0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Cezary Aszkielo...

"Liczymy, że ani jeden wagon, ani jedna ciężarówka nie zatrzyma się w Polsce, poza krótkim postojem i dalszą drogą do Europy, bądź do portów polskich"- powiedział na wtorkowej (18 kwietnia) minister rozwoju Waldemar Buda. Chodzi o zboże z Ukrainy, Rząd po raz kolejny zmienia zdanie w sprawie produktów zza wschodniej granicy i ogłasza sukces negocjacji z Kijowem.

Od najbliższego piątku, 21 kwietnia, przez Polskę, wbrew wcześniejszym ogłoszeniom rządu, będzie mógł przejeżdżać tranzyt zboża i produktów z Ukrainy. Będzie jednak zaplombowany, śledzony GPS-em i konwojowany przez służbę celną.

"Posunięcia naszego rządu trudno wytłumaczyć, bo są niezgodne z prawem i z logiką. Ale są zgodne z logiką wyborczą. PiS musi odzyskać głosy wsi i jest gotów zapłacić za to każdą cenę" - ocenia Joanna Solska, dziennikarka "Polityki" specjalizująca się w rolnictwie.

Zboże z Ukrainy tańsze, rolnicy protestują

Przypomnijmy: rolnicy już od ubiegłego roku ostrzegali przed problemami związanymi ze sprowadzaniem ukraińskiego zboża do Polski. Mieli pretensje do byłego już ministra rolnictwa Henryka Kowalczyka, który od początku wojny w Ukrainie przekonywał, że ukraińskie zboże tylko przez Polskę przejedzie i będzie wysyłane stąd na inne rynki. Tak się nie stało.

"Kiedy zboże zaczęło tanieć, 22 lipca, w czas żniw, pan wicepremier i minister rolnictwa w jednej osobie Henryk Kowalczyk biegał po różnych prawicowych telewizjach i namawiał serdecznie rolników, żeby, broń Boże, nie sprzedawali teraz swoich plonów. Mimo że wówczas były bardzo korzystne ceny, za pszenicę w skupie płacono 1600 złotych, gdy dzisiaj nawet tysiąc jest nieosiągalny. I on wtedy namawiał rolników, żeby oni się wstrzymali, bo ceny będą rosły” – mówiła w podcaście Agaty Kowalskiej w OKO.press Joanna Solska.

Ceny nie wzrosły, a spadły. Polscy rolnicy zostali więc z niesprzedanym zbożem w magazynach.

Konflikt na linii rząd-rolnicy nasilił się pod koniec marca 2023. Wtedy odbyły się rozmowy branży z Ministerstwem Rolnictwa, które opisywaliśmy w OKO.press:

Przeczytaj także:

Kaczyński ogłasza embargo

15 kwietnia, w sobotę, na spotkaniu ze zwolennikami PiS we wsi Łyse koło Ostrołęki prezes partii Jarosław Kaczyński obiecał skup zboża od polskich rolników za 1400 zł za tonę. Ogłosił także:

„Dzisiaj rząd podjął postanowienie o rozporządzeniu, które zakazuje wstępu, że tak powiem, to znaczy przywożenia do Polski zboża, ale także dziesiątków innych rodzajów żywności”.

Według rozporządzenia do 30 czerwca 2023 ma obowiązywać zakaz "przywozu pochodzących lub przywożonych z terytorium Ukrainy na terytorium RP produktów rolnych". Na liście tych produktów znalazły się: zboża, cukier, susz paszowy, nasiona, chmiel, len i konopie, owoce i warzywa, produkty z przetworzonych owoców i warzyw, wina, wołowinę i cielęcinę, mleko i przetwory mleczne, wieprzowinę, baraninę i kozinę, jaja, mięso drobiowe, alkohol etylowy pochodzenia rolniczego, produkty pszczele.

"Gaszenie pożaru benzyną"

Minister rozwoju Waldemar Buda uściślił na Twitterze: "W związku z pojawiającymi się pytaniami, zakaz ma charakter pełny, łącznie z zakazem tranzytu przez Polskę". Dodał, że kwestia tranzytu będzie ze stroną ukraińską negocjowana po weekendzie.

"To wszystko jest konsekwencją zaniedbania i kłamstw ze strony rządzących. Rolnicy nie wiedzą, na czym stoją" - komentuje w rozmowie z OKO.press dr Jerzy Plewa, były wiceminister rolnictwa i szef dyrekcji generalnej ds. rolnictwa i obszarów wiejskich w Komisji Europejskiej. "Przekonywano ich, że ukraińskie zboże przejedzie przez Polskę tranzytem, a tymczasem się w Polsce zatrzymało.

Teraz politycy mówią, że rynek nielegalnie zalewało zboże z Ukrainy, a to nie jest prawdą. Handel był legalny.

W ubiegłym roku przyjęto rozporządzenie, które zawiesiło stawki celne, Polska się za tym rozwiązaniem wstawiała, polscy politycy przedstawiali je w Parlamencie Europejskim. Zwolniono cła na import, tranzyt również był możliwy - wszystko zgodnie z prawem. A teraz, kiedy tego zboża jest za dużo, próbuje się rozwiązywać problem niezgodnie z prawem UE. To jak gaszenie pożaru benzyną" - dodaje.

Zboże z Ukrainy śledzone GPS-em

Zapowiedziane negocjacje zakończyły się we wtorek 18 kwietnia. Minister Buda, razem z ministrem rolnictwa Robertem Telusem i ukraińską ministrą gospodarki Julią Swyrydenko, ogłosili, że udało się osiągnąć porozumienie.

Zakłada ono:

  • Zakaz ściągania towarów do Polski pozostaje w mocy.
  • Przejazd przez Polskę wyłącznie do czterech polskich portów i do innego kraju europejskiego.
  • Monitorowanie transportów zboża i produktów rolnych z Ukrainy. Ma być wykorzystany do tego systemem SENT - czyli plombowanie i śledzenie transportu przez GPS.
  • Konwojowanie transportów przez służby celne. Na razie jednak nie wiadomo, ilu funkcjonariuszy zostanie do tego oddelegowanych.
  • Odebranie licencji, jeśli ukraińscy przewoźnicy lub firmy naruszą zasady tranzytu.
  • Zakaz wycofania tranzytu. "Nie będzie możliwa zmiana miejsca docelowego, czyli nie będzie można zatrzymać się w dowolnym punkcie celnym, oclić towar i wprowadzić go do obrotu" - wyjaśniał minister Buda.

"Transporty mogą wjechać do Polski pod konwojem, zaplombowane, mają dotrzeć do portów, ale kto w tych portach rozładuje zboże?" - zastanawia się Joanna Solska. "Z tym jest problem i firmy, polskie czy ukraińskie, które chcą to zboże przesyłać dalej wiedzą, że nasze porty są zakorkowane. Nikt nie będzie płacił, żeby stać w kolejce do portu. W sprawie przepustowości nic się nie zmieniło, sytuacja wciąż jest trudna" - wyjaśnia. Transport ciężarówkami jest jej zdaniem drugorzędny, bo zboże z Ukrainy nie jest potrzebne Europie Zachodniej. "To nie zachód potrzebuje zboża z Ukrainy, tylko Afryka. A jedynym sposobem na wysłanie go do Afryki jest transport drogą morską" - tłumaczy.

Jak dodaje, ruchy polskiego rządu wokół afery zbożowej, są na rękę Rosji. "Putin bardzo się z tego zakazu ucieszył i już padła wypowiedź sugerująca, że znowu mogą być kłopoty z transportem zboża ukraińskiego przez porty Morza Czarnego" - wskazuje Solska.

Porozumienie niezgodne z prawem

"Z zadowoleniem przyjmujemy to ogłoszenie jako pierwszy krok do rozwiązania obecnej sytuacji. Nie zmieniamy jednak naszego stanowiska, że działania jednostronne są nie do przyjęcia" - powiedziała rzeczniczka KE Miriam Garcia Ferrer.

Jerzy Plewa ocenia, że przyjęte porozumienie łamie zarówno prawo unijne, jak i krajowe.

"Polityka celna i ta dotycząca handlu międzynarodowego to kompetencja wyłączna Unii Europejskiej. Polska nie może podejmować swoich własnych, oderwanych od prawa unijnego, decyzji. Dwustronne ustalenia z Ukrainą naruszają kompetencje UE w tym zakresie. Mamy w Unii jednolity rynek, a to oznacza, że granice nie istnieją. Po przekroczeniu granicy UE plombę z transportowanego produktu można zdjąć i go sprzedać, również na polskim rynku. Rząd tego nie dostrzega i uważa, że nasz kraj powinien być traktowany wyjątkowo" - wyjaśnia ekspert.

"Co więcej, postanowienia przyjęte po negocjacjach z Ukrainą mogą być niezgodne z polskim prawodawstwem.

System SENT, który ma zostać wykorzystany do tranzytu zboża, jest stosowany przy paliwach czy alkoholu.

Rozszerzenie listy towarów, które mają być nim objęte, wymaga zmiany ustawy. Choć dla rządzących zmienianie ustawy przez rozporządzenie pewnie nie będzie problemem" - dodaje.

Łagodzenie rozwiązania atomowego

"Rozwiązania, które zostały ogłoszone na konferencji prasowej, są złagodzeniem rozwiązania atomowego. To, co rząd wprowadził w weekend, było faktycznym embargo na produkty z Ukrainy. Na liście znalazła się na przykład kozina, a przecież ukraińska kozina wcale nie zalewa polskiego rynku" - mówi dr Plewa. "Teraz, kilka dni później z embargo się powoli wycofujemy. Najprawdopodobniej nie będzie też obiecanego skupu interwencyjnego. Ten również nie byłby zgodny z prawem unijnym, bo taki skup może zorganizować jedynie Komisja Europejska. Skup ma zastąpić dopłata do hektara, czyli zupełnie inne rozwiązanie.

Widać, że rząd musi się wycofać z tych łamiących unijne prawo zapowiedzi.

Ale pozostaje kwestia kosztów finansowych i społecznych tych nagłych ruchów. Jeśli w toku są kontrakty na produkty z listy embargo, to ci, co je zawarli, będą dochodzić swoich praw. A to z kolei obciąży polski budżet. Co więcej, tego typu działania rujnują handlową reputację polski. Polsce powinno zależeć, żeby utrzymać dobrą reputację, bo eksportujemy ogromne ilości żywności. Mamy eksport wart 48 mld euro, a 15,5 mld euro to dodatnie saldo. Jeśli Polska nie sprzeda żywności w Unii i poza nią, to zrujnuje krajowe rolnictwo" - ocenia.

współpraca: Agata Kowalska

;

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze