0:00
03 stycznia 2021

Złość na celebrytów jest zrozumiała. Ale PiS niech się tak nie oburza, tylko nas szybko zaszczepi  

Wyszło fatalnie. Akcja promująca szczepienia, w którą zaangażowali się celebryci, skończyła się wielowymiarową katastrofą. Ale oburzać mogą się obywatele, a rząd zamiast się pokazowo złościć, powinien sprawnie przeprowadzić szczepienia  

Wydrukuj

30 grudnia 2020 na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym zaszczepiono przeciw COVID 18 znanych osób, w tym byłego premiera Leszka Millera, dyrektora programowego TVN Edwarda Miszczaka oraz popularnych artystów – m.in. Krystynę Jandę, Andrzeja Seweryna, Wiktora Zborowskiego, Magdę Umer. Wiktor Zborowski przyznał, że dzień wcześniej otrzymał zaproszenie z WUM do zaszczepienia i zostania ambasadorem akcji promującej szczepienie przeciw COVID.

Z doniesień medialnych wynika, że Krystyna Janda obdzwaniała już przed świętami aktorów seniorów i proponowała im skorzystanie z tej okazji. Ze szczepionego grona Janda (rocznik 1952) jest, nie licząc Miszczaka (1955) najmłodsza - Seweryn urodził się w 1946 roku, Umer w 1949, Zborowski w 1951.

30 grudnia Maria Seweryn (rocznik 1975) zawiozła ojca do szpitala na szczepienie, ponieważ ten chodzi o kulach, i... również się zaszczepiła. jak wynika z jej słów, niejako przez przypadek.

„Nie było nikogo poza nami, pani doktor mnie zaprosiła i powiedziała, że »skoro już pani jest, niech pani wejdzie, jest otwarta dawka«” – opowiadała Seweryn 2 stycznia 2021 w telewizji Polsat. „Ja z tego skorzystałam. Nie miałam poczucia, że to nieetyczne, ponieważ zrozumiałam to tak, że dawka się zmarnuje”.

Maria Seweryn najpierw stwierdziła też w rozmowie z dziennikarzem Polsatu, że się nie szczepiła, a później, że była przekonana o istnieniu szczepionek specjalnie przeznaczonych dla aktorów. Za to przeprosiła w nagranym oświadczeniu:

"Nie zwykłam kłamać, więc jest to dla mnie duże przeżycie. Rozumiem państwa oburzenie i zbulwersowanie. Jest mi wstyd.

Mam tylko wielką prośbę, żebyście państwo oddzielili wspaniałą kampanię proszczepieniową od mojej osoby, która niestety zaplątała się tam fatalnie i przypadkowo. I popełniła błąd".

Z kolei jak wyjaśniał 2 stycznia w "Faktach po Faktach" Leszek Miller, jest on stałym pacjentem WUM i dlatego został zaszczepiony. Pouczył też widzów, że politycy i dziennikarze "rozdmuchali to wydarzenie do monstrualnych rozmiarów".

Cała sprawa to na razie katastrofa wizerunkowa dla Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i osób, które wzięły udział w szczepieniach. Czy oburzenie opinii publicznej jest słuszne?

Janda i Miller ukradli show

Wiadomość o zaszczepieniu znanych osób rozeszła się lotem błyskawicy po Polsce. Najpierw to były pogłoski, aż w końcu o sprawie publicznie napisał założony przez studentów WUM profil facebookowy ZUM na WUM i wybuchła afera.

W sieci zawrzało. Zaczęli się wypowiadać ludzie z lewa i prawa. W przeważającej większości to głosy mocno krytyczne. Rozgoryczeni są również lekarze: "Moi znajomi lekarze ze Starynkiewicza [mieści się tam szpital ginekologiczno-położniczy WUM] zostali wyproszeni i niezaszczepieni, za to zaszczepiono Zborowskiego i Jandę. Szkoda, że tak się stało” - usłyszałem od zaprzyjaźnionej lekarki.

Oburzenia nie kryło również wiele osób z redakcji OKO.press.

Tekst publikujemy w naszym cyklu „Widzę to tak” – od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik

Do ataku ruszyli niezwłocznie politycy koalicji rządzącej:

"Znamienne, że podczas gdy rząd PiS ogłasza nabór na inwestycje na terenach popegeerowskich, w tym samym czasie elity III RP po znajomości załatwiają sobie szczepionki" - napisał na Twitterze wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker. Co mają te popegeerowskie inwestycje - zresztą jak piszemy w OKO.press, istniejące póki co tylko na papierze, za to ogłaszane przez rząd z wielką pompą już cztery razy - do elit III RP, wie chyba tylko minister Szefernaker, ale zawsze miło zaatakować elity.

"Mam nadzieję, że Kazik już pracuje nad hitem »Nasze szczepienia są pilniejsze niż wasze«" – skomentował z kolei Kamil Bortniczuk z Porozumienia.

Odpowiednio przyprawiony propagandowo materiał ukazał się również w "Wiadomościach" TVP. Ale mocne głosy krytyki rozległy się nie tylko ze strony PiS.

"Rodzina na swoim. Krystyna Janda, Andrzej Seweryn, Maria Seweryn. Ależ to jest małe. Cwaniactwo elit" – podała dziennikarka "Wprost" Joanna Miziołek.

Dalej poszedł aktywista Jan Śpiewak. Napisał list otwarty do Jandy, w którym czytamy m.in.:

"Swoim zachowaniem pokazała Pani prawdziwą twarz polskich »elit«: egoistycznych, pełnych pogardy, skorumpowanych, które wykorzystując swoje znajomości zdobywają sobie różne »dodatki«. W przypadku szczepionki nie mówimy o talonie na pralkę. Mówimy o czyimś życiu.

Jedynym honorowym wyjściem, które pozwoli Pani na odzyskanie elementarnego szacunku, jest praca na rzecz ofiar epidemii. Po przyjęciu drugiej dawki powinna Pani natychmiast zgłosić się wraz z pozostałą siedemnastką do pracy w szpitalu zakaźnym albo Domu Pomocy Społecznej i pracować tam wolontaryjnie do końca pandemii”.

W odmiennym duchu wypowiedziała się europosłanka PO Róża Thun. "Powiadają, że ta cała awantura jest dlatego, że Kaczyński chciał być pierwszy! Miał szczepić się narodowo, z patriotyczną orkiestrą i w błyskach fleszy, a tymczasem mu Krystyna Janda i Leszek Miller show ukradli... Taki pech!" - napisała.

Rektor nie jest zadowolony, NFZ wyjaśnia

Na razie nie wiemy dokładnie, w jaki sposób doszło do szczepień 18 osób ze świata kultury i polityki.

"Trwająca w WUM akcja szczepień została już odnotowana w licznych mediach. 450 szczepień Agencja Rezerw Materiałowych przekazała do CM WUM [Centrum Medyczne WUM] jako dodatkową pulę dawek, odrębną od puli szczepionek przeznaczonych dla etapu zerowego akcji.

Dzięki temu szczepienia rozpoczęto jeszcze w tym roku. Pomimo zrozumienia dla korzyści ze szczepień przeciw COVID-19 wiele osób wyraża obawy co do jej bezpieczeństwa. Tym większą rolę odgrywa udział naszej społeczności w promowaniu szczepień poprzez udział w tej akcji. Zgodnie z sugestią NFZ szczepieniami w dniu dzisiejszym objęto też szereg osób ze świata kultury m.in. aktorów, kompozytorów, reżyserów, którzy będą promować w Polsce ideę szczepień przeciw COVID-19".

Wytłumaczenie to wydaje się być co najmniej niewystarczające z dwóch powodów.

Po pierwsze, mowa jest o promowaniu szczepień. Tymczasem nie wiemy:

  • czy aktorom robiono zdjęcia,
  • czy nakręcono przy okazji jakieś filmiki reklamowe,
  • na czym miała polegać promocja szczepień: czy zlecono zewnętrznemu podmiotowi np. nakręcenie klipów promocyjnych, czy zaszczepieni po prostu mieli podzielić się stosowną informacją na swoich profilach w social mediach.

Uczelnia na ten temat milczy, rzeczniczka nie chce podać nawet listy nazwisk osób, które ze szczepienia skorzystały zasłaniając się RODO, czy ochroną danych osobowych.

Więc jak na razie dziwna to promocja.

Nie wiadomo też, jak do promocji szczepień przez aktorów ma się np. Edward Miszczak, popularny przed laty dziennikarz, obecnie ważna postać świata mediów, ale nierozpoznawalna dla szerszej publiczności. On sam mówi, że dostał propozycję, by uczestniczyć w akcji promocyjnej, co stawia cały projekt pod jeszcze większym znakiem zaufania.

Pojawiają się też argumenty, że promocja miała się rozpocząć dopiero 15 stycznia, kiedy zakończy się etap zerowy, czyli szczepienia personelu medycznego, pracowników DPS-ów i MOPS-ów, a obecny wyciek nazwisk zaszczepionych osób to falstart. Nie wiadomo jednak, dlaczego w takim razie szczepienia celebrytów nie zostały zaplanowane właśnie na ten dzień, kiedy np. można było przeprowadzić relację "na żywo" z tego wydarzenia.

Po drugie, Narodowy Fundusz Zdrowia wyraźnie odcina się od sprawy, a wręcz zapowiada kontrolę procesu szczepień na WUM. 31 grudnia 2020 na stronie NFZ pojawiła się informacja w kwestii ww. kontroli, która zarządził minister zdrowia.

„Szczepienia przeciw COVID-19 dla osób z innych grup mogą być realizowane tylko i wyłącznie w przypadku wystąpienia ryzyka zmarnowania szczepionki poprzez brak stawiennictwa osób uprawnionych do szczepień w danym etapie. Narodowy Fundusz Zdrowia zażąda pilnych wyjaśnień od podmiotów, w których pojawiły się uzasadnione wątpliwości co do złamania tych zasad”

– czytamy na stronie NFZ.

W sprawie wypowiedział się również szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk: „Wśród zaszczepionych osób znalazły się osoby znane z mediów, dlatego też pan premier Morawiecki polecił nam pilne wyjaśnienie tej sprawy i podjęcie właściwych kroków”.

2 stycznia 2020 rektor WUM prof. Zbigniew Gaciong oznajmił, iż uczelnia nie prowadzi akcji szczepień. Jest za nią odpowiedzialna wybrana przez NFZ spółka Centrum Medyczne, której WUM jest właścicielem. „Zwróciłem się do przewodniczącego Rady Nadzorczej spółki o wyjaśnienie tej kwestii [kto zaprosił aktorów]" - powiedział rektor.

Dociskany przez dziennikarzy dodał, że nikt z władz rektorskich nie był zaangażowany w te akcję i nikt z medyków nie został odesłany [z powodu braku miejsc, bo te zostały zajęte przez znane osoby]. Rektor przyznał jednak, że nie jest zadowolony z całej sytuacji.

Jednocześnie 2 stycznia szef Agencji Rezerw Materiałowych Michał Kuczmierowski powiedział PAP, że nie ma czegoś takiego jak dodatkowa pula szczepionek i że placówka takiej nie dostała. "Oczekujemy od WUM zaprzestania mijania się z prawdą" - stwierdził Kuczmierowski.

Co na to Kodeks Etyki Lekarskiej?

Kodeks Etyki Lekarskiej zobowiązuje lekarza do "przestrzegania praw człowieka i dbania o godność zawodu lekarskiego. Naruszeniem godności zawodu jest każde postępowanie lekarza, które podważa zaufanie do zawodu". Wydaje się, że postępowanie WUM takie zaufanie narusza.

Zwłaszcza, że w "Przyrzeczeniu lekarskim" medycy zobowiązują się do tego, by

"według najlepszej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro".

Szczepienie osób ze "specjalnego klucza" narusza tę zasadę "nie robienia różnic".

Warto dodać, że takie sytuacje szczepień po znajomości będą się zapewne powtarzać. Mamy bowiem do czynienia z dobrem o ogromnej wartości (zapewnienie zdrowia, uniknięcie zagrożenia życia), o stosunkowo dużej dostępności (dziesiątki, a w perspektywie setki tysięcy szczepień tygodniowo). Poza szczepieniami dla znajomych i rodziny pojawią się zapewne przypadki zwykłej korupcji - sprzedawania usługi poza kolejnością.

Jedyną barierą przed takim procederem może być moralność społeczna, nie tylko zawodów medycznych, zgodnie z którą układy, znajomości czy nie daj Boże pieniądze nie mogą decydować o kolejności w dostępie do leczenia. Z tego punktu widzenia reakcja opinii publicznej na casus 18 szczepień może mieć wartość prewencyjną.

Miała być potrzebna akcja, wyszedł koszmar

Wygląda więc na to, że jednak ktoś z władz uczelni lub spółki Centrum Medyczne chciał zrobić przysługę kilkunastu znanym osobom. Jeśli miała temu rzeczywiście towarzyszyć promocja, to pomysłodawcy mają co najmniej nietypowe podejście do zasad promocyjnych.

„Miała być potrzebna akcja, wyszedł jakiś koszmar. Czuję się niekomfortowo. Źle się czuję" – przyznał Wiktor Zborowski.

"Nie prosiłam nikogo o zaszczepienie się przeciwko Covid19" - napisała z kolei na FB Magda Umer. "To mnie poproszono o to, w ramach akcji popularyzowania, namawiania do szczepień. Wytłumaczono także, że nie zabieram nikomu miejsca, że walka o każdą zaszczepioną osobę jest teraz priorytetem państwa i służby zdrowia. (...) Zgodziłam się myśląc że czynię dobro, a okazało się, że jest to rozumiane odwrotnie. Jest mi bardzo przykro z tego powodu, ale w dalszym ciągu mam nadzieję, że nie zrobiłam niczego złego".

Gdybym był na miejscu kogoś, komu proponuje się szczepienie poza kolejnością, przyznaję się bez bicia - nie potrafiłbym odmówić. Jestem z racji wieku w grupie ryzyka, mam choroby towarzyszące i marzę o jak najszybszym zaszczepieniu się. Czy poseł Bortniczuk i Jan Śpiewak bohatersko by odmówili? Nie wiem, być może tak.

Wracając do promocji. Wiadomo, że nic tak nie zwiększa apetytu na jakiś produkt lub usługę niż trudności w dostępie do niego. Może więc - wbrew pozorom – tajna akcja szczepienia Jandy, Seweryna, Zborowskiego zachęci niektórych ludzi sceptycznych do tej pory wobec szczepień do sięgnięcia po to niedostępne dla nich (na razie) dobro?

Dla prawicowych (i nie tylko) mediów cała historia to niezła gratka. Można walić w elity, odwiecznego wroga. Można też dopiec osobom z WUM, które manipulują przy szczepieniach. Będą teraz dwie komisje. Może posypią się zwolnienia. Po konferencji prof. Gacionga odezwały się głosy, że powinien podać się do dymisji.

Rząd zdecydował się na pokazówkę, tak jak w przypadku starosty opatowskiego Tomasza Stańka z PiS, który zaszczepił się 31 grudnia poza kolejnością i został natychmiast wyrzucony z partii. Krystyny Jandy nie da się znikąd wyrzucić, ale z pewnością niejednokrotnie jeszcze będzie jej wypominane to przedwczesne szczepienie.

Oburzenie na całą "aferę szczepionkową" jest zrozumiałe, pamiętajmy jednak, że główny egzamin dotyczący szczepionek stoi przed rządem. To nie Krystyna Janda jest odpowiedzialna za przygotowanie systemu szczepień. To nie na Wiktorze Zborowskim ciąży odpowiedzialność, by w jak najkrótszym czasie zaszczepić jak najwięcej Polaków. Wreszcie, to nie nieudolne próby promocyjne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego powinny stanowić o reklamie szczepień, ale skoordynowana akcja władz. I z tego wszystkiego musi być koniec końców rozliczony rząd - nie celebryci.

Udostępnij:

Sławomir Zagórski

Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Założył tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne