Na stronie Trybunału Konstytucyjnego pojawiła się sprawa o zbadanie - na wniosek Prokuratora Generalnego - prawidłowości uchwały o wyborze przez Sejm trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego w 2010 roku. Problem w tym, że Zbigniew Ziobro rok temu mówił, że Trybunał Konstytucyjny nie ma prawa do badania uchwał Sejmu

12 stycznia na stronie Trybunału Konstytucyjnego pojawiła się szczątkowa informacja o sprawie U 1/17. Niestety, w systemie nie są dostępne żadne dokumenty – Portal Orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, w którym dotąd dostępne były wszystkie dokumenty związane ze sprawami, w przypadku sprawy U 1/17 wyświetla komunikat „nieoczekiwany błąd aplikacji – przepraszamy”.

Wiadomo tylko, że podmiotem inicjującym postępowanie jest Prokurator Generalny – po podporządkowaniu prokuratury ministerstwu sprawiedliwości przez PiS jest nim Zbigniew Ziobro – a wniosek dotyczy „zbadania zgodności uchwały Sejmu RP z dnia 26 listopada 2010 roku w sprawie wyboru z art. 194 ust. 1 i art. 7 Konstytucji RP”.

Chodzi o wybór z 26 listopada 2010 r. sedziów Piotra Tulei, Stanisława Rymara i Andrzeja Wróbla. Ich kadencja trwa do 2019 roku.

Artykuł 194 ust. 1 stanowi, że „Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą. Ponowny wybór do składu Trybunału jest niedopuszczalny”. Artykuł 7 natomiast głosi, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”.

Bez dokumentów w sprawie można tylko zgadywać, co wymyślili prawnicy z otoczenia Zbigniewa Ziobry. Być może chodzi o to, że trzech sędziów wybrano w nim „hurtowo” jedną uchwałą, w której zawarte są trzy paragrafy.

Jednak na każdego z trzech sędziów głosowano osobno:

  • sędzia Tuleja zdobył aż 348 głosów (poparli go także posłowie PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele);
  • sędzia Rymar – 203 głosy (w tym poseł PiS Wojciecha Szarama);
  • sędzia Zubika – 200 głosów.

Do TK nie zostali wtedy wybrani Krystyna Pawłowicz (140 głosów) i Andrzej Wróbel (35).

W 2015 roku przyjęto pięć kolejnych uchwał, po jednej dla każdego sędziego.



Ziobro sprzeczny z Ziobrą

Jednak już to, co jest dostępne na stronie TK pozwala dojść do wniosku, że Zbigniew Ziobro się zaplątał, ponieważ wniosek Prokuratora Generalnego o zbadanie zgodności uchwał Sejmu z konstytucją stanowi jaskrawe zaprzeczenie tego, co sam mówił dokładnie rok temu.

Gdy Trybunał kierowany przez Andrzeja Rzeplińskiego przygotowywał się do orzeczenia o prawidłowości wyboru sędziów TK przez PiS, Ziobro twierdził, że – to cytat z „Kropki nad i” – „każdy student prawa wie, że Trybunał nie jest kompetentny, by orzekać w sprawie uchwał”.

Rok temu, na przełomie grudnia i stycznia, politycy PiS chóralnie krytykowali wniosek Platformy Obywatelskiej o zbadanie zgodności z konstytucją przyjętych przez PiS uchwał o stwierdzenie nieważności uchwał o wyborze sędziów Trybunału Konstytucyjnego przez Sejm poprzedniej kadencji. Powoływali się wówczas na to, że uchwała nie zawiera normy, którą TK mógłby zbadać.

W PiS-owskim chórze najgłośniejszy był głos Zbigniewa Ziobro. W wywiadzie dla portalu wPolityce w grudniu 2015 mówił: „TK nie jest powołany i uprawniony do kontroli procesu wydawania uchwał, który prowadził do wyboru sędziów”. Musiał nagle zmienić zdanie, żeby wnioskować do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie zgodności uchwały z 2010 roku z konstytucją.

Trybunał Konstytucyjny przychylił się do argumentacji PiS – postanowieniem z 12 stycznia 2016 umorzył postępowanie. Uzasadnienie:

„ani uchwały o braku mocy prawnej, ani uchwały o ponownym wyborze nie są aktami normatywnymi (prawotwórczymi), dlatego nie podlegają kognicji Trybunału Konstytucyjnego i nie mogły zostać poddane kontroli merytorycznej”.



Wstęp do czystek

Pomysł, by unieważnić uchwały Sejmu przy pomocy przejętego Trybunału Konstytucyjnego, może mieć inny cel niż pozbycie się kolejnych trzech, niewygodnych dla PiS sędziów. W następnej kolejności Trybunał Konstytucyjny może zostać użyty do pozbycia się wszystkich tych urzędników, których na urzędy kadencyjne powołuje Sejm.

Na przykład prezesa Najwyższej Izby Kontroli, Krzysztofa Kwiatkowskiego, który rozpoczął sześcioletnią kadencję w sierpniu 2013 roku, mógłby więc kontrolować PiS aż do 2019 roku. Albo powołanego w 2015 roku na pięcioletnią kadencję Rzecznika Praw Obywatelskich, Adama Bodnara, którego praca jest solą w oku polityków Prawa i Sprawiedliwości.

P.S. Już po publikacji dotarliśmy do wniosku złożonego przez ministra Zbigniewa Ziobrę. ZNAJDZIECIE GO TUTAJ


Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!