W MON nie tylko minister Macierewicz ma Misiewicza, również wiceminister Kownacki ma swojego. Nazywa się Krzysztof Kozłowski. Hoduje rybki na sprzedaż i asystuje od lat „dobrej zmianie”. Właśnie został prezesem bydgoskiego Nitro-Chemu, największego w NATO producenta trotylu. Fabryka już kiedyś dwa razy wybuchła

Krzysztof Kozłowski jest w Bydgoszczy postacią znaną i lubianą. Tak przedstawiał się podczas ostatnich wyborów parlamentarnych, w których startował w okręgu kujawsko-pomorskim z „niebiorącej” trzeciej pozycji z ramienia Polski Razem Gowina.

Wędrówki na prawicy

Na początku zresztą udzielał się w Solidarnej Polsce Zbigniewa Ziobro. Jak przypomniała bydgoska „Wyborcza”, był asystentem posła Tadeusza Cymańskiego. Poznał wtedy Bartosza Kownackiego.

Sam Kownacki karierę zaczynał na początku lat 2000. w Ruchu Odbudowy Polski, był asystentem Jana Olszewskiego. Za pierwszego rządu PiS trafił do Służby Kontrwywiadu Wojskowego, był członkiem Komisji Weryfikacyjnej WSI. Z listy PiS dostał się do Sejmu w 2011,potem odszedł z PiS i wraz ze Zbigniewem Ziobro założył Solidarną Polskę, potem wrócił do PiS. Teraz jest wiceministrem w MON.

Nowego prezesa Nitro-Chemu Krzysztofa Kozłowskiego łączy z Kownackim podobna wędrówka od partii do partii. Przed wyborami do europarlamentu przeszedł z partii Ziobry do Polski Razem Jarosława Gowina, razem z innym bydgoskim działaczem Solidarnej Polski, Szymonem Dankowskim. Obaj byli w poprzedniej kadencji Sejmu społecznymi asystentami posła Kownackiego. Dankowski jest teraz wiceprezesem Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2, innej bydgoskiej firmy podlegającej MON.



Kozłowski, jako społeczny asystent, w sejmowych dokumentach informował o swojej działalności gospodarczej w poprzednich trzech latach. Napisał:

„Serwis i handel maszynami piekarniczo-cukierniczymi oraz akcesoriami, koralowcami, rybami i bezkręgowcami morskimi”.

Idolek, czyli Nemo w każdym domu

Na ulotce z kampanii wyborczej informował o sobie: „Syn Jerzego i Wierzchosławy. Urodził się 15 maja 1975 roku w Bydgoszczy. Ukończył Technikum Przemysłu Drzewnego w Bydgoszczy, a następnie rozpoczął naukę na bydgoskim Uniwersytecie Techniczno-Rolniczym na kierunku budownictwo. Po studiach rozpoczął pracę jako technolog w jednej z bydgoskich firm, w której stopniowo awansował na stanowisko dyrektora firmy. Aktualnie prowadzi własną rodzinną firmę. Jest mężem Dagmary i ojcem dwóch dziewczynek Leny i Mai.”

„Jedna z bydgoskich firm” zajmowała się produkcją mebli biurowych (był tam technologiem) a dyrektorem został w firmie „PW Jerzy Liber, zajmującym się obróbką metali.

Ale nie to sprawiło, że stał się osobą w miarę publiczną. Sprawiła to „własna rodzinna firma” o nazwie Akwarystyka Morska „Idolek” w Białych Błotach koło Bydgoszczy.

Bydgoska „Wyborcza” 6 marca 2007 roku tak to opisywała „Jako nastolatek w olbrzymich akwariach hodował paletki i błazenki. Dziś swoją pasją zarabia na życie.” Do dziś Idolek jest jedyną w mieście firmą akwarystyczną. Jak osiągnął sukces?

„Na studiach profesorowie dali mi patent na sukces: znajdź niszę na rynku i zagospodaruj ją” – opowiadał Krzysztof Kozłowski reporterce „Wyborczej” Aleksandrze Lewińskiej. – „Mam wrażenie, że wyssałem tę pasję z mlekiem matki. W domu zawsze było akwarium. Ojciec hodował pyszczaki, skalary i inne gatunki ryb z jeziora Tanganika. O moim sukcesie świadczyły konkretne efekty. Gdy w akwarium błazenek ocelaris, ryba kojarzona dziś z bajką „Gdzie jest Nemo?”, dochowałem się pierwszej czerwonej ikry, wiedziałem, że wszystkie parametry wody i pożywienie do złudzenia przypominają ocean.” I fajnie.

Na internetowej stronie „Idolka” można dziś przeczytać: „Jako firma zajmujemy się świadczeniem usług z zakresu doradztwa, projektowania, zakładania, doboru obsady akwariów morskich i słodkowodnych. Na życzenie klienta prowadzimy również serwis zbiornika tj. karmienie, czyszczenie pielęgnację zbiorników i jego mieszkańców.

Jeśli planujecie Państwo założyć własne akwarium mające być ozdobą mieszkania, firmy lub są Państwo zainteresowani hodowlą własnego Nemo, skontaktujcie się z nami.”

Akwarium okazało się jednak za małe

Na początku kwietnia rozpoczął się nowy etap w karierze Krzysztofa Kozłowskiego. Został prezesem Nitro-chemu.

Firmę założyli podczas wojny Niemcy. Od tamtego czasu bezustannie produkuje trotyl, heksogen, oktogon oraz trinotral i dinitrotoluen. Żaden z tych środków nie nadaje się do czyszczenia nie tylko akwariów, ale nawet basenów. Mają bowiem istotną moc destrukcyjną. Fabryka przekonała się zresztą o tym dwukrotnie.

W 1952 potężna eksplozja linii produkcyjnej trotylu zabiła 15 pracowników i raniła 84. Szyby w bydgoskich oknach potłukła w promieniu 10 kilometrów.

Kolejny wybuch zdarzył się w 1968 roku. Na szczęście był mniejszy i nie tak tragiczny w skutkach.

Wynika z tego, że z fabryką należy obchodzić się ostrożnie. Tym bardziej, że produkuje się w niej również „cywilne środki strzałowe” oraz dokonuje elaboracji (napełnianie łusek miotającymi materiałami wybuchowymi, instalowanie ładunku inicjującego i łączenie z pociskiem).

Elaboracja dotyczy głowic bojowych i amunicji saperskiej, min przeciwpancernych i bomb lotniczych, pocisków artyleryjskich i granatów. Nitro-chem ma specjalna linię do napełniania materiałem wybuchowym pocisków do czołgów Leopard II.

Nic dziwnego, że 400-osobowa załoga jest skupiona na swej pracy, a jej spokoju na 150 hektarach pilnuje własna Wewnętrzna Służba Ochrony. Wytwórnia podlega ostrym procedurom NATO i MSW. Są tam wzmocnione bramy, ogrodzenia i wały ochronne, a do hal produkcyjnych prowadzą kręte tunele.

Nitro-chem 75 procent produkcji wysyła na eksport. Takim wynikiem nie może pochwalić się żadna inna spółka Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Firma jest największym w NATO producentem trotylu (10 tysięcy ton rocznie). Sprzedają do USA, Kanady, Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Izraela. Wśród odbiorców są Dyno Nobel, General Dynamic i Rafael Advanced Defense Systems.

Od 2009 roku (dzięki certyfikatowi US Army) są głównym dostawcą dla amerykańskiego potentata amunicyjnego ATK.

A jakby tego było mało zaczęli robić polipropylenowe i poliestrowe folie na rynek cywilny. W 2015 obroty spółki przekroczyły 150 mln zł, a 85 procent przychodów uzyskano z eksportu.

I komu to przeszkadzało? Przecież przedsiębiorstwo Krzysztofa Kozłowskiego również odnosiło sukcesy. W 2016 roku firma Idolek wygrała choćby przetarg na „Usługi w zakresie sprawowania funkcji utrzymania akwariów słodkowodnych” w Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku w Myślęcinku.

Na początek szef Idolka został tylko członkiem rady nadzorczej Nitro-chemu. Prezesem pozostawał jeszcze Tomasz Ptaszyński, który w zakładzie, przepracował 23 lata zaliczając wszystkie szczeble produkcji. Aż na początku kwietnia odebrał telefon.

Rozmówca poinformował go, że na walnym zgromadzeniu spółki odwołano zarząd. Nikt z nim ani z jego zastępczynią Beatą Megger wcześniej o odwołaniu nie rozmawiał. Bo i o czym?



„Zabrać rzeczy i opuścić zakład”

„Tuż po walnym kazano nam… zabrać rzeczy i opuścić zakład” – opowiadał prezes Ptaszyński dziennikarce „Expressu Bydgoskiego”. – „Ale nowy prezes zapomniał, że odwołanie ze stanowiska nie oznacza automatycznie rozwiązania umowy o pracę, a tę miałem zawartą na czas nieokreślony.”

Nowego prezesa dziennikarka zapytała o powód odwołania zarządu. Usłyszała, że przede wszystkim chodzi o kontrakt z Albanią, który przyniósł firmie straty liczone w milionach. Zapłacono za dostawy z góry, ale zamówiony towar do Polski nie dojechał. Kolejny zarzut to sprzedaż budynku administracyjnego po zaniżonej cenie.

A świetne wyniki? Prezes Kozłowski odpowiada: „Nie wszędzie jest tak dobrze. Wydział produkujący folię spożywczą od początku generował znaczące straty, a stary zarząd nic z tym nie robił.”

Za towar rzeczywiście zapłacili z góry, bo taki był wymóg ministerstwa obrony Albanii. Klient rzeczywiście wysłał tylko jedną partię towaru, ale zawarto ugodę według której spłaca po 200 tysięcy dolarów kwartalnie. Nie ma wielomilionowych strat. Na sprzedaż budynku według operatu szacunkowego zgodziła się rada nadzorcza i walne zgromadzenie spółki. Folia rzeczywiście przynosiła straty, ale po restrukturyzacji zaczyna przynosić zyski.

Związkowcy z Nitro-chemu są zaskoczeni

Twierdzą, że wcześniej polityka nie wchodziła do firmy: „Żal prezesa, bo nie zasłużył na takie potraktowanie. Po co zmieniać ludzi, którzy wyprowadzili zakład z kryzysu?”

„Express Bydgoski” zapytał nowego prezesa czy przeszedł szkolenie w zakresie ochrony informacji niejawnych i czy udokumentował przygotowanie zawodowe do kierowania produkcją i obrotem materiałami wybuchowymi. „Szkolenie przeszedłem, a koncesja też wkrótce będzie” – odparł Krzysztof Kozłowski.

Idolkiem zajmuje się tymczasem Dariusz Kozłowski, brat Krzysztofa. Na stronie internetowej radzi przyszłym akwarystom:

„Zanim kupi się rybki trzeba się czegoś o ich zwyczajach dowiedzieć. Warto pamiętać, że mała rybka może zwiększyć swoje rozmiary nawet czterokrotnie.”

Motto IDOLKA brzmi: „Ocean w Twoim domu.”



Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym