0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
17 listopada 2021

24 tys. zakażeń. Zmarły 463 osoby. A my pozostawieni sami sobie, rząd boi się wprowadzić restrykcje

4. fala pandemii wciąż rozpędza się bez żadnych ograniczeń - w odróżnieniu od poprzednich, które zostały zahamowane restrykcjami. Tym razem rząd w obawie przed utratą poparcia ryzykuje życiem setek, jeśli nie tysięcy osób

Wydrukuj

Wtorek 17 listopada 2021 przyniósł aż 24 239 nowych wykrytych przypadków SARS-CoV-2. To wartości bliskie szczytowi ubiegłorocznej jesiennej fali. Niestety zmarły aż 463 osoby - to efekt zakażeń sprzed około dwóch tygodni, kiedy ich średnia była prawie o połowę mniejsza.

Moglibyśmy się więc spodziewać co najmniej podwojenia dobowej liczby zgonów za dwa tygodnie, jednak pewną nadzieję dają szczepienia, które mogą ochronić część osób najbardziej narażonych: starszych, z chorobami przewlekłymi.

Jednak nic nie wskazuje na to, żeby 4. fala wyhamowywała – według modeli matematycznych jej szczyt może nadejść dopiero w połowie grudnia, a dzienna liczba wykrytych przypadków wzrosnąć do skali szczytu fali 3., czy ok. 35 tys. W rzeczywistości jest ich oczywiście wielokrotnie więcej, ale można zakażenie przejść bezobjawowo albo uznać je za przeziębienie lub grypę i nie zrobić testu.

To oznacza, że jeszcze dziesiątki tysięcy osób trafią do szpitala, a tysiące umrą – bo tym razem władze nie podjęły zdecydowanych kroków, żeby zdławić tę falę epidemii.

Dobrze widać to na wykresach poniżej: porównaliśmy falę jesienną z 2020 roku, wiosenną i jesienną z 2021 roku, czyli drugą, trzecią i czwartą (pierwsza z wiosny 2020 roku, którą odparliśmy lockdownem, jest przy pozostałych mikroskopijna, dlatego nie bierzemy jej pod uwagę).

Dni trwania każdej fali liczymy od początku wzrostów. Widać, że dwie poprzednie już w tym czasie opadały dzięki wprowadzonym restrykcjom – zamknięciu szkół, restauracji, centrów handlowych, stadionów, ograniczeniu liczby osób na rodzinnych uroczystościach itp.

Tym razem polskie władze twierdzą, że ze względu na naszą narodową „specyfikę" nie można wprowadzić zielonych paszportów, które są formą przymuszenia do szczepień przeciw COVID-19 (zaszczepieni przechodzą chorobę lżej, rzadziej się zarażają i rzadziej zarażają innych, zwłaszcza po dawce przypominającej), bo ludzie by się zbuntowali.

Z tego względu również rząd Mateusza Morawieckiego nie wprowadza żadnych ograniczeń w kontaktach międzyludzkich oprócz obowiązującego (ale powszechnie ignorowanego) noszenia maseczek czy zachowywania dystansu – otwiera tylko kolejne szpitale tymczasowe i wydaje nakazy przekształcania oddziałów zwykłych szpitali w covidowe.

W strategii radzenia sobie z falą wywołaną wysoce zaraźliwym wariantem Delta Polska jest wyjątkowa na tle swoich sąsiadów i większości kontynentu. Bo to właśnie Europa przechodzi obecnie najpotężniejszą falę zakażeń - według Światowej Organizacji Zdrowia w ciągu ostatniego tygodnia byliśmy jedynym regionem na świecie, gdzie zwiększyła się śmiertelność w związku z COVID-19.

Wszyscy nasi sąsiedzi stosują już drastyczne środki, żeby zapobiec kolejnym śmierciom. Omówiliśmy je szczegółowo w tym tekście:

Z najnowszych wydarzeń: Czechy planują ograniczenie uczestniczenia w publicznych wydarzeniach tylko dla zaszczepionych – nie będzie do tego kwalifikował nawet negatywny wynik testu.

Zielone paszporty zamierza wprowadzić również Szwecja, chwalona przez przeciwników covidowych restrykcji jako ostoja wolności i rozsądku. Miałyby obowiązywać na publicznych wydarzeniach pod dachem, w których bierze udział więcej niż sto osób.

Nadal jedynym naszym sąsiadem, który nie uważa za stosowne walczyć aktywnie z epidemią jest Białoruś.

Światło na zagadkę, dlaczego rząd Morawieckiego przygląda się tak beznamiętnie śmiercionośnej fali, jest sposób, w jaki pojawiła się właśnie w Sejmie ustawa, która pozwoliłaby pracodawcom na uzyskanie informacji, kto z pracowników nie jest zaszczepiony i na przesunięcie ich na stanowisko i miejsce, gdzie nie narażaliby innych.

Ustawa powstała w ministerstwie zdrowia, ale kiedy okazało się, że nie ma dla niej poparcia rządowej większości – podobno sprzeciwiła się Solidarna Polska – pojawiła się w Sejmie jako projekt dwóch mało znanych posłów PiS. Prawdopodobnie rząd liczy na to, że przejdzie głosami opozycji.

Stawką w grze jest nie tylko poparcie w koalicji, ale także obawa przed odpłynięciem części elektoratu np. do antyszczepionkowej i sprzeciwiającej się restrykcjom Konfederacji. Dlatego nawet ustawa „szczepionkowa" to rozwiązanie, które ciężar walki z epidemią przenosi na pracodawców. Ceną za to polityczne kunktatorstwo są jednak ludzkie życia.

Szczepmy się trzecią dawką, bo nikt o nas nie zadba

Do dbania o zdrowie mieszkanek i mieszkańców Polski poczuwają się jednak eksperci. Zespół ds. pandemii COVID-19 przy prezesie Polskiej Akademii Nauk 16 listopada zaapelował o to, by wszyscy zaszczepieni doszczepili się dawką przypominającą.

Wiemy już bowiem, że po dwóch dawkach odporność z upływem czasu spada, ale ta trzecia znakomicie ją podnosi. Pokazały to już dane z Izraela i Stanów Zjednoczonych, a teraz najnowsze z Wielkiej Brytanii: skuteczność w zapobieganiu objawowej infekcji skacze do 93-94 proc.

https://twitter.com/jburnmurdoch/status/1460313047529103365?s=20

Apel naukowców z PAN zawiera dramatyczne zdanie: „W konfrontacji z czwartą falą zachorowań na COVID-19 w Polsce każdy z nas został pozostawiony samemu sobie".

„Z ogromnym niepokojem obserwujemy gwałtownie zwiększającą się liczbę osób zakażonych wirusem SARS-CoV-2 oraz liczbę hospitalizowanych z powodu COVID-19. Dla niektórych osób choroba skończy się zgonem, dla innych trwałym kalectwem oddechowym i drastycznym ograniczeniem aktywności życiowej, zawodowej i społecznej. Chorują także osoby już zaszczepione, jednak w ich przypadku ryzyko poważnych konsekwencji dla zdrowia jest znacznie mniejsze.

Poważny niepokój budzi w nas brak adekwatnej do powagi sytuacji epidemicznej reakcji ze strony władz państwowych. W konfrontacji z czwartą fala zachorowań na COVID-19 w Polsce każdy z nas został pozostawiony samemu sobie.

W tej sytuacji zwracamy się z gorącym apelem do wszystkich, którzy wcześniej wykazali się odpowiedzialnością i przyjęli szczepionkę przeciwko COVID-19, o zaszczepienie się dawką przypominającą, gdy tylko stanie się to dla nich możliwe. Badania przeprowadzone w innych krajach dowodzą, że pełne zaszczepienie się znacząco zmniejsza ryzyko ciężkiej choroby, jednak ochrona ta słabnie z czasem. Przyjęcie dawki przypominającej wzmocni zdolność organizmu do walki z wirusem. Jest to szczególnie ważne w przypadku osób starszych i schorowanych. Również u osób młodszych dawka przypominająca zmniejsza ryzyko zakażenia, zachorowania i transmisji wirusa na inne osoby.

Wprowadzenie w najbliższym czasie skutecznych, prostych w użyciu w warunkach domowych leków, dodatkowo pozwoli chronić osoby, u których dojdzie do zakażenia. Chociaż leki nie zastąpią szczepionek, uzupełnią one ich działanie i pozwolą postawić kolejny krok na drodze do normalności.

Uwierzmy nauce i faktom, zaszczepmy się dawką przypominającą.

W Polsce prawo do dawki przypominającej ma każdy, kto ukończył 18 lat, i komu minęło sześć miesięcy od drugiej dawki. Preparaty można mieszać, co daje dobre rezultaty – jeśli ktoś zaszczepił się Pfizerem, może wziąć Modernę, i vice versa. Jako dawka przypominająca dostępne są tylko te dwa preparaty.

Około 180 dni po dacie drugiego szczepienia (lub jedynego w przypadku J&J) dostaniemy automatycznie e-skierowanie. Pojawiają się one na koncie pacjenta w poniedziałki i wtorki. Niestety system nie wysyła sms-a z informacją, że jest już skierowanie, a informacja o dawce przypominającej w sferze publicznej jest skąpa. W przypadku, gdy minęło 180 dni, a skierowania nie ma, warto zadzwonić na infolinię Centrum e-Zdrowia: 19 239.

Przydatne informacje na temat leczenia COVID-19 w warunkach domowych i w szpitalu zebrał również prof. Wojciech Szczeklik, anestezjolog i specjalista intensywnej terapii. Można je przeczytać pod tym wywiadem Sławomira Zagórskiego z prof. Szczeklikiem o nowych obiecujących lekach na COVID (które jednak jeszcze nie są dopuszczone).

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne