Prawa autorskie: Jakub Wlodek / Agencja Wyborcza.plJakub Wlodek / Agenc...
10 czerwca 2022

Rząd chce zbić ceny węgla, za drożyznę obwinia opozycję. Ale to nie pomoże: 5 tys. zł za tonę realne

Ceny węgla idą w górę po wprowadzenia embarga na surowiec z Rosji. Drożyzna postępuje też przez rynkowy chaos. Do Polski dopływają transporty z Kolumbii czy Ameryki Północnej. Nie pomogą one jednak zwykłemu nabywcy.

Rząd mówi, że ponieważ będzie taniej, to będzie taniej i najlepiej w ogóle poczekać z zakupem i zaskoczyć się cenami węgla, które rząd załatwi. Tak można streścić wypowiedzi przedstawicieli Zjednoczonej Prawicy. Obniżkę cen ma przynieść interwencja rządzących, dzięki której pośrednicy będą oferować surowiec za „uczciwą” cenę - to zapowiada minister klimatu Anna Moskwa. Czy te zapowiedzi zmienią się w rzeczywistość?

Węgiel na wagę politycznego złota

W prywatnych punktach sprzedaży za węgiel w zależności od rodzaju paliwa zapłacimy zazwyczaj od 2 do 3 tys. zł za tonę. Ceny bezpośrednio w kopalniach w ostatnich tygodniach sięgają około tysiąca złotych. Węgiel ze składów Polskiej Grupy Górniczej znika błyskawicznie, a strona internetowego sklepu Grupy bywa przeciążona. Kto ponosi za to winę?

”Opozycja swoimi wypowiedziami napędza niepotrzebną panikę i zachęca nieuczciwych pośredników do spekulacji” - oskarża minister Moskwa. Jednak rządzący o cenach i możliwości nowych dostaw węgla długo nie mówili zbyt wylewnie. Na początku wojny w Ukrainie premier Mateusz Morawiecki zapowiadał co prawda dostawy z Australii, ale przez wiele tygodni nie było jednak jasne, czy rząd stara się o zwiększenie transportów i z jakich kierunków mają one pochodzić. Ich zróżnicowanie miało nas uratować w przypadku wprowadzenia embarga na surowiec z Rosji, w większości przeznaczony do ogrzewania domów.

Według Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla już po wprowadzeniu tej sankcji na rynku powstała luka o wielkości 11 mln ton w skali roku - i właśnie dlatego ceny poszły w górę.

Mimo to przez kilka tygodni nie było słychać mocnych, politycznych deklaracji dotyczących próby wpłynięcia na rynek. Rządzący zmobilizowali się dopiero w ostatnich dniach.

Może chodzić o to, że ceny nie spadają, a zbliża się lato. Tradycyjnie to wtedy polskie rodziny uzupełniają zapasy węgla w kotłowniach. Wyborcy za węglowy kryzys mogą wystawić rządowi wysoki rachunek.

Nie wiadomo na razie dokładnie, jak duża jest grupa potencjalnych wyborców korzystających z węglowego ogrzewania. Konkretną liczbę mamy poznać po zakończeniu zbierania wpisów do Centralnej Ewidencji Emisyjności Budynków. Czas na złożenie wniosku upływa z końcem czerwca. Na razie możemy opierać się na badaniach sondażowych. Według badania firmy Heat Decor przeprowadzonego w największych miastach aż 26 proc. ich mieszkańców nadal ogrzewa swoje domy węglem. Ten wynik, dotyczący jedynie największych aglomeracji, z pewnością jest zaniżony. Według sondażowego badania CBOS z zeszłego roku węglem pali się w połowie polskich gospodarstw domowych.

Tani węgiel jest, ale mamy go za mało

Dlatego rząd i Polska Grupa Górnicza muszą działać. Zrzeszające kopalnie węgla kamiennego przedsiębiorstwo zapewnia, że stara się zwiększyć bezpośrednią sprzedaż przez swój sklep internetowy. I są sukcesy - zapewnia PGG, pokazując na swojej witrynie zrzuty ekranu z facebookowymi postami zadowolonych klientów. „W końcu się udało” - pisze jeden z użytkowników portalu i uczestnik dyskusji na grupie poświęconej zakupom węgla od PGG. Ci, którzy zdołali zamówić paliwo bezpośrednio z kopalni, chwalą się ceną. W niektórych przypadkach to poniżej 900 złotych za tonę.

Internet jednak kipi też od złości i rozczarowania. Klienci narzekają, że drogi węgiel w prywatnych składach można kupić od ręki, a po ten bezpośrednio z kopalni stoi się w długich kolejkach. Renesans przeżywa też funkcja „kolejkowego” - czyli osoby, która za opłatą odstoi, ile trzeba w oczekiwaniu na towar.

Władze PGG twierdzą, że skierowały do swoich składów więcej węgla i starają się poprawić jego dostępność w e-sklepie.

”Tylko w ciągu dwóch dni sprzedażowych ponad 13 tys. gospodarstw domowych kupiło węgiel z PGG S.A. w cenach producenta: 2-3 krotnie taniej niż w składach węglowych. Wczoraj (w czwartek 2 czerwca) sklep PGG S.A. pobił kolejny rekord sprzedaży i zrealizowanych transakcji. Cała tygodniowa produkcja została sprzedana” - pisali przedstawiciele Grupy 3 czerwca.

Będzie "uczciwa" cena węgla u pośrednika?

Akcją „tani węgiel” zajmuje się też Anna Moskwa, która swoje pomysły na obniżenie ceny surowca przedstawiła podczas sejmowej debaty.

”PGG jest w trakcie zawierania umów ze wszystkimi pośrednikami. Są to umowy franczyzowe, gwarantujące cenę taką samą, jaka jest w sklepach PGG" - stwierdziła przedstawicielka Rady Ministrów. Według niej umowy znacznie obniżą koszt zakupu tony węgla - u pośredników zrównają się ona z cenami z zeszłego roku.

A pośrednicy nie zawsze zachowują się wobec klientów fair - przekonuje polityczka. „Obecnie pojawiło się na rynku dużo pośredników, którzy mają jeszcze węgiel rosyjski, który sprzedają po absurdalnych cenach, wykorzystując panikę” - stwierdziła Moskwa. W końcu tani węgiel ma zapewnić zwiększenie wydobycia.

„Odradzam kupowanie węgla w tej chwili tym, którzy chcą się w niego zaopatrzyć na zimę. Zaraz przez politykę spółek Skarbu Państwa dojdzie do obniżenia ceny węgla, ponieważ chcemy bezpośrednio go dystrybuować, pominąć pośredników” - przekonywał w TVN24 rzecznik rządu Piotr Müller.

Znalazł też kolejną z przyczyn trudnej sytuacji na rynku węgla. Według niego na wysokie ceny wpływają „emocje społeczne”, które „powodują, że wiele osób kupuje teraz węgiel, mimo że nie miało tego w zwyczaju np. rok temu, dwa, czy trzy lata temu”. A więc ludzie wolą zaopatrzyć się w węgiel, póki ten jeszcze jest w składach - bo przeczuwają, że za jakiś czas, w związku z embargiem na rosję, może go nie być.

Rzecznik rządu zapowiada, że węgiel w „rozsądnej cenie” pojawi się w składach jeszcze w czerwcu. Anna Moskwa obiecuje z kolei, że rząd wynagrodzi ewentualne straty sprzedawcom, którzy będą oferować go w zbliżonej do poziomu PGG cenie.

Próby rządu mogą przegrać z polską "pomysłowością"

”Rynek działa zupełnie nieefektywnie” - mówi OKO.press Bartłomiej Derski, redaktor naczelny portalu Wysokie Napięcie. Według niego węgiel niekoniecznie trafia do osób, które mają go najmniej. Wielu klientów, którym uda się dostać surowiec od PGG, zamówi go jak najwięcej - nawet mając zapasy z poprzedniej zimy. Limit PGG to pięć ton na klienta. „Zdarza się, że ludzie kupują więcej, by się zabezpieczyć, by podzielić się z potrzebującymi znajomymi, czy rodziną. W niektórych przypadkach chodzi jednak o dalszy handel. Trudno oprzeć się takiej pokusie, skoro towar od PGG można puścić w dalszy obieg z dwu, trzykrotną przebitką” - ocenia Derski.

Według Derskiego trudno powiedzieć, jakie są szanse powodzenia rządowego planu. Przede wszystkim wciąż nie znamy wielu konkretów - na przykład liczby pośredników, którzy zobowiązali się do utrzymywania niskich cen. Ceny węgla i tak mogą osiągać bardzo wysokie pułapy - zwraca uwagę Derski.

„Załóżmy, że sprzedamy pośrednikowi towar za 30 proc. wartości rynkowej. Pośrednik doda do tego jedynie niewielką marżę - bo zabronimy mu windowania cen. Z taką ceną sprzeda węgiel na przykład znajomemu lub członkowi rodziny. Takie osoby, nawet na tym samym składzie, sprzedadzą ten węgiel za 2-3 tys. złotych”- mówi Derski.

„Przerobiliśmy takie scenariusze w PRL-u, kiedy rozwinęliśmy swoją kreatywność. Obieg państwowy znów będzie istniał obok rzeczywistego” - ostrzega dziennikarz. Według niego efekt będzie odwrotny niż zamierzony:

”Damy zarobić cwaniakom lub - mówiąc eufemistycznie - wyjątkowo przedsiębiorczym osobom.”

Zamorski węgiel nas nie uratuje

Według Derskiego w takiej sytuacji najlepiej sięgnąć po budzący różne skojarzenia, ale skuteczny system kartkowy. Węgiel trafiałby najpierw do władz samorządowych lub wojewodów, potem do lokalnych ośrodków pomocy społecznej. W końcu na preferencyjnych warunkach mógłby być przekazany najbardziej potrzebującym. Chodzi przecież o osoby często wykluczone internetowo i transportowo, dla których zamówienie węgla on-line lub dojazd do najbliższej śląskiej kopalni może być dużym problemem.

Anna Moskwa wypatruje ratunku w dostawach z Kolumbii. Pierwszy statek z tego kierunku został już rozładowany w porcie w Gdańsku. Kolejne dostawy - w sumie 700 tys. ton surowca - ma przypłynąć do nas między innymi z USA, Australii, RPA i Indonezji.

View post on Twitter

Trudno jednak spodziewać się, by cały ten ładunek nadawał się do zużycia w polskich gospodarstwach domowych. Przebywając długą drogę węgiel kruszy się, a do Polski dociera w bardzo formie - na przykład jako zabroniony wieloma uchwałami antysmogowymi miał.

Wątpliwości nie pozostawia rzecznik resortu klimatu Aleksander Brzózka. Na twitterze pisze o morskich dostawach „węgla energetycznego”, które z pewnością nie uratują polskich gospodarstw domowych.

View post on Twitter

Jak pisaliśmy już w OKO.press, z niedoborem węgla ciężko będzie też walczyć zwiększając rodzime wydobycie. Węgiel z polskich kopalń najczęściej zwyczajnie nie nadaje się do spalania w domowych piecach.

„Szczególnie brakuje węgla średnich, grubych sortymentów, który używany jest w domach, osiedlowych kotłowniach, w szklarniach. Od kilkudziesięciu lat wydobywamy go za mało. On powstaje głównie przy okazji drążenia chodników w kopalniach. Uzupełnialiśmy lukę sprowadzając węgiel ze wschodu - surowcem mniej zasiarczonym od tego z wielu polskich kopalń” - mówi Derski.

Ceny węgla na pułapie 4-5 tysięcy? Niewykluczone

Jak dodaje Derski, część zapotrzebowania można pokryć wybierając średni i gruby węgiel z dostaw dla sektora energetycznego.

„Tyle że z kolejowych dostaw z Rosji dało się odsiać nawet do 30 procent węgla nadającego się do palenia w prywatnych kotłach. Ten z Kolumbii, po długiej drodze morzem, bardzo się kruszy. Dlatego tam do odsiania zostaje około 10 proc.” - twierdzi naczelny Wysokiego Napięcia. Dlatego zamorski węgiel uratuje polskie rodziny jedynie w przypadku potężnych i drogich zamówień.

Nie ma więc cudownych rozwiązań, a rząd - zamiast obwiniać opozycję i tłumaczyć się zakupową paniką - powinien zająć się uporządkowaniem rynku węgla i zadbaniem o najbardziej potrzebujących. Przywołanie do porządku pośredników raczej nie wystarczy. W przypadku bezczynności ceny będą jedynie rosły.

"Nie zdziwię się, jeśli w szczycie sezonu grzewczego osiągną 4-5 tysięcy złotych" - przyznaje Derski.

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne