0:000:00

0:00

Prawa autorskie: fot FADEL SENNA / AFP)fot FADEL SENNA / AF...

Wyobraźmy sobie człowieka, który postanawia wziąć się za swoje zdrowie. Idzie więc do dietetyczki, by zacząć się lepiej odżywiać.

Wciąż śpi jednak bardzo mało, w jego życiu jest dużo stresu, przez cały dzień siedzi za biurkiem, nie ma żadnej sensownej aktywności fizycznej, a na spacery nie wychodzi nawet z psem. Choć czuje, że jego ciało cierpi z wielu powodów, o żadnych badaniach kontrolnych nawet nie pomyślał.

Jak trudno oczekiwać, by zajęcie się samą dietę rozwiązało jego problemy, tak samo trudno liczyć, że zajęcie się jednym problemem środowiskowym rozwiąże wszystkie inne. Tymczasem wciąż wiele osób tak właśnie do tego podchodzi, skupiając największą uwagę na kryzysie klimatycznym.

Choć z pewnością jest to największe zagrożenie związane ze środowiskiem, nie oznacza to, że inne nie mają znaczenia. Mają – i to naprawdę duże.

„Klimat jest tylko jednym z wielu różnych podsystemów Ziemi, od których zależy stabilność naszej planety. Inne są równie fundamentalne dla naszych społeczeństw, ale znacznie mniej się o nich mówi” – zauważa Wendy Broadgate z organizacji Future Earth, dyrektorka Earth Commission.

I to właśnie tym wszystkim fundamentom przyjrzeli się najważniejsi naukowcy zajmujący się zrównoważonym rozwojem, którzy połączyli siły w ramach Earth Commission. Ich wnioski są wręcz zatrważające.

Niemal wszystkie granice Ziemi przekroczone

Gdziekolwiek przyjrzymy się wpływowi człowieka na stan naszej planety, tam dostrzeżemy jego dramatyczne skutki. Badanie opublikowane właśnie w prestiżowym czasopiśmie „Nature” pokazuje, jak wielka jest ich skala.

Eksperci Earth Commission z ponad 40 czołowych uczelni i instytucji wzięli pod lupę osiem czynników, które w znacznym stopniu zapewniają stabilne, zdrowe środowisko na Ziemi. To tak, jakby wspomniany na początku człowiek zadbał nie tylko o dietę, lecz o wszystko, co wpływa na jego zdrowie. Na wybrane do badania tzw. Earth System Boundaries (Granice Systemu Ziemskiego) składają się:

  • klimat;
  • biosfera (naturalne ekosystemy, np. lasy tropikalne, oraz ekosystemy zdominowane przez ludzi, np. grunty rolne i lasy gospodarcze);
  • woda pitna (podziemna oraz powierzchniowa, jak jeziora i rzeki),
  • składniki odżywcze (fosfor i azot, które używane są w nawozach w rolnictwie),
  • aerozole (zanieczyszczenie powietrza).

Czynniki te oceniono zarówno w skali całej planety, jak i regionalnie. Wnioski? Granice „bezpiecznego i sprawiedliwego” świata przekroczyliśmy globalnie w przypadku… siedmiu z ośmiu wskaźników.

W podziale na regiony stwierdzono zaś, że przynajmniej dwie granice przekroczono na 52 proc. powierzchni lądów, które zamieszkuje aż 86 proc. ludzi. Przynajmniej cztery granice zostały zaś złamane w przypadku 5 proc. powierzchni lądów i 28 proc. globalnej populacji.

Mapa świata pokazująca liczbę przekroczonych "granic wytrzymałości" w danym obszarze
Liczba przekroczonych "granic systemu ziemskiego". Źródło: Earth Commission

Badacze w artykule w „Nature” podkreślają, że główną przyczyną przekraczania granic są „systemy gospodarcze oparte na niezrównoważonym wydobyciu zasobów i konsumpcji”.

W skrócie: spalamy za dużo paliw kopalnych, wycinamy za dużo lasów, osuszamy za dużo mokradeł, zużywamy za dużo wody, utrzymujemy za dużo zwierząt hodowlanych, za bardzo zanieczyszczamy glebę. A wszystko po to, by za dużo produkować i kupować (oraz często beztrosko marnować), podtrzymując nieustająco system, który stopniowo nas wykańcza.

Ziemia bezpieczna i sprawiedliwa

Kilkanaście lat temu badacze przedstawili dziewięć „granic planetarnych”, w których utrzymywanie się zapewnia naszemu gatunkowi bezpieczne, stabilne środowisko naturalne. W podejściu tym brakowało jednak wystarczającego nacisku na niezwykle ważny element: sprawiedliwość.

Nowe badanie powstało w dużej mierze po to, by ten brak uzupełnić. Dzięki temu po raz pierwszy w historii ustalono granice Ziemi uwzględniające sprawiedliwość dla każdego z ludzi.

„Sprawiedliwość” zdefiniowano jako warunki, w których wszyscy na planecie mają dostęp do podstawowych zasobów i są chronieni przed znacznymi szkodami związanymi z globalnymi kryzysami środowiskowymi.

