0:00
27 października 2021

Wypalenie rodzicielskie w Polsce jest największe na świecie. Cierpimy jak nikt inny

Ironia rodzicielskich starań. Jeśli za bardzo chcecie dla dziecka zrobić wszystko, co najlepsze, w końcu zaczniecie robić to, czego nie należy. Dlaczego ta diabelska zasada działa w Polsce bardziej niż gdzie indziej i prowadzi do wypalenia matek i ojców?

Wydrukuj

W sondażu OKO.press z lutego 2019 aż trzy czwarte badanych uznało, że "Polacy doświadczyli więcej zła i cierpień w swojej historii niż inne narody". Wyrażaliśmy wtedy [restrict_content paragrafy="4"]zaskoczenie, że w powszechnej świadomości wyprzedzamy tu Żydów, Rosjan, Białorusinów, Syryjczyków, Kurdów, Khmerów, Ormian, Kongijczyków, Etiopczyków czy rdzennych Amerykanów.

Wygląda na to, że dzisiaj faktycznie cierpimy bardziej niż inne narody, choć bez związku z wojną, okupacją czy głodem i pod specyficznym względem. Cierpimy jako rodzice — przeżywamy kryzys zwany "wypaleniem".

Wypalenie rodzicielskie - co to takiego?

Pojęcie wypalenia rodzicielskiego, załamania satysfakcji i kompetencji w roli matki czy ojca, zostało pierwszy raz użyte w książce-świadectwie z 1983 roku "Wypalenie chrześcijańskiego rodzica". Karierę w naukach społecznych analogiczną do "wypalenia zawodowego" zrobiło w XXI wieku. Pojawiło się też u nas w popularnych artykułach (ostatnio w Vogue) a także w formie quizów i poradników.

W latach 2018-2019 międzynarodowe konsorcjum badawcze pod kierunkiem profesorek Moiry Mikolajczak i Isabelle Roskam z Katolickiego Uniwersytetu w Lowanium w Belgii przebadało to zjawisko w 40 krajach świata, w 2020 roku dołączył Egipt i Burundi. Ankiety, głównie internetowe, wypełniło 17,409 rodziców, z przewagą matek (12,364) nad ojcami (5,045). Wyniki ogłoszono w 2021 roku.

Wypalenie rodzicielskie było diagnozowane przy pomocy 23 pytań, które dotyczyły czterech głównych przejawów:

  • wyczerpania emocjonalnego (9 pytań, m.in. "Bycie rodzicem kompletnie mnie wykańcza");
  • "poczucia kompromitacji", przekonania, że wcześniejszy obraz siebie jako rodzica jest już nieaktualny (6 pytań, m.in. "Nie jestem już takim rodzicem, jakim kiedyś byłem");
  • utraty przyjemności z bycia rodzicem (5 pytań, np. "Bycie z dziećmi już mnie nie cieszy");
  • dystansowania się emocjonalnego do dzieci (3 pytania, np. "Nie jestem już w stanie okazać dzieciom miłości").

Każde z 23 zdań oceniano na 7-punktowej skali od "nigdy" (0 pkt), przez "kilka razy do roku" (1 pkt), "raz na miesiąc" - 2 pkt., "kilka razy w miesiącu" - 3 pkt, "raz na tydzień" - 4 pkt., "kilka razy w tygodniu" - 5 pkt, "codziennie" - 6 pkt. Można więc było uzyskać wynik od 0 do 138.

Koordynatorkami badań w Polsce były dr Dorota Szczygieł (wkrótce rozmowa z nią) i dr hab. Anna Brytek-Matera z Uniwersytetu SWPS.

Polska na czele! Najwyższy średni wynik wypalenia rodzicielskiego

Wyniki w 42 krajach niosą nieprzyjemną wiadomość dla Polek i Polaków. Średni poziom wypalenia rodzicielskiego był u nas najwyższy - prawie 40 pkt (39,4), co oznacza, że przeciętna polska matka i ojciec odczuwają każdy z 23 przejawów wypalenia rodzicielskiego średnio prawie raz w miesiącu (oczywiście faktyczne rozkłady odpowiedzi nie były tak równe).

Zbliżony poziom wypalenia wystąpił tylko w Belgii. Na wykresie pokazujemy pierwszą piętnastkę "wypalonych krajów". Poza Egiptem i Burundi (które prowadziły badania już w "covidowym" roku 2020) oraz Chile i Rosją, to zamożne kraje zachodnie.

Siłę polskiego wypalenia wyraźniej widać na tle 10 krajów, w których wskaźnik był najniższy. Wśród nich jest jeden tylko kraj europejski - Włochy:

Badacze próbowali ocenić, jaki odsetek rodziców można uznać za wypalonych w takim stopniu, że utrudnia to, bądź uniemożliwia wypełnianie roli rodzica. Najpierw przyjęli, że tą granicą będzie 92 pkt (wszystkie 23 symptomy średnio raz w tygodniu lub np. 16 symptomów codziennie). Potem próg opisano jako 86 pkt (stała za tym bardziej złożona analiza różnych wariantów wypalenia).

Polska w pierwszej trójce odsetka rodziców całkiem wypalonych

Wyraźna jest geografia wypalenia: wyższe w bogatej Północy, niższe w biedniejszym Południu.

Poniższa mapa nie pokazuje — jak poprzednie wykresy — średnich wyników poszczególnych krajów, ale właśnie odsetek rodziców całkiem wypalonych — czyli osób, które uzyskały wynik ponad 86 pkt. Takich osób jest stosunkowo niewiele, w niektórych krajach prawie wcale ich nie ma, ale trzeba pamiętać, że są one tak poważnie zaburzone w roli rodzica, że praktycznie nie są w stanie jej pełnić.

Na mapie im ciemniejszy kolor, tym większy odsetek takich rodziców. Próg 7 proc. przekroczyły poza Polską: Stany Zjednoczone, Belgia i Szwajcaria (na biało zaznaczono kraje, które nie brały udziału w badaniu).

Fatalne skutki wypalenia

Badania potwierdzają to, co podpowiada zdrowy rozsądek: wypaleni rodzice mniej angażują się w wychowanie dziecka, ich związek z nim staje się słabszy, pojawia się przedmiotowy sposób traktowania, irytacja i przemoc, a także trudności i kryzysy małżeńskie.

Silne wypalanie może nawet prowadzić do myśli samobójczych i "postaw ucieczkowych" rodzica, łącznie z alkoholizmem, oraz do zaburzeń somatycznych. Te objawy są częstsze niż w przypadku wypalenia zawodowego, co jest o tyle zrozumiałe, że pracę można (przynajmniej teoretycznie) zmienić, a od więzi z dzieckiem nie ma realnej ucieczki.

Kto cierpi bardziej?

Raport z międzynarodowego badania wskazuje na wpływ zmiennych socjoekonomicznych; wyższe wypalenie rodzicielskie wystąpiło:

  • u młodszych rodziców;
  • u matek (w porównaniu z ojcami),
  • w rodzinach nuklearnych w porównaniu z wielopokoleniowymi,
  • w rodzinach z samotnym rodzicem.

W polskiej próbie znaleziono też korelacje wypalenia rodzicielskiego z wyższym neurotyzmem, niższą inteligencją emocjonalną, mniejszą satysfakcją z małżeństwa, oraz — o czym za chwilę — z "nieprzystosowawczym perfekcjonizmem" i postrzeganym przez rodzica brakiem wsparcia otoczenia w wychowaniu dziecka. Te dwa ostatnie czynniki są szczególnie interesujące.

Nadmierne aspiracje, czyli ironia rodzicielskich starań

Wiele badań potwierdza, że w kulturze Zachodu w ostatnich 50-60 latach pojawiła się wciąż rosnąca presja na bycie "idealnym rodzicem", który "tak jak trzeba" zadba o dzieci i zapewni im optymalne warunki do rozwoju. Wymaga to coraz większej inwestycji czasu, wysiłku, emocji, a także pieniędzy. Rodzicielstwo stało się jednym z najbardziej popularnych tematów, mnożą się publikacje i recepty na dobre wychowanie dziecka: jak je karmić, jak się z nim bawić, kiedy kłaść spać, jakie hobby i dodatkowe zajęcia mu zapewnić, jak wspierać rozwój fizyczny, społeczny, intelektualny, emocjonalny itd.

Oczekiwania tak drastycznie wzrosły, że rodzice, którzy jeszcze w połowie XX wieku uchodziliby za dobrych, dziś wypadliby co najwyżej jako "olewający". Jak to ujęła Sharon Hays w klasycznej książce "Kulturowe sprzeczności macierzyństwa" (1996), państwa Zachodu weszły w erę "intensywnego rodzicielstwa".

"Na rodziców wywierana jest silna presja, ale bycie idealnym rodzicem jest przecież niemożliwe – komentuje prof. Mojra Mikolajczak. – Takie próby mogą prowadzić właśnie do wyczerpania. Nasze badania pokazują, że coś, co daje rodzicom szansę naładowania baterii, jest też dobre dla dzieci".

Prof. Mikolajczak mówi też o "ironii uzyskanych rezultatów": "Jeśli za bardzo starasz się robić to, co trzeba, w końcu zaczniesz robić to, czego nie należy. Nadmierna presja na rodziców może doprowadzić do wyczerpania, co może mieć druzgocący wpływ i na rodzica, i na dzieci".

Okazuje się dalej, że postawa szkodliwego perfekcjonizmu szczególnie rozwija się w krajach, w których występuje jeszcze inny niebezpieczny czynnik — kulturowy indywidualizm.

Indywidualizm, czyli osamotnieni rodzice nie dają rady

W badaniu uwzględniono sześć charakterystyk kultur 42 krajów (skorzystano z klasycznych prac Geerta Hofstede'a). Okazało się, że tylko jedna - indywidualizm - była skorelowana (i to silnie) z wypaleniem rodzicielskim.

Indywidualizm opisuje kulturę, w której więzi społeczne są na tyle rozluźnione, że jednostka czuje się odpowiedzialna wyłącznie za siebie i najbliższą rodzinę, w odróżnieniu od kolektywizmu, gdy jednostki są zintegrowane w grupy o dużej spójności i dzielą się odpowiedzialnością m.in. za wychowanie dzieci. Wśród badanych 42 krajów najniższy indywidualizm odnotowano w Ekwadorze, a najwyższy w Australii.

W krajach o nastawieniu indywidualistycznym rodzicielstwo staje się samotnym przedsięwzięciem, inaczej niż np. w tradycyjnych kulturach Afryki, gdzie cała wioska bierze udział w wychowaniu dzieci. Kolektywizm sprawia, że rodzice są do pewnego stopnia chronieni przed stresem i wypaleniem.

Jak można się domyślać, epidemia COVID-19 mogła nasilić indywidualistyczny rys kultury w krajach bogatej Północy, bo lockdowny dodatkowo ograniczyły kontakty społeczne (np. udział dziadków w wychowaniu dzieci). Co mogło sprawiać, że wypalenie rodzicielskie jeszcze wzrosło.

Poniższa ilustracja ukazuje korelację na wysokim poziomie istotności między indywidualizmem w kulturach kolejnych krajów, a średnim poziomem wypalenia rodzicielskiego. Polska jest na samej górze (najwyższe wypalenie) i znacznie powyżej średniej indywidualizmu. W naszym kraju negatywną rolę we wzmacnianiu "indywidualizmu" może odgrywać szkolna edukacja oparta na rywalizacji — skłania ona rodziców do myślenia w kategoriach konkurencji zamiast pomocy i współpracy: "moje dziecko kontra twoje", zamiast "nasze dzieci".

Po prostu obciążenie, przede wszystkim matek, zwłaszcza samotnych

Czynnik indywidualizmu kultury i nadmiernych aspiracji wychowawczych stanowi ramę kulturową, która może tłumaczyć trudności, jakie przeżywają polskie matki i ojcowie, ale — dodajmy od siebie — wypalenie rodzicielskie może mieć w Polsce bardziej specyficzne i bezpośrednie przyczyny.

Jak widzieliśmy, silniejsze było w rodzinach samotnych rodziców, a takich rodzin jest w Polsce wyjątkowo dużo. W czasie ostatniego Spisu Powszechnego (2011 roku) doliczono się 10 mln 973 tys. rodzin, z tego:

  • małżeństwa z dziećmi – stanowiły 49,7 proc. wszystkich rodzin;
  • małżeństwa bez dzieci – 24,6 proc.;
  • matki z dziećmi – 19,8 proc.;
  • ojcowie z dziećmi – 3 proc.;
  • nieformalne „związki kohabitacyjne” z dziećmi – 1,3 proc.;
  • „związki kohabitacyjne” bez dzieci – 1,6 proc.
Oznacza to, że dzieci ma prawie trzy czwarte (73,8 proc.) wszystkich rodzin, ale w tym tylko dwie trzecie to małżeństwa, a aż 22,8 proc. rodziców wychowuje dzieci samodzielnie. Według Eurostatu w Europie wyższy wskaźnik ma tylko Łotwa, Litwa, Estonia i Słowacja.

Patrząc w jeszcze szerszej skali, można zastosować model opracowany w OKO.press, który używaliśmy do analizy decyzji o posiadaniu dzieci.

Decyzja o posiadaniu dziecka jest wynikiem mniej lub bardziej świadomego szacowania zysków i strat, jakich oczekuje kobieta – sama lub wspólnie z partnerem (mężem) czy szerszą rodziną. Za dzieckiem przemawiają potrzeby, pragnienia i wartości.

Największą przeszkodą w rodzeniu dzieci jest w Polsce… urodzenie dziecka; drugie rodzi już tylko 42 proc., a trzecie 13 proc. kobiet.

Jak wynika z wielu analiz i badań, na decyzję, czy mieć dziecko wpływ mają cztery czynniki, które pozwalają kobiecie (rodzinie) szacować, na ile łatwe/trudne będzie macierzyństwo i czy kobietę (rodzinę) stać na taki wysiłek, zarówno w sensie finansowym jak i psychicznym. Te same czynniki mają wpływ na koszty macierzyństwa i ojcostwa, a tym samym mogą decydować o wypaleniu rodzicielskim.

Tym większe zatem szanse na załamanie udanego rodzicielstwa, im:

  • mniejsze wsparcie finansowe państwa,
  • gorsze warunki mieszkaniowe,
  • większy stres związany z utratą pracy czy zakłóceniem kariery,
  • mniejsza pomoc ze strony instytucji opiekuńczych i rodziny.

Macierzyństwo i ojcostwo, czyli bilans zysków i strat

Jak tłumaczyła OKO.press dr Dorota Szelewa, wykładowczyni na University College Dublin i redaktorka naczelna prestiżowego Journal of Family Studies, sytuacja polskich rodzin jest trudna, bo „rząd stawia na podobną jak Orbán agresywnie pronatalistyczną politykę, ale kładzie nacisk raczej na świadczenia pieniężne niż usługi opiekuńcze”. Tymczasem wsparcie państwa (np. 500 plus) poprawia sytuację materialną rodziny, ale jest niewystarczające dla jej wsparcia.

Kobieta patrzy dziś na ciążę i macierzyństwo z perspektywy pracy, którą wykonuje lub chciałaby wykonywać, i chodzi tu zarówno o przychody, których strata oznaczałaby pauperyzację rodziny jak i o satysfakcję z pracy oraz aspiracje zawodowe, dla których dziecko może być zagrożeniem. W nowoczesnej polityce społecznej duży nacisk kładzie się właśnie na ułatwienie kobiecie godzenia ról matki i pracowniczki, np. poprzez elastyczne formy zatrudnienia. Jak pisaliśmy w OKO.press:

„Dzieci rodzą się... z pracy. Model kobiety pracującej ma dziś większą siłę prokreacyjną niż mrzonki o strażniczce domowego ogniska”.

Wypalenie rodzicielskie — paradoksalnie - może nastąpić wtedy, gdy kobieta mogłaby nawet poświęcić więcej czasu na opiekę nad dzieckiem, ale pojawia się poczucie zagrożenia i straty kariery zawodowej.

Dziecko oznacza ogromny wysiłek opiekuńczy. Liczy się pomoc instytucjonalna (żłobki, przedszkola, ale też opieka zdrowotna). W badaniach sprzed 8-10 lat (nowszych nie ma) kobiety zwracały uwagę na brak dostatecznego wsparcia rodzicielskiego ze strony ojca dziecka. To może być istotny powód wypalenia matek — ich samotność w obliczu tak trudnego zadania, jakim jest wychowanie dziecka według wyśrubowanych standardów.

Tymczasem większe zaangażowanie ojca może chronić matkę przed wypaleniem rodzicielskim. A także ojca - bo rola outsidera jest coraz mniej komfortowa. Kultura się zmienia.

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne