0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja GazetaSlawomir Kaminski / ...
10 września 2020

Zaglądamy za drzwi gabinetów władzy: Ziobro mięknie przy prezesie, a Gowin nie chce pracy

Koalicjanci PiS odrzucili wstępne oferty dotyczące rekonstrukcji rządu. Ziobro domaga się rekompensaty za odebrane jego partii Ministerstwa Środowiska, a Gowin nie chce kierować resortem pracy. Zdradzamy kulisy partyjnych układanek w obozie władzy

Wydrukuj

W czwartek 10 września kolejna tura rozmów liderów Zjednoczonej Prawicy o nowym rządzie. Wciąż punktem wyjścia jest pomysł maksymalnego ograniczenia liczby ministerstw.

Premier chce młodego zaplecza

Projekt gabinetu złożonego z 12 ministrów lansuje premier Mateusz Morawiecki. Chciałby tak ułożyć rząd, by wypromować swoją frakcję w PiS, która dziś składa się z wolnych elektronów. Według naszych rozmówców coraz bardziej widać, że chce przygarnąć młodych, którzy długo czekali na swoją szansę. Liczy, że starzy partyjni wyjadacze odejdą.

Tzw. „zakon PC” i ludzie współpracujący z Kaczyńskim od kilkunastu lat wciąż rozdają karty w PiS, jednak ich wpływ słabnie. Z Ministerstwa Energii odszedł Krzysztof Tchórzewski, zmarł Jan Szyszko, a najwierniejszy z wiernych Mariusz Błaszczak skupia się na resorcie obrony i uniezależnił się trochę od starszych kolegów.

Jak ustaliło OKO.press, wśród młodych PiS-owców, których premier zamierza promować, wybił się Artur Soboń - sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, który wcześniej pracował też w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju oraz w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Jego atuty to doświadczenie, elastyczność i wierność; nie boi się występów medialnych i jest bardzo głodny władzy.

Będzie nowy, Zielony Ład?

Soboń ma szanse objąć stery w super-resorcie powstałym z połączenia ministerstw energii, klimatu i środowiska.

„To pomysł na zmianę formuły działania i sygnał, jaki premier chce wysłać do UE. Dotąd ten obszar był głównie kojarzony z węglem, czyli utrzymaniem kopalń z tysiącami górników stanowiących ważną grupę wyborców” - mówi nam osoba z Kancelarii Premiera.

Wskazuje też, że gdy coraz więcej mówi się o zniszczeniu środowiska, smogu i niezwykłych zjawiskach atmosferycznych, trzeba pokazać, że obóz PiS chce zmieniać gospodarkę w oparciu o pieniądze na Zielony Ład.

„Dołączenie do ministerstwa energetyki resortu klimatu oraz środowiska ma zmienić wizerunek energetyki i być sygnałem, że chcemy pozyskać jak największe środki z budżetu UE” - przekonuje nas rozmówca z bliskiego otoczenia premiera.

Potrzebę zmiany akcentów w polityce energetycznej i sięgania po fundusze unijne potwierdzają opinie, jakie przedstawiają przedstawiciele rządu na Forum Ekonomicznym w Karpaczu.

„Przed nami transformacja, która spowoduje, że w 2030 r. jedna na trzy megawatogodziny zużywanej energii w Polsce to będzie zielona energia. Rozwijając odnawialne źródła energii i kładąc jeszcze większy nacisk na termomodernizację budynków, mamy szanse na ogromne inwestycje i utworzenie 300 tys. miejsc pracy” - przekonywał Michał Kurtyka, minister klimatu, cytowany przez "Rzeczpospolitą".

Ziobro mięknie przy prezesie

Rozmowy o nowym składzie rządu toczą się w czteroosobowym składzie. Biorą w nich udział: premier Mateusz Morawiecki, prezes PiS Jarosław Kaczyński, szef Porozumienia Jarosław Gowin i szef Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro.

Jak donosiły media, w trakcie negocjacji doszło do ostrej wymiany zdań między premierem Morawieckim a Ziobro - o ich wojnie wiadomo co najmniej od wyboru Andrzeja Dudy na drugą kadencję. Według źródeł OKO.press prezes Kaczyński nie krył swojego zniecierpliwienia. Skrytykował Ziobrę i wytknął mu, że przez jego reformę sądów i ostry kurs PiS mocno tracił.

„Prezes gra w tandemie z Morawieckim, a jemu Ziobro nie potrafi się postawić, szczególnie, gdy dostaje reprymendę” - mówią nasze źródła z PiS.

Dodatkowym ciosem była dla Ziobry informacja, że nie przewiduje się dla jego partii oczekiwanej rekompensaty za utracone korzyści z kontroli ministerstwa środowiska (daje ono między innymi nadzór nad Lasami Państwowymi).

Jedyną rekompensatą miałoby być stanowisko ministra bez teki w KPRM, podobne pełniła kiedyś Beata Kempa, która była odpowiedzialna za pomoc humanitarną.

To dla ludzi Ziobro, którzy przekonywali ostatnio, że ich poparcie w sondażach rośnie, oferta upokarzająca. Taktycznie i być może po to, by odróżnić się od Gowina, poprosili o czas do namysłu. Ostatecznie również odmówili. Nie oznacza to jednak, że zrezygnowali z ostrego kursu.

Jak informowało OKO.press, Ziobro chce postawić na sprawy ideologiczne i zapisać w umowie koalicyjnej ustawę o LGBT, kontynuować reformę sądów i dążyć do marginalizacji krytycznych wobec siebie mediów.

Taktyczny sojusz koalicjantów

Ziobro jest sprzymierzony z Jarosławem Gowinem i wspólnie zabiegają o zachowanie dotychczasowego parytetu w koalicji - czyli dwóch ministerstw dla każdej koalicyjnej partii. Oferta prezesa Kaczyńskiego była daleka od ich oczekiwań.

Gowin, który chce wrócić do rządu na stanowisko wicepremiera, dostał propozycję objęcia Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Dotąd był to przyjemny w obsłudze resort hojną ręką rozdający państwowe pieniądze w ramach programu 500+. Jednak to się zmieni. Gowin wie, że nadchodzi kryzys i wtedy wszystkie problemy w walce z bezrobociem spadłyby na niego. Z miejsca odrzucił ofertę i wciąż chce resortu powstałego z połączonych ministerstw rozwoju, cyfryzacji i nauki.

Jednak na przejęcie cyfryzacji ma chęć premier, który chciałby mieć je pod swoją kontrolą w KPRM.

„Nie przyjmiemy kadłubkowego resortu” - mówił w środę Marcin Ociepa z Porozumienia Gowina po kolejnej turze rozmów programowych i dał sygnał, że rozmowy powinny przyśpieszyć. Z kolei jego partnerzy z PiS i SP z pokerową twarzą przekonują, że wszystko idzie ku dobremu, ale najważniejszy jest program.

Brak podwyżek wzmaga opór

Targi dotyczą też liczby ministerstw. Morawiecki chciałby zmniejszyć ich liczbę z 20 do 12. Pierwotnie Kaczyński popierał to rozwiązanie, ale wygląda na to, że chce zostawić sobie pole do negocjacji i może ulec namowom koalicjantów, by pozostało 15-16 resortów. Prezes musi poradzić sobie również z niezadowoleniem w swojej partii.

„W Sejmie, wśród posłów Zjednoczonej Prawicy, dominuje frustracja. Byliśmy blisko podwyżki pensji. Teraz zarabiamy zdecydowanie za mało. Wydawało się, że wreszcie dostaniemy godniejsze pieniądze, a okazało się, że szybko to się nie wydarzy”

- mówi nam jeden z posłów PiS.

Posłowie zwracają uwagę, że dla wielu dodatkowym ciosem związanym z rekonstrukcją będzie konieczność rezygnacji z ministerialnych pensji i przywilejów.

„Wielu będzie musiało się zadowolić gołą poselską pensją, a to bolesne uczucie, bo jak długo można żyć za 6 tysięcy patrząc jak koledzy poza parlamentem zarabiają miesięcznie dziesiątki tysięcy. Naturalne jest, że będą bronić swoich stanowisk i apanaży”- słyszymy.

Sfrustrowani i przestraszeni widmem utraty dochodów podsekretarze i sekretarze stanu są bardzo oporni wobec planu ograniczenia resortów i o wsparcie zwracają się do Jacka Sasina, obecnego wicepremiera. Do Ministerstwa Aktywów Państwowych, którym rządzi obecnie, ma zostać dołączona część resortu infrastruktury.

Ważną pozycję w rządowej układance ma mieć radykalny w poglądach Janusz Kowalski, obecny sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Mimo że jest twardogłowym członkiem Solidarnej Polski, pokazuje się jako lojalny gracz w tandemie z Sasinem i wysyła sygnały, że mógłby bliżej współpracować z premierem. Mimo, że ten podobno nie jest entuzjastą jego butnej osobowości, może nawiązać współpracę, bo Kowalski ma swoje atuty i jest zaangażowany w sprawy europejskie. Takich chętnych do przystąpienia do rodzącej się frakcji Morawieckiego jest więcej.

Udostępnij:

Radosław Gruca

Pisał m.in. dla "Gazety Wyborczej", "Dziennika" i "Faktu"; współpracuje z kanałem Reset Obywatelski. Autor książki "Hipokryzja. Pedofilia wśród księży i układ, który ją kryje". Od sierpnia 2020 w OKO.press.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne