m.in., że ostatnia kopalnia w Polsce zostanie zamknięta w 2049 roku. Można powiedzieć, że osiągnęli porozumienie ze stroną rządową w ekspresowym tempie. Co o tym sądzisz?

Z jednej strony, cieszę się, że ludzie będą mieć pracę i nie czeka ich bieda, z drugiej strony uważam, że to nie jest rozwiązanie problemu, tylko zamiatanie go pod dywan. Rząd czym prędzej musi zasiąść do stołu z górnikami i ekspertami, by ustalić scenariusz transformacji energetycznej.

Mimo że nie pracuję już przy węglu, to wiem, że górnicy potrzebują wsparcia reszty społeczeństwa, bo transformacja energetyczna to sprawa ważna dla nas wszystkich. Ale tej potrzeby nie można robić na krwi górników.

Udostępnij:

Kamila Kuryło

Socjolożka, założycielka i redaktorka naczelna Codziennika Feministycznego

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne