"A im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem", napisał Wojciech Wencel - bard prawicy smoleńskiej, którego wiersze Wasze (i nasze) dzieci będą teraz czytać w szkole, jako lekturę obowiązkową. Uprzedzamy: zapnijcie pasy i odstawcie napoje

Na nową listę lektur szkolnych trafiło wielu autorów bliskich prawicy – Jarosław Marek Rymkiewicz, Marek Nowakowski, Jan Polkowski i Wojciech Wencel. Wypadł Bruno Schulz, Józef Conrad czy Witkacy (pisaliśmy o tym tutaj).

Nowe nazwiska pojawiły się na liście w towarzystwie największych polskich publicystów i poetów – takich jak Piotr Skarga czy Jan Kochanowski.

Ponieważ starsi (i młodsi) czytelnicy OKO.press mogą nie wiedzieć, kim jest Wojciech Wencel (rocznik 1972), przedstawiamy sylwetkę barda prawicy smoleńskiej i wybór cytatów z jego poezji oraz publicystyki.



Musimy na wstępie wyznać, że OKO.press pasjami do poduszki czytuje poezje Wencla. Odpowiada nam jej mroczny, elegijny nastrój, kult rozlewu krwi i narodowego męczeństwa oraz powracający motyw przyrównywania Polski do wiecznie zdradzanego Chrystusa narodów.

W godzinie śmierci

Oto próbka z wiersza “In hora mortis” (łac. “W godzinie śmierci”), napisanego niedługo po katastrofie w Smoleńsku:

(…) ścieżka wiedzie przez grób Pański – nie ma innej drogi
trzeba się owinąć w całun biały i czerwony
gdy przestaną nas hartować strzałem w potylicę
samoloty będą spadać za lub przed lotniskiem
(…) a im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje
tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem
naród tylko ten zwycięża razem ze swym Bogiem
który pocałunkiem śmierci ma znaczoną głowę

Zaniepokoiło nas jednak zdanie “im bardziej bezsensowny twój zgon się wydaje tym gorętsze składaj dzięki że jesteś Polakiem”. Wydaje nam się, że to przesłanie, zwłaszcza dla dzieci w wieku szkolnym, jest raczej bezsensowne (prawie tak bezsensowne, jak rzeczony zgon), a może być niebezpieczne.

W innym smoleńskim utworze „Pani Cogito” dedykowanym Annie Walentynowicz poeta pisał:

teraz śpisz, ale pilnują Cię Judasze
co w tej ziemi zakopali wór srebrników
na monecie księżycowej pełnym blaskiem
świeci twój ateński profil: sprawiedliwość”.

Poza katastrofą smoleńską patriotyczne uniesienie poety najpełniej wyraża się w epatowaniu makabrycznymi opisami zbrodni ukraińskich na Polakach:

„Chłopczyku z językiem przybitym do stołu
niezdarnie próbujący utrzymać się na palcach”

albo o zamordowanej dziewczynie:

„leży na stole naga
rozdzielona piłą do drewna
na cztery części”

Dalej następuje szczegółowy opis ciała denatki.

Poeta „skłębiony treściowo”

Ale to dopiero poezja smoleńska (jest jej więcej w dorobku Wencla) spowodowała, że władza PiS nagrodziła poetę. Wstępem do awansu na listę lektur szkolnych była nagroda “Zasłużony dla Polszczyzny”, którą Wencel otrzymał w lutym 2017 roku (pisaliśmy o tym tutaj). Od werdyktu odcięła się w bezprecedensowym liście Rada Języka Polskiego, złożona z wybitnych językoznawców. Prezydent Duda, chwaląc wówczas Wencla, przedstawił go następująco:

„Przedstawiciel średniego pokolenia polskich artystów, polskich poetów, ale zarazem i pisarzy, krytyków literackich, który pisze w sposób niezwykle ciekawy. (…) Jest znany z jednej strony ze swojej poezji, z drugiej strony – z esejów, które pisze w Gościu Niedzielnym, które są także publikowane w internecie.

I co jest dla mnie jako niespecjalisty, niejęzykoznawcy niezwykle interesujące? Że z jednej strony te wiersze są często dosyć trudne w tym znaczeniu, że jest to właśnie język niezwykle bogaty, taki mocny, można w jakimś sensie powiedzieć, że skłębiony treściowo”.

To wyjaśnienie prezydenta Dudy całkowicie usprawiedliwia późniejsze wpisanie twórczości Wencla na listę lektur obowiązkowych.



„Cezary, zdekonstruowałeś się”

Pryncypialność i katolickie poglądy Wojciecha Wencla znane są od lat. Pamiętamy np. skandal sprzed blisko dwóch dekad, którego Wencel był bohaterem, i który wprowadził go na łamy mediów głównego nurtu. W 1999 roku Wencel zlustrował publicznie w piśmie “BruLion” niekatolickie (zdaniem Wencla) życie osobiste Cezarego Michalskiego, wówczas jednego z czołowych publicystów prawicy – dziś, po spektakularnej wolcie ideowej, piszącego do “Krytyki Politycznej” i “Newsweeka”. Wencel wystosował do Michalskiego list “W sprawie bolesnej i trudnej”:

„Teraz, kiedy zdradziłeś swoich najbliższych, okazując się czułym bawidamkiem i wiernym uczniem Rousseau, nic nie będzie już tak jak dawniej. (…) Porzucając rodzinę i wybierając swobodne życie florenckiego kochanka, zdradziłeś nie tylko najbliższych, ale nas wszystkich i w dodatku siebie samego.

Zdekonstruowałeś się – otoczyłeś murem, za którym znikło to, co istnieje naprawdę. (…) Nie ma prawdziwej pokuty bez naprawienia wyrządzonych krzywd, bez powrotu do bliskich, bez zapomnienia o sobie. Jeśli ktoś pyta, czy można wierzyć w Boga, leżąc w objęciach kochanki i wspominając własną niegodziwość, musi odpowiedzieć sobie >>nie<<„.

Oczywiście w “BruLionie” list Wencla przeczytałoby tylko grono kolegów i trzech krytyków literatury. Traf jednak chciał, że przeczytał go Adam Michnik i przedrukował w “Gazecie Wyborczej” – mającej wtedy 500 tys. nakładu – w ironicznym felietonie (“Gazeta Wyborcza”, 26 lipca 1999), w którym kpił z ideologicznych kłótni na prawicy. W ten spektakularny sposób nazwisko Wencla stało się znane czytelnikom prasy codziennej – podobnie jak pewne detale z życia osobistego Michalskiego.

Wencel już wtedy – jako członek Rady Programowej TVP SA i redakcji kwartalnika “Fronda”, przeżywającego w latach 90. okres świetności – krytykował ateizm, materializm, obronę prawa człowieka i “oświecony humanizm”.

„Połknęła nas wielka ryba”

Punktem zwrotnym w twórczości i karierze literackiej Wencla stała się katastrofa smoleńska. Na łamach “Rzeczypospolitej” polemizował później na temat jej duchowego wymiaru z bardziej umiarkowanymi kolegami z prawicy. Wencel zupełnie serio uważał, że Polska jest Chrystusem Narodów:

„Mówiąc (…) językiem Drogi Neokatechumenalnej, także przez historię Polski, w której uczestniczymy, przechodzi żywy Jezus Chrystus. Również wydarzenia narodowe mogą stać się głębokim duchowym przełomem. Czy koniecznie trzeba dezawuować tych, którzy wobec smoleńskiej tragedii śpiewają: >>O Panie mój, nie omijaj mnie, proszę, chciej się zatrzymać?<<”

Katastrofa smoleńska była dla Wencla „centralnym wydarzeniem życia”. Pisał: „Gdybym urodził się w innych czasach, być może centralnym wydarzeniem mojego życia stałoby się inne dramatyczne doświadczenie: wojna, rzeź wołyńska, powstanie warszawskie albo Grudzień ’70”.

„Narodowa tragedia wyrzuciła nas za burtę wygodnej egzystencji. Trafiliśmy na dno, gdzie pewnie utonęlibyśmy z rozpaczy, gdyby nie połknęła nas wielka ryba. Symbol chrześcijaństwa. Biblijne trzy dni i trzy noce jeszcze trwają.

Z wnętrzności wielkiej ryby Polacy wspólnie modlą się do Pana. Wyciszyli się, nabierają pokory, niektórzy powoli dostrzegają, że nie panują nad swoim życiem.

Że naszą narodową historię, podobnie jak historię każdego z nas, pisze Bóg. I że tylko pełnienie Jego woli może uczynić nas szczęśliwymi”.

Mamy tu jasno wyłożony światopogląd poety: losem Polski jest męczeństwo, jesteśmy Chrystusem narodów, nie ma polskości bez katolicyzmu. Katastrofa smoleńska była zaś głównym punktem nie tylko w życiu Wencla, ale również w ogóle w historii Polski. Od niej zaczął się powrót naszego narodu do korzeni, tradycji, religii i do jego roli jako mesjasza narodów. Wencel należał zresztą do redakcji mesjanistycznego kwartalnika “Czterdzieści i cztery”.

Trzy dni po smoleńskiej katastrofie napisał:

O starym życiu nikt już nie pamięta
płoną świece przed pałacem prezydenta
Z matki obcej; krew jego dawne bohatery.
A imię jego będzie czterdzieści i cztery.
Polsko w ciemnościach porodu
nie jesteś Chrystusem narodów
jesteś Jonaszem w brzuchu wielkiej ryby
pójdź ach pójdź do swojej Niniwy.

Zwieńczeniem naszej historii jest “Wielka Polska Katolicka”, której nadejście wieszczył Wencel. W 2011 roku w “Naszym Dzienniku” pisał:

„Często – jako Polacy i jako chrześcijanie – czujemy się zaszczuci przez nieprzyjazny świat. Bronimy spadku po przodkach: katolickiej religii, wewnętrznej wolności, patriotyzmu, ale w głębi duszy obawiamy się, że następnym pokoleniom nie wystarczy sił do udźwignięcia tego ciężaru. Przytłaczają nas kolejne ofiary i upokorzenia. Nasze życie staje się martyrologią.

Polskość jest wieczną misją objawioną przez naszych wieszczów. Niby czekamy na dzień ostateczny, lecz w gruncie rzeczy chcielibyśmy, żeby z tego zagrzebanego w ziemi talentu wyrosła nam Wielka Polska Katolicka”.

Królestwo Wolnych Polaków nadchodzi

Wencel na łamach “Naszym Dzienniku” bronił starszego kolegi Jarosława Marka Rymkiewicza – któremu wówczas wytoczyła proces Agora, wydawca “Gazety Wyborczej”, za stwierdzenie, że redaktorzy GW to “spadkobiercy duchowi Komunistycznej Partii Polski” (Rymkiewicz proces przegrał). W ferworze obrony Rymkiewicza Wencel wywróżył wtedy nadejście “Królestwa Wolnych Polaków” (z dużej litery).

Szczęśliwie dla literatury – i dla polskich dzieci, które będą teraz czytały twórczość Wencla – poeta nie zajmował się wyłącznie martyrologią.

W listopadzie 2010 w „Rzeczpospolitej” tak pisał o Wenclu prawicowy krytyk literacki i pisarz Andrzej Horubała, rozliczając się brutalnie z poezją posmoleńską. Wiwisekcja była głęboka, włącznie ze sprawami obyczajowymi, z których niegdyś „Zasłużony dla Polszczyzny” sam spowiadał się na łamach „Frondy”:

„Wtajemniczał czytelników w postępujące dzień za dniem swoje uzależnienie od pornografii internetowej, w jakieś dziwne romanse i flirty, a to z Łotyszką, a to z panienką tańczącą na rurze. Opowiadał o alkoholu, kajał się i publicznie przepraszał za wszystko swoją żonę, krzycząc niczym pijany mąż wracający nad ranem do domu”.

Być może ta spowiedź Wencla – z uwagi na swą wartość dydaktycznej przestrogi – powinna być lekturą obowiązkową dla polskich dzieci? Obawiamy się jednak, że minister Zalewskiej – która wpisała go na listę – chodziło bardziej o Smoleńsk i Chrystusa Narodów.


Abonament na wolność słowa:


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym