Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / Agencja Gazeta
27 września 2022

Sąd uchylił wyrok skazujący „księgową” o. Rydzyka za zatajenie informacji o wydatkach Lux Veritatis

Zdaniem sądu stowarzyszenie Watchdog Polska, które domagało się udostępnienia informacji publicznej o wydatkach Rydzykowej fundacji, nie mogło zostać skrzywdzone jej brakiem. Watchdog: sędzia sięgnęła do orzeczeń, które zaprzeczają, że prawo do informacji jest prawem człowieka

Sąd Okręgowy w Warszawie rozpatrzył 26 września apelację od wyroku z marca 2022, w którym Lidia Kochanowicz-Mańk została skazana za nieudostępnienie informacji publicznej Stowarzyszeniu Sieć Obywatelska Watchdog Polska. Spór trwa od 2016 roku, gdy Watchdog zwrócił się do kierowanej przez Tadeusza Rydzyka fundacji Lux Veritatis o udostępnienie informacji o przedsięwzięciach od 2008 roku, w których korzystała ze środków publicznych. Potem dodatkowo poprosił o wykaz wydatków z tych środków w 2016 roku: celu, kwoty, daty, kontrahentów.

Na pierwszą część wniosku Fundacja Lux Veritatis odpowiedziała z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Na drugą nie odpowiedziała do dzisiaj. Wciąż nie wiemy więc, na co dokładnie ojciec Rydzyk wydał publiczne pieniądze i do kogo trafiły.

Nieudostępnienie informacji publicznej wbrew obowiązkowi jest przestępstwem. Watchdog zawiadomił o nim prokuraturę.

Gdy dwukrotnie umorzyła śledztwo, złożył do sądu subsydiarny akt oskarżenia, czyli oskarżył fundację Lux Veritatis we własnym imieniu. Może to zrobić pokrzywdzony przestępstwem, kiedy prokuratura stwierdza, że żadnego przestępstwa nie było.

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Woli zgodził się z Watchdogiem i stwierdził, że przestępstwo nieudostępnienia informacji wbrew obowiązkowi popełniła Kochanowicz-Mańk, członkini zarządu Lux Veritatis. Skazał ją na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu na rok, trzy tysiące złotych grzywny i nakazał udostępnienie informacji.

Pozostali członkowie zarządu, o. Jan Król i o. Tadeusz Rydzyk, uniknęli wtedy kary, bo nie udało się udowodnić, że oni także zajmowali się w Lux Veritatis informacją publiczną i mieli udział w ukrywaniu jej przed Watchdogiem. Rydzyk na większość pytań odpowiadał: „nie pamiętam”.

W najnowszym wyroku SO w Warszawie nie kwestionował winy „księgowej” Rydzyka. Sędzia Iwona Konopka uchyliła wyrok sądu pierwszej instancji i umorzyła sprawę z powodów proceduralnych.

Nikomu nie stała się krzywda

W ocenie sądu Watchdog w tej sprawie w ogóle nie miał prawa wnosić subsydiarnego aktu oskarżenia. Jak pisaliśmy wyżej, takie prawo ma pokrzywdzony przestępstwem. Jak podkreśliła sędzia w ustnym uzasadnieniu, pokrzywdzonym jest jedynie ten, kogo przestępstwo dotyka bezpośrednio.

Tymczasem w ocenie sądu (całość uzasadnienia tutaj) przepis karny, na podstawie którego Watchdog oskarżył Lux Veritatis, chroni dobra o charakterze ogólnym: transparentność i jawność życia publicznego. Nieudostępnienie informacji publicznej dotyka więc wnioskującego jedynie pośrednio. Według sądu cierpią na tym jedynie abstrakty, nie konkretni ludzie lub organizacje pozarządowe.

A kiedy przestępstwo nie krzywdzi nikogo osobiście, nie można mówić o pokrzywdzonym. Jeśli nie można mówić o pokrzywdzonym, w tego typu sprawie nikt nie ma prawa składać do sądu subsydiarnego aktu oskarżenia.

„Nieudzielenie informacji publicznej przez podmiot zobowiązany nie narusza bowiem w żaden sposób prawa wnioskodawcy do występowania z żądaniem o udzielenie informacji publicznej” - wyjaśniła sędzia Konopka. Czyli nic się nie stało, bo Watchdog wciąż ma prawo do zadawania pytań, na które nie dostaje odpowiedzi.

Komentarz Watchdoga

Wyrok na swojej stronie skomentowało Stowarzyszenie Sieć Obywatelska Watchdog Polska:

„Sąd orzekł, że nie możemy być poszkodowanym, gdyż brak informacji nie może nas skrzywdzić. Może być tylko szkodliwy dla dobra publicznego. A skoro nie możemy być poszkodowanym, to nie możemy być tzw. subsydiarnym oskarżycielem.

By to uzasadnić, sędzia sięgnęła do tych orzeczeń sądów administracyjnych i tych przekonań doktryny, które zaprzeczają temu, że prawo do informacji jest prawem człowieka.

Zdaniem tego nurtu w doktrynie prawo do informacji służy wyłącznie dbaniu o przejrzystość życia publicznego. A zatem nie można pytać o sprawy istotne dla nas osobiście. Trudno się z tym zgodzić – każdy z nas może zapytać o inwestycje w gminie, żeby wiedzieć, czy ma kupować, czy sprzedawać nieruchomość; o sposób rozpatrywania skarg w szpitalu, gdy zamierza taką złożyć; czy o działania szkoły własnego dziecka w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa uczniów. Czy musi nam chodzić o dobro publiczne, czy możemy pytać o we własnym interesie? Czy brak takiej informacji może wpłynąć na nasze życie? Czy będziemy wtedy poszkodowanymi? Odpowiedzi są oczywiste.

W efekcie tego orzeczenia przestaliśmy rozmawiać o wieloletnich i zmieniających się powodach nieudostępniania informacji o wydatkach ze środków publicznych i dopuszczalności takich zachowań. Ciężar dyskusji przeniósł się na rozważania proceduralne. Teraz bowiem będziemy musieli zajmować się zmianą tej interpretacji w Sądzie Najwyższym. Jeśli bowiem się utrzyma, okaże się, że w sytuacji gdy prokuratura – również ze względów politycznych – nie chce działać, obywatele są bezsilni, a kontrola społeczna iluzoryczna. Wybrani będą chronieni, zwiększy się nierówność wobec prawa.

W 2022 r. mamy prawo pytać, nie mamy prawa uzyskać odpowiedzi”.

Udostępnij:

Daniel Flis

Dziennikarz śledczy. W OKO.press od 2016 r., wcześniej pisał dla „Gazety Wyborczej”. Absolwent filozofii na UW i Polskiej Szkoły Reportażu, stypendysta OCCRP. Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne