0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Cezary Aszkielowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Cezary Aszkielo...

„Dzisiaj rząd podjął postanowienie o rozporządzeniu, które zakazuje wstępu, że tak powiem, to znaczy przywożenia do Polski zboża, ale także dziesiątków innych rodzajów żywności (...). One są wymienione w załączniku do tego rozporządzenia (...), od tego wymienionego zboża po produkty z miodu, bardzo, bardzo wiele rzeczy” – mówił do zebranych na sobotnim (15.04) spotkaniu ze zwolennikami PiS we wsi Łyse koło Ostrołęki prezes partii Jarosław Kaczyński.

I przekonywał, że Polska dalej bezwzględnie wspiera Ukrainę. Ale tej decyzji ze stroną ukraińską nie uzgodnił. Oprócz zakazu importu żywności z Ukrainy prezes PiS obiecał skup zboża za 1400 zł za tonę (obecnie rynkowa cena skupu nie przekracza 700 złotych) i dopłaty do nawozów. Niedługo po spotkaniu Waldemar Buda, minister rozwoju i technologii, opublikował krótkie rozporządzenie, które weszło w życie jeszcze tego samego dnia.

Eksperci, których pytamy, nie mają wątpliwości: rozporządzenie Budy jest niezgodne z obowiązującym w Polsce prawem i nie powinno być wykonywane. A przy okazji jest nieprzemyślane i nie bierze pod uwagę realiów wspólnego rynku europejskiego.

Polityczne motywy decyzji o zakazie importu żywności z Ukrainy analizujemy tu:

Wzrost importu z Ukrainy

Może to wydać się zaskakujące, ale wojna zacieśniła kontakty handlowe między Polską a Ukrainą. Znacznie wzrósł i eksport, i import. Choć każdy z nich ma zupełnie inny charakter. Do Ukrainy wysyłamy głównie sprzęt wojskowy i ciągniki, z Ukrainy sprowadzamy dużo więcej żywności niż przed wojną.

W 2022 roku import zboża z Ukrainy był większy niż import zboża z wszystkich pozostałych krajów. Eksport zboża z Polski na zachód też rósł i trzeci rok z rzędu przebił 8 milionów ton, ale import z Ukrainy wyniósł ponad 2 mln ton, choć zwykle z Ukrainy nie sprowadzaliśmy zboża prawie wcale.

makromapa

Znacznie wzrósł udział Ukrainy jako odbiorcy naszego eksportu – tutaj Ukraina awansowała z 15. na 9. miejsce. W imporcie z Ukrainy – o którym mowa we wprowadzonym wczoraj zakazie – awans jest nieznaczny, z 16. na 15. pozycję.

Ale mówimy tutaj o imporcie w całości. Jeśli chodzi o niektóre produkty rolne, wzrosty są ogromne.

To nie tylko pszenica. Kukurydzy czy rzepaku również nie sprowadzaliśmy dotąd z Ukrainy prawie wcale. Import nasion rzepaku od stycznia do listopada 2022 roku wzrósł o 623 proc., a kukurydzy o… 27 tys. proc.

Wyższa wymiana handlowa Polski z Ukrainą jest dla naszej gospodarki korzystna. Według ekonomistów banku Credit Agricole zmiany w wymianie handlowej między naszymi krajami to PKB wyższe o 0,4 punktu procentowego w 2022 roku. Są też pozytywne efekty dla cen produktów w sklepach. Tańsze zboże to choćby tańsza pasza dla kur i niższe ceny drobiu. To natomiast zła wiadomość dla polskich rolników, których produkty tanieją. Stąd rząd PiS uznał, że potrzebna jest interwencja, by uspokoić protestujących od tygodni rolników.

UE zaskoczona

„O zakazie dowiedzieliśmy się z mediów. Nie znamy szczegółów, więc na tym etapie nie możemy udzielić komentarza. Przypominamy, że polityka handlowa należy do wyłącznych kompetencji UE” – powiedziała w sobotę radiu RMF FM rzeczniczka Komisji Europejskiej Miriam Garcia Ferrer.

Tę wypowiedź tuż przed północą 15 kwietnia skomentował wicepremier Jacek Sasin z częstą wśród polityków PiS arogancją i wrogością wobec UE

„Polska musi chronić swoje rolnictwo i swoich obywateli. Tu i teraz. I tak będziemy robić. A nie wymieniać się tygodniami papierami i czekać na opinie, znanej z opieszałości, Komisji Europejskiej”.

Lakoniczne rozporządzenie

Rozporządzenie ministra Budy zawierało zaledwie dwa punkty:

  1. Do dnia 30 czerwca 2023 r. ustanawia się zakaz przywozu pochodzących lub przywożonych z terytorium Ukrainy na terytorium RP produktów rolnych wymienionych w załączniku do rozporządzenia.
  2. Rozporządzenie wchodzi w życie z dniem ogłoszenia”

Z załącznika dowiadujemy się, że zakaz obejmuje zboża, cukier, susz paszowy, nasiona, chmiel, len i konopie, owoce i warzywa, produkty z przetworzonych owoców i warzyw, wina, wołowinę i cielęcinę, mleko i przetwory mleczne, wieprzowinę, baraninę i kozinę, jaja, mięso drobiowe, alkohol etylowy pochodzenia rolniczego, produkty pszczele.

W wielu kwestiach rozporządzenie jest niejasne. Nie ma ani słowa choćby o tranzycie produktów rolnych. Zauważył to sam Buda i przed południem 16 kwietnia napisał na Twitterze:

„W związku z pojawiającymi się pytaniami, zakaz ma charakter pełny, łącznie z zakazem tranzytu przez PL. Kwestia tranzytu będzie przedmiotem dyskusji ze stroną UA na temat zbudowania szczelnego systemu i gwarancji wyłącznie przejazdu produktów przez PL”.

Rozporządzenie nie powinno być stosowane i to z dwóch powodów

Specjaliści od prawa unijnego i międzynarodowego mają jednoznaczne zdanie na temat zgodności tego rozporządzenia z prawem unijnym.

„Wraz z przystąpieniem do Unii Europejskiej,

Polska przekazała na rzecz instytucji unijnych kompetencje prowadzenia polityki handlowej względem państwa spoza UE, takich jak Ukraina”

– przypomina w komentarzu dla OKO.press Patryk Wachowiec, analityk prawny Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju. Ta zasada obejmuje oczywiście wszsytkie państwa członkowskie.

Ekspert dodaje, że od momentu zawiązania stowarzyszenia między Unią a Ukrainą w 2016 roku, dochodziło do stopniowej liberalizacji handlu. Jeszcze przed pełnoskalową wojną zniesiono prawie 100 proc. ceł. Rosyjska inwazja spowodowała, że poluzowanie przepisów handlowych poszło dalej, objęło też produkty rolne.

„Rozporządzenie ministra Budy jest niezgodne z prawem unijnym co najmniej z dwóch powodów.

Po pierwsze przyznaje państwu kompetencję do prowadzenia polityki handlowej względem państw spoza UE – podczas gdy ta dziedzina należy do wyłącznych uprawnień instytucji unijnych.

Po drugie, wprowadza nieuzasadniony zakaz przywozu produktów rolnych z Ukrainy na obszar celny UE. Nie znamy motywów wprowadzenia takich zakazów, jednak z wypowiedzi polityków partii rządzącej można dowiedzieć się, że chodzi przede wszystkim o względy ekonomiczne”.

Tymczasem, jak przekonuje ekspert, uzasadnienie ekonomiczne już od czterech dekad nie jest przyjmowane jako powód wprowadzania restrykcji w handlu. Wynika to z orzecznictwa TSUE jeszcze z lat 80.

Jak zatem powinny zachować się organy państwowe?

Wachowiec: „Modelowo rozporządzenie to powinno być niestosowane („niewidoczne”) przez wszystkie organy państwa, w tym ministrów, sądy i funkcjonariuszy straży granicznej lub służb celnych. Także każdy importer lub eksporter ma prawo powołać się przed organami państwa na niezgodność tego aktu z prawem unijnym.

Po stronie Polski powstaje też odpowiedzialność odszkodowawcza

za wprowadzenie jednostronnych ograniczeń w handlu. Dostatecznie zmotywowany przedsiębiorca wygra w sądzie i uzyska odszkodowanie za powstałą stratę i utracone korzyści” - przekonuje ekspert.

Dlaczego celnik miałby przestać stosować rozporządzenie UE?

Podobne jest zdanie Jana Truszczyńskiego, były wiceminister spraw zagranicznych w ostatnim rządzie SLD, przed przystąpieniem Polski do wspólnoty ambasador Polski przy UE w latach 1996-2001.

„Proszę się postawić w sytuacji celnika na granicy zewnętrznej Unii Europejskiej, na przykład w Hrubieszowie – mówi nam Truszczyński. – Taki celnik od roku stosuje się do rozporządzenia UE, które zostało przyjęte przez wszystkie kraje członkowskie, czyli też przez Polskę. Jakie ma podstawy prawne, by teraz zacząć działać inaczej?”.

Chodzi o rozporządzenie unijne z 30 maja 2022 roku. Liberalizowało ono handel między UE i Ukrainą na rok, do 5 czerwca 2022 roku. 5 kwietnia KE opublikowała projekt przedłużenia bezcłowego handlu zbożem z Ukrainą o kolejny rok.

W unijnym rozporządzeniu są przewidziane klauzule ochronne:

„W przypadku gdy produkt pochodzący z Ukrainy jest przywożony na warunkach, które powodują poważne trudności lub stwarzają zagrożenie wystąpienia poważnych trudności dla unijnych producentów produktów podobnych lub bezpośrednio konkurencyjnych, na taki produkt w dowolnym momencie mogą zostać ponownie nałożone cła, które w przeciwnym razie miałyby zastosowanie na podstawie układu o stowarzyszeniu”.

Polska nigdy jednak z przysługującego jej prawa nie skorzystała, choć komisarz do spraw rolnictwa Janusz Wojciechowski kilkakrotnie zapowiadał, że jeśli jedno z państw członkowskich zgłosi się z takim wnioskiem, to on go na forum unijnym poprze.

Wyższa ranga aktów unijnych!

Jan Truszczyński: „Rozporządzenie UE z 2022 roku to jest aktem prawnym o wyższej randze prawnej niż rozporządzenie ministra rozwoju, wydane 15 kwietnia 2023. Między tymi dwoma aktami prawnymi jest ewidentny konflikt. Akt europejski mówi, że ukraiński towar, który pojawia się na granicy, ma być odprawiony bez cła i wpuszczony do UE.

Akt polski (niższej rangi) mówi, że nie wolno tego towaru odprawić i nie można go wpuścić na terytorium Polski".

Truszczyński uważa, że z analogiczną sytuacją mamy do czynienia w przypadku kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej. Urzędnicy są zmuszani do wyboru, czy stosować obowiązujące prawo europejskie, czy ulegać naciskom przełożonych i postępować zgodnie z polskimi normami.

„Teoretycznie taki wybór powinien być oczywisty – mówi Truszczyński – Obowiązuje prawo europejskie, a rozporządzenie ministerialne, które stoi z nim w sprzeczności, po prostu nie powinno być wykonywane. To oczywista procedura, gdy taka sprzeczność występuje".

Piętrzące się problemy

Truszczyński zwraca uwagę, że wydając decyzję o zakazie importu żywności z Ukrainy rząd nie pomyślał o tym, jak skomplikowany jest to problem.

„Co powinien zrobić polski celnik, gdy na granicy pojawia się partia ukraińskich jajek czy miodu, a list przewozowy wykazuje, że towar ma przejechać przez terytorium do innej części rynku wewnętrznego, na przykład na Litwę czy do Danii?” – pyta Truszczyński. I odpowiada: „Oczywiście powinien taki towar wpuścić.

Idźmy dalej. Załóżmy, że taki towar zmienia na terytorium Polski właściciela. Można tak zrobić, obowiązuje swoboda kontraktowa. Zamiast do Danii towar trafia wtedy do Polski. Mamy swobodę handlu, mamy jeden rynek wewnętrzny. I jak to wówczas skontrolować administracyjnie?

Chcemy odgrodzić Polskę od reszty rynku wewnętrznego, ale tylko gdy chodzi o towary rolne?

Takie przykłady pokazują, że jest tutaj masa ewidentnych sprzeczności i naruszenie wielu zasad prawa europejskiego”.

Potencjalnych problemów jest mnóstwo.

„Co zrobić z towarem, który został kupiony przez odbiorcę polskiego od pośrednika z Austrii czy Niemiec? Taki towar wjechał na rynek wewnętrzny z Ukrainy, ostateczny odbiorca jest w Polsce.

I on ma prawo kupić taki towar od Austriaka czy Niemca. Jak rząd chce to rozwiązać?

Postawić szlabany na wszystkich granicach z krajami UE i kontrolować wszystkie towary rolne?

Nie jesteśmy żadnym odrębnym terytorium, jesteśmy częścią rynku wewnętrznego”.

Zaklajstrować problem, rzucić ochłap rolnikom, wdać się w kolejny konflikt z UE...

Dlatego Truszczyński uważa, że zakaz importu żywności z Ukrainy do Polski to „cyniczna gra rządu PiS”. I próbuje odtworzyć sposób myślenia rządzących:

„Przejściowo zaklajstrować problem, rzucić ochłap rolnikom, może się uspokoją. Wdać się w kolejny konflikt z UE i z kolejnymi państwami wspólnoty. Bo to ewidentne naruszenie interesów poszczególnych państw. Takie konflikty trwają. Rozstrzygnięcie nie przyjdzie od razu. A po drodze – tak wyobrażam sobie kalkulację PiS – kupimy sobie trochę spokoju na wsi, być może nawet uda się dzięki temu wygrać wybory".

Truszczyński zwraca też uwagę na język, w jakim PiS mówi o ukraińskim zbożu i innych produktach rolnych.

„Politycy partii rządzącej mówią o „niekontrolowanym wwozie", o „zalewaniu rynku”. Tymczasem to jest po prostu zwykły, neutralny import.

Na ten import Polska i reszta UE się zgodziła. A skoro tak, to każda firma ma prawo importować z Ukrainy to, na co ma ochotę”.

Rozpaczliwy krok zamiast politycznej pracy na forum UE

Politolog dr Piotr Buras, szef warszawskiego biura think-tanku European Council on Foreign Relation w rozmowie z OKO.press zwraca uwagę, że przez wiele miesięcy Polska w tej sprawie robiła bardzo mało, również na forum unijnym, choć miała możliwości.

„Unia ma rezerwowe środki na politykę rolną, które można było wykorzystać na odszkodowania dla rolników, którzy na imporcie z Ukrainy stracili. Można było zrobić coś w sprawie odpowiedniego oznakowania ukraińskiego tranzytu przez Polskę. Do niektórych decyzji potrzebna jest unijna jednomyślność, ale nad tym można politycznie pracować.

Tymczasem w przestrzeni publicznej rząd nic o tym nie mówił, nie próbował tych rozwiązań forsować. W tym roku po cichu próbowano coś załatwić przez polskiego komisarza do spraw rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, ale to na razie do niczego nie doprowadziło. Więc PiS zdecydował się na rozpaczliwy krok. Teraz nawet Ukraińcy są tym zaskoczeni”.

Konsultacji z Ukrainą nie było

Oświadczenie ukraińskiego Ministerstwa Polityki Rolnej i Żywności potwierdza, że polska decyzja nie była z Ukrainą konsultowana.

„Rozumiemy, że polscy rolnicy stoją w trudnej sytuacji, ale podkreślamy, że w najtrudniejszej sytuacji są rolnicy ukraińscy. To na terytorium Ukrainy toczy się wojna, to ukraińscy rolnicy ponoszą ogromne straty z powodu wojny Rosji z Ukrainą, to ukraińscy rolnicy giną na swoich polach od rosyjskich min.

Jednocześnie ukraińscy producenci rolni współczują potrzebom polskich kolegów, liczą na wzajemne zrozumienie i oczekują konstruktywnego dialogu w celu osiągnięcia uzgodnionej decyzji” – czytamy w oświadczeniu.

Ukraińskie ministerstwo wyraziło też ubolewanie z powodu polskiej decyzji i podkreśliło, że polska decyzja jest sprzeczna z dotychczasowymi umowami. Zaledwie tydzień temu strona polska i ukraińska uzgodniły, że ukraińskie kukurydza, pszenica, słonecznik i rzepak będą przejeżdżać przez Polskę tylko do 1 lipca – pisze ministerstwo.

Minister polityki rolnej Mykoła Solski wypowiada się dyplomatycznie.

„Rezultaty negocjacji będą znane na początku tygodnia, w trakcie negocjacji dowiemy się też, jak zmieniło się ich [polskie] stanowisko”

mówił wczoraj Solski.

Brak planu i zaprzeczenie własnej narracji

Po stronie polskiej brakowało planu działania, co wyraźnie widać w kolejnych decyzjach polskiego rządu.

„Jeszcze kilka dni temu minister Telus mówił, że ukraińskie produkty rolne będą wjeżdżać do Polski, ale tylko w celu tranzytu. A to nie jest zgodne z polityką UE. Unia zniosła cła, nie było ograniczenia tylko dla tranzytu. Po prostu: produkty rolne z Ukrainy wolno wwozić na teren Unii, koniec, kropka. Decyzję o tym, by był to tylko tranzyt, można podjąć jedynie na forum Unii. Decyzja, by zakazać wszystkiego, oznacza uznanie, że dopuszczenie samego tranzytu jest po prostu niewykonalne” – mówi dr Buras.

Piotr Buras zwraca też uwagę, że zakaz importu żywności z Ukrainy do Polski sprawia, że polska narracja w Europie o pomocy Ukrainie przestaje mieć rację bytu:

„Polska na forum unijnym szczyci się wyższością moralną, chwali się pomocą i bezinteresownością. Rząd krytykuje zachodnie rządy, pokazuje, że w sprawie Ukrainy są interesowni. A decyzja o zakazie importu produktów rolnych z Ukrainy jest obliczona wyłącznie na własny interes i jest sprzeczna z interesem Ukrainy.

Dla ukraińskiej gospodarki eksport zboża to jest kluczowa sprawa. I my dziś w tej kluczowej sprawie postępujemy wbrew interesom ukraińskim”.

Słowacja i Węgry

Polska nie jest pierwszym krajem, który wprowadza takie ograniczenia. W czwartek 13 kwietnia swój rynek na zboże ze wschodu zamknęła Słowacja. Uzasadnienie jest jednak inne. Tamtejsze służby twierdzą, że zawiera ono niebezpieczne ilości niedozwolonych w UE pestycydów. Względy sanitarne to dopuszczalna przyczyna takiego ograniczenia.

Decyzja Polski ośmieliła jednak Węgrów, którzy rano 16 kwietnia podjęli podobną decyzję.

„Rząd jest zobowiązany do reprezentowania interesów węgierskich rolników i w przypadku braku istotnych środków ze strony UE, tymczasowo zabroni importu na Węgry zboża i nasion oleistych z Ukrainy, a także kilku innych produktów rolnych, tak jak zrobiła to Polska” – powiedział węgierski minister rolnictwa Istvan Nagy.

Ukraińskie ministerstwo zapowiedziało już dalsze rozmowy ze stroną polską. Czego możemy spodziewać się ze strony Unii Europejskiej?

„Spodziewam się ze strony UE wezwania do natychmiastowego przywrócenia swobody handlu zgodnie z rozporządzeniem Rady Unii Europejskiej i Parlamentu Europejskiego, które negocjowały między sobą kraje członkowskie” – mówi Jan Truszczyński. – „Gdy Jarosław Kaczyński mówi, że UE narzuciła nam jakieś decyzje w tej sprawie, to jest to bzdura. Polska uczestniczyła w tych decyzjach. Wszyscy chcieliśmy pomóc Ukrainie i jej gospodarce. Konsekwencje dla rynku unijnego, dla cen produktów rolnych oczywiście są. Ale można było o tych konsekwencjach myśleć zawczasu”.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką, „ambasadorką” Ukrainy w Polsce. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media.

Komentarze