07 sierpnia 2021

Rok po Tęczowej Nocy. Sądy potwierdzają: zatrzymania były brutalne i bezzasadne

Sądy miażdżą brutalną akcję funkcjonariuszy po zatrzymaniu Margot. "To nie było chuligańskie zbiegowisko, tylko walka o prawa człowieka. Policja przekroczyła uprawnienia, a także działała poza granicami prawa". Za to prokuratura do dziś nie postawiła aktu oskarżenia wobec żadnego z 48 zatrzymanych

Rok temu, 7 sierpnia 2020 roku, na ulicach Warszawy doszło do najbardziej brutalnej konfrontacji policji ze społecznością LGBT. Podczas protestu na Krakowskim Przedmieściu w obronie aktywistki Stop Bzdurom, Małgorzaty Szutowicz (Margot), funkcjonariusze urządzili agresywną łapankę, podczas której zatrzymano w sumie 48 osób. Wśród nich znaleźli się uczestnicy manifestacji, a także przypadkowi przechodnie.

"Policjant przygniótł głowę butem do ziemi. Krwawiła, ale nie reagowali", "Kilku ją trzymało, jeden podniósł sukienkę, drugi odchylił majtki, a trzeci dotknął miejsc intymnych", "Zatrzymywali ich wybiórczo, bez żadnych podstaw"

— tak w relacjach świadkowie opisywali zachowanie policji. Wiele z nich skarżyło się na przemoc fizyczną, psychiczną i seksualną. A byli funkcjonariusze akcję wprost nazywali prowokacją, której celem była eskalacja konfliktu.

Rok po brutalnych wydarzeniach, znanych jako "Tęczowa noc", raport ws. zatrzymań przygotował kolektyw antyrepresyjny SZPILA. Jak wskazują autorki raportu, traumatyczna akcja domaga się podsumowania.

"Tamtej nocy towarzyszyło nam wiele emocji — od strachu i gniewu, po poczucie wspólnoty i solidarności. Od początku było jasne, że skala represji miała na celu zastraszenie osób walczących o swoje prawa, ten raport tylko to potwierdza. Śmiało możemy powiedzieć, że im się nie udało. Wyszłyśmy z tych doświadczeń silniejsze, bardziej solidarne i odważniejsze. Nigdy nie będziesz szła sama — to nie tylko hasło, które wykrzykujemy na demonstracjach" — stwierdza Aleksandra Ziemińska, ze SZPILI.

To nie było chuligańskie zbiegowisko

Mimo że większość osób spędziła noc na komisariatach (przewożona od komendy do komendy), wiele osób doświadczyło przemocy, a w protokołach zarzucano im udział w zbiegowisku, którego celem był "gwałtowny zamach na osobę lub mienie" (rzadziej napaść na funkcjonariusza), do dziś do prokuratury nie trafił ani jeden akt oskarżenia.

Większość, bo aż 40 osób, postanowiło za to złożyć zażalenia na legalność, zasadność i prawidłowość zatrzymań. Do dziś sądy rozpatrzyły 35 wniosków i tylko jeden z nich wypełnił wszystkie powyższe kryteria. Jak pisze SZPILA, w przypadku 97 proc. zatrzymań dokonujący czynności działali poza obowiązującym prawem i z przekroczeniem uprawnień.

Co najważniejsze, sądy wskazywały, że wydarzeń podczas ubiegłorocznej manifestacji nie da się rozpatrywać bez szerszego kontekstu społeczno-politycznego.

"Działań tych nie sposób oderwać od aktualnej sytuacji w kraju, niedawnych wypowiedzi przedstawicieli władzy wykonawczej i ustawodawczej, godzących w owe prawa, budzących nieraz gwałtowne i radykalne w formie reakcje społeczne, w których protestujący – korzystając z wolności słowa - domagają się poszanowania praw człowieka"

— wskazywał Sąd Rejonowy dla Warszawy Śródmieścia.

Brak dostępu do adwokata, przeciąganie procedur

W zdecydowanej większości (80 proc.) sądy uznały zatrzymania za nieprawidłowe. W orzeczeniach czytamy m.in. o bezzasadnym, długotrwały przetrzymywaniu osób na tzw. dołkach.

"W ocenie Sądu zatrzymanie zostało niezasadnie przedłużone aż do godziny 20:20 8 sierpnia 2020 r. (a zatem trwało prawie dobę), w sytuacji, gdy czynność przesłuchania można było przeprowadzić już bezpośrednio po doprowadzeniu do jednostki policji, znacznie wcześniej, niż wieczorem kolejnego dnia. Należy na marginesie odnotować, że nieuzasadnione, długotrwałe stosowanie zatrzymania, poza tym, że miało wpływ na prawidłowość przeprowadzonego zatrzymania, mogło skutkować wyłączeniem swobody wypowiedzi zatrzymanego w toku przesłuchania przeprowadzonego bezpośrednio przed zwolnieniem, wieczorem kolejnego dnia, tj. 8 sierpnia 2020 roku" — stwierdził 2 czerwca 2021 Sąd Rejonowy Warszawa Śródmieście (sygn. akt II Kp 2226/20).

Wśród nieprawidłowych zachowań policji wskazano też utrudnienie dostępu do adwokata, nawet w przypadkach, gdy obrońca przebywał już na komendzie i próbował zobaczyć się z klientem lub klientką. O swoich prawach zatrzymani dowiadywali się dopiero podczas podpisania protokołu zatrzymania. W dwóch przypadkach policja zwodziła przestraszone osoby możliwością wcześniejszego zwolnienia, o ile zrezygnują z widzenia się z adwokatem. W opinii sądów powyższe zachowanie mogły prowadzić do niesłusznego skazania.

W jednym z postanowień czytamy:

„Sąd stwierdza tym samym, że zastosowanie środka w postaci zatrzymania, a następnie trzymania skarżącej ponad 21 godzin na komendzie było rażąco nieproporcjonalne do wagi zarzucanego jej czynu i do obiektywnie ocenianych okoliczności zaistniałych przed jej zatrzymaniem, a zatem pozostawało bez ścisłego związku z potrzebami postępowania. W przypadku zatrzymanej, jak wynika z jego wyjaśnień, jak też z daty sporządzenia protokołu zatrzymania wynika, że nakazów tych nie dochowano, a o przyczynie zatrzymania i o prawie do korzystania z pomocy obrońcy dowiedziała się ona dopiero przy okazji sporządzania protokołu zatrzymania, co miało miejsce blisko 5 godzin po faktycznym jej zatrzymaniu. Nadto, mimo zgłoszenia takiego żądania, nie umożliwiono kontaktu zatrzymanej z obrońcą aż do godziny 17.00 dnia następnego - wbrew przepisowi art. 245 § 1 kpk - mimo że obrońca oczekiwała w nocy w siedzibie Policji na powyższe. Nie można w tej sytuacji w żaden sposób uznać, że umożliwienie kontaktu zatrzymanej z obrońcą nastąpiło niezwłocznie (nawet przy świadomości, że niezwłocznie nie znaczy natychmiast).

Brak dostępu do takiej pomocy w takim momencie może być przyczyną niesłusznego skazania"

„Prawidłowość tj. właściwy sposób dokonania zatrzymania także budzi zastrzeżenia. Przepis art. 244 § 2 k.p.k. wymaga, aby zatrzymanego natychmiast poinformować o przyczynach zatrzymania i o przysługujących mu prawach, w tym o prawie do skorzystania z pomocy adwokata lub radcy prawnego.

W przypadku zatrzymanego, jak wynika z jego wyjaśnień, jak też z daty i godziny sporządzenia protokołu zatrzymania wynika, że nakazów tych nie dochowano, a o faktycznej przyczynie zatrzymania i o prawie do korzystania z pomocy obrońcy dowiedział się on dopiero przy okazji sporządzania protokołu zatrzymania, co miało miejsce blisko 2 godziny po faktycznym jego zatrzymaniu.

Nadto, mimo zgłoszenia takiego żądania, nie umożliwiono kontaktu zatrzymanego z obrońcą aż do godziny 17.00 dnia następnego — wbrew przepisowi art. 245 § 1 kpk - mimo że obrońca oczekiwała w nocy w siedzibie Policji na powyższe. Nie można w tej sytuacji w żaden sposób uznać, że umożliwienie kontaktu zatrzymanego z obrońcą nastąpiło niezwłocznie (nawet przy świadomości, że niezwłocznie nie znaczy natychmiast) — postanowienie SR Warszawa Śródmieście (sygn. akt II Kp 2226/20).

„Sąd dostrzega, iż zatrzymanemu umożliwiono kontakt z obrońcą dopiero przed przeprowadzeniem przesłuchania z jego udziałem, co zostało podniesione w zażaleniu i czemu nie przeczy żaden z dokumentów zebranych w aktach sprawy, przy czym jak wynika z depozycji procesowych pełnomocnika zatrzymanego, [zatrzymany] w protokole zatrzymania, nie żądał kontaktu z adwokatem z uwagi na obietnicę szybszego zwolnienia go” — to postanowienie SR Warszawa Śródmieście z 2 czerwca 2021 (sygn. akt II Kp 2231/20).

„[J]uż sama okoliczność faktycznego uniemożliwienia [zatrzymanemu] niezwłocznego kontaktu z radcą prawnym przesądza o tym, że zatrzymanie było nieprawidłowe" — postanowienie SR Warszawa-Śródmieście z 8 sierpnia 2020, (sygn. akt II Kp 2128/20).

Niepotrzebna brutalność, siła i kajdanki

Sądy potwierdziły też wiele z okoliczności, które już wcześniej ujawnił raport Krajowego Mechanizmu Prewencji Tortur sporządzony przez pracowników biura RPO na podstawie rozmów z 33 z 48 zatrzymanych.

Przypomnijmy, że w niektórych przypadkach doszło za zatrzymań osób, które nie uczestniczyły w zgromadzeniu, a jedynie się przyglądały albo znalazły się w pobliżu wracając ze sklepu. Zdarzały się też skargi na brutalność policji, a część zatrzymanych twierdziła, że zostali pobici w policyjnych samochodach.

Wszyscy zwracali uwagę na ogromny chaos, jaki panował wśród policjantów, którzy w momencie zatrzymania nie podawali nawet jego powodu. Zatrzymanym utrudniano dostęp do pomocy prawnej oraz odmawiano poinformowania bliskich o tym, gdzie przebywają zatrzymani. Większość poddano kontroli osobistej polegającej na rozebraniu się do naga i zrobieniu przysiadu. Niektórzy byli przesłuchiwaniu w nocy, bez dostępu do jedzenia i picia.

Sądy w orzeczeniach potwierdzały, że

wobec protestujących niepotrzebnie używano środków przymusu bezpośredniego (siła fizyczna i kajdanki), a także ograniczano dostęp do podstawowych praw.

Sądy: to była legalna, spontaniczna manifestacja

Gdy sądy rozstrzygały zasadność aktów zatrzymania, głównie skupiały się na dwóch aspektach: celowości i proporcjonalności. Większość z postanowień (86 proc.) potwierdziło, że użycie tak drastycznych środków nie było potrzebne, bowiem osoby zostały wylegitymowane, a także nie istniała obawa ucieczki czy zatarcia śladów.

"Udokumentowanie legitymowania stosowną notatką mogło zakończyć sprawę i w zależności od oceny zebranego materiału dowodowego mogło znaleźć swój finał w wystosowaniu wezwania w charakterze podejrzanego względnie obwinionego" — czytamy w jednym z rozstrzygnięć. W innym sąd stwierdza, że skoro policja znała adres i tożsamość zatrzymanego, przewiezienie i przetrzymywanie na komendzie przez 20 godzin było zupełnie nieuzasadnione.

Sądy poruszały też kwestię zarzucanych czynów. Wiele z nich przyznało, że uczestnicy brali udział w legalnym, spontanicznym zgromadzeniu, a nie "zbiegowiskach". "[Policjant] zeznał, że skarżący w chwili zatrzymania nie awanturował się, nikogo nie popychał, nie szarpał, był grzeczny, nie awanturował się" — to fragment jednego z postanowień.

Sądy stwierdziły też, że późniejsze zatrzymania, na ul. Wilczej i sąsiadujących ulicach, były wręcz absurdalne, bowiem nie miały nic wspólnego z pierwszą manifestacją.

W przypadku badania przesłanki legalności sądy skupiały się na tym, czy zatrzymania dokonał organ mający upoważnienie ustawowe do dokonywania zatrzymań i czy osoba zatrzymywana cieszyła się immunitetem (np. dyplomatycznym czy poselskim). W tych przypadkach najczęściej stwierdzał, że akcja policji mieściła się w granicach prawa.

Inne, bardziej zniuansowane rozstrzygnięcia wskazywały, że niezbędne jest też zbadanie, czy podejrzenie popełnienia przestępstwa przez osobę zatrzymaną było uzasadnione.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne