0:00
0:00

0:00

Laure – Francuzka, która od kilku lat mieszka w Krakowie – regularnie chodzi na protesty w obronie praw kobiet, osób LGBT, sądów przed upolitycznieniem itd. Także 11 sierpnia, gdy w Sejmie przyjęto lex TVN, przyjechała na spontaniczny protest pod siedzibę PiS na ul. Retoryka.

Policjanci w cywilu obserwują

Zaczął się o 21:00. Było mało ludzi, ale uwagę Laure zwróciły dwie grupy młodych mężczyzn, dobrze zbudowanych, połowa w maseczkach. Przypominali prawicowych ekstremistów. Nagrała ich, bo obawiała się, że mogą zaatakować protestujących. „Na pikiecie ktoś też mi mówił, że stoi jakaś dziwna grupa facetów – wspomina Ewelina Pytel przewodnicząca regionu KOD Małopolski, jedna z głównych organizatorek tego spontanicznego zgromadzenia.

Oglądaliśmy te filmy – faktycznie mężczyźni mogli zostać wzięci za grupki nacjonalistów.

Jeden z nich zrobił zdjęcie Laure, z fleszem, gdy go filmowała. Po chwili zorientowała się, że to policjanci w cywilu. Zanim zakończyła się pikieta, ruszyła do auta, by odebrać narzeczonego – Mikołaja, Polaka. Śledzili ją ci policjanci w cywilu. Wystraszyła się. Zadzwoniła do chłopaka, auto było blisko.

Wsiedli do VW i ruszyli przez ul. Retoryka. Gdy mijali kończący się tam protest, puścili z samochodowego radia „Jeb...ć PiS” - słynny utwór Cypisa. Nie za głośno – jedno okno w aucie było tylko uchylone.

"Pamiętam gdy przejeżdżał ten samochód. Na pewno było przed 22:00, bo zastanawialiśmy się, czy możemy zakłócać ciszę nocną tą pikietą i zdecydowaliśmy się skończyć ją przed tą godziną" – opisuje Ewelina Pytel.

Kilkaset metrów dalej zatrzymał ich srebrny busik, który włączył koguty. Jak twierdzą nasi rozmówcy, ten pojazd często jest widywany na demonstracjach w Krakowie.[restrict_content paragrafy="5"]

[video width="576" height="320" mp4="https://oko.press/images/2021/08/IMG_4791_2.mp4"][/video]

Z policją Laure rozmawiała po polsku – zna język, choć nie płynnie. Policjanci - Rafał Jeleń oraz Tobiasz Masklawa - nie mówili ani wolniej, ani wyraźniej, by mogła lepiej zrozumieć ich słowa. Wspomagał ją więc jej narzeczony.

Te piosenki nie są dozwolone

Szybko okazało się dlaczego ich zatrzymano. „Powiedzieli mi, że słuchałam obraźliwej piosenki, a to nie jest dozwolone” relacjonuje Francuzka.

Chodziło o utwór Cypisa puszczany przed siedzibą PiS. „Policjant pytał dlaczego takiej muzyki słucha. Powiedziała im, że lubi taką energetyczną” - dodaje Mikołaj. Za to słuchanie policjanci chcieli jej wlepić mandat 500 zł. Odmówiła przyjęcia.

Drugi z policjantów kazał Mikołajowi wysiąść z auta. Pokazał na magnetyczny napis wielkości formatu A4, z błyskawicą i hasłem „Wypierdalać” na drzwiach auta. „Zapytał mnie, czy chciałbym, aby moje dziecko zobaczyło to” - relacjonuje Mikołaj.

Drogówka zbadała też Francuzkę alkomatem. Zero promili. Zapytali o gaśnicę i trójkąt ostrzegawczy. „Otworzyłem drzwi i wystawiłem jedną nogę z auta, by wysiąść i znaleźć je” – opisuje nam Mikołaj. Twierdzi, że wtedy policjant kazał mu zostać w środku. Posłuchał go i został.

Wystawienie nogi też za 500 zł

Na jednym z filmów nagranych przez świadków oglądamy scenę chwilę po tym – pasażer faktycznie ma uchylone drzwi auta i wystawioną nogę. Mundurowy podszedł i coś mówi do niego wskazując na drzwi auta. "Kazał mi zdjąć ten napis »Wypierdalać«" - relacjonuje Mikołaj. Chłopak zrobił to bez słowa i zamknął drzwi. Wtedy drugi z funkcjonariuszy mówi mu o karze. Za niewykonywanie poleceń. 500 zł.

"Kazał mi pan wyjść z pojazdu? Kazał pan, czy nie?" - pytał funkcjonariusza wyraźnie już wyprowadzony z równowagi Mikołaj.

"Taaaak, ale potem kazałem panu wsiąść i ma pan nie wychodzić z pojazdu" – słychać na filmie, jak odpowiada policjant.

Za to wystawienie nogi policjanci zarzucili Mikołajowi złamanie art. 65a KW - niestosowanie się do poleceń funkcjonariusza.

W międzyczasie dojechały kolejne radiowozy, w sumie były już trzy. Pojawili się funkcjonariusze prewencji, na czarno w kominiarkach, z butlami z gazem pieprzowym. „Pierwszy raz od pięciu lat jak mieszkam w Polsce, poczułam się poważnie zagrożona” - wspomina Laure. Przypadkowi przechodnie już fotografowali, filmowali i wspierali radą zatrzymanych. "Niech ci się przedstawi. Przedstaw się!" - krzyczeli do policjanta, który odmawiał podania swojego imienia i nazwiska Mikołajowi.

Po godzinie kontroli, od stresu i nerwów Laure zaschło w gardle. Zapytała, czy może kupić wodę w sklepie naprzeciwko. Nie.

Przeczytaj także:

Blokada dowodu

Gaśnicy i trójkąta Laure nie znalazła. Zgodziła się na mandat 200 zł za ten brak. Patrol zablokował jej elektronicznie dowód rejestracyjny. "Możecie odblokować w każdym komisariacie" - poinformowali. Ale wtedy któryś z przechodniów przyniósł francusko-polskiej parze gaśnicę i trójkąt. Ci pokazali drogówce, że już je mają, jednak mundurowi odmówili odblokowania dowodu.

W komisariacie na Rynku Głównym dyżurny zauważył: „Ta blokada była założona przed chwilą”. I też odmówił odblokowania. Bo skąd on może wiedzieć, że to sprzęt akurat z tego auta (sic!). „Złośliwość. Powiedział mi, że mam pojechać lawetą na kontrolę techniczną i tam pokazać, że to gaśnica i trójkąt z naszego auta” - opisuje Mikołaj. Dopiero na drugim posterunku, też po utrudnieniach, odblokowali im dowód rejestracyjny. Kontrola i utrudnienia ze strony policji zabrały Francuzce i Polakowi 3 godziny.

Na przesłuchanie 18 sierpnia Mikołaj został wezwany w charakterze podejrzanego o złamanie ww. art. 65a. Poszedł z mecenasem Jarosławem Stecem, który z ramienia małopolskiego KOD pro publico bono broni demonstrujących w Krakowie. Mikołaj odmówił zeznań. W protokole przesłuchania ma napisane, że sprawa dotyczy „utrudniania czynności funkcjonariusza w sposób znaczący”.

500 zł za piosenkę?

Zapytaliśmy Komendę Wojewódzką Policji w Krakowie czy za słuchanie słynnej piosenki „Jeb.ć PiS” Cypisa, przed siedzibą PiS w Krakowie policja próbuje karać demonstrujących i to mandatami aż 500 zł? Jeśli tak, to jaka jest podstawa prawna?

Ku naszemu zaskoczeniu, pierwszy raz od wielu miesięcy, otrzymaliśmy z policji odpowiedzi. Choć tylko ogólnikowe.

Asp. Szt. Barbara Szczerba odpisała: „Używanie wulgaryzmów w miejscach publicznych (art. 141 kw), zakłócanie spokoju i porządku publicznego (art.51 kw) (…) są wykroczeniami, za które grozi mandat nawet do 500 zł”.

Czyli, że KWP jednak próbuje wlepiać 500 zł mandaty za puszczanie ww. pieśni. Przy czym art. 141 KW mówi o karaniu osoby, która „używa słów nieprzyzwoitych”. Laure ich nie używała, a jedynie puszczała muzykę.

Pytaliśmy też, czy pikietę pod siedzibą PiS, 11 sierpnia ok. 21:00 - 22:00 obserwowali policjanci w cywilu? Czy to mogą być te przedstawione na zdjęciach osoby? - dołączyliśmy screeny z filmów, jakie nakręciła Laure.

„Nie udzielamy informacji o ewentualnych działaniach policjantów operacyjnych” - odpowiada asp. Szczerba.

Kolejne pytanie: jaki był powód zatrzymania pojazdu VW o numerze ... do kontroli drogowej? Oraz: czy Mikołajowi (nazwisko znane redakcji) policja chce postawić zarzuty niewykonywania poleceń funkcjonariusza, za to, że otworzył drzwi i wystawił nogę z auta?

KWP Kraków odmówiła odpowiedzi twierdząc, że chroni prywatność, a redakcja OKO.press musiałaby uzyskać „upoważnienia od użytkownika pojazdu oraz upoważnienia od osoby, wobec której prowadzona była interwencja”.

Kolejne pytanie: czy jeśli w czasie kontroli stwierdzono brak w aucie np. gaśnicy i trójkąta ostrzegawczego, i przyjęciu mandatu z tego powodu, kierujący autem przedstawi, że właśnie nabył/zdobył owe przedmioty, to patrol powinien odblokować elektronicznie dowód rejestracyjny w tym pojeździe?

To pytanie otrzymujemy pełną odpowiedz. „Funkcjonariusz Policji, który uprzednio zatrzymał dowód rejestracyjny (poprzez odnotowanie informacji o zatrzymaniu dokumentu w centralnej ewidencji pojazdów) nie ma uprawnień do »odblokowania« go drogą elektroniczną. Trzeba to zrobić w komisariacie, na komendzie czy w stacji kontroli pojazdów” - pisze asp. szt. Barbara Szczerba.

„To już jest mój kraj!”

Po całym zajściu Laure płakała w samochodzie. „W jakim my kraju żyjemy?! Trzeba stąd wyjeżdżać!”. Teraz, po tygodniu, Laure zastanawia się, co by policja z nimi zrobiła, gdyby nie przypadkowi świadkowie i ich pomoc.

Tuż po zdarzeniu wyjechała do rodziców, do Francji. „Byli w szoku. Nie mogli uwierzyć w to, co się stało” - mówi Laure.

„To było zastraszanie, szykany. Ja zobaczyłem tego wieczoru gości, którzy wiedzą, że mogą mi robić takie rzeczy, bo mają nade mną władzę. Też czułem się zagrożony. Straciłem wszelkie zaufanie do organów takich jak policja. Jeśliby mi się teraz coś miało zdarzyć, to bym do nich nie zadzwonił" - dodaje Mikołaj.

Laure mówi dziś: - "Będę kontynuować walkę o prawa człowieka i demokrację. Bo kocham Polskę. To też już mój kraj. Jestem zdeterminowana, by zostać".

;
Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Komentarze