Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: A picture taken in Paris on May 16, 2018 shows the logo of the social network Facebook on a broken screen of a mobile phone. (Photo by JOEL SAgencja GazetaET / AFP)A picture taken in P...

"Czuję się paskudnie, czuję się skrzywdzona i nawet mówienie sobie, że przecież to nie było moje ciało, niewiele pomaga” – tak o zdarzeniu napisała Babka od Histy. Jej zdjęcie, nagie – przerobione za pomocą AI – trafiło do mediów społecznościowych. Babka od Histy to internetowy pseudonim Agnieszki Jankowiak-Maik, znanej nauczycielki historii, popularyzatorki nauki.

O tym, że padła ofiarą deepfake'a poinformowała 6 marca. „Moje zdjęcie zostało przerobione (rozebrane) za pomocą AI przez jakiegoś obleśnego typa, a następnie umieszczone w internecie” – pisała na Facebooku.

W odpowiedzi, pod postem, pojawiły się setki komentarzy, głównie kobiet, apelujących o zmianę przepisów – tak aby mogły czuć się bezpiecznie w internecie, a cyfrowe przestępstwa były ścigane.

Jankowiak-Maik zapowiedziała, że sprawę zgłosi odpowiednim służbom.

27 marca 2026 Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski poinformował, że zgłosił incydent w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Śródmieście.

„Wygenerowanie wizerunku pokrzywdzonej w takim kontekście, w jakim uczynił to sprawca czynu, jest szkodliwe społecznie i zasługuje na reakcję ze strony właściwych organów ścigania. Działanie sprawcy nie tylko godzi w prywatność pokrzywdzonej, ale również rodzi ryzyko naruszenia jej elementarnych interesów życiowych” – czytamy w komunikacie PUODO.

Przeczytaj także:

„W przedmiotowej sprawie doszło do zmanipulowania wizerunku pokrzywdzonej bez jej zgody” – dodaje Wróblewski.

Według PUODO zdarzenie narusza art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych, mówiący o nielegalnym przetwarzaniu danych. Taki czyn ścigany jest z urzędu, z oskarżenia publicznego. A sprawcy grozi kara do dwóch lat więzienia.

Brak znamion czynu zabronionego

To nie pierwsza taka interwencja PUODO. W OKO.press opisaliśmy historię uczennicy, którą znajomi „rozebrali” za pomocą jednej z popularnych aplikacji do generowania zdjęć.

Przerobiony wizerunek nastolatki uczniowie umieścili w mediach społecznościowych na oficjalnym profilu szkoły. I zachęcali innych do zamawiania „zdjęcia” dziewczyny. Jednak policja i prokuratura sprawę umorzyły.

Według nich zachowanie uczniów nie zawierało znamion czynu zabronionego. Ani służby, ani przepisy nie nadążają bowiem za sposobami wykorzystania generatywnej sztucznej inteligencji.

Jak tłumaczyła OKO.press Rzeczniczka Praw Dziecka, ich rozwój stworzył nowy segment komercyjnych usług umożliwiających masową produkcję treści naruszających godność i prywatność osób, w tym dzieci. Ofiarami deepfake'ów o charakterze seksualnym najczęściej padają kobiety i dziewczynki.

A rozebrać w sieci można dziś każdego – celebrytkę, polityczkę, nauczycielkę, koleżankę z klasy, a także nieznajomą. W 2024 roku platformy społecznościowe zostały zalane intymnymi zdjęciami ikony muzyki pop Taylor Swift. Treści wygenerowane za pomocą AI, trafiły do milionów odbiorców na całym świecie.

Niemiecką opinię publiczną poruszyła ostatnio historia opisana w Der Spiegel. Prezenterka telewizyjna 44-letnia Collien Fernandes oskarżyła byłego męża o rozpowszechnianie w internecie jej sfałszowanych zdjęć o charakterze seksualnym. O takich czynach mówi się po angielsku „revenge porn”, co oznacza nieautoryzowane rozpowszechnianie intymnych materiałów, których motywacją może (ale nie musi być) zemsta. Ze względu na naruszenie prywatności, intymności i godności ofiary nazywa się je również „cyfrowymi gwałtami”. Po opisaniu historii Fernandez, w Niemczech wybuchły protesty. W Berlinie ludzie wyszli na ulice z hasłem: „to przemoc, nie technologia”. Domagali się zmian w prawie, w tym kryminalizacji tworzenia i rozpowszechniania deepfake'ów o charakterze seksualnym bez zgody osób przedstawionych.

Sprawa studentki, która odkryła wygenerowane za pomocą sztucznej inteligencji filmy pornograficzne ze swoim udziałem, a potem próbowała szukać sprawiedliwości, stała się tak znana, że powstał na jej temat film dokumentalny „Another Body”.

Także pod postem Agnieszki Jankowiak-Maik zgłaszały się kobiety, opisujące podobne historie oraz walczące o swoje prawa i godność przed sądami.

W 2023 roku w sieci zidentyfikowano 95 820 filmów, które były deefake'ami. To wzrost o 550 proc. w stosunku do 2019 roku. Wśród nich 98 proc. to treści pornograficzne, a 99 proc. osób, które były ich ofiarami, to kobiety i dziewczynki.

Jak wskazują autorzy publikacji "Deepfakes i nadużycia na tle seksualnym – prawo wobec wyzwań syntetycznych mediów”, NSII, czyli non-consensual synthetic intimate imagery, jest dominującym przejawem wykorzystania deepfakes w formie wideo – stanowi ponad 90 proc. z nich.

"W blisko 100 proc. przypadków NSII w formie deepfakes dotyka kobiet, co prowadzi do wiktymizacji tysięcy z nich na całym świecie, a także przyczynia się do wzmacniania stereotypów płciowych oraz uprzedmiotowienia kobiet, wywierając trudny do skwantyfikowania wpływ na społeczeństwo” – piszą eksperci.

Polska spóźniona z przepisami

Punktem wyjścia do walki z cyfrowymi przestępstwami i nadużyciami mają być unijne regulacje: Akt o sztucznej Inteligencji oraz Akt o usługach cyfrowych (DSA). Z analizy Fundacji Pantoptykon wynika jednak, że nie są one w stanie bezpośrednio chronić użytkowników przed deepfake'ami. Do tego potrzebne są regulacje krajowe, czyli przepisy wprowadzające.

Polska w tej sprawie jest spóźniona, większość państw UE wprowadziła krajowe regulacje już w 2024 roku. Polski Parlament uchwalił nowelizację ustawy o świadczeniu usług elektronicznych pod koniec 2025 roku. Ustawa przewidywała możliwość blokowania treści w internecie dotyczących 27 czynów zabronionych, głównie Kodeksem karnym, w tym m.in.:

  • gróźb karalnych,
  • namowy do popełnienia samobójstwa,
  • pochwalania zachowań o charakterze pedofilskim,
  • przestępstw seksualnych,
  • propagowanie ideologii totalitarnych,
  • nawoływanie do nienawiści i znieważanie na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych.

9 stycznia 2026 ustawę zawetował prezydent Karol Nawrocki. W uzasadnieniu weta prezydent podkreślił, że ustawa miała chronić dzieci przed zagrożeniami cyfrowymi, ale złe wrzutki legislacyjne rządu zepsuły cały projekt. Nawrockiemu nie podobało się przede wszystkim, że kontrolę nad blokowaniem treści mieliby „urzędnicy podlegli rządowi”, a nie niezależne sądy.

„Ta ustawa stawiała obywateli na pierwszym miejscu: wzmacniała prawo do odwołania od decyzji platformy, dawała prawo do życia bez hejtu, oszustw i brudnych kampanii z zagranicy. Chroniła dzieci przed przemocą i pedofilami. Chroniła rodziny przed dezinformacją. Chroniła Polskę przed ruską propagandą. Chroniła wreszcie użytkowników przed algorytmami, które dziś decydują, co widzimy online. Wetując DSA Prezydent mówi: najpierw algorytmy, najpierw hejt, najpierw zło – dopiero potem obywatele. Wstyd!” – odpowiedział minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

Rząd zdecydował się na drugie podejście do DSA, rozbijając przepisy wdrażające na dwie ustawy. Jeśli Polska nie uchwali prawa, będą ją czekać milionowe kary finansowe.

Na zdjęciu Anton Ambroziak
Anton Ambroziak

Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.

Komentarze