Fundacja Refugee.pl bije na alarm: nie ma pieniędzy, żeby w 2018 roku prowadzić przedszkola i świetlice dla dzieci w ośrodkach dla cudzoziemców w Lininie i Dębaku. Projekt był współfinansowany z pieniędzy europejskich, ale rząd PiS od dwóch lat blokuje wypłatę środków z Europejskiego Funduszu Azylu, Migracji i Integracji
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyW Polsce pomocą cudzoziemcom zajmują się niemal wyłącznie organizacje pozarządowe, które do tej pory finansowane były głównie ze środków europejskich. Od 2015 roku jednak rząd PiS blokuje wypłaty z tzw. FAMI, czyli Funduszu Azylu, Migracji i Integracji. Wszystko wskazuje na to, że ofiarami takiej polityki w 2018 roku staną się dzieci, które razem z rodzicami przebywają w podwarszawskich ośrodkach dla cudzoziemców i starają się o ochronę międzynarodową w Polsce. Obecnie do dwóch przedszkoli uczęszcza 112 dzieci.
Jak dowiedziało się OKO.press, Fundacja Refugee.pl uzyskała zapewnienie od Urzędu ds. Cudzoziemców, że znajdą się środki na zatrudnienie jednej osoby, byłego pracownika Fundacji, w ośrodku w Lininie na 3 miesiące. Pieniądze uzyskane przez Fundację poprzez zbiórkę na Facebooku wystarczą na zatrudnienie drugiej osoby, również na 3 miesiące i również do Linina. Co będzie z dziećmi w osrodku w Dębaku i jaki jest długofalowy plan Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji ?
Na te pytania OKO.press rzecznik MSWiA odpowiedział dość enigmatycznie:
"Opieka nad dziećmi w wieku przedszkolnym w ośrodkach dla cudzoziemców w Dębaku i Lininie jest obecnie realizowana w ramach projektu współfinansowanego z Funduszu Azylu, Migracji i Integracji. Projekt był zaplanowany na lata 2016–2017. Po jego zakończeniu opieka nad dziećmi w wieku przedszkolnym będzie nadal zapewniona w obydwu ośrodkach".
Zamiast konkursu na środki europejskie z FAMI Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zorganizowało wiosną i latem 2017 roku dwa nabory „ograniczone”, w których startować mogły jedynie instytucje rządowe – urzędy wojewódzkie. To zaskakująca decyzja. Urzędy wojewódzkie zajmują się bowiem głównie wydawaniem pozwoleń na pobyt i na pracę migrantom. A przeważającą większość działań integracyjnych – zarówno dla uchodźców, jak i migrantów – koordynują właśnie organizacje pozarządowe. Blokowanie środków europejskich jest dla nich katastrofą.
Jak wynika z raportu Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, organizacje muszą ograniczyć wsparcia prawne i działania integracyjne dla cudzoziemców, tracą ciągłość i stabilność działań, rozpadają się fachowe zespoły, składające się z prawników, adwokatów, psychologów i tłumaczy.
Pracownicy Fundacji Refugee.pl tak opisują sytuację na stronie publicznej zbiórki na Facebooku: "Wyposażone przez naszą Fundację i naszych darczyńców pomieszczenia będą stały zamknięte, ponieważ nie dysponujemy środkami na wynagrodzenia dla przedszkolanek, które pracowały z dziećmi codziennie po 8 godzin (wg. kodeksu pracy i bez przywilejów wynikających z Karty nauczyciela; dojeżdżając do lasów, w których położone są ośrodki autobusem podmiejskim). (...) Ze względu na rodzaj pomieszczeń oraz to, że nie jesteśmy ich zarządcą, nie możemy ubiegać się o subwencję na prowadzenie punktów przedszkolnych z gmin, w których położone są ośrodki. Dzieci nie mają realnej szansy na uczęszczanie do przedszkoli publicznych, a rodziców nie stać na opłacenie przedszkoli prywatnych. Dzieci to ok. 40 -50 proc. wszystkich mieszkańców Ośrodków dla Cudzoziemców. Należy pamiętać, że prawidłowo prowadzona edukacja przedszkolna ma ogromny wpływ na rozwój psychofizyczny dziecka, jego umiejętności społeczne, znajomość języka polskiego i późniejsze funkcjonowanie w polskiej szkole. Obecnie do 2 przedszkoli i 2 świetlic uczęszcza 112 dzieci. (...)
Przykro nam, ale dzieci rosną, niezależnie od tego czy są polskie czy cudzoziemskie i nie mogą poczekać ze swoją edukacją do roku 2020. Potrzebują wsparcia w rozwoju tu i teraz".
OKO.press zapytało Ministerstwo o przyczyny blokowania środków dla organizacji pozarządowych. W odpowiedzi rzecznik prasowy tłumaczy, że konkurs wyłącznie dla wojewodów wcale nie dyskryminuje organizacji pozarządowych, bo przecież wojewodowie „mają możliwość dobierania partnerów do realizacji projektów, w tym również NGO”.
Rzeczywiście, na przykład wojewoda mazowiecki zorganizował konkurs na partnerów, w którym mogły startować również organizacje pozarządowe. Lista wymagań wobec potencjalnego partnera zapiera dech: prowadzenie punktu informacyjnego dla cudzoziemców, prowadzenie kursów języka polskiego, kursy adaptacyjne, warsztaty w szkołach… Trudno znaleźć organizację, która zajmowałaby się tym wszystkim na raz.
Ostatecznie wojewoda wybrał czterech partnerów: Caritas, Fundację dla Somalii (aktywizacja zawodowa migrantów), Polskie Forum Migracyjne (działania informacyjne dla cudzoziemców) i Lingua Mundi (założona przez MEN, nauka języków obcych dla dorosłych). Nie wiadomo, ile organizacji kandydowało i na jakiej podstawie wybrano zwycięzców.
Dzięki oddaniu wojewodom decyzji o doborze organizacji partnerskich, MSWiA jeszcze bardziej zwiększa kontrolę nad tym, do kogo trafią środki europejskie. Potwierdza to odpowiedź od rzecznika ministerstwa, który tłumaczy OKO.press, że konkursy w ramach FAMI „zbiegły się w czasie ze zmianą założeń polskiej polityki migracyjnej”.
Możemy tylko domniemywać na podstawie znanych wypowiedzi i faktów, że nowe założenia to polityka niewpuszczania uchodźców, utożsamianie ich z terrorystami i zamykanie polskich granic – bo niestety od dwóch lat nowe założenia nie zostały sprecyzowane. Dlatego rozstrzygnięcie konkursów z 2015 i 2016 roku zostało wstrzymane do czasu „opracowania nowych założeń tworzonej obecnie polskiej polityki migracyjnej”. Konieczne jest „określenie priorytetów, które w pełni będą odpowiadać nowym wyzwaniom oraz narządzi, dzięki którym reakcja na dynamiczną sytuację migracyjną w Europie – w tym migrację ekonomiczną z Ukrainy – mogłaby być adekwatna i skuteczna”.
MSWiA i jego szef minister Mariusz Błaszczak stosują stały chwyt, czyli utożsamienie uchodźców, którzy potrzebują wsparcia, z imigrantami ekonomicznymi, którzy nie dość, że nie dostają od państwa żadnej pomocy, to jeszcze rozwijają polską gospodarkę i zwiększają nasze PKB. Ukraińcy, o których wspomina rzecznik MSWiA w swojej odpowiedzi, założyli w Polsce 2,7 tys. firm i dokładają do naszego budżetu 400 mln zł rocznie.
Tymczasem wbrew obiegowej opinii w Polsce są już zarówno uchodźcy, jak i migranci. Jak wynika z raportu Stowarzyszenia Interwencji Prawnej w sprawie funduszy europejskich, w lipcu 2017 karty pobytu w Polsce posiadały 302 263 osoby, z tego aż 128,3 tysiąca Ukraińców – to migranci.
Jeśli chodzi o uchodźców, w latach 2015 i 2016 wnioski o ochronę międzynarodową (a więc albo status uchodźcy, albo ochronę uzupełniającą) składało ok. 12,5 tysiąca osób rocznie. Na skutek faktycznego (i niezgodnego z prawem) zamknięcia dla uchodźców przejścia granicznego w Terespolu i działań Straży Granicznej, w 2017 roku ta liczba znacząco spadła – do czerwca było to ok. 3000 osób.
Procedura przyznania lub odmówienia prawa do azylu trwa bardzo długo – średnio kilkanaście miesięcy. Przez pierwsze sześć miesięcy cudzoziemcy nie mają prawa do pracy, a ochronę międzynarodową w Polsce otrzymuje niewiele osób.
Według danych Urzędu ds. Cudzoziemców, w 2016 roku otrzymało ją 344 cudzoziemców, rok wcześniej – 515. W ramach Indywidualnego Programu Integracji tylko oni – i tylko przez pierwszy rok po otrzymaniu statusu – otrzymują wsparcie integracyjne od państwa.
Potem zarówno osoby z ochroną międzynarodową, jak wszyscy inni uchodźcy i migranci w Polsce, muszą radzić sobie sami – tak jak setka dzieci w ośrodkach dla cudzoziemców pod Warszawą.
Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce. W OKO.press pisała o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej. Obecnie pracuje w biurze The New York Times w Brukseli.
Absolwentka studiów europejskich na King’s College w Londynie i stosunków międzynarodowych na Sciences Po w Paryżu. Współzałożycielka inicjatywy Dobrowolki, pomagającej uchodźcom na Bałkanach i Refugees Welcome, programu integracyjnego dla uchodźców w Polsce. W OKO.press pisała o służbie zdrowia, uchodźcach i sytuacji Polski w Unii Europejskiej. Obecnie pracuje w biurze The New York Times w Brukseli.
Komentarze