Chodzi przy tym o sprawiedliwość zarówno międzypokoleniową (uwzględniającą przeszłe i przyszłe pokolenia), jak i między poszczególnymi krajami, społecznościami i jednostkami żyjącymi obecnie.

„Sprawiedliwość jest niezbędna, aby ludzkość mogła żyć w granicach naszej planety. To nie jest wybór polityczny. Przytłaczające dowody pokazują, że sprawiedliwe i równe podejście jest niezbędne dla planetarnej stabilności. Nie możemy mieć biofizycznie bezpiecznej planety bez sprawiedliwości” – tłumaczy Joyeeta Gupta z Earth Commision, prof. prawa oraz prof. ds. środowiska i rozwoju, a także jedna ze współautorek badania.

Niesprawiedliwość klimatyczna

Przykład niesprawiedliwości? Naukowcy lata temu ustalili, że względnie bezpieczna granica globalnego ocieplenia to 1,5℃. Im bardziej ją przekroczymy, tym większe ryzyko, że uruchomione zostaną naturalne procesy, których już nie powstrzymamy, a dalszy wzrost temperatury będzie napędzać się sam.

Do tej pory – w porównaniu z erą przedprzemysłową, gdy zaczęliśmy masowo spalać paliwa kopalne – ogrzaliśmy Ziemię o 1,2℃. Mimo to konsekwencje zmiany klimatu już nadeszły. Ludzie na całym świecie odczuwają coraz większe problemy z suszą, falami upałów, powodziami i innymi ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi. Z tego powodu umierają, chorują, głodują, są zmuszeni opuszczać domy, tracą pracę i cały dobytek. Trudno więc uznać, że wszyscy są chronieni przed znacznymi szkodami.

Dlatego, choć „bezpieczną” granicę globalnego ocieplenia ustalono na poziomie do 1,5℃, tę „sprawiedliwą” wyznaczono już na poziomie 1℃. Tego pierwszego progu jeszcze nie przekroczyliśmy, ten drugi już tak.

Ten przykład pokazuje więc, że świat, w którym problemy środowiskowe nie dotkną aż tak bardzo osób w Polsce, można stworzyć o wiele łatwiej od świata, w którym nie dotkną one znacząco nikogo.

Przeczytaj także:

Wody ubywa na połowie Ziemi, połowa natury zniszczona

Ale przekroczenie granicy dla klimatu to dopiero początek środowiskowych problemów.

Jeśli chodzi o biosferę, badacze podzielili ją na dwie kategorie, które stanowią o różnorodności biologicznej. Pierwsza to obszary w dużej mierze nienaruszonych naturalnych ekosystemów. Są one kluczowe, by utrzymywać w równowadze m.in. obieg dwutlenku węgla, wody i składników odżywczych, a także, by powstrzymywać wymieranie gatunków. Abyśmy mogli mówić o utrzymywaniu się w „bezpiecznych i sprawiedliwych” granicach, przynajmniej 50-60 proc. z nich powinno zostać nietknięte. Obecnie dotyczy to jednak tylko 45-50 proc. z nich.

Drugi obszar to tzw. integralność funkcjonalna — zdolność wszystkich ekosystemów do lokalnego zapewniania funkcji ekologicznych ludziom. Chodzi m.in. o zapylanie, zwalczanie szkodników i chorób, regulację jakości wody, ochronę gleby i łagodzenie konsekwencji ekstremalnych zjawisk (np. susz i powodzi). „Bezpieczną i sprawiedliwą” granicę ustalono na poziomie 100 proc. Jeśli jakiś ekosystem na Ziemi nie spełnia więc swej funkcji, to mamy problem.

I mamy duży, bo dotyczy to aż dwóch trzecich terenów na lądzie zdominowanych przez człowieka (ok. 40 proc. całkowitej powierzchni lądów), takich jak obszary rolne, lasy gospodarcze i miasta.

Jak wyjaśnia Earth Commission, głównymi bezpośrednimi czynnikami powodującymi utratę bioróżnorodności i problemy z biosferą są:

  • zmiana użytkowania gruntów,
  • nadmierna eksploatacja zasobów naturalnych,
  • zanieczyszczenie środowiska,
  • rozprzestrzenianie się gatunków inwazyjnych
  • oraz globalne ocieplenie.

Podobne problemy mamy też z wodą pitną: zarówno podziemną, jak i tą pływającą na powierzchni.

Żeby nie przekroczyć granicy dotyczącej wód podziemnych, „wystarczy” jedno: nie pobierać w ciągu roku więcej wody, niż w tym samym czasie zasila grunty.

Tymczasem globalnie poziom wód spada w przypadku aż 47 proc. podziemnych rezerwuarów.

W przypadku wód powierzchniowych (m.in. jeziora i rzeki), niewystarczające przepływy dotykają zaś 34% obszarów, a na bezpieczną ilość takiej wody może liczyć niespełna połowa ludzkości.

„Holenderska Samoobrona” i miliony zgonów

Kolejne granice dotyczą obiegu azotu i fosforu w rolnictwie – to właśnie w tym przypadku przekroczyliśmy je najbardziej. Rezultatem tego jest niszczenie ekosystemów lądowych i wodnych, gdyż nadmierne ilości podstawowych składników nawozów przedostają się przez glebę także do rzek czy jezior. Dodatkowo tego typu zanieczyszczenia szkodzą zdrowiu zwierząt i ludzi oraz doprowadzają do emisji gazów cieplarnianych, wzmacniając globalne ocieplenie.

Ciekawym przykładem jest Holandia, gdzie intensywne stosowanie nawozów doprowadziło absurdalnie wysokiego poziomu zanieczyszczenia amoniakiem i tlenkami azotu. Aby ograniczyć szkody, rząd wprowadził szeroko komentowane ograniczenia dotyczące ilości zwierząt hodowlanych. Wyznaczył też cele w zakresie redukcji zanieczyszczeń i zaoferował wykupienie najbardziej zanieczyszczających gospodarstw, które w niektórych przypadkach mogą być wręcz do zamykania działalności zmuszane. Doprowadziło to do gigantycznych protestów rolników w całym kraju i wywrócenia sceny politycznej. W niedawnych lokalnych wyborach w wielu regionach wygrała „Samoobrona w holenderskim wydaniu”, czyli powstała w wyniku planów rządu partia rolników.

Kolejna granica dotyczy zanieczyszczenia powietrza aerozolami. To jedyna, której globalnie nie przekroczyliśmy. Ale nie ma się z czego cieszyć, bo lokalnie jest już znacznie gorzej – aż 85 proc. ludzi na Ziemi jest obecnie narażonych na stężenia pyłów zawieszonych PM2,5 poza ustalonym progiem. Szacuje się, że tylko z tego powodu każdego roku umiera 4,2 miliona ludzi, a przez wszystkie zanieczyszczenia powietrza – 9 milionów.

„Musimy znaleźć sposoby na ograniczenie zużycia paliw kopalnych. Musimy wyeliminować wylesianie, nadmierny wypas i wszelkie działania, które zwiększają tempo, w jakim aerozole dostają się do powietrza. Musimy nakłonić naszych ustawodawców do przestrzegania wytycznych dotyczących czystego powietrza” – przekonuje Earth Commission.

Kolosalne ryzyko dla wszystkiego, co żyje

„Ludzie podejmują kolosalne ryzyko dla przyszłości cywilizacji i wszystkiego, co żyje na Ziemi” – podsumowują naukowcy.

- Ile jeszcze będzie potrzebnych ostrzeżeń, apeli, analiz ze strony światowej nauki, aby wreszcie politycy i biznes podjęli działania dające nam szansę na dalszą bezpieczną egzystencję na Ziemi? Czy świat usłyszy i zareaguje na fakt, że prawie wszystkie granice bezpiecznego i sprawiedliwego systemu Ziemi zostały naruszone? – zastanawia się prof. dr hab. Piotr Skubała, etyk środowiskowy z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

I dodaje: – Co dla mnie niezwykle cenne, autorzy analizy z „Nature” domagając się przeprowadzenia szybkiej sprawiedliwej transformacji, zwracają uwagę, że musi ona objąć zarówno klimat, jak i różnorodność biologiczną, a także powietrze, wodę i glebę. Jakże to odmienne spojrzenie od naszego polskiego, ograniczonego w dużej mierze do branży górniczej i redukcji emisji gazów cieplarnianych.

Zdaniem autorów badania przyjęcie nowego podejścia jest niezbędne nie tylko po to, by dążyć do bezpieczniejszego i sprawiedliwszego świata. To również bardzo dobry punkt wyjścia do tego, by biznes i politycy podejmowali działania w oparciu o naukę. I by nie dotyczyły one wycinka problemów, lecz były kompleksowe.

„Jeśli transformacja nie nastąpi na czas, najprawdopodobniej nieodwracalne punkty krytyczne zostaną przekroczone, a rozległy wpływ na dobrobyt ludzi będzie nieunikniony” – dodaje prof. Johan Rockström, współprzewodniczący Earth Commission i główny autor badania, który kilkanaście lat temu opracował też „granice planetarne”.

Opisane przez Earth Commision granice nie są jedynymi, które wyznaczają środowiskową wytrzymałość naszej planety. Kolejnym przyjrzą się w następnym badaniu. Skupi się ono głównie na zakwaszeniu oceanów oraz zanieczyszczeniu „nowymi bytami” stworzonymi przez człowieka, takimi jak mikroplastik, antybiotyki, odpady radioaktywne, metale ciężkie i PFAS, znanymi jako „wieczne chemikalia”.

;

Udostępnij:

Szymon Bujalski

Redaktor serwisu Naukaoklimacie.pl, dziennikarz, prowadzi w mediach społecznościowych profile „Dziennikarz dla klimatu”, autor tekstów m.in. dla „Wyborczej” i portalu „Ziemia na rozdrożu”

Komentarze