0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska / OKO.pressIl. Iga Kucharska / ...

„AI slop” to dosłownie znaczy „pomyje sztucznej inteligencji”, czyli generowane przez nią bezsensowne treści.

Być może trafili Państwo w styczniu w internecie na filmy i zdjęcia, które pokazują atak zimy na Kamczatce, półwyspie w azjatyckiej części Rosji. Na nagraniach i fotografiach widać mieszkalne wieżowce zasypane śniegiem do wysokości szóstego czy siódmego piętra. Zakładając, że piętro liczy przeciętnie 2,5 metra, zaspy muszą mieć 15 metrów wysokości lub więcej. Część materiałów podpisana jest „Rekordowe opady śniegu na Kamczatce” lub podobnie.

Niektóre ujęcia pokazują, jak z hałd śniegu a nartach i sankach zjeżdżają ludzie. Inne odkopywanie wejść do budynków i samochodów. Wszystko wygląda dość wiarygodnie. Na dalekim i mroźnym wschodzie Rosji mogły się przecież zdarzyć takie opady śniegu, prawda? Otóż nieprawda.

To internetowe fejki, stworzone przez sztuczną inteligencję. Po prostu AI slop. To bardzo dobre studium internetowej podpuchy, bo większość zdjęć i filmów na nagraniach przedstawiających bloki przysypane do połowy śniegiem, wygląda naprawdę wiarygodnie.

Póki nie użyje się zdrowego rozsądku.

Przeczytaj także:

Zdrowy rozsądek, czyli gdzie zniknął śnieg z dachów

Jeśli mieszkacie Państwo w mieście centralnej lub wschodniej Polski, jest szansa granicząca z pewnością, że na dachu sąsiedniego budynku zobaczycie warstwę śniegu. Nic dziwnego, pokrywa śniegu może wynosić od kilku do ponad 20 centymetrów (wynika z danych pomiarowych IMGW). Nieco mniejsze szanse są na dostrzeżenie śniegu na dachu w województwach zachodnich, gdzie śniegu leży raptem centymetr do trzech.

Nie zmienia to faktu, że na płaskim dachu śnieg się zbiera i zalega. Tymczasem na niektórych nagraniach i zdjęciach z zasypanej śniegiem Kamczatki widać kilkumetrowe zaspy śniegu na ziemi – ale nie widać ani centymetra na dachu. To musiał być bardzo dziwny opad śniegu, który omijał dachy budynków. Takie rzeczy zdarzają się tylko w fantazjach algorytmów sztucznej inteligencji.

Prawdziwe filmy z zasypanej śniegiem Kamczatki można rozpoznać od tych wygenerowanych przez algorytmy właśnie po zwałach śniegu na dachach.

Nie spadło go kilkanaście metrów. W ostatnim tygodniu stycznia na Kamczatce przybyło około 1,6 metra śniegu, opisywał „The Guardian”. Wiatr miejscami tworzył nawet trzymetrowe zaspy, ale suma opadów wyniosła nieco ponad półtora metra.

Kilku, a co dopiero kilkunastu metrów śniegu, płaskie dachy mogłyby po prostu nie wytrzymać. Owszem, świeży śnieg jest lekki, ale nadal swoje waży. Metr sześcienny śniegu (czyli jego metrowa warstwa na metrze kwadratowym powierzchni) waży nawet do 200 kilogramów, przypomina Komenda Główna Straży Pożarnej. Gdyby spadło pięć metrów świeżego śniegu, obciążenie dachu wyniosłoby dodatkową tonę na metr kwadratowy. Przy dziesięciu metrach śniegu – dwie tony.

Nikt nie projektuje płaskich dachów na takie dodatkowe obciążenie. Po pierwsze, jest niewiele miejsc na ziemi, gdzie może spaść kilka metrów śniegu (i Kamczatka nie jest jednym z nich). Tam, gdzie zimy są bardzo śnieżne, buduje się domy o spadzistych, zwykle dość stromych dachach – właśnie po to, żeby śnieg z nich się zsuwał.

Zacytuję stronę „Inżynier Budownictwa”: „Zgodnie z normą PN-EN 1991-1-3 Polska podzielona jest na pięć stref śniegowych. Każda z nich charakteryzuje się inną częstotliwością i natężeniem opadów śniegu, co wpływa również na przepisy. Największy obszar Polski należy do strefy II – zawierają się w niej miasta takie jak Łódź, Warszawa czy Poznań. W tym rejonie odśnieżanie należy wykonać niezwłocznie, jeśli grubość pokrywy śniegowej wyniesie 72 cm dla śniegu świeżego, 36 cm dla osiadłego (wartość mierzona kilka godzin po opadzie), 20 cm dla śniegu starego (leżącego kilka lub kilkanaście dni) i 18 cm dla mokrego”.

Te normy są wyższe w rejonach górskich, niemniej żaden płaski dach nie wytrzyma naporu warstwy kilku metrów śniegu.

Kamczatka, kraina wulkanów i trzęsień ziemi

Jest jeszcze jedna rzecz, która każe się zastanowić nad prawdziwością mieszkalnych bloków (zasypanych śniegiem lub nie) na Kamczatce. Oto panorama stolicy i największego miasta Kraju Kamczackiego, Pietropawłowska Kamczackiego, którą znalazłem w Wikipedii.

Widok na Petropawłowsk-Kamczacki. Wikimedia Commons, Autor zdjęcia Егор Никитин, CC BY-SA 4.0,
Koryaksky_volcano_Petropavlovsk-Kamchatsky_oct-2005

Wulkan Koriakskaya Sopka na Kamczatce. Zdjęcie w domenie publicznej. Autorka: Tatyana RashidovaNa obu zdjęciach widać, że zabudowa Pietropawłowska jest niska, dominują budynki do czterech kondygnacji. Jedynie na obrzeżach miasta stoją budynki wyższe, ale i one liczą do sześciu pięter. Mają też przysadzistą konstrukcję, nie przypominającą długich bloków-desek.

Jest ku temu powód. Nie ma tam wysokich budynków, bowiem na Kamczatce liczy się odporność na sejsmiczne wstrząsy.

Kamczatka jest najbardziej aktywną sejsmicznie częścią kontynentu euroazjatyckiego. Na półwyspie znajduje się ponad 160 wulkanów, z czego 28 jest aktywnych (przeczytamy na stronie UNESCO). Kluczewska Sopka, najwyższy szczyt Kamczatki, wznoszący się na 4750 m n.p.m., jest też najbardziej aktywnym wulkanem całej Eurazji. Obecność tylu wulkanów świadczy o niezwykle silnej aktywności tektonicznej w tym regionie.

Płyta pacyficzna ulega tam subdukcji, czyli powoli wsuwa się pod płytę ochocką (część źródeł uważa tę płytę za część większej płyty północnoamerykańskiej). Ten obszar to część wielkiego, otaczającego Pacyfik „Pacyficznego Pierścienia Ognia”, w którym zdarza się 90 procent wszystkich trzęsień ziemi na świecie.

Natomiast Rów Kurylsko-Kamczacki, który rozciąga się od północy Japonii po Kuryle, to jeden z najbardziej aktywnych sejsmicznie regionów świata i najbardziej aktywny sejsmicznie obszar Eurazji.

Jak pisali naukowcy w „GeoScience World” w styczniu tego roku, w kamczacko-kurylskiej strefie subdukcji uwalnia się niemal 10 procent energii wyzwalanej podczas wszystkich wstrząsów sejsmicznych na całym ziemskim globie. Od 1900 roku właśnie tam miało miejsce aż jedenaście trzęsień o skali 8 magnitudo lub większej. Tam też odnotowano dwa z dziesięciu najsilniejszych zarejestrowanych kiedykolwiek wstrząsów.

Jak można przypuszczać w takich warunkach, czyli zagrożeniem częstymi (oraz silnymi) trzęsieniami ziemi, budowa ośmiopiętrowych bloków jest jednak dość ryzykowna. Z tego też powodu nawet w największym mieście Kraju Kamczackiego nie ma zbyt wielu bloków wyższych niż cztery piętra.

Ile śniegu może spaść? Zaskakująco dużo – ale w zaskakująco niewielu miejscach na Ziemi

W stolicy Kraju Kamczackiego, Pietropawłowsku Kamczackim, spada przeciętnie około 40 centymetrów śniegu w grudniu, nieco ponad 50 cm w styczniu, nieco poniżej 50 cm w lutym i podobnie w marcu (podaję dane za „Weatherspark”). Średnio przez cztery zimowe miesiące spada tam więc przeciętnie niecałe dwa metry śniegu.

Dwa metry śniegu potrafią solidnie utrudnić życie. Trudno sobie wyobrazić, że są miejsca na Ziemi, gdzie pada kilkanaście i więcej metrów śniegu (żadne z nich nie leży na Kamczatce) rocznie. Z tym, że aż takie opady białego puchu wymagają szczególnego zbiegu okoliczności, przede wszystkim topografii.

Jednym z takich miejsc są Góry Skaliste. Napływające nad nie znad Pacyfiku masy powietrza są wilgotne, a unosząc się po zboczach gór ulegają schłodzeniu. Para wodna ulega skropleniu, a kropelki krystalizują w płatki śniegu. Dzieje się tak w odpowiednich warunkach, czyli w chłodnych miesiącach roku i powyżej pewnej wysokości nad poziomem morza (poniżej pewnej wysokości i powyżej pewnej temperatury pada po prostu deszcz).

Jest to również przyczyną, dla której po wschodniej stronie Gór Skalistych, w ich „cieniu opadowym” jest tak sucho – od Arktyki po Zatokę Meksykańską rozciągają się prerie i pustynie.

Oficjalnym rekordzistą przyrostu pokrywy śniegowej – ale przez cały sezon zimowy – jest Mt. Baker Ski Area położone pod miastem Bellingham w stanie Waszyngton, gdzie przez zimę z 1998 na 1999 rok spadło 28,96 metrów śniegu (jak donosiło „USA Today”). Poprzednim było Mount Rainier (również w stanie Waszyngton), gdzie zimą z 1971 na 1972 rok spadło 28,5 metra śniegu (to z kolei dane National Park Service).

Nie, to nie pomyłka, prawie trzydzieści metrów śniegu. Taka ilość przykryłaby dziesięciopiętrowy blok. Zwykle opady śniegu w Górach Skalistych są jednak skromniejsze i nie przekraczają kilku metrów.

„Efekt jeziora” czyli niże genueńskie

Podobnie dużo śniegu potrafi spaść na wschodnich i południowo wschodnich brzegach Wielkich Jezior. Tu działa inny mechanizm: gdy nad jezioro napłynie chłodne powietrze, wtedy cieplejsze i wilgotne powietrze znad zbiornika wodnego unosi się (cieplejsze powietrze jest lżejsze od chłodnego, wilgotne lżejsze od suchego). Zawarta w nim para wodna krystalizuje w płatki śniegu. I jest go bardzo dużo.

Ten efekt jest najsilniejszy na wyżynie Tug Hill na wschodnim wybrzeżu Jeziora Ontario, na północy stanu Nowy Jork, gdzie notuje się od nieco powyżej 6 m do 7,5 metra śniegu każdego roku (tyle sięgnęłoby do podłogi lub połowy drugiego piętra).

Choć efekt Wielkich Jezior jest najsilniejszy właśnie tam, w podobny sposób działa każdy odpowiednio duży zbiornik wodny. Gdy nad Bałtyk napływa arktyczne powietrze, na Wybrzeżu pada obfity śnieg, a jego opady słabną w głębi lądu. To wymaga jednak splotu okoliczności, bo od zachodu napływa zwykle ciepłe powietrze znad Atlantyku, a od północy napływ zimnych mas powietrza częściowo ograniczają Góry Skandynawii.

Także genueńskie niże są wynikiem napływu chłodnego powietrza z północy kontynentu nad ciepłe wody Zatoki Genueńskiej. Latem przynoszą zwykle środkowej Europie obfite opady, które mogą wywołać powodzie. Zimą natomiast przynoszą nam spore opady śniegu.

Yuki-guni, kraina (kilkunastu metrów) śniegu

Jest jednak miejsce na świecie, gdzie mieszkańcy muszą sobie radzić z opadami śniegu znacznie większymi niż na Kamczatce czy nawet rejonie Wielkich Jezior (choć nieco mniejszym niż rekordy Gór Skalistych).

Japonia to górzysty kraj: wzdłuż największej jego wyspy, Honsiu, ciągną się Alpy Japońskie, których kilkanaście szczytów liczy ponad 3000 metrów nad poziomem morza. Prefektury na północ od nich oraz wyspa Hokkaido często nazywane są yuki-guni – co można przetłumaczyć jako kraina śniegu.

W Japonii, jak w Europie, także przeważa cyrkulacja zachodnia. A to oznacza, że nad zachodnie i północne zbocza Alp Japońskich nadciąga najczęściej wilgotne powietrze znad Morza Japońskiego.

Jak można przypuszczać, przynosi to obfite opady śniegu.

„Obfite” jest zresztą w tym przypadku sporym niedomówieniem. W Sukayu Onsen w górach Hakkōda średnie roczne opady śniegu w latach 1981-2001 wynosiły 17,64 metrów. Średnie, bowiem rekordowe wyniosły 23,7 metra.

Tu warto dodać, że – czy to w Japonii, czy w Górach Skalistych – opady rzędu kilkunastu metrów nie przekładają się na taką samą grubość pokrywy śnieżnej. Część śniegu jest unoszona przez wiatr, część sublimuje (zamienia się w parę wodną), z czasem (pod ciężarem warstw świeżego śniegu lub ciężarem własnym) pokrywa śnieżna ulega też sprasowaniu. Maksymalna grubość pokrywy śniegu podawana przez Japońską Agencję Meteorologiczną to 5,66 metra.

Życie w Krainie Śniegu nie jest łatwe. Domy, których partery znajdują się pod śniegiem, mają specjalne zimowe wyjścia na wysokości pierwszego piętra. Chodniki i ulice wymagają ciągłego odśnieżania, a po pewnym czasie – ponieważ odgarnianego na boki śniegu przybywa – zaczynają przypominać tunele.

Jedna z takich górskich dróg, Tateyama Kurobe Alpine Route, jest celem turystycznych wycieczek. Autokarowych, uspokoję czytelników. Autobus sunie wzdłuż ścian śniegu wznoszących się na kilkanaście metrów. Można wysiąść i je podziwiać – opisywał na przykład CNN Travel.

Bledną przy tym największe polskie rekordy. Rekordowa pokrywa śnieżna w Polsce (odnotowana 31 marca 1939 roku na Kasprowym Wierchu) to 388 cm śniegu. Po wojnie (15 marca 1995 roku, także na Kasprowym) odnotowano 355 cm.

Natomiast na nizinach rekordy opadów śniegu notowano podczas zimy stulecia (styczniu i lutym 1979) z czego najwyższy – około 84 cm, w Suwałkach. I pomyśleć, że narzekamy na dwadzieścia centymetrów śniegu, gdy mieszkańcy północy Japonii mają go (średnio co roku) od kilku do kilkunastu metrów…

Prawda czy fałsz?

Na Kamczatce spadło tyle śniegu, że zasypało bloki do wysokości szóstego piętra (sam widziałem na filmie)

Sprawdziliśmy

Nie spadło aż tyle. To fejk wygenerowany przez algorytmy sztucznej inteligencji. Są jednak miejsca na Ziemi, gdzie tyle śniegu spada - tyle, że przez cały sezon.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Ile śniegu może spaść na raz?

Cały czas podawane liczby dotyczyły ilości śniegu, który pada średnio w roku (lub przez sezon zimowy). Natomiast z pewnością ciekawi czytelników, ile śniegu może spaść na raz. Czyli jaki jest największy odnotowany przyrost pokrywy śniegowej.

Otóż w lutym ubiegłego roku w Obihiro, na wyspie Hokkaido, odnotowano 120 cm przyrostu pokrywy śnieżnej w ciągu 12 godzin. To podwoiło poprzedni rekord sprzed ćwierci wieku, twierdziła Japońska Agencja Meteorologiczna, a ja podaję za serwisem AOL.

Historyk specjalizujący się w danych pogodowych, Christopher Burt, mówił wtedy AOL-owi, że jest to jeden z rekordów opadów śniegu w ciągu 12 godzin. W Ameryce Północnej takie rekordy wynoszą według niego 48 cali (121,9 cm) w ciągu 11 godzin (16 grudnia 2017 r.) w Thomson Pass na Alasce oraz 40 cali (101,6 cm) w ciągu 12 godzin (11 i 12 stycznia 1997 r.) w Montague Township w stanie Nowy Jork.

Na Kamczatce w styczniu 2026 roku śniegu przybywało stopniowo. Jak opisywał „The Guardian”, opady zaczęły się 12 stycznia w poniedziałek i do wtorkowego wieczora przybyło 60-90 cm śniegu. Kolejne opady nadciągnęły w środę po południu, trwały do piątku rano i przyniosły kolejne 60-90 cm. Niestety nie kwalifikuje się to do rekordu największych jednorazowych opadów śniegu, bo mowa o sumie opadów między poniedziałkiem a piątkiem czyli z pięciu dni.

Christopher Burt nadmienił też, że jedynymi krajami prowadzącymi regularne i szczegółowe pomiary opadów śniegu są Kanada, Japonia i Stany Zjednoczone. Natomiast Światowa Organizacja Meteorologiczna w ogóle nie prowadzi rejestrów opadów śniegu.

Trochę szkoda. Być może gdzieś były jeszcze większe opady śniegu niż 120 cm w ciągu 12 godzin, a my o tym nie wiemy.

Wygenerowanie dowolnego nagrania trwa dziś kilka minut

Cały ten tekst zainspirował post ze strony „Streszczam clickbaitowe artykuły, żebyś nie musiał klikać” na Facebooku.

Prowadzący profil zadał sobie trud analizy nagrań z Kamczatki. Znalazł w filmach stworzonych przez AI błędy pozostawione przez algorytmy (artefakty). Zwraca też uwagę, że sztucznie wygenerowane nagrania charakteryzują się gładką pracą kamery i czystością ujęć. Wskazywał też niezgodność typu zabudowy.

Amatorskie nagrania wideo są zwykle robione telefonem i z ręki, są więc mniej stabilne. Ich kadry są też brudne, na co składa się słabe oświetlenie, szum czy obecność drobnych detali (co wprowadza wizualny bałagan).

Jeśli coś wygląda dobrze na zdjęciu, jest to zwykle zasługą studyjnego oświetlenia i profesjonalnego sprzętu. Jeśli coś wygląda dobrze na filmie, jest to zwykle zasługą całej filmowej ekipy oświetleniowców, kamerzystów, montażystów i kolorystów. Między innymi po zbyt dobrych ujęciach, niemożliwych do uzyskania bez profesjonalnej kamery i oświetlenia, można rozpoznać filmy stworzone przez AI.

Jak jednak pisze twórca profilu, weryfikacja nie była łatwa. I dodaje, że to już nie są czasy, kiedy można powiedzieć „tylko idioci uwierzą w te filmiki”. „Manipulacja w sieci jest coraz doskonalsza, a co najgorsze, łapie się na nią coraz więcej polityków i poważanych portali”.

Bo, jeśli Państwo nie wiedzą, niektórzy politycy zaczęli wykorzystywać sfałszowane przez AI materiały zasypanych śniegiem bloków na Kamczatce do promocji swoich poglądów (najczęściej podważających zmiany klimatu).

„Jest bardzo źle, będzie jeszcze gorzej. Czy takiego Internetu chcemy?”

Oczywiście, że nie chcemy. Tyle, że niespecjalnie chyba już mamy wybór. Wygenerowanie realistycznie wyglądającego filmu przedstawiającego cokolwiek zajmuje dziś najwyżej kilka minut. Jest darmowe lub (jeśli ktoś wykupi roczny abonament) bardzo tanie.

Dlatego warto włączyć krytyczne myślenie. Na przykład zastanowić się, czy naprawdę są miejsca na Ziemi, gdzie pada kilkanaście metrów śniegu? Otóż są, ale nie ma w nich dziesięciopiętrowych bloków z wielkiej płyty.

Mieszkańcy Kamczatki mieli, rzecz jasna, olbrzymie problemy z zaspami śniegu. Żeby wejść do domów musieli kopać w wysokich zaspach tunele. Widać to na przykład na nagraniach agencji Reutera.

;
Na zdjęciu Michał Rolecki
Michał Rolecki

Rocznik 1976. Od dziecka przeglądał encyklopedie i słowniki. Ukończył anglistykę, tłumaczył teksty naukowe i medyczne. O nauce pisał m. in. w "Gazecie Wyborczej", Polityce.pl i portalu sztucznainteligencja.org.pl. Lubi wiedzieć, jak jest naprawdę. Uważa, że pisanie o nauce jest rodzajem szczepionki, która chroni nas przed dezinformacją. W OKO.press najczęściej wyjaśnia, czy coś jest prawdą, czy fałszem. Czasem są to powszechne przekonania na jakiś temat, a czasem wypowiedzi polityków.

Komentarze