Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.plFot. Krzysztof Zatyc...

Sam program SAFE, a formalnie Security Action for Europe czy – jak brzmi oficjalne tłumaczenie – Finansowy Instrument Zwiększenia Bezpieczeństwa został rozpoczęty w maju 2025 roku, gdy Rada Unii Europejskiej przyjęła rozporządzenie, ustanawiające fundusz w wysokości do 150 mld euro, przeznaczonych na pożyczki (oprocentowane na około trzy procent) finansujące zakupy sprzętu wojskowego, w tym między innymi:

  • systemy walki lądowej,
  • uzbrojenie i wyposażenie żołnierzy,
  • systemy artyleryjskie i amunicję do nich,
  • pojazdy bezzałogowe oraz systemy ich zwalczania,
  • systemy obrony powietrznej oraz systemy zapewniające zdolności w zakresie działań morskich

Finansowane mogą także być zakupy w zakresie mobilności wojsk (w tym transport lotniczy i tankowanie w powietrzu) oraz systemy rozpoznawcze, kosmiczne oraz inwestycje w zakresie ochrony infrastruktury krytycznej.

Program szybkiego wzmocnienia obronności

Z funduszy SAFE korzystać mogą zarówno państwa członkowskie Unii, jak również Ukraina, państwa Europejskiego Obszaru Gospodarczego i Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (a więc np. Norwegii), potencjalne państwa kandydujące do Unii oraz państwa partnerskie (w 2026 zawarto w tej sprawie umowę z Kanadą). Co ważne, mając na uwadze konieczność poprawy interoperacyjności – z zasady finansowane są w SAFE zamówienia wspólne, dokonywane przez co najmniej dwa państwa. Zamówienia dokonywane indywidualnie są dopuszczalne, ale tylko przez ograniczony czas.

Ponadto zamówienia muszą trafić do przedsiębiorstw, które mają siedzibę w UE lub państwie stowarzyszonym, zaś 65 proc. produktów albo komponentów musi pochodzić z UE lub państwa z UE stowarzyszonego. Pieniądze mają więc w założeniu pozostać w Europie (lub jej otoczeniu).

Wreszcie – pożyczka może być spłacana przez długi okres – do 45 lat, ale same zakupy muszą być dokonane szybko – do 2030 roku. Jest to więc program nadzwyczajnego, szybkiego wzmocnienia europejskiej obronności, obliczony na pozyskanie zdolności ważnych, by odpierać hybrydowe oraz konwencjonalne zagrożenie ze strony Rosji.

Przeczytaj także:

Niegotowy polski plan zakupów

W lutym 2026 roku w dwóch seriach (11 i 17 lutego) przyjęto pierwsze decyzje w sprawie środków. W tej drugiej grupie znalazła się Polska, dla której przyznano 43,7 mld euro. Dla porównania Rumunia otrzymała 16,6 mld euro, Włosi 14,9 mld.

Niestety, informacje dotyczące planu zakupów są skąpe. Komunikat Kancelarii prezesa Rady Ministrów z 12 lutego mówił o zamiarze wydatkowania środków z SAFE między innymi na „zintegrowany system przeciwdronowy SAN, bojowe wozy piechoty Borsuk, armatohaubice Krab, systemy minowania narzutowego Baobab, systemy obrony powietrznej, artylerię i wyrzutnie rakietowe, amunicję, systemy wczesnego ostrzegania oraz infrastrukturę wojskową i logistyczną”.

Dalsze informacje mają, według wiceministra obrony Cezarego Tomczyka zostać ujawnione w ciągu następnych tygodni.

Dla porównania Rumunia ze swojej części środków według komunikatu ze stycznia 2026 zamierzała zakupić między innymi trzy okręty, systemy obrony wybrzeża z pociskami NSM, dwanaście śmigłowców H225M Caracal, 139 kołowych transporterów opancerzonych, 198 gąsienicowych bojowych wozów piechoty, 240 tysięcy sztuk broni strzeleckiej, trzy systemy obrony powietrznej średniego zasięgu, 231 wyrzutni rakiet przeciwlotniczych Mistral i jedenaście baterii artylerii przeciwlotniczej wraz z amunicją. Dodatkowo środki z SAFE miały być skierowane do resortu spraw wewnętrznych (między innymi dwanaście śmigłowców, karetki, sprzęt ratowniczy) oraz będą przeznaczone na inwestycje infrastrukturalne, w tym drogowe.

Słowacja zaś zamierza zakupić między innymi bojowe wozy piechoty, haubice, systemy antydronowe, amunicję, broń strzelecką oraz ciężarówki.

Spekulacje

Wobec braku informacji oficjalnych pozostają niestety domysły i spekulacje – przynajmniej do chwili ujawnienia dalszych informacji. Nie ulega wątpliwości, że zakupy, o których wspomniano w cytowanym powyżej poście Kancelarii Premiera, są ważne.

Podstawowy sprzęt wojsk zmechanizowanych, a więc bojowe wozy piechoty BWP-1, są konstrukcją przestarzałą – to sprzęt opracowany w ZSRR w latach sześćdziesiątych a pozyskane po 2003 roku transportery Rosomak tylko je uzupełniły – a nie zastąpiły. W dodatku część z nich przekazano Ukrainie. Zapotrzebowanie na nowe wozy bojowe, opracowane i produkowane w Polsce Borsuki jest oceniane na 1400 wozów – w wersji podstawowej i wariantach specjalistycznych. Tymczasem pierwsza wykonawcza umowa, podpisana rok temu dotyczyła zaledwie 111 wozów, a więc dla dwóch niepełnych batalionów. Gdyby okazało się, że można pozyskać kolejne pojazdy – możliwe jest przezbrojenie kolejnych jednostek na nowy sprzęt.

Identycznie wygląda sytuacja z pozyskaniem armatohaubic Krab – które okazały się efektywnym narzędziem walki w Ukrainie, a wypełnienie luk po sprzęcie tam przekazanym oraz zastąpienie starszych dział typu Goździk jest sprawą priorytetową. Nie wiadomo jednak jakie inne systemy „artyleryjskie i rakietowe” mogą zostać zakupione. Mając na uwadze choćby wyroby przemysłu krajowego, mogą to być na przykład samobieżne moździerze Rak. Także sama amunicja artyleryjska powinna być traktowana jako jeden z priorytetowych zakupów.

Co kupić?

Także wspomniane, choć ogólnie systemy obrony powietrznej są niezwykle cenną inwestycją. Zagrożenie ze strony Rosji zmaterializowało się już w postaci prowokacyjnych wlotów bezzałogowych statków powietrznych latem zeszłego roku. Ataki na infrastrukturę energetyczną lub inne ważne obiekty, podobne do tych, które regularnie wymierzone są w Ukrainę – są także jednym z prawdopodobnych scenariuszy działań Rosji przeciwko Polsce. Zatem zarówno wspomniany wprost system San – a więc 18 baterii artylerii, rakiet oraz dronów przechwytujących, jak również bliżej nieokreślone systemy wczesnego ostrzegania – są zdolnościami kluczowymi w obecnej sytuacji.

Można obecnie spekulować jedynie czy systemy wczesnego ostrzegania to radary naziemne, czy też może chodzi o inne rozwiązania. Hipotetycznie można wyobrazić sobie na przykład zakup samolotów wczesnego ostrzegania Saab GlobalEye, gdyż dostawcą wyposażenia jest szwedzkie przedsiębiorstwo, zaś stanowiący nośnik samolot pochodzi z Kanady.

Wkraczając już w sferę hipotez – na nieoficjalnej giełdzie informacji mocnym kandydatem do finansowania z SAFE są samoloty tankowania powietrznego i transportu. W takim przypadku najbardziej prawdopodobny byłby zakup maszyn Airbus A330 MRTT – są to maszyny z Europy, mogące zapewnić transfer paliwa dla samolotów bojowych obiema metodami (sztywny bom – a tak tankowane są np. F-16 i F-35) oraz przewodami giętkimi (tak paliwo pobierają samoloty choćby Eurofighter czy Rafale).

Jak bardzo te samoloty są potrzebne, uzmysławia każdy przypadek alarmu związanego z nalotami na Ukrainę – typowym widokiem w aplikacjach do śledzenia lotów są sojusznicze maszyny, tankujące myśliwce tak, aby mogły przez wiele godzin patrolować przestrzeń powietrzną. Także w razie innych scenariuszy użycia lotnictwa, wydłużenie zasięgu maszyn bojowych jest cenne.

Są to zdolności, które teraz zapewniają sojusznicy – Polska w 2016 roku wycofała się z udziału we wspólnej flocie tych maszyn.

Duże potrzeby

Na liście potrzeb lotniczych punktów jest zresztą wiele. Są to śmigłowce wielozadaniowe, gdyż luka po „wykończeniu Caracali” nie została załatana w pełni. Tylko częściowo wypełniło ją zamówienie 32 maszyn AW149 dla kawalerii powietrznej czy 8 śmigłowców dla jednostki GROM. Sytuacja w lotnictwie morskim jest wręcz dramatyczna – nie mamy już śmigłowców zdolnych bazować na pokładach okrętów, wycofane zostały także śmigłowce bazowania lądowego Mi-14PŁ, a cztery zamówione śmigłowce AW101 to o wiele za mało. Wreszcie, niezbędne są śmigłowce szkolne. Nieustającym brakiem są także samoloty rozpoznania radioelektronicznego czy morskie samoloty patrolowe.

Nie wiadomo jednak czy a jeśli tak – to ile samolotów i śmigłowców planuje się zakupić, zwłaszcza że potrzeby występują także w innych obszarach, choćby lądowych środków rozpoznania i walki radioelektronicznej, systemów bezzałogowych czy środków przeciwpancernych. Znaczna część tych zdolności może zostać zaspokojona przez przemysł polski lub polski kooperujący z partnerami z Europy.

Wypełnienie tych luk bez SAFE będzie znacznie trudniejsze, może nawet okazać się niemożliwe – jeśli będą to projekty wspólne. Ponadto wówczas ciężar finansowania zbrojeń spadnie tylko na nasz budżet. Możne to więc oznaczać, że dojdzie do sytuacji, w której plany zbrojeniowe będą musiały zostać przeformułowane – bo środki będą ograniczone.

Nie tylko armia

A trzeba jeszcze mieć na uwadze, że potrzeby sił zbrojnych to tylko jeden z sektorów bezpieczeństwa państwa. Odpieranie ataków hybrydowych czy przygotowanie się na działania wojenne oznacza konieczność wzmocnienia służb policyjnych, ratowniczych oraz odtwarzanej obrony cywilnej. Tutaj zakres potrzeb jest również szeroki. Potrzebne jest praktycznie wszystko – od śmigłowców ratowniczych, poprzez wozy opancerzone dla służb policyjnych, broń strzelecką, drony rozpoznawcze, pojazdy ratownicze i sprzęt specjalistyczny.

Rąbka tajemnicy uchyliło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, skromnie informując o planach zakupu dronów i systemów antydronowych dla Straży Granicznej.

Ostatecznie, nie wiadomo ile i jakie projekty mają dotyczyć infrastruktury. Może potencjalnie chodzić o obiekty komunikacyjne, ale także budowle fortyfikacyjne w ramach „Tarczy Wschód”.

Polski sprzęt dla innych państw

Ostatnim, ale ważnym elementem układanki jest także możliwość dostaw polskiego sprzętu do innych państw. Potencjalnie mogą to być wszystkie wyroby oferowane przez polskie firmy, zarówno kontrolowane przez Skarb Państwa, jak i prywatne. W szczególności potencjalnie szansę mają systemy przeciwlotnicze takie jak Grom i Piorun, bezzałogowe statki powietrzne, broń strzelecka czy wspomniane już systemy artyleryjskie.

Niewątpliwie więc zakupy finansowane z SAFE dają szanse na wzmocnienie zarówno obronności, jak i obronności Polski, ale także są furtką dla przemysłu. Nowe, duże zamówienia (być może także zagraniczne) dadzą nie tylko zastrzyk finansowy dla przemysłu (a więc także reszty gospodarki), ale także mogą sprawić, że będzie możliwe szersze niż dotąd wejście na rynki zbrojeniowe państw europejskich, które mogą później nabywać polskie wyroby już z własnych środków. A więc – brak SAFE oznacza także ograniczenie szans na rozwój własnego przemysłu.

Skoro jest więc tak dobrze – skąd taka nagła i zaskakująca ofensywa retoryczna ze strony opozycji?

Prawica: amerykański sprzęt lepszy

W narracjach medialnych widoczne są dwa zasadnicze rodzaje argumentów. Pierwszy sprowadza się do tego, że zakupy z SAFE muszą być dokonywane w Europie. Najbardziej wyraziście określił to Sławomir Cenckiewicz, który stwierdził, że „Amerykanie mają przewagę technologiczną, ich sprzęt jest najlepszy. To jest również kwestia pewnego wysiłku politycznego. Polskie rządy, głównie poprzednie – ale to było w części kontynuowane również teraz – musiały wywalczyć zgodę Kongresu, żeby określony sprzęt sprzedawać Polsce. Polska od lat kupuje sprzęt amerykański. Ważna jest kwestia kompatybilności i interoperacyjności sprzętu, który jest na wyposażeniu Wojska Polskiego, w sytuacji, kiedy zaczniemy przezbrajać polską armię w kierunku sprzętu europejskiego. Co do tego też mam wątpliwości, bo co zastąpi F-35 albo Abramsy? Chyba że niemieckie czołgi”.

Jest to przypadek argumentacji negującej SAFE, gdyż zakupiony sprzęt nie będzie pochodził z USA – a w tym przypadku koronnym argumentem ma być to, że sprzęt amerykański jest najlepszy.

Amerykanie korzystają z europejskiego sprzętu

Sęk w tym, że same siły zbrojne USA wykorzystują między innymi europejskie śmigłowce:

  • AS 365 Dauphin (jako MH-65),
  • Airbus H145 (jako UH-72 Lakota)
  • czy AW139 (jako MH139).

Do niedawna w wojskach specjalnych używano także polskich samolotów M28 Skytruck (jako C-145). Z kolei żołnierze piechoty morskiej oraz elitarnej jednostki Delta używają karabinków HK416. Dostarcza je niemiecka firma Heckler und Koch, ta sama, która dostarcza także granatniki dla US Army.

Innym ważnym dostawcą broni strzeleckiej jest belgijska firma FN. Karabiny maszynowe M240 i M249 powszechnie używane w amerykańskiej armii to belgijskie MAG58 i FN MINIMI. Ze sprzętu ciężkiego z kolei, używane w US Army i piechocie morskiej transportery – odpowiednio Stryker i LAV25 należą do rodziny Piranha, wywodzącej się od szwajcarskich wozów Mowag Piranha. Typową praktyką jest oczywiście montaż sprzętu w USA oraz dostosowanie do wymogów odbiorcy, z udziałem miejscowego partnera lub własnej filii w USA.

Z drugiej strony, amerykańskie wyroby zbrojeniowe czasem okazują się sporym sukcesem technicznym i użytkowym (jak samoloty C-130 czy F-16), a czasem występują problemy – mniejsze lub większe, jak choćby w przypadku samolotów tankowania powietrznego KC-46 gdzie okazało się, że występują z nimi poważne problemy wpływające na skuteczność i bezpieczeństwo tankowania w powietrzu.

Amerykanie to nie cudotwórcy

Amerykański przemysł to nie są bogowie ani cudotwórcy. Zarówno tam, jak i w innych państwach można znaleźć wyroby będące przykładami:

  • sukcesu (jak wspomniane C-130),
  • te mające problemy wieku dziecięcego (choćby karabinki M16)
  • aż wreszcie kompletne katastrofy (jak samobieżne działo przeciwlotnicze M247 Sergeant York, które podczas pokazu dla VIP-ów system celowniczy wycelował w trybunę…).

Co więcej, o kompatybilności i interoperacyiności nie decyduje samo miejsce produkcji. Nie bez powodu w tym celu w NATO istnieją porozumienia standaryzacyjne (STANAG) i na przykład istnieją takowe dotyczące amunicji czy choćby magazynków do karabinków piechoty. Finalnie, zakupy z SAFE nie zastępują już zamówionego sprzętu amerykańskiego – dodają nowe możliwości. Zakupy te mogą jednak stać na drodze amerykańskim wyrobom i to w całej Europie. Kupowane z SAFE karabinki, wozy bojowe, rakiety, działa czy amunicja nie będą mogły wszak w całości ani w większości być amerykańskie. Tymczasem szereg zakupów z ostatnich lat, choćby samoloty F-35, śmigłowce AH-64, pociski przeciwpancerne Javelin – to zakupy w USA.

Taka idealizacja amerykańskich dostaw nie wynika najwyraźniej tylko z uproszczonego postrzegania rynku zbrojeniowego i techniki wojskowej.

Przyjęcie proamerykańskiej – a raczej protrumpowskiej – orientacji w polityce zagranicznej oznacza dążenie do umniejszenia relacji z Unią Europejską.

W takim ujęciu Polska ma być dobrym sojusznikiem USA, wpisującym się w wyrażone w dokumentach strategicznych oraz retoryce amerykańskie postrzeganie sojuszy – a miarą tej dobroci mają być wydawane w amerykańskim przemyśle dolary. Nieco na marginesie, w retoryce pojawia się także Korea Południowa, jako dostawca uzbrojenia bardzo ceniony przez poprzednią ekipę rządzącą.

Retorycznie taką postawę wzmacnia sugerowanie, że SAFE oznacza transfer pieniędzy do przemysłu europejskiego, a zwłaszcza niemieckiego oraz oddanie planowania rozwoju wojska unijnym urzędnikom – co nie ma potwierdzenia w faktach, ale wpisuje się w tradycyjne dla prawicy narracje dotyczące polityki europejskiej, w których zwłaszcza Niemcy nie są partnerem godnym zaufania.

Słuszne zarzuty

W morzu tych słów jedynie dwa zarzuty bronią się merytorycznie. Jeden dotyczy niskiej transparentności samej listy projektów. Nie można nie zauważyć, że gdyby została ujawniona – choćby częściowo – wcześniej, rząd mógłby efektywniej ustawić narrację medialną, konfrontując opcję, która kilka lat temu lansowała hasło „Murem za polskim mundurem” z sytuacją, w której brak SAFE oznacza, że pełniący służbę żołnierze nie dostaną odpowiednich narzędzi do wykonywania swojej służby.

Drugi mniej wyraźny dotyczy późniejszej spłaty pożyczki z budżetu wojska – tutaj rząd ratuje sytuację, zapowiadając, że podczas prac w Senacie zostanie wprowadzony zapis o finansowaniu pożyczki spoza budżetu resortu obrony.

Niestety aktualny klimat polityczny oznacza groźbę poważnego kryzysu, jakim byłoby zawetowanie ustawy przez prezydenta.

Sytuacja, w której zwierzchnik sił zbrojnych blokuje możliwość dokonania ważnych zakupów, byłaby jeszcze do niedawna niewyobrażalna. Ale tak samo były w przeszłości niewyobrażalne przypadki odmów podpisania Strategii Bezpieczeństwa Narodowego czy awansów oficerskich w służbach specjalnych.

Polityczny handel

Być może – ale jest to tylko i wyłącznie hipoteza – celem tego retorycznego wzmożenia jest wymuszenie dokonania w zamian kroków po myśli polityków PiS i obozu prezydenckiego. Może to być wstąpienie do trumpowskiej rady pokoju albo dokonania jakichś zakupów uzbrojenia w przemyśle amerykańskim. O ile to pierwsze byłoby gestem politycznym i symbolicznym, to druga możliwość jest w najwyższym stopniu niepokojąca. Oznaczałaby bowiem, że dokonamy zakupu sprzętu, który nie będzie najbardziej potrzebny, być może będzie dublować to, co dostarcza własny oraz europejski przemysł. I z całą pewnością będzie także budżet obciążać kosztami utrzymania przez wiele lat. Należy przy tym mieć na uwadze, że już obecne plany rozwoju sil zbrojnych – kontynuujące zresztą linię przyjętą za czasów PiS, a więc wielkiej liczebnie armii (obecnie mowa jest o 500 tysiącach, z czego 200 tysięcy w czynnej rezerwie) są bardzo kosztowne.

Niestety, jeśli okazałoby się, że takie wzmożenie doprowadziłoby do zawetowania ustawy i zablokowania zakupów wojskowych oraz ograniczenia szans eksportowych rodzimego przemysłu – to wywoła to problemy z dostawami uzbrojenia wojskowego oraz poważny kryzys w relacjach z państwami Unii Europejskiej. To mogłoby doprowadzić do osłabienia naszej pozycji w Unii.

Przy czym nie można sądzić, że zysk polityczny w relacjach z USA byłby w stanie to skompensować. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, znaleźlibyśmy się w sytuacji podległości i zależności od administracji Trumpa, która niekoniecznie może chcieć przestrzegać wcześniej podjętych zobowiązań.

Po drugie, nie jest pewne, że następna ekipa rządząca w Waszyngtonie będzie kontynuowała obecną politykę – wówczas możemy wiele stracić.

Blokowanie SAFE sprzeczne z interesem państwa

Dążenie do zablokowania SAFE jest więc w polityce bezpieczeństwa krótkowzrocznością. I przekładaniem doraźnych zysków nad dalekosiężny interes obronności państwa. To jednak założenie optymistyczne.

Pesymistyczna hipoteza oznaczałaby bowiem coś gorszego. Mianowicie, że naciski i lobbing ze strony obcego mocarstwa, wprawdzie sojuszniczego, zachodzące w kontekście idących w miliardy zamówień na sprzęt wojskowy – mogą doprowadzić do tak poważnej i niepokojącej sytuacji. W przeszłości Polska strategicznie, w imię relacji z USA podejmowała kontrowersyjne (łagodnie mówiąc) wybory polityczne. Choćby zgadzając się na ośrodek przesłuchań CIA czy biorąc udział w ataku na Irak w 2003 roku. A jednak żaden z nich nie był obciążony tak poważnymi konsekwencjami, jak wstrzymanie, najwyraźniej dużych i ważnych inwestycji w obronność i odporność państwa.

;
Na zdjęciu Michał Piekarski
Michał Piekarski

Adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego, w szczególności zagrożeń hybrydowych, militarnych oraz kultury strategicznej Polski. Autor książki "Ewolucja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-2010 w kontekście kultury strategicznej Polski" (2022), stały współpracownik magazynu „Frag Out” członek Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego

Komentarze