0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Marek Podmokly / Agencja Wyborcza.plFot. Marek Podmokly ...

Katarzyna Kojzar, OKO.press: Jak powstaje zorza?

Maciej Myśliwiec, szef Space Agency, entuzjasta kosmosu: Zorza jest świeceniem górnych warstw atmosfery. Na Słońcu dochodzi do wyrzutu masy koronalnej – ogromnej chmury plazmy, często towarzyszącej rozbłyskom słonecznym. Cząstki tej chmury, głównie elektrony, docierają do górnych warstw atmosfery, tam są łapane przez nasze pole magnetyczne i uderzają w atomy gazu – tlenu czy azotu. To uderzenie powoduje, że widzimy na niebie światło.

Chmura plazmy oddziałuje z naszym polem magnetycznym z ogromną prędkością: obecny wyrzut plazmy poruszał się z prędkością 800-900 kilometrów na sekundę i dotarł do Ziemi w 24-48 godzin.

Zielony, czerwony, fioletowy

Zorza przybiera różne kolory. Dlaczego?

Kolor zależy od tego, na jakiej wysokości nastąpi uderzenie. W momencie, kiedy cząstka uderza w atom tlenu czy azotu, oddaje mu swoją energię w postaci światła. Jeżeli dociera do tlenu na wysokości mniej więcej 400 kilometrów nad Ziemią, zorza jest czerwona. Zielona jest wtedy, kiedy elektron spotyka się z tlenem mniej więcej na wysokości 100-150 kilometrów. Niebieskawy czy fioletowy odcień pojawia się, kiedy elektron spotyka się z azotem na dość niskich odległościach i musi to być bardzo, bardzo mocne uderzenie.

Przeczytaj także:

Zielone światło jest zwykle zarezerwowane dla północnych rejonów, w tak zwanym owalu, czyli na pierścieniu wokół biegunów magnetycznych Ziemi, gdzie najczęściej obserwujemy zorzę polarną. Jednak kiedy te uderzenia są tak mocne, jeśli dochodzi do mocnej burzy magnetycznej, jak w nocy z 19 na 20 stycznia, możemy ją zobaczyć też w Polsce.

Zanieczyszczenie światłem

I to nie pierwszy raz.

To jest druga taka zorza w ciągu ostatnich kilku lat. W maju 2024 roku była jeszcze mocniejsza, widoczna nad całą Polską. Śmiałem się wtedy, że robię wyprawy zorzowe na północ i nic nie widzę, po czym wyszedłem do ogródka pod Krakowem i tam ją zobaczyłem.

Burza magnetyczna z 19 na 20 stycznia była bardzo mocna, przez co zorza była jasna, widoczna gołym okiem. Ale też nie oszukujmy się – znacznie lepiej widać ją przez aparat, nawet ten w telefonie. Aparaty – zwłaszcza w telefonach – są po prostu znacznie czulsze i potrafią zarejestrować bardzo słabe światło, którego nasze oko nie widzi.

Zorzę można było obserwować w całej Polsce, ale nie wszędzie była widoczna. Nad południem Krakowa nie widziałam nic.

W Polsce mamy bardzo duże zanieczyszczenie światłem, które powoduje, że na niebie nie widać zorzy. Na całym świecie jest coraz mniej miejsc neutralnych świetlnie – w Polsce być może takie warunki są jeszcze w Puszczy Białowieskiej. Zorzę widać dobrze też na polskim wybrzeżu.

Kiedy wróci zorza?

W nocy z 20 na 21 stycznia albo w kolejnych dniach możemy liczyć na powtórkę?

To pytanie, które zadają dziś chyba wszyscy. Niestety, to tak nie działa, że zorza przyleciała i poczeka sobie na nas 24 godziny. Cząstki i tak docierały bardzo długo, bo zorza trwała kilka godzin, zaczęła się koło 22:00, a skończyła się gdzieś po 02:00 nad ranem. Dziś te cząstki już przeszły dalej. Teraz powstaje pytanie, czy na Słońcu trwa w tym momencie jeszcze wyrzut masy. Jeśli tak i jeśli kolejne cząstki dotrą do naszego pola magnetycznego, na niebie pojawi się zorza.

Jednak gdybyś mnie zapytała, czy w takim razie pakować plecak i jechać do lasu albo w inne ciemne miejsce, odpowiedziałbym ci, że nie. Bądź gotowa do drogi, natomiast dopiero jak będą jakieś komunikaty, czy to z aplikacji, czy od popularyzatorów nauki, którzy to stale obserwują, dopiero wtedy ruszaj. Może być ciężko, bo rzadko zdarzają się takie sytuacje, że zorza jest dzień po dniu.

Jak śledzić prognozy

Jak mogę to śledzić? Laik jest w stanie połapać się w tych prognozach?

Jest do tego kilka aplikacji. Na przykład Aurora, która teraz mówi, że w mojej lokalizacji mam 1 proc. szans na obserwację zorzy. Ale pokazuje, że współczynnik KP jest na poziomie 7 i sugeruje, żeby obserwować niebo.

KP?

To 9-stopniowa skala, która określa nam, jak bardzo zaburzone jest ziemskie pole magnetyczne. Jeżeli masz KP na poziomie 5, to oznacza słabą burzę – małe szanse na zobaczenie zorzy u nas, ale już wysokie w Skandynawii. Jeśli KP jest na poziomie 7, to zorzę widać w Polsce. Jakby było na poziomie 9, to oznacza ekstremalną burzę i zorza byłaby bardzo wyraźna.

Sama burza to za mało

Czy to, że zorza pojawia się nad Polską, powinno nas niepokoić? Wcześniej takich zjawisk nad naszym krajem nie było.

Im dalej na południe sięga zorza, tym bardziej zaburzone jest nasze pole magnetyczne. Ale to nie czas na ewakuację czy panikę – widoczność zorzy wynika przede wszystkim z aktywności Słońca, która zmienia się w 11-letnich cyklach. W tym momencie jesteśmy blisko szczytowego punktu tego cyklu – on przypadł na lata 2024–2026. To jest moment, kiedy występuje chaos magnetyczny, dużo silnych burz i stąd zorze, nawet w niespodziewanych lokalizacjach.

Ale sama burza nie wystarczy.

Z 19 na 20 stycznia mieliśmy też dużego farta pogodowego, więc wszystko ułożyło się zaskakująco dobrze. Mamy silny mróz, przy którym zachmurzenie jest niewielkie. Gdyby padał śnieg czy deszcz, nie bylibyśmy w stanie zobaczyć zorzy. Nie spodziewałbym się, że zorza stanie się częstym zjawiskiem nad Polską – ale na pewno jej wystąpienie nie powinno nas niepokoić.

;
Na zdjęciu Katarzyna Kojzar
Katarzyna Kojzar

Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.

Komentarze