Część ludzi Zbigniewa Ziobry to stara gwardia Solidarnej Polski, część to "Nowe Pokolenie" (frakcja?) Patryka Jakiego. Są też wschodzące gwiazdy, które grają przede wszystkim na siebie. W tej chwili trwa walka o to, co dostaną w nowym rządzie. Dla partii Ziobry równie ważne jak ministerstwa są posady w spółkach skarbu państwa

– „Panie ministrze, gdyby jeszcze jakieś ministerstwo mogło przypaść pana partii, to jakie ministerstwo by pan wybrał?”

– „Panie redaktorze, tu nie o ministerstwa chodzi, ale o Polskę”.

– „Ale ma pan teraz dużo większą siłę przebicia w parlamencie, pana ambicje…’’

– „Ambicje osobiste są bez znaczenia. Życie jest krótkie, liczą się wartości, Polska. To jest najważniejsze. A my jesteśmy przyjaciółmi, rozmawiamy… dla Polski”.

Tak 17 października na sejmowym korytarzu mówił z półuśmiechem Zbigniew Ziobro, pytany przez dziennikarzy o powyborcze rozmowy koalicyjne w obozie Zjednoczonej Prawicy.

Po wyborach Ziobro dobrze wie, że przy okazji rozmów o Polsce i wartościach może dostać o wiele więcej niż cztery lata temu. Od dodatkowego ministerstwa dla swoich ludzi, po stanowisko wicepremiera. A być może nawet zablokowanie Mateusza Morawieckiego i wybór innego premiera.

Patryk Jaki w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” z 17 października zapytany o to, kto powinien być premierem w nowym rządzie, powiedział: „Wśród dobrze współpracujących i szanujących się koalicjantów, którym zależy nie na personaliach, ale wartościach i Polsce, zawsze jest czas na przyjacielską rozmowę. Naszym zdaniem najlepszym kandydatem na premiera zawsze jest pan prezes Jarosław Kaczyński”.

18 posłów w miejsce dawnych 8

Kiedy wiadomo już było, którzy kandydaci zdobyli mandat i zasiądą w nowym Sejmie, minister sprawiedliwości mógł otwierać szampana.

Przez ostatnie cztery lata Solidarna Polska Ziobry, razem z Porozumieniem Gowina, była tylko przystawką PiS-u w obozie Zjednoczonej Prawicy.

Ziobro miał ośmiu posłów i dwóch senatorów. Przy podziale posad jego partii przypadło jedno ministerstwo i jeden minister bez teki (ds. humanitarnych) plus trochę stanowisk w spółkach skarbu państwa (dlaczego dla Solidarnej Polski to takie ważne, piszemy w dalszej części tekstu).

Ziobro i jego ludzie nie zmarnowali jednak ostatnich czterech lat, a zwłaszcza kampanii wyborczej. Mimo tego, że w maju do Brukseli przeniosło się dwoje bardzo rozpoznawalnych polityków Solidarnej Polski – Patryk Jaki i Beata Kempa – Ziobrze udało się wprowadzić do nowego parlamentu 20 posłów popieranych przez SP i dwóch senatorów.

Posłowie nowego Sejmu związani z Solidarną Polską, fot. facebook Solidarnej Polski

Weterani

Część osób to stara gwardia Ziobry.

Kilku z nich to parlamentarzyści z długim stażem, jak Edward Siarka z Podhala czy Tadeusz Woźniak z Kutna. Do Sejmu weszli już za pierwszego PiS-u w 2005 roku, a potem po 2012 dołączyli do nowopowstałej Solidarnej Polski. Nie wspominając już o Tadeuszu Cymańskim, w polityce krajowej od lat 90.

Do Sejmu dostali się też najbliżsi współpracownicy Ziobry z Ministerstwa Sprawiedliwości. Trzej wiceministrowie:

  • Sebastian Kaleta;
  • Marcin Warchoł;
  • Michał Wójcik

oraz były wiceminister Michał Woś, od czerwca minister ds. humanitarnych.

Michał Wójcik był związany z Solidarną Polską od czasu jej powstania w 2012 roku. Zajął się tworzeniem struktur partii w terenie i znalazł się w jej zarządzie. Teraz jest jej wiceprezesem.

Marcin Warchoł był asystentem Ziobry za pierwszych rządów PiS. Chociaż nie jest członkiem Solidarnej Polski, to jest jego człowiekiem na Podkarpaciu.

Swoją kampanię oparł na dobrych kontaktach z prezydentem Rzeszowa Tadeuszem Ferencem (związanym z SLD). W mieście pełno było jego plakatów, a niedługo przed wyborami, w blasku kamer, Warchoł podpisał z prezydentem Ferencem list intencyjny w sprawie budowy nowego gmachu sądu okręgowego w Rzeszowie.

Politycznymi weteranami są także dwaj senatorowie, ci sami, co w poprzedniej kadencji – Jacek Włosowicz i Mieczysław Golba.

Włosowicz to skarbnik Solidarnej Polski i szef jej świętokrzyskich struktur. Kielce to ważne miasto dla partii Ziobry. Pod koniec 2017 roku została tam przeniesiona główna siedziba partii. Włosowicz i Ziobro prowadzą tam wspólne biuro poselsko-senatorskie.

Być może niedługo Solidarna Polska będzie miała tam także swojego wojewodę. Na to stanowisko typowany jest sekretarz generalny partii Ziobry Mariusz Gosek, obecnie członek zarządu województwa świętokrzyskiego.

Drugi senator – Mieczysław Golba w krajową politykę zaangażowany jest od 2005 roku. Od wielu lat jest też działacz PZP i szefem Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej.

I młode gwiazdy

Na razie największymi gwiazdami związanymi z Solidarną Polską (oprócz Jakiego) są Sebastian Kaleta i Michał Woś.

Kaleta (rocznik 89) to człowiek Jakiego (choć oficjalnie jest członkiem PiS). Skończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Jeszcze na studiach założył razem ze znajomymi o prawicowych poglądach organizację studencką Młodzi dla Polski. Organizacja działała aktywnie także w czasie kampanii wyborczej prezydenta Dudy, a potem PiS-u. Okazała się trampoliną do obozu „dobrej zmiany”.

Kaleta trafił do resortu sprawiedliwości, Piotr Müller do resortu nauki (obecnie jest rzecznikiem rządu). Z organizacji wywodzi się także kilku dziennikarzy mediów publicznych.

Kaleta rozkwitł, pod okiem Jakiego, zwłaszcza jako wiceszef komisji weryfikacyjnej (zajmującej się skutkami reprywatyzacji w Warszawie). Obecnie jest jej przewodniczącym. W 2018 został warszawskim radnym.

Z kolei Michał Woś buduje swoją pozycję w swoim regionie. Ma 28 lat. W 2014 został radnym Raciborza. Już rok później trafił pod skrzydła ministra Ziobry, niedługo potem jako szef jego gabinetu politycznego. Potem był wiceministrem i pełnomocnikiem odpowiadającym m.in. za Fundusz Sprawiedliwości. Jednocześnie jest radnym (i byłym członkiem zarządu) województwa śląskiego.

Jak pisaliśmy kilka miesięcy temu, w Raciborzu i okolicach Woś odgrywa rolę dobrodzieja, który o co go nie poproszą, zaraz „zdobywa” na to państwowe dotacje. Co ktoś z lokalnych władz uściśnie z nim rękę – pieniądze załatwione. Jak Król Midas, którego dotyk wszystko zamieniał w złoto.

Tak to przynajmniej wygląda w relacjach lokalnych mediów, miejscowych polityków i samego Wosia.

Wywiady w lokalnych mediach, otwarcia, jubileusze, przecinanie wstęgi, konferencje prasowe. „Wszędzie musi się pojawić, a jeśli go nie ma, przesyła list, który musi być odczytany” – mówiła nam polityczka z Raciborza. Szczególnie w kampanii wyborczej Woś dosłownie wyskakiwał z każdej lodówki.

Kiedy w czerwcu został ministrem ds. humanitarnych, w Raciborzu odbyła się uroczysta msza na jego cześć, na której gościła lokalna wierchuszka. Dzięki pracy w regionie, Woś osiągnął w wyborach świetny wynik – prawie 38 tys. głosów.

Trochę z boku jest Jan Kanthak (rocznik 91), rzecznik prasowy ministerstwa. Jak wiadomo nieoficjalnie, to człowiek ojca Tadeusza Rydzyka, z którym Ziobro i Solidarna Polska utrzymują dobre kontakty. Wystarczy spojrzeć na sumy pieniędzy przekazywane na fundacje Rydzyka z Funduszu Sprawiedliwości, a z drugiej strony na liczbę audycji w TV Trwam i Radiu Maryja z udziałem ludzi Ziobry.

Jakiści wśród ziobrystów

Ciągle w ramach Solidarnej Polski, ale już trochę „oddzielni” są ludzie kojarzeni z Patrykiem Jakim. Dwa dni przed wyborami Jaki zachęcał do głosowania na osoby, które podpisały „Deklarację Nowego Pokolenia”.

„Proszę Państwa o głos na ludzi, którzy podpisali 7 zobowiązań w sprawach fundamentalnych. Popieram tych kandydatów, którzy podpisali obietnicę, że będą bronić wartości chrześcijańskich, będą przedstawicielami odważnej młodej Polski. Ludzi, którzy nie będę konformistami, nie będę bali się systemu III RP. W przyszłym polskim parlamencie będzie toczyła się zacięta walka o wdrożenie ideologii LGBT, przywrócenie przywilejów komunistom, postępować będzie presja na niszczenie Kościoła i wartości chrześcijańskich. Nie możemy na to pozwolić” – pisał Jaki.

Deklaracja nowego pokolenia, fot. facebook Jakiego

Przedstawicieli „nowego pokolenia”, którzy zdobyli mandat jest – oprócz wspomnianego Sebastiana Kalety – jeszcze piątka.

Janusz Kowalski to bliski współpracownik Jakiego z jego rodzinnego Opola. Jak pisaliśmy w kwietniu, niegdyś działali razem w opolskim Stowarzyszeniu Stop Korupcji. Przed wyborami samorządowymi w 2014 roku obaj wspierali kandydaturę Arkadiusza Wiśniewskiego na prezydenta Opola. Po jego wygranej, Kowalski – z błogosławieństwem Jakiego – został wiceprezydentem miasta. Był nim do 2015 roku.

Po ostatnich wyborach parlamentarnych – w grudniu 2015 – Kowalski został powołany do zarządu PGNiG; zasiadał w nim do listopada 2016 roku. Był też w radach nadzorczych spółek-córek PGNiG. Od czerwca 2017 jest członkiem rady nadzorczej KGHM.

W 2018 objął fotel w zarządzie Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Obliczyliśmy, że od początku „dobrej zmiany” do końca 2018 roku zarobił w spółkach skarbu państwa 2 mln 344 tys. zł.

Jacek Ozdoba był z kolei szefem sztabu wyborczego Jakiego w ostatnich wyborach samorządowych, kiedy ten kandydował na prezydenta Warszawy.

W Sejmie zasiądą także kojarzeni z Jakim Mariusz Kałużny, dyrektor Centralnego Ośrodka Sportowego w Toruniu, Aleksandra Szczudło wiceprzewodniczącą sejmiku podlaskiego oraz adwokat Piotr Sak.

Spółki kroplówką dla Solidarnej Polski

Nie mniej ważne od stanowisk w rządzie i liczby posłów są dla Solidarnej Polski lukratywne posady w spółkach skarbu państwa.

W poprzedniej kadencji, zgodnie z umową koalicyjną Zjednoczonej Prawicy, to PiS zgarnął w całości państwową subwencję (ok.18 mln zł rocznie). Dlatego, żeby przetrwać, Solidarna Polska musi liczyć albo na składki członkowskie, albo na darowizny. Ziobro stawia na to drugie.

Ze sprawozdania finansowego Solidarnej Polski, które przeglądaliśmy w Krajowym Biurze Wyborczym, wynika, że w 2018 roku łączne przychody partii wyniosły 161 776 zł. 

Praktycznie całość tej kwoty to darowizny (160 470 zł). Wpłaciły je 43 osoby. Kwoty jednorazowych wpłat wahały się od 10 zł do 31,5 tys. zł.

Jak obliczyliśmy, aż 85 proc. przychodów Solidarnej Polski pochodziło z darowizn od ludzi, którzy za czasów „dobrej zmiany” załapali się na intratne stanowiska w spółkach i państwowych instytucjach.

Zapewne teraz, gdy pozycja Ziobry wzrosła, wzrósł też jego apetyt na stanowiska w spółkach. Dzięki temu „model biznesowy” Solidarnej Polski mógłby zapewnić partii jeszcze większe wpływy.

Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Dziennikarz. Wcześniej pracował w „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. W 2018 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News” za cykl tekstów o nieprawidłowościach w Funduszu Sprawiedliwości.


Komentarze

  1. Mateusz Głazowski

    Wypowiedzi Ziobry to oklepane frazesy. Dla niego liczy się wyłącznie możliwość podejmowania istotnych decyzji i działań, w tym ustrojowych, i zapewnienie kolesiom dostępu do dobrze płatnych urzędów i stanowisk. Dla nich Polska to pusty slogan. Moralność – pojęcie zasłyszane ale nie stosowane.

  2. Adaś Miauczyński

    Ziobro, chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Kaczyński premierem to osłabienie konkurentów Ziobry do schedy po wodzu. Z drugiej strony szybsze zużycie prezesa. Opcja nierealna, ale doskonale pokazuje, o co walczy Ziobro. Ma małe szanse polityczne na życie poza PIS, a spore na schedę. Odwrotnie niż Gowin, który prawdopodobnie będzie chciał eksponowane stanowisko, aby podkreślać swoją niezależność, a jednocześnie lekko zdystansować się od zawłaszczania Państwa i psucia prawa. Pytanie kto jest większym zagrożeniem dla Kaczyńskiego ? Siłą rzeczy będzie musiał grać na drugiego. "Wielki strateg" nie wziął tego pod uwagę ograniczając na listach Morawieckiego, którego pozycja zdecydowanie osłabła. Stara gwardia PIS natomiast się w dużej mierze skompromitowała w oczach wyborców PIS.

  3. Alek Manczak

    Pan Ziobro w części prawdę mówi, a mianowicie, że "wartości" go interesują a władza w tym wypadku to "wartości". Choć tak skuteczny jak jego koledzy koalicjanci nie jest jakieś tam "wartości" (nie intelektualne oraz nie związane z etyką ) cały czas pozyskuje …

Masz cynk?