07 maja 2020

Prof. Piotrowski: Wkraczamy w sferę, która ma więcej wspólnego z Mrożkiem niż z konstytucją [ROZMOWA]

"Politycy wszystko mogą. Jak Sąd Najwyższy powie, że mogą, to mogą i co pan im zrobi? Oczywiście będą marudzenia, narzekania, protesty. No ale ktoś pewnie myśli sobie: a od czego mamy SN? Będzie prezydent jak się patrzy! Wątpliwości szybko przeminą" – mówi gorzko OKO.press prof. Ryszard Piotrowski

Sebastian Klauziński, OKO.press: Czy w niedzielę 10 maja odbędą się wybory prezydenckie?

Prof. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista: Nie. To wyraźnie wynika z deklaracji Państwowej Komisji Wyborczej wyrażonej w piśmie skierowanym do Marszałek Sejmu, która zarządziła wybory. Przewodniczący PKW stwierdził, że nie sposób tych wyborów przeprowadzić ze względów prawnych i organizacyjnych.

Ale skoro Sąd Najwyższy decyduje o ważności lub nieważności wyborów, to one najpierw się chyba muszą odbyć.

Chwileczkę. Najpierw ustawa o wyborach korespondencyjnych, która została dziś potwierdzona w Sejmie wobec odrzucenia weta Senatu, musi zostać podpisana przez prezydenta. Jeśli prezydent podpisze ją dzisiaj, to ogłoszenie nastąpi przypuszczalnie 8 maja, a ustawa wchodzi w życie dzień po dniu ogłoszenia, czyli 9 maja.

Jeśli prawo wchodzi w życie w przeddzień zdarzenia, które ma przebiegać według tego prawa, to trudno, żeby można było uznać, że to zdarzenie może się zdarzyć. W związku z tym wybory 10 maja się nie odbędą.

A co z ciszą wyborczą? Zgonie z kalendarzem wyborczym powinna się ona zacząć w piątek o północy.

W związku z tym, że wybory się nie odbędą to i cisza wyborcza nie ma sensu.

Jeśli dzisiaj wiemy, że nie będzie wyborów, to nie ma powodu, żeby siedzieć cicho.

Formalnie cisza wyborcza obowiązuje, bo obowiązuje zarządzenie Marszałek Sejmu, ale cisza nie istnieje sama dla siebie, tylko jest związana w sposób nierozerwalny z finałem. Ponieważ nie będzie finału, to egzekwowanie ciszy jest pozbawione sensu prawnego.

Czyli nie muszę obawiać się grzywny za jej złamanie w najbliższy weekend? A to zależy, co w tej sprawie powie sąd. Moim zdaniem, jeśli nie ma zdarzenia, które jest chronione ciszą, to i nie ma sensu ochrona. W tej sprawie trzeba się zwrócić do PKW.

Jeśli SN stwierdzi o nieważności wyboru prezydenta, to czy cała procedura wyborcza musi ruszyć na nowo? Kandydaci muszą na nowo zbierać podpisy potrzebne do rejestracji w PKW, od nowa ruszy kampania wyborcza?

Ta konstrukcja jest w ogóle godna Sławomira Mrożka. Nie można stwierdzić o nieważności czegoś, czego nie było. Nie można stwierdzić o nieważności niezawartego małżeństwa, o nieważności nierozegranego meczu i tak dalej. W związku z tym mamy do czynienia z bardzo niespotykaną na świecie konstrukcją.

To jest próba, test. Jeśli Sąd Najwyższy wykona zadanie powierzone mu przez panów prezesów Kaczyńskiego i Gowina, to możemy wiedzieć z kim mamy do czynienia i po co była cała ta reforma sądownictwa.

Jeśli SN podejmie decyzję po myśli panów prezesów, to okaże się, że każdy absurd będzie przez SN potwierdzony, jeśli politycy sobie tego życzą.

W związku z tym te rozważania właściwie są pozbawione sensu, ponieważ wkraczamy w sferę, która – jak mówię – ma więcej wspólnego z Mrożkiem niż z konstytucją.

Rozumiem, że prezesi już postanowili, co SN postanowi i być może, jak postanowili, tak będzie. To jest demokracja kierowana. Była kiedyś taka koncepcja, bodajże w Indonezji.

No ale załóżmy, że SN stwierdzi o nieważności. Co potem?

Najpierw musiałoby być sprawozdanie PKW z wyborów, potem SN musiałby rozpoznać protesty wyborcze. Nic takiego nie będzie miało miejsca, bo wyborów 10 maja nie będzie.

SN stwierdza o ważności lub nie ważności wyborów w ciągu 30 dni od podania przez PKW wyniku. Tylko jaki jest wynik wyborów, których nie było? Możemy oczywiście założyć, że PKW ogłosi: wybory nie dały wyniku. Ale to nie będzie prawda, bo jak można stwierdzić, że nie było wyniku, skoro w ogóle nie było głosowania?

No dobrze, ale załóżmy, że jakąś formułę wymyślimy, jakiś wykręt chytry i PKW coś takiego oświadczy. Od tego momentu SN ma 30 dni na decyzję. Myślę sobie, że SN już wie, co ma powiedzieć, więc nie będzie musiał czekać tych 30 dni.

Po decyzji SN o nieważności Marszałek Sejmu ma dwa tygodnie na zarządzenie wyborów, które muszą się odbyć w ciągu 60 dni od zarządzenia.

W załączniku do postanowienia o zarządzeniu wyborów Marszałek Sejmu zamieści kalendarz wyborczy i w tym kalendarzu powie, kiedy rozpoczynamy zbieranie podpisów, kiedy zgłaszamy je do PKW. PKW zarejestruje kandydatów no i potem kandydaci będą rywalizować.

Oczywiście podpisy będzie musiał zbierać także urzędujący prezydent.

Dzisiaj (7 maja) rano politycy PiS przekonywali, że kandydaci już zarejestrowani nie będą musieli od nowa zbierać podpisów. Mają im to gwarantować tzw. „prawa nabyte”. Więc co w takim razie z kalendarzem wyborczym, o którym pan mówi? Przecież politycy rządzącej partii nie mogą sobie ot tak zdecydować, że jakiś kandydat zachowuje zebrane wcześniej podpisy.

No, to nie jest takie pewnie, że nie mogą. Politycy wszystko mogą. Jak SN powie, że mogą, to mogą i co pan im zrobi? Oczywiście będą marudzenia, narzekania, protesty. No ale ktoś pewnie myśli sobie: a od czego mamy Sąd Najwyższy?

Będzie prezydent jak się patrzy! Rzecz jasna pojawią się wątpliwości - legitymowany, nielegitymowany. Ale proszę pana... te wątpliwości szybko przeminą.

A co z tymi, u których nie przeminą?

To są tacy skrupulaci, śledziennicy, którzy wszystko widzą w ciemnych barwach i wiecznie narzekają. Świat jest piękny, epidemia – miejmy nadzieję – szybko przeminie, możemy cieszyć się życiem. I w końcu zapomnieć, że były jakiekolwiek wybory.

Udostępnij:

Sebastian Klauziński

Dziennikarz zespołu śledczego. Pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. Od 2018 roku w OKO.press. Finalista Nagrody Radia ZET oraz Nagrody im. Dariusza Fikusa za cykl tekstów o “Układzie wrocławskim”. Trzykrotnie nominowany do nagrody Grand Press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne