0:00
18 grudnia 2022

Zagłada „ich” czy „nasza”? Jan Tomasz Gross o marginalizowaniu Holokaustu w polskiej historii

Wymordowanie przeszło trzech milionów żydowskich Polaków było dla reszty społeczeństwa potężnym bodźcem uruchamiającym zmiany społeczne. Oznaczało awans społeczny dla setek tysięcy polskich rodzin. Czy ten proces nie jest integralną częścią historii Polski?

Wydrukuj

Profesor Jan Grabowski w tekście dla OKO.press zarzucił polskim badaczom, że unikają w swoich pracach tematu współodpowiedzialności Polaków za Holokaust, a Zagłada Żydów pojawia się w polskiej historiografii XX wieku marginalnie, jakby nie należała do polskiej historii.

„Tak jak posłuszni władzy »neo-sędziowie« ferują dziś wyroki, oparte o dyrektywy polityczne swoich mocodawców, tak »neo-historycy« posłusznie przyjmują zadania, powierzone im przez przełożonych” – pisał Jan Grabowski.

„Czy jest do pomyślenia, aby utrata jednej trzeciej populacji miejskiej jakiegoś kraju nie była częścią jego historii?” – pyta Jan Tomasz Gross w tekście, nawiązującym do tez Jana Grabowskiego.

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie

Czarny śnieg

Nawiązując do wypowiedzi profesora Jana Grabowskiego na łamach OKO.press chciałbym przypomnieć, co zostało już powiedziane przez wiele osób, ale zarazem nie zostało dosłyszane i nie funkcjonuje jako oczywistość w świadomości polskich historyków, a nawet szerzej, polskiej inteligencji. Również tej otwartogłowej, niemającej wiele wspólnego z myśleniem endekoidalnym.

Oto bardzo obrazowe sformułowanie poglądu, o który mi chodzi. Bo przecież nawet dziś, po kilkunastu latach, od kiedy Halina Bortnowska – znakomita myślicielka katolicka i wieloletnia redaktorka „Znaku” – napisała te słowa, niewiele się zmieniło w świadomości polskiego społeczeństwa:

„Ja pamiętam dwie rzeczy, nie z książek czy opowiadań, tylko tak, jak się pamięta powracający zły sen. Wiosna, słońce, kwietniowe chmury, ciemne, wypiętrzone. I pada wirujący, czarny, śnieg, płatki sadzy. – mówi moja matka, ścierając ten czarny śnieg z parapetu, z twarzy, z oczu.

Oczywiście słychać było dniem, a zwłaszcza nocą, dalekie wybuchy i strzelaninę. W ówczesnej Warszawie nie było to niczym niezwykłym, ale zawsze niosło strach. »To nic, to w getcie«. »W getcie« to znaczy tu: nie tutaj, nie u nas, tu ten ogień nie dojdzie, nie obejmie naszej ulicy, mojego podwórka (to miało stać się później i obchodzona będzie inna rocznica). Czy oprócz mnie ktoś jeszcze pamięta, że mówiliśmy: »To nic, to w getcie«? Mówiliśmy tak do siebie, zwyczajnie, tonem uspokajającego wyjaśnienia, jak pewnie mówią żołnierze, stwierdzając, że tym razem alarm nie ich dotyczy. […]

– Co czułaś kiedy padał czarny śnieg? Nic. Czy naprawdę nic?”. (*1)

Ich historia, nie nasza

Rzecz idzie o to po prostu, że w świadomości Polaków Zagłada Żydów to jest „ich” historia, a nie „nasza”. Przy czym słowo „świadomość” jest tutaj bardzo ważne. Bowiem w „podświadomości” Polaków rzecz się ma zupełnie inaczej. Przytoczę na to za chwilę dowody w postaci uwag wybitnego znawcy psychoanalizy i znakomitego pisarza.

A tymczasem Zagłada to jest jak najbardziej część naszej historii. Można to pokazać nie tylko w oparciu o wiedzę psychoanalityczną, ale i pisarską intuicję. Przy czym „jak najbardziej” w tym zdaniu należy rozumieć dosłownie. W tym sensie, że chyba nic bardziej nie jest częścią polskiej historii XX wieku niż Zagłada właśnie.

Profesor Andrzej Leder opublikował w czternastym numerze rocznika „Zagłada Żydów” – a więc w piśmie, które czyta na bieżąco prawdopodobnie kilkaset osób – artykuł zatytułowany „Konsekwencje doświadczenia Zagłady dla polskiej świadomości (i nieświadomości) społecznej”. Myśli i konstatacje w nim zawarte powinny, moim zdaniem, dotrzeć do jak najszerszego grona czytelników. Pozwolę więc sobie część z nich tutaj zacytować.

Ledera interesuje doświadczenie Zagłady, którego cechą charakterystyczną była, jak zauważa, „powszechność i drastyczność”, przede wszystkim wśród ludności wiejskiej.

„Rewolucyjne zmiany struktury społecznej, których Polska doświadczyła w czasie wojny […] sprawiły, że mentalność społeczeństwa, w 70 procentach chłopskiego, dawniej lokalna i w dużym stopniu ignorowana, stała się powszechna, w pewnym sensie dominująca. To wyciągnięci z zapadłych wiosek Małopolski, Lubelszczyzny czy Mazowsza chłopi zaludniali budujące się osiedla wokół kombinatów, przenosili się na ziemie odebrane Niemcom, tworzyli kościec aparatu partyjnego, wojskowego i urzędniczego, również aparatu represji.

[…] Wspólnym doświadczeniem, które wywodzący ze wsi i małych miasteczek przyszli inteligenci nieśli […] było doświadczenie Zagłady przeżyte w taki czy inny sposób. […] Każdy wiedział co wtedy się działo w jego okolicy, każdy pamiętał kto gdzie mieszkał przed zabiciem Żydów, a gdzie – potem.[…]

Wyjątkowy stan moralny

Pamięć wzajemnych krzywd to niezwykle istotny element powstawania struktury każdej tradycyjnej społeczności.[…] Często argumentuje się, że to doświadczenie nie miało skutku destruującego więzi w obrębie etnicznie polskiego katolickiego społeczeństwa, ponieważ Żydzi traktowani byli jako »obcy«.[…] Nie sądzę żeby tak było.

Drastyczne, jawne i masowe przekroczenie zasad rządzących społeczeństwami, w tym zasady »nie zabijaj«, oddziałuje nie tylko na poziomie świadomie ujętego doświadczenia, racjonalizowanego i kategoryzowanego dzięki pewnym narracjom i mitom funkcjonującym społecznie, takim jak mit antysemicki. Sceny mordu, gwałtu, poniżenia wbijają się w psychikę i zaczynają wpływać na człowieka, niezależnie od tego, co się o nich myśli.

[…] do przekroczenia tego doszło wszędzie tam, gdzie na prowincji żyli Żydzi, czyli praktycznie w całej wschodniej, południowej i środkowej Polsce. […]

Doświadczenie »stanu wyjątkowego« pozostawia poczucie stałej możliwości jego powrotu. […] dotyczy świadomości, która doświadczyła przekroczenia wszelkich norm. Stan wyjątkowy […] może dotyczyć każdego: każdego jako ofiary i każdego jako sprawcy. Odbiera poczucie niezmienności porządku normatywnego. […] oznacza poczucie, że pewnego dnia bliźni bez ostrzeżenia mogą zacząć mordować albo donosić »ze skutkiem śmiertelnym«”. (*2)

Polska chora na fałszywą świadomość

Takie są, zdaniem Ledera, trwające do dziś konsekwencje Zagłady. Kontynuując swój wywód uczony mówi m.in. o wyparciu, wstydzie, banalizacji, czy zaprzeczeniu jako sposobach radzenia sobie z tym doświadczeniem. Pokazuje w jaki sposób doświadczenie Zagłady objęło również nieżydowskich Polaków, całe polskie społeczeństwo.

Nawiązując już konkretnie do wiedzy historycznej, wydobytej przez polską historiografię ostatnich dwudziestu lat, sekunduje mu wielki pisarz Szczepan Twardoch, mówiąc te słowa w wywiadzie dla tygodnika „Newsweek”:

„Jestem przekonany, że jednym z fundamentów czegoś, co roboczo możemy określić jako polską współdzieloną tożsamość czy też świadomość etniczną, jest głęboko wyparta wiedza o całym złu wyrządzonym Żydom przez Polaków w czasie wojny. Gdyby tego wyparcia nie było, Polacy nie reagowaliby tak histerycznie na określenie »polskie obozy koncentracyjne«. Nikt o zdrowych zmysłach nie uważa, by Treblinka czy Auschwitz były polskie w sensie odpowiedzialności moralnej. Określenie to używane jest wyłącznie w kontekście geograficznym. Polska odpowiedzialność za współudział w Zagładzie dotyczy zupełnie innych wydarzeń, nie obozów. […]

Fałszywa świadomość jest źródłem cierpień. To, co wyparte, i tak prędzej czy później wychodzi na jaw i obnaża mizerię urojonego bohaterstwa i świętości.

Polska jest chora na fałszywą świadomość i z tego powodu gnije od środka.

Warto dodać, że wypartą wiedzę, o której pisze Twardoch, wytworzyło środowisko uczonych pozostających na marginesie korporacji zawodowej historyków. Jak pokazuje Jan Grabowski, historycy na swoich walnych zjazdach, odbywających się co 5 lat, w ogóle nie poświęcają uwagi problematyce Zagłady.

Zagłada dotyczy nas samych

Zaprzeczanie prawdzie jest moralnym gniciem. A wystarczyłoby poczytać żydowskie wspomnienia z okupowanej Polski. Nikt rozsądny nie może ich nazwać antypolską propagandą. Nikt nie pisze o śmierci swoich dzieci, sióstr, rodziców, o upokorzeniu, upodleniu i odczłowieczeniu po to, aby uprawiać propagandę. To są świadectwa głęboko emocjonalne i bardzo osobiste. Opowiadające o losie żydowskich współobywateli, ale i o nas.

I nie jest to obraz zgodny z tym, że Żydów mordowali wyłącznie Niemcy, a Polacy byli tymi, którzy wyłącznie pomagali. Nie. Po prostu nie jest.

W każdej bibliotece i księgarni są dziesiątki takich książek. Po polsku. Wystarczy czytać świadków: Perechodnika, Edelmana, Auerbach, Pachter, Simchę Rotema, Simchę Binema Motyla i innych”. (*3)

W ten sposób Zagłada pozostawiła w podświadomości ogromnych rzesz nieżydowskich Polaków głębokie ślady i jest częścią składową przeżywania nie „ich” historii przecież, tylko „naszej” własnej. Intensywność i powszechne zainteresowanie gazet, radia i telewizji, w których odbyła się wielomiesięczna dyskusja po ukazaniu się „Sąsiadów” też są klarowną ilustracją, że Zagłada jest problematyką dotyczącą nas samych, a nie jakichś obcych.

Getto żyło Warszawą, Warszawa żyła gettem

Dodam jeszcze dla uzupełnienia i podsumowania parę słów z perspektywy badacza historii społecznej okresu okupacji i Zagłady Żydów.

Żydowscy Polacy, zamieszkujący przede wszystkim w miastach i miasteczkach, stanowili trzecią część mieszkańców polskich miast.

Czy jest do pomyślenia, aby utrata jednej trzeciej populacji miejskiej jakiegoś kraju nie była częścią jego historii?

I co z tego, że Żydów przed wymordowaniem pozamykano w gettach. Większość tych gett była zupełnie otwarta, co najwyżej oddzielona od reszty miasta byle jakim płotem. A nawet tam, gdzie getto oddzielono murem, to czyż nie było tak, jak napisał świadek tych wydarzeń Ludwik Hering: „Getto żyło Warszawą – Warszawa żyła gettem. Każdy wiedział o tym, każdy z tego korzystał…. Warszawa żyła gettem jeszcze długo po jego śmierci – aż do własnego końca. Getto było sercem Warszawy. W ciągłym pulsowaniu przyjmowało i wydzielało…”. (*4)

Eksterioryzacja Holokaustu to bezsens

Czy zamordowanie trzech milionów obywateli jakiegoś kraju, w sposób niesłychanie brutalny i w bardzo krótkim czasie, nie przynależy do historii tego kraju? W dodatku na widoku całej otaczającej ludności. Bo co najmniej milion żydowskich Polaków został zamordowany nie w obozach zagłady, tylko in situ, w miejscach zamieszkania albo w gettach i okolicy. Tak, że niejednokrotnie ulice polskich miast dosłownie spływały krwią.

Wedle jakich kategorii myślenia o życiu zbiorowym mogłaby to nie być „nasza” historia?

Wymordowanie przeszło trzech milionów żydowskich Polaków było dla reszty społeczeństwa potężnym bodźcem uruchamiającym zmiany społeczne. Oznaczało przejęcie własności na ogromną skalę i natychmiastowy awans społeczny dla setek tysięcy rodzin nieżydowskich Polaków. Czy ten proces przemian społecznych nie jest integralną częścią historii Polski?

Eksterioryzacja Holokaustu – traktowanie Zagłady jakby była historią nie „naszą” tylko jakichś „ich” – to bezsens. Taki sam, jakby ktoś próbował utrzymywać, że ponieważ znakomitą większość ofiar Wielkiego Terroru we Francji stanowili arystokraci, to Rewolucja Francuska była doświadczeniem, które dotknęło wyłącznie francuską szlachtę.

1 Halina Bortnowska, „Zły cień muru”, Gazeta Wyborcza, 19.IV.2003.

2 Andrzej Leder, „Konsekwencje doświadczenia Zagłady dla polskiej świadomości (i nieświadomości) społecznej”, Zagłada Żydów. Studia i Materiały, Warszawa, nr. 14/2018, str. 496-505.

3 Szczepan Twardoch, „Co nas zatruwa”, rozmowa z Aleksandrą Pawlicką, Newsweek, 31.12.2018-13.01.2019.

4 Ludwig Hering, Ślady, Czarna Owca, Warszawa, 2011, str. 37.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne