Prawa autorskie: Grzegorz Celejewski / Agencja GazetaGrzegorz Celejewski ...
20 października 2020

Zwały węgla w Polsce sięgają już 20 mln ton. Co dalej?

Rząd chce utrzymać wydobycie węgla kamiennego jeszcze przez lata. Jeżeli ma się to udać, musiałoby się znaleźć miejsce na zwałowanie… kolejnych 100 mln ton i 25 mld zł na ich skup w ciągu 6 lat - sytuację w górnictwie po podpisaniu porozumień ze związkami zawodowymi analizuje portal Wysokie Napięcie

Zapasy węgla kamiennego przy kopalniach przekroczyły już 7,9 mln ton i są największe od 5 lat, chociaż już dawno kopalnie miały się nimi „zatkać”. Tymczasem to nawet nie połowa wszystkich zwałów węgla w Polsce. Rząd chce jednak utrzymać wydobycie jeszcze przez lata. Jeżeli ma się to udać, musiałoby się znaleźć miejsce na zwałowanie… kolejnych 100 mln ton i 25 mld zł na ich skup w ciągu 6 lat. Wydobycie będzie więc ograniczane, razem z nim zatrudnienie i kopalnie "zamkną się same"

W połowie 2020 roku, choć kopalnie w całym kraju wydobywały ok. 4 mln ton węgla miesięcznie, to na przykopalnianych zwałach zalegało już 7,2 mln ton tego surowca. Kolejne 8,3 mln ton zapasów czekało w tym czasie na placach przy elektrowniach i elektrociepłowniach zawodowych (produkujących prąd na sprzedaż). Do tego w pozostałych firmach (m.in. przy ciepłowniach komunalnych, u handlarzy i w przemyśle) zalegały kolejne 3,4 mln ton tego paliwa.

W sumie we wszystkich firmach w kraju, jak wynika z danych Agencji Rynku Energii, zbieranych dla rządu, na koniec czerwca zaległo 19 mln ton węgla kamiennego, z tego 17,1 mln ton węgla energetycznego (wykorzystywanego do produkcji prądu i ciepła) oraz 1,9 mln ton węgla koksowego (wykorzystywanego w przemyśle metalurgicznym).

Do tego należałoby doliczyć jeszcze zapasy zalegające u odbiorców prywatnych (może to być nawet 1 mln ton) oraz – najprawdopodobniej – zwały zgromadzone jako rezerwa strategiczna rządowej Agencji Rezerw Materiałowych w Centralnym Magazynie Węgla (także ok. 1 mln ton).

Zewnętrzne źródło
Zwały węgla w Polsce sięgają już 20 mln ton. Co dalej?

Łączne zapasy węgla przekraczały więc już w połowie roku 20 mln ton, co odpowiada czteromiesięcznemu zapotrzebowaniu całego kraju. Jeżeli jednak przyjrzymy się samym miałom energetycznym dla energetyki, to ich zapas odpowiada już półrocznemu zapotrzebowaniu wszystkich elektrowni i elektrociepłowni.

Zwały węgla wciąż rosną

Przed I wojną światową najlepsze kopalnie na Śląsku miały wyższą efektywność niż najgorsze kopalnie PGG obecnie.

Tymczasem zapasy cały czas rosną. Na początku września zwały przy kopalniach przekraczały już 7,9 mln ton i były tym samym najwyższe od kwietnia 2015 roku. Zapasy przy elektrowniach i elektrociepłowniach wciąż utrzymują się powyżej poziomu 8 mln ton.

Pomimo tego, że z powodu epidemii w maju kopalnie wydobyły niespełna 3,2 mln ton. To mniej niż śląskie górnictwo dostarczało na rynek średniomiesięcznie… przed I wojną światową (w 1913 roku).

Obecnie zatrudnienie jest już o połowę mniejsze niż było te 107 lat temu, ale już wtedy najlepsze kopalnie potrafiły osiągać efektywność na zatrudnionego na poziomie wyższym, niż osiągają obecnie najgorsze z kopalń PGG.

W sumie od stycznia do sierpnia 2020 roku polskie kopalnie wydobyły 35,7 mln ton węgla kamiennego, wobec 41 mln ton w analogicznym okresie ubiegłego roku (spadek o 13 proc.). Jednak sprzedaż spadła jeszcze bardziej – o 15 proc. rok do roku.

Zewnętrzne źródło
Zwały węgla w Polsce sięgają już 20 mln ton. Co dalej?

Kopalnie kopią, choć wg rządu powinny się „zatkać”

Aktualny poziom zwałów węgla przy kopalniach pokazuje jak górniczy związkowcy zadrwili sobie przed kilkoma miesiącami z ówczesnego wiceministra aktywów państwowych i pełnomocnika rządu ds. górnictwa Adama Gawędy (lub jak wiceminister zadrwił sobie z opinii publicznej, jeżeli wiedział jak wygląda rzeczywistość).

Na przełomie roku Gawęda poinformował, że rząd z pieniędzy Agencji Rezerw Materiałowych (których zabrakło później na kupno respiratorów) będzie kupować węgiel ze śląskich kopalń i wozić go do Ostrowa Wielkopolskiego, aby „zapewnić normalną pracę wszystkich kopalni i zabezpieczyć prowadzenie przez nie wydobycia”.

Pełnomocnik rządu przekonywał opinię publiczną, że bez interwencyjnego skupu węgla kopalnie będą musiały przerwać pracę, bo nie mają już gdzie składować niechcianego węgla. ARM i spółki energetyczne kupiły więc i przewiozły do Centralnego Magazynu Węgla w środku kraju blisko 1 mln ton tego paliwa. Po pół roku okazało się, że zwały przy kopalniach… są już o połowę większe niż wówczas.

Pomimo skupu interwencyjnego przy kopalniach leży dziś o 2,5 mln ton węgla więcej niż na początku roku. Kopalnie, wbrew wcześniejszym zapowiedziom wiceministra, jednak pracują i – co więcej – rząd ustalił właśnie z górnikami, że do przyszłego roku nie ma mowy o ograniczaniu wydobycia w którejkolwiek z nich, choć zwały nadal rosną.

Widać więc, że to nie zwały przy kopalniach stanowiły realny problem. Był nim brak pieniędzy PGG na wypłatę czternastej pensji górnikom. Chodziło o 389 mln zł tytułem nagrody dla pracowników za poprzedni rok, choć już w 2019 roku PGG wypracowała zaledwie 86 mln zł zysku, a po odpisach państwowa spółka przyniosła ostatecznie 427 mln zł strat.

Ponad połowę nagrody wypłaconej górnikom sfinansowała sprzedaż tego miliona ton węgla rządowej agencji i spółkom. Surowiec trafił do Ostrowa Wielkopolskiego, czyli miejsca, gdzie takich ilości węgla nie składowano od czasów PRL.

PGG wydała w ten sposób pieniądze, które powinny były trafić na inwestycje, aby obniżyć koszty wydobycia i pozwolić spółce przetrwać na bardzo trudnym rynku. Z kolei ARM musiała być pilnie dofinansowywana z budżetu, bo nie miała już pieniędzy na respiratory potrzebne do ratowania życia chorym na COVID-19. Dwa miesiące później Adam Gawęda został zdymisjonowany.

Wydobycie węgla ma trwać

Następcy Adama Gawędy − Arturowi Soboniowi, mianowanemu na rządowego pełnomocnika ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa węglowego, udało się co prawda podpisać z górniczymi związkami zawodowymi zgodę na likwidację Polskiej Grupy Górniczej, ale ustalony z nimi harmonogram i warunki są niemal tak samo oderwane od realiów gospodarki rynkowej, jak składowanie miliona ton węgla w Wielkopolsce.

Zewnętrzne źródło
Zwały węgla w Polsce sięgają już 20 mln ton. Co dalej?

Wrześniowe porozumienie zakłada, że w tym roku wszystkie kopalnie będą fedrować jak gdyby nigdy nic, a do końca przyszłego roku zlikwidowana zostanie zaledwie jedna, której po prostu skończyły się już pokłady węgla (ruch Pokój, wydobywający dotychczas 1-1,5 mln ton/rok).

Nawet gdyby doliczyć do tego, że przyszłoroczne włączenie KWK Wujek (która także wyczerpała już niemal cały węgiel w swoich złożach) do kopalni Murcki-Staszic będzie de facto oznaczać likwidację tej pierwszej, to wciąż wydobycie zmniejszyłoby się w sumie o zaledwie 2 mln ton (których i bez porozumienia by ubyło).

Później PGG ma działać jak gdyby nic się nie działo przez kolejnych 7 lat. Następne niewielkie likwidacje zostały bowiem zaplanowane dopiero na lata 2028-2029.

Zewnętrzne źródło
PGE płaci za polski węgiel najdrożej w historii. Rośnie cena prądu

Aby zrozumieć dlaczego wrześniowe porozumienie rządu ze związkowcami jest całkowicie oderwane od rzeczywistości, wystarczy porównać wielkość wydobycia kopalń czynnych i likwidowanych z prognozą zapotrzebowania na miały węglowe, przygotowaną przez rząd.

Wynika z niej, że skumulowana nadwyżka wydobycia węgla nad krajowym zapotrzebowaniem w latach 2021-2028 wyniosłaby 112 mln ton.

Rząd musiałby więc znaleźć jeszcze ponad setkę kolejnych magazynów węgla jak ten w Ostrowie Wielkopolskim i dofinansować Agencję Rezerw Materiałowych kwotą 30 mld zł na skup tego paliwa lub 40-45 mld zł, gdybyśmy mieli doliczyć do tego koszty utrzymania nierentownych kopalń.

Wszyscy wiedzą, nikt nie powie

Czy podpisujący porozumienie przedstawiciele rządu i górniczych związków nie zdają sobie z tego sprawy? Z nieoficjalnych rozmów portalu WysokieNapiecie.pl wynika, że doskonale wiedzą, że ograniczenie wydobycia jest nieuniknione.

Porozumienie ze związkami pozwoliło tylko zyskać trochę czasu, a związkom zachować twarz. Jeśli pojawią się sowite odprawy i urlopy górnicze, to kopalnie będą zamykać się same, bo górnicy będą głosować nogami i odejdą z pracy - wieszczy jeden z naszych rozmówców.

Rok 2049 jest więc tylko listkiem figowym. Tymczasem podstawowy element porozumienia czyli dopłaty do produkcji węgla z polskiego budżetu wciąż jest zawieszony w próżni prawnej.

Dopłaty (tylko w kopalniach z podaną datą zamknięcia) były możliwe do końca 2018 roku. Potrzebne byłyby zatem nowe przepisy, ale według naszych informacji zanim Komisja Europejska zdecyduje się zająć stanowisko w tej sprawie, oczekuje na daty wygaszenia wszystkich polskich kopalń węgla kamiennego- a więc także Tauron Wydobycie i Bogdanki.

W Tauronie Wydobycie próba osiągnięcia porozumienia zakończyła się fiaskiem. Bogdanka jest najlepszą polską kopalnią, ale jest mało prawdopodobne, że jej węgiel będzie potrzebny do 2049 roku - szansa, że na rynku utrzymają się wtedy jeszcze jakieś elektrownie węglowe nie jest duża.

Tekst ukazał się na portalu wysokienapiecie.pl

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne