Zalewska wywodzi, że 708 zł podwyżki wynagrodzenia zasadniczego nauczyciela dyplomowanego to prawie "owe magiczne 1000 zł", jakiego żądają strajkujący. Ale 708 to nie 1000, brak prawie 300 zł. Poza tym wzrost 708 zł ma nastąpić we wrześniu w porównaniu z... 2013 r. Czyli 708 zł w 6 lat! Związki chcą podwyżek w 2019, by choć zbliżyć się do średniej krajowej

„Jak pan widzi, a państwo pewnie słyszą, jestem, wypowiadam się. Wydawało mi się, że w ostatnim tygodniu jest mnie nawet za dużo” – żartowała sobie w publicznym radiu Anna Zalewska wyśmiewając informacje RMF FM, że dostała od PiS zakaz wypowiedzi. Ale jej wypowiedzi pokazały, że lepiej, żeby było jej raczej mniej niż więcej.

Przecież rząd daje 708 zł podwyżki, czyli prawie 1000 zł

Minister Zalewska przedstawiając porozumienie podpisane z „Solidarnością” jako „bardzo, bardzo dobre” dowodziła też, że związkowy postulat 1000 zł podwyżki dla nauczycieli już jest dzięki rządowi bliski realizacji. Zrobiła to tak:


Podwójna, przyspieszona podwyżka w 2019 to jest 15 proc. od września 2019 roku, jeżeli dodamy podwyżkę kwietniową i waloryzację, to dla nauczyciela dyplomowanego to wzrost 708 zł w zasadniczym wynagrodzeniu. Rząd zbliża się do owego tysiąca magicznego

Anna Zalewska, Wywiad w Sygnałach Dnia PR I - 09/04/2019

Wywiad w Sygnałach Dnia PR I

12.07.2018 Warszawa. Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta


zbity zegar. 708 zł podwyżki od 2013 do 2019 roku, to coś zupełnie innego niż żądanie strajkujących ok. 1000 zł w 2019 roku


Trzeba to objaśnić. Zalewska podsumowała podwyżki, które w czasie trzech i pół roku wprowadził rząd PiS:

  • 1,2 proc. waloryzacji płac w 2017 roku;
  • 5 proc. w kwietniu 2018;
  • 5 proc. w styczniu 2019, a do tego dodała
  • 9,6 proc. obiecane (na razie bez pokrycia budżetowego) na wrzesień 2019.

Zalewska posłużyła się wynagrodzeniem zasadniczym nauczyciela dyplomowanego, czyli najwyższej grupy awansu zawodowego, w której jest ok. 52 proc. nauczycieli. Aby ocenić jej wywód przygotowaliśmy wykres porównując zarobki nauczycieli ze średnią w gospodarce narodowej, obie kwoty brutto, w latach 2007-2019:

Wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela dyplomowanego 2007-2019 (brutto). We wrześniu 2019 - podwyżka 9,6 proc. Porównanie ze średnią krajową

Podwyżek płac nauczycieli w latach 2008-2012 było sześć. Przez te pięć lat zarobki wzrosły o 914 zł (z 2195 na 3109 zł), zbliżając się na 290 zł do średniej krajowej. Skoczyły o 44 proc.

  • Zobacz sześć podwyżek 2008-2012

    • w 2008 roku – o 10 proc.,
    • w 2009 dwie, za każdym razem o 5 proc.,
    • w 2010 roku  – o 7 proc.,
    • w 2011 roku – także o 7 proc. i wreszcie
    • w 2012 roku – o 3,8 proc. 

Przez następne cztery lata (rządów PO-PSL oraz PiS) zarobki nauczycieli wzrosły o 0 (zero) procent. Do końca 2016 roku płaca zasadnicza nauczyciela dyplomowanego wynosiła bez zmian 3109 zł brutto. Waloryzację 2017 roku trudno zauważyć na wykresie, który przez pięć lat (2013-2017) jest płaski jak mazowiecka równina.

Obecnie dystans do średniej krajowej wynosi 1102 zł.

W wyniku waloryzacji i trzech podwyżek za rządów PiS (w tym największej obiecywanej na wrzesień) nauczycielska płaca ma faktycznie wzrosnąć o 708 zł do wysokości 3817 zł, czyli o 23 proc.

Ten rachunek się zgadza, co nie zmienia faktu, że kreatywna matematyka Zalewskiej jest manipulacją z co najmniej trzech powodów:

  • 708 zł to jednak nie jest 1000 zł (brakuje 292 zł, gdyby ktoś nie wiedział);
  • Zaleska wylicza podwyżki od 2017 roku do września 2019, czyli przez trzy lata rządów PiS, a związki domagają się podwyżki w 2019 roku. Bo nauczyciele na owe 708 zł skumulowanych podwyżek czekają od 1 stycznia 2013 roku!
  • Strajkujący żądają znacznie szybszego wzrostu płac, co widać na wykresie, w którym zaznaczyliśmy postulowane dwie podwyżki: 15 proc. w styczniu i 15 proc. we wrześniu;
  • pomimo wrześniowej podwyżki „od rządu” wynagrodzenie nauczycieli dyplomowanych ma być od września 2019 wciąż o 768 zł niższe niż średnia krajowa 2018. Oznacza to, że

nawet po obiecanej przez rząd podwyżce zasadnicza płaca nauczyciela dyplomowanego będzie w 2019 roku o ok. 1000 zł mniejsza niż średnia krajowa (przy założeniu, że średnia będzie dalej rosła o ok. 5 proc. rocznie).

Żądanie ZNP i FZZ doprowadziłoby do wyrównania zarobków nauczycieli w 2019 roku do poziomu średniej krajowej 2018. Pokazujemy to na wykresie, który z pewnym przybliżeniem ilustruje postulaty strajku nauczycieli:

Wynagrodzenie zasadnicze nauczyciela dyplomowanego 2007-2019 (brutto). W styczniu i we wrześniu 2019 - podwyżki po 15 proc. Porównanie ze średnią krajową

Wyjaśnić tu jeszcze należy, że „owe magiczne 1000 zł” podwyżki netto było wyjściowym postulatem ZNP i FZZ. Potem został on zmniejszony do 30 proc. (od kwoty bazowej) i aby ograniczyć koszty budżetu 2019 rozbity na dwie raty.

W przypadku najlepiej zarabiających nauczycieli dyplomowanych oczekiwana podwyżka wynosi faktycznie ok. 1045 zł, ale dla nauczyciela stażysty – już tylko 761 zł (z 2538 na 3299 zł), obie sumy brutto.

Są to tylko przybliżenia, bo postulat 30 proc. dotyczy tzw. kwoty bazowej, poza tym nie jest jasne, czy rozbicie go na dwie raty po 15 proc. miałoby rzeczywiście oznaczać, że – jak przyjęliśmy – skumulowany wzrost wynosi 32 proc.

Ponadto, pamiętajmy, że wynagrodzenie zasadnicze nie jest tożsame z wynagrodzeniem całkowitym. Dochodzą nauczycielskie dodatki oraz nadgodziny. Znaczna większość nauczycielek i nauczycieli pracuje o kilka godzin więcej niż pensum 18 godzin tablicowych.

Jak mówiła OKO.press Dorota Łoboda, przewodnicząca komisji edukacji Rady Warszawy, nauczyciele przedmiotów ścisłych i języków, których najbardziej brakuje, wykorzystują w stolicy tyle, na ile prawo pozwala – półtora pensum (27 godzin tablicowych).

Dyrektorka szkoły podstawowej w Radowie Małym opowiadała OKO.press, że „dba o to, by prawie wszyscy nauczyciele mieli po półtora etatu, czyli maksymalną zgodnie z prawem liczbę nadgodzin”.

Z drugiej strony, zarobki innych grup awansu nauczycieli są znacznie niższe, co oznacza także, że wrześniowe podwyżki będą kwotowo niższe.

To samorządy są winne irytacji nauczycieli

Min. Zalewska postanowiła też wyjaśnić nauczycielom, co jest prawdziwym źródłem ich irytacji:

„Stąd bierze się irytacja nauczycieli, że te dodatki kształtowane przez samorząd, bo samorząd ustala pensje nauczyciela, są tak dalece zróżnicowane, że rzeczywiście czasami rozdźwięk między zarobkami jest tysiąc, dwa tysiące”.

Anna Zalewska trzyma się linii MEN i rządu, który próbuje obciążyć samorządy odpowiedzialnością za chaos w oświacie i frustrację nauczycieli. To twierdzenie – w oczywisty sposób fałszywe – omówimy jednak osobno, bo warto przy okazji wyjaśnić, jak to jest z nauczycielskimi dodatkami.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Masz cynk?