0:00
02 września 2019

77 proc. wyborców PiS dobrze ocenia reformę edukacji. Cała reszta odwrotnie [SONDAŻ]

Stosunek Polek i Polaków do reformy edukacji odzwierciedla preferencje partyjne. Wśród wyborców opozycji źle reformę ocenia 73 proc. badanych, dobrze - 16 proc. I dokładnie odwrotnie myśli o niej elektorat PiS: "za" jest 77 proc., "przeciwko" - 14 proc. Sondaż IPSOS dla OKO.press

Wydrukuj

Sondaż IPSOS dla OKO.press ukończony w czwartek 29 sierpnia - tuż przed rozpoczęciem roku szkolnego - potwierdza krytyczny stosunek Polek i Polaków do reformy edukacji PiS.

51 proc. badanych oceniło ją źle - w tym 35 proc. wybrało skrajną odpowiedź - zdecydowanie źle.

Dobrze ocenia ją 39 proc. Polek i Polaków, ale tylko 14 proc. - bardzo dobrze.

IPSOS 2019 sierpień stosunek do reformy edukacji
IPSOS 2019 sierpień stosunek do reformy edukacji

Podobne wyniki pokazał sondaż IPSOS dla OKO.press już w maju 2019 r. Wtedy, miesiąc po zawieszeniu największego w historii strajku w oświacie, źle oceniło ją 53 proc. badanych. Przychylnych było 33 proc. Polek i Polaków.

Oznacza to, że pomimo odkrywania kolejnych mankamentów reformy, stosunek do niej ustabilizował się.

Od maja języczkiem u wagi są szkoły średnie, które w roku szkolnym 2019/2020 przyjęły podwójny rocznik uczniów i uczennic. Opinia publiczna - w tym OKO.press - wielokrotnie informowały o piętrzących się trudnościach:

  • niesprawiedliwej rekrutacji, która dla rekordowej liczby uczniów przeciągnęła się do ostatnich dni wakacji;
  • deficytach lokalowych, które zmusiły część dyrektorów do zaanektowania pokoi pedagogicznych, sal gimnastycznych, stołówek, szatni, a nawet części korytarzy na sale przedmiotowe;
  • dwuzmianowości, która pierwszy raz tak szeroko wkroczyła do szkół średnich. W rezultacie w części szkół lekcje zaczynają się o 6:30, a kończą po zmroku - nawet o 19:00 czy 20:00;
  • brakach kadrowych - tylko w samej Warszawie dyrektorzy we wszystkich typach szkół mają 4,5 tys. wakatów do obsadzenia.

Dlaczego w obliczu wydawałoby się oczywistej złej zmiany dla polskiej szkoły opinia publiczna ani drgnie?

Powiedz, na kogo głosujesz, a powiem ci, co myślisz o reformie

Stosunek do reformy to kalka preferencji partyjnych. Wśród wyborców PiS dobrze ocenia ją 77 proc. badanych, źle - zaledwie 14 proc. Opinia pozostałych wyborców jest rewersem tego, co myślą o reformie zwolennicy PiS.

Źle ocenia ją 73 proc. badanych, dobrze - 16 proc.

Najbardziej krytyczni są wyborcy:

  • Koalicji Obywatelskiej - 91 proc. jest na "nie".
  • Lewicy - 87 proc. ocenia ją negatywnie.
IPSOS sierpień 2019 stosunek do reformy w elektoratach
IPSOS sierpień 2019 stosunek do reformy w elektoratach

Rodzice krytycznie o reformie

A co o reformie myślą najbardziej zainteresowani? Nauczyciele to zbyt mała grupa statystyczna, by próbować odnaleźć ich preferencje w sondażu opinii publicznej. Nie obejmuje on też uczniów, którzy na własnej skórze odczuwają skutki deformy.

W naszym sondażu możemy próbować uchwycić jedynie oceny rodziców. Średni wiek posiadania dziecka w Polsce to 28 lat dla kobiety i 33 - dla mężczyzny. Oznacza to, że największą styczność ze szkołą - za pośrednictwem swoich dzieci - mają trzydziesto- i czterdziestolatkowie.

W tych grupach większość ocenia reformę negatywnie:

  • na "nie" jest odpowiednio 54 i 53 proc. badanych;
  • na "tak" - 34 i 33 proc.

Resztę zmiennych (wykształcenie, płeć) da się sprowadzić do sympatii politycznych. Wyjątkiem jest miejsce zamieszkania.

Reforma szybciej dotarła do dużych miast

W miastach powyżej 500 tys. mieszkańców poparcie dla reformy jest nikłe. Dobrze ocenia ją 19 proc. badanych, źle - 74 proc. W miastach 100-200 tys. podobnie: 63 proc. źle, 26 proc. dobrze.

W miastach do 20 tys. mieszkańców głosy rozkładają się prawie po równo: 48 proc. jest na "tak", a 44 na "nie". Za to na wsi reforma cieszy się największym uznaniem. Pozytywnie ocenia ją 50 proc. mieszkańców, negatywnie - 39 proc.

Nie bez znaczenia może być fakt, że skutki reformy edukacji w innym tempie docierają do dużych miast niż do mniejszych miejscowości czy wsi.

Gdy w dużych miastach słyszymy o przepełnieniu szkół, problemach lokalowych i kadrowych, dwuzmianowości, niedomykających się budżetach samorządów, w mniejszych ośrodkach - przynajmniej w części - narracja o tym, że podczas niżu demograficznego udało się zapełnić puste ławki i wykorzystać sale może być prawdziwa.

Reforma obciążyła duże miasta organizacyjnie i finansowo. Dla szkół poza centrum reforma może być wręcz szansą na rozwój - przynajmniej chwilowy. Dlaczego? Bo pieniądze w oświacie idą za każdym uczniem, a dodatkowo MEN w listopadzie 2018 r. zwiększył subwencję dla szkół w powiatach ziemskich.

Na wsiach i w małych miejscowościach reforma głównie odbiła się na pracownikach oświaty, którzy stali się kadrą wędrującą, uzupełniającą etaty w kilku znacząco oddalonych od siebie szkołach.

Mogli odczuć ją też absolwenci szkół podstawowych i gimnazjów, którzy w tym roku szkolnym chcieli dostać się liceów w dużych miastach. Na ich drodze stanęły: bezprecedensowa rywalizacja o miejsca w najlepszych szkołach i problemy z zakwaterowaniem w pękających w szwach bursach.

Ale długofalowo skutki likwidacji gimnazjów, które wydłużając rok edukacji ogólnej o rok i opóźniając moment selekcji stały się modelowym narzędziem wyrównywania szans edukacyjnych, rodzice i uczniowie odczują za kilka lat.

Czas zweryfikuje też jaki wpływ na kompetencje młodzieży mają pokawałkowane i anachroniczne podstawy programowe, jak uczniowie znoszą przeładowanie materiałem w klasach siódmych i ósmych szkoły podstawowej i jak przeciążeni pracą nauczyciele radzą sobie z obowiązkami wychowawczymi.

Dwie opinie publiczne - dwie opowieści o edukacji

Jednak kluczowa w zrozumieniu stosunku do reformy jest polaryzacja debaty publicznej. To ona sprawia, że w dyskusjach o edukacji mamy dwie, nieprzecinające się narracje.

Gdy przed pierwszym szkolnym dzwonkiem część mediów obiegły informacje o systemie zmianowym, brakach kadrowych, ostatnich pracach remontowych pozwalających upchnąć uczniów podwójnego rocznika w liceach i trudności w realizowaniu dwóch równoległych podstaw programowych dla uczniów pierwszych klas, minister edukacji snuł zupełnie inną opowieść.

Najlepiej pokazuje to wywiad udzielony 2 września Polskiej Agencji Prasowej. Dowiadujemy się z niego m.in. że:

  • najpóźniej lekcje potrwają do 17:00 (mimo że część uczniów dostała już plany, w których ostatnie zajęcia rozpisane są na godzinę 19:00, a nawet 20:00);
  • większy rocznik to żaden problem, bo polskie szkoły zmagają się z niżem demograficznym;
  • reforma zmieniła sposób kształcenia na kompetencyjny (choć PiS wrócił do ścisłego podziału na przedmioty, a programy nauczania napakował szczegółową wiedzą pamięciową);
  • wakaty są wydumanym problemem, bo jeszcze niedawno nauczyciele mieli tracić pracę, a dziś pracy jest bardzo dużo.

Rządowa maszyna propagandowa (mimo że wypuszcza komunikaty pełne sprzeczności) działa nienagannie.

Sondaż IPSOS dla OKO.press został przeprowadzony w dniach 26-29 sierpnia 2019, metodą CATI (telefonicznie), na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1006 osób.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne