Anna Mierzyńska
Anna Mierzyńska
Paweł S., właściciel Zondacrypto w czasie gdy firma działała z Malty, wcześniej współpracował z Markiem Falentą, głównym organizatorem głośnej afery podsłuchowej. Brał udział w próbie przejęcia firmy Falenty przez Rosjanina, którego szef miał związki z mafią sołncewską i z FSB
Czy rosyjskie ślady w aferze Zondacrypto mogą być kontynuacją zaangażowania rosyjskiego w Polsce, związanego na początku z działalnością biznesową Marka Falenty i wywołaną przez niego aferą podsłuchową? Ujawniamy nieznane dotąd relacje między dwiema aferami: tą z lat 2014/2015 i obecną.
Przedstawiane tu zdarzenia łączy z jednej strony postać polskiego biznesmena Pawła S., z drugiej – udział Rosjan, a dokładniej dwóch rosyjskich grup przestępczych. Wszystkie tropy rosyjskie prowadzą zaś do jednego „punktu zwornikowego”: do rosyjskich służb.
Paweł S. jest dziś w trakcie procesów sądowych za działania na niekorzyść spółki Falenty – Hawe, dlatego nie podajemy jego nazwiska. Liczba śladów rosyjskich wokół niego jest zadziwiająco wysoka.
Oto co wynika z naszego śledztwa:
Giełdę kryptowalut Zondacrypto (wtedy jeszcze pod nazwą BitBay) założył w 2014 roku Sylwester Suszek (obecnie zaginiony). Giełda najpierw miała niskie przychody, ale w 2017 roku zaliczyła finansowy boom i w 2018 była już silnym graczem na rynku kryptowalut. Właśnie wtedy, jak wynika z notatki ABW ujawnionej przez „Gazetę Wyborczą”, w firmę zainwestowali Rosjanie.
O rosyjskich pieniądzach, stojących za Zondacrypto, mówił też w Sejmie premier Donald Tusk. Jak pokazałam w poprzednim tekście (link poniżej), wiele wskazuje na to, że
w giełdę kryptowalut inwestowali nie tyle mafiozi, co rosyjski kontrwywiad FSB, wykorzystujący przykrywkę mafii tambowskiej.
Sama mafia była wtedy rozbita, jej szef siedział w więzieniu, a drugi się ukrywał. Pozostałości grupy przestępczej, jeśli działały, to właśnie w porozumieniu ze służbami specjalnymi.
Publicznie Sylwester Suszek, prezes BitBay, informował wtedy jednak nie o rosyjskich inwestorach, lecz o przeniesieniu spółki na Maltę. Powodem miały być problemy prawne w Polsce. W 2018 roku pierwsze ostrzeżenia przed działalnością giełdy BitBay wydała bowiem Komisja Nadzoru Finansowego. Zawiadomiła również prokuraturę.
Na Malcie w maju 2018 została zarejestrowana spółka Pinewood Holdings Limited. Do listopada 2019 była ona jedynym operatorem giełdy BitBay.
Zaś prezesem i jedynym wspólnikiem tej spółki, a więc też jedynym właścicielem giełdy, był Paweł S.
Sylwester Suszek publicznie informował, że teraz jedynie doradza nowemu zarządcy, doświadczonemu biznesmenowi Pawłowi S. Formalnie był dyrektorem w maltańskiej spółce.
Pod koniec 2019 roku firma znów zmieniła swoją lokalizację. Paweł S. zarejestrował spółkę BB Trade Estonia OÜ w Estonii i to ona stała się operatorem giełdy, już wtedy pod nazwą Zondacrypto. W tej spółce prezesurę objął słynny już Przemysław Kral.
Sprawdziliśmy, jaka była biznesowa przeszłość Pawła S., który w okresie maltańskim w pojedynkę zarządzał giełdą kryptowalut. I odkryliśmy istotne powiązania.
Paweł S. to przedsiębiorca, który już w 2018 roku miał duże doświadczenie w biznesie. Był członkiem zarządu między innymi takich spółek jak Ruch SA, Roleski, IZNS Iława czy Henryk Kania.
Co jednak najważniejsze,
w 2015 roku współpracował z Markiem Falentą, odpowiedzialnym za nielegalne nagrywanie polityków polskiego rządu
przez kelnerów dwóch warszawskich restauracji „Sowa & przyjaciele” i Amber Gold.
2015 rok to był gorący czas dla Marka Falenty. Afera podsłuchowa po publikacji pierwszej części nagranych rozmów polityków (to sam Falenta przekazał nagrania mediom oraz politykom PiS) wybuchła w czerwcu 2014 roku.
Jednak w maju 2015 media opublikowały nowe fragmenty nagrań. Wtedy do dymisji podało się sześciu ministrów i wiceministrów, szef Kancelarii Premiera i marszałek Sejmu. Zaś prokuratura postawiła zarzuty Markowi Falencie za współudział w nielegalnym nagrywaniu polityków.
Falenta był wówczas jednym z najbogatszych Polaków.
Miał akcje blisko 30 spółek, a jego majątek szacowano na ponad 400 milionów złotych. Co ciekawe, był również informatorem służb – ABW, CBŚ i CBA, mimo że w 2009 roku został prawomocnie skazany za pomoc w oszustwie polegającym na próbie wyłudzenia kredytu. Z tego powodu nie mógł kierować spółkami, dlatego nie zasiadał w zarządach swoich firm.
Zaraz po publikacji nagrań pojawiały się sugestie, że w aferę podsłuchową mogą być zaangażowani Rosjanie.
Premier Donald Tusk mówił o „scenariuszu pisanym cyrylicą”, a media opisywały rosyjskie wątki w biznesie milionera.
Falenta był bowiem większościowym udziałowcem firmy SkładyWęgla.pl, która handlowała węglem od rosyjskiego dostawcy – firmy KTK (Kuzbasskaja Topliwnaja Kompania). I była wobec KTK solidnie zadłużona. Chodziło o kilkadziesiąt milionów dolarów.
Falenta nie był w stanie spłacić tego długu, mimo że Rosjanie coraz bardziej na niego naciskali. Pojawiła się więc teoria, że nagrania z podsłuchów były rodzajem „rozliczenia się” Falenty z KTK i że ten przekazał je nie tylko polskim mediom i opozycyjnym politykom, ale też Rosjanom.
Prowadzące śledztwo w tej sprawie ABW, a później prokuratura, nie podjęły jednak wątku rosyjskiego. Chociaż było co badać. Jak w 2018 roku ustalił Grzegorz Rzeczkowski z tygodnika „Polityka”, Falenta został kontrahentem KTK dzięki kontaktom z mafią sołncewską, która kontrolowała spółkę. Miała też powiązania z rosyjskimi służbami. W nawiązaniu kontaktów miał pośredniczyć międzynarodowy handlarz bronią Pierre Konrad Dadak.
Z kolei w 2022 roku Rzeczkowski ujawnił, że w toku prokuratorskiego śledztwa jeden ze wspólników Falenty, Marek W., zeznał, iż przed wybuchem afery podsłuchowej Falenta pojechał do Rosji. W miejscowości Kemerowo (tam jest siedziba KTK) przekazał nagrania „człowiekowi Igora Prokudina”, głównego udziałowcy KTK, mającego bliskie powiązania zarówno z administracją Władimira Putina, jak i z rosyjskimi służbami specjalnymi.
Mimo takich zeznań wątku rosyjskiego śledczy nie zbadali.
Jednak z publicznych informacji biznesowych wiadomo, że Rosjanie intensywnie „chodzili” wokół Falenty, a może bardziej – wokół jego firm. W 2014 roku KTK postanowiło wydobyć dług od polskiego milionera. Kiedy okazało się to niemożliwe, zawiadomili polskich śledczych o nieprawidłowościach.
3 czerwca 2014 do siedziby firmy Falenty weszli funkcjonariusze CBŚ, zajęli dokumenty i aresztowali jedenaście osób. Kilka dni później pierwsze nagrania polityków ze zbiorów Falenty opublikował tygodnik „Wprost” i wybuchła afera.
Falenta w tym czasie usiłował ratować swój majątek. Nie było łatwo. Spółka SkładyWęgla.pl została postawiona w stan upadłości na wniosek agencji pracy tymczasowej, która zapewniała jej pracowników.
Wtedy u boku Marka Falenty pojawił się Paweł S., który został szefem firmy SkładyWęgla.pl w, jak się później okazało, ostatnim okresie jej działalności.
Jak informował „Puls Biznesu”, 2 października 2015 roku do sądu trafił wniosek zarządu SkładówWęgla.pl o oddalenie wniosku o upadłość. Podpisał go właśnie prezes Paweł S. Przekonywał w nim, że firma jest w dobrej kondycji finansowej, wbrew ustaleniom nadzorcy wyznaczonego przez sąd. Wniosek nie został uwzględniony, SkładyWęgla.pl zostały postawione w stan likwidacji.
Wtedy Paweł S. opuścił SkładyWęgla.pl i został prezesem Hawe, flagowej spółki w majątku Falenty. Hawe budowała i kontrolowała sieci światłowodowe wysokiej przepustowości w Polsce. Chociaż wtedy sieci internetowej nie zaliczano do infrastruktury krytycznej, spółka zarządzała majątkiem o istotnym znaczeniu państwowym.
Na początku 2015 roku Falenta próbował wyprowadzić z Hawe swój majątek, sprzedając swoje akcje jakiemuś zaprzyjaźnionemu inwestorowi, najlepiej z zagranicznej spółki, aby w ten sposób uciec przed komornikiem. I tu znów pojawili się Rosjanie.
W kwietniu 2015 nowy prezes Hawe Paweł S. razem z wiceprezesem Pawłem P. poinformowali, że zamierzają wykupić od Falenty akcje Hawe (tzw. wykup menadżerski). W sfinansowaniu transakcji miał im pomóc luksemburski fundusz Whitestone Capital SA.
Jednym z udziałowców tego funduszu był Rosjanin, Siergiej Skaterszikow.
W Polsce znano wtedy Skaterszikowa z aktywności na rynku dzieł sztuki (był powiązany m.in. z kontrowersyjnym Domem Akcyjnym Abbey House). Ale to nie była jego jedyna afiliacja biznesowa, wręcz przeciwnie, rynek dzieł sztuki stanowił raczej dodatek do podstawowej aktywności.
Jaka była ta podstawowa? W 2015 roku opowiadał o niej (w kontekście planowanego wykupu menadżerskiego akcji) sam Paweł S., w rozmowie z dziennikarzem „Pulsu Biznesu”:
„Jeszcze przed zatrudnieniem w Hawe miałem kontakt z Siergiejem Skaterszikowem, jednym ze wspólników funduszu (Whitestone Capital – przyp. aut.), który
zbierał doświadczenie w telekomunikacyjnej grupie Sistema z portfela miliardera Władimira Jewtuszenkowa.
Od słowa do słowa, wiedząc o tym, że Marek Falenta chce wyjść ze spółki, zdecydowaliśmy się na taką formułę transakcji” – wyjaśniał.
Skaterszikow w tym okresie zasiadał nie tylko w Whitestone Capital. Był zatrudniony także w dwóch innych spółkach luksemburskich: Redline Capital Menagment SA oraz East-West United Bank SA. Pierwsza z nich to spółka Władimira Jewtuszenkowa, dziś zarządza nią jego córka, Tatiana.
Druga to rosyjski bank w Luksemburgu, założony jeszcze w latach 70. XX wieku przez Gosbank – bank państwowy Związku Radzieckiego. Po upadku ZSRR przejęły go nowe banki rosyjskie. Zaś od 2001 roku ów luksemburski bank etapami przechodził na własność Sistemy i Jewtuszenkowa. Upadł dopiero w 2024 roku, w wyniku sankcji po wybuchu wojny w Ukrainie.
Wcześniejsze zatrudnienie Skaterszikowa w firmie Sistema, a potem także w wymienionych wyżej spółkach, świadczy jednoznacznie o tym, że reprezentował on Jewtuszenkowa. I prawdopodobnie w tym charakterze angażował się w wykupienie akcji Falenty w firmie Hawe, we współpracy z Pawłem S.
Władimir Jewtuszenkow to rosyjski oligarcha, jeden z najbogatszych ludzi w Rosji.
Obecnie jest objęty sankcjami europejskimi. W 2014 roku, czyli tuż przed opisywanymi działaniami Skaterszikowa w Polsce, Jewtuszenkow trafił do rosyjskiego aresztu. Oficjalnie za zagarnięcie akcji koncernu naftowego Basznieft. Nieoficjalnie był to element tzw. dyscyplinowania przez Putina rosyjskich oligarchów.
Jewtuszenkow prawdopodobnie poddał się dyscyplinie bez problemu, bo szybko zwrócono mu wolność i pozwolono rozwijać majątek. Niezależne rosyjskie źródła sugerowały, że prawdopodobnie wtedy wszedł on w bliższe relacje z władzami rosyjskiego kontrwywiadu FSB. Jedną z metod nawiązywania „relacji” było przekazanie przez Jewtuszenkowa członkom rodzin szefostwa FSB luksusowych willi w znakomitej lokalizacji.
Jewtuszenkow znajdował się też blisko mafii sołncewskiej. Jego wspólnik w firmie Sistema, Jewgienij Nowicki, miał być skarbnikiem tej grupy przestępczej. W tej sytuacji nie będzie zbyt dużym nadużyciem stwierdzenie, że Sistema należała do państwowo-mafijnego ekosystemu, w którym rosyjskie służby nadzorują grupy przestępcze, a nie je ścigają.
Mamy więc taki ciąg zdarzeń: Powiązany z mafią rosyjski oligarcha trafia w Rosji do aresztu, dogaduje się z FSB i zapewne z Putinem, wychodzi na wolność, a
zaraz potem jego człowiek w Polsce angażuje się w wykup akcji Marka Falenty ze spółki Hawe. I robi to przy udziale m.in. Pawła S.
Transakcja wykupu menadżerskiego akcji Falenty za pieniądze m.in. człowieka Jewtuszenkowa nie doszła jednak do skutku. Miesiąc po ogłoszeniu planów transakcji, w maju 2015 roku, Whitestone Capital nagle wycofało się z finansowania. Co nie znaczy, że Rosjanie stracili zainteresowanie Hawe. Już w czerwcu przedstawiciel rosyjskiego KTK poinformował, że jego spółka zamierza przejąć akcje Hawe w ramach odzyskiwania swoich należności od Falenty. Jak widać,
Hawe dwukrotnie próbowali przejąć Rosjanie powiązani i z mafią sołncewską, i z FSB,
tylko że za pomocą innych pośredników.
Z wielu powodów te zabiegi się Rosjanom nie udały. Jednak ostatecznie Falenta sprzedał akcje Hawe. W podejrzanych transakcjach (głównie przez cypryjskie spółki) w ciągu zaledwie kilku dni upłynnił swoje aktywa warte ponad 35 mln zł, ukrywając w ten sposób swój majątek przed komornikiem.
Jak wykrył dziennikarz Grzegorz Rzeczkowski, ostatnim ogniwem tych transakcji był Alec Fesenko, formalnie urodzony w ZSRR obywatel USA, mieszkający ostatnio w Dubaju, a wcześniej pod Moskwą.
Tenże Fesenko od lat współpracował z szefem mafii sołncewskiej, Siergiejem Michajłowem, który z kolei współpracował z FSB i GRU.
Jak widać, powiązań między biznesami Falenty a Rosjanami było dużo. Wszystkie prowadziły do mafii sołncewskiej i rosyjskich służb specjalnych. W samym środku tych powiązań był nie tylko Marek Falenta, ale także Paweł S.
W marcu 2016 roku Paweł S. przestał pełnił funkcję prezesa Hawe (wówczas sytuacją spółki zajmowały się już instytucje państwa, zaalarmowane przez wierzycieli). Potem przez kilka lat prawdopodobnie pracował za granicą, głównie w Zjednoczonych Emiratach Arabskich.
Natomiast w 2018 roku nagle pojawił się na Malcie jako jedyny udziałowiec giełdy kryptowalut BitBay.
I wydarzyło się to dokładnie w tym samym czasie, kiedy według notatki ABW udziały w BitBay wykupili Rosjanie, a dokładnie mafia tambowska. A jeszcze dokładniej: prawdopodobnie zrobiło to FSB, używając przykrywki mafii tambowskiej.
Wysłaliśmy pytania do Pawła S. o jego kontakty z Rosjanami. Czekamy na odpowiedź.
Paweł S. (a razem z nim dwie inne osoby) ma w tej chwili co najmniej dwa procesy karne, związane z okresem, gdy zarządzał Hawe. Pierwszy dotyczy prania pieniędzy, drugi – działania na szkodę wierzycieli spółki Hawe przez wyprowadzanie z niej pieniędzy na zewnętrzne konto. Wciąż funkcjonuje na polskim rynku biznesowym.
Afery
Rosja
afera podsłuchowa
Afera Zondacrypto
BitBay
FSB
Marek Falenta
rosyjska mafia
rosyjskie powiązania
rosyjskie ślady
rosyjskie służby
rosyjskie tropy
Zondacrypto
Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.
Analityczka mediów społecznościowych, ekspertka. Specjalizuje się w analizie zagrożeń informacyjnych, zwłaszcza rosyjskiej dezinformacji i manipulacji w sieci. Autorka książki „Efekt niszczący. Jak dezinformacja wpływa na nasze życie” oraz dwóch poradników na temat zwalczania dezinformacji. Z OKO.press współpracuje jako autorka zewnętrzna. Pisze o dezinformacji, bezpieczeństwie państwa, wojnie informacyjnej oraz o internetowych trendach dotyczących polityki. Zajmuje się też monitorowaniem ruchów skrajnie prawicowych i antysystemowych.
Komentarze