Przewodniczący Episkopatu Polski, abp Stanisław Gądecki, w przedświątecznych występach medialnych wyjaśnił, że film "Kler" przypomina mu nazistowską propagandę czasów Goebbelsa. Zapowiedział także, że ofierze księdza pedofila, z którą ma zamiar się spotkać, przypomni, że "świat się nie kończy na grzechu"

Artur Nowak – prawnik związany z fundacją „Nie lękajcie się”, publicysta; współautor (z Małgorzatą Szewczyk-Nowak) książki o pedofilii w Kościele „Żeby nie było zgorszenia. Ofiary mają głos”; nakładem Krytyki Politycznej ukazała się kolejna – „Dzieci, które gorszą” – zawierająca historie ofiar i dzieci księży katolickich.


„Takich filmów było już kilka i będzie na pewno jeszcze więcej, zważywszy na kasę, która temu wszystkiemu towarzyszy. To, co mnie najbardziej w tym intryguje, to jest fakt, że to zostało wyreżyserowane według tego klasycznego antysemickiego filmu „Żyd Süss” – te same trzy postacie, tak samo rozłożone akcenty. To już było grane właśnie za Goebbelsa. To nie jest nowa rzecz, z którą trzeba się zmierzyć”, tak abp Stanisław Gądecki w rozmowie z Radiem Poznań skomentował film „Kler”.

Według arcybiskupa „Kler” wpisuje się zatem w propagandę nazistów, znaną z czasów Goebbelsa. Hierarcha porównuje film do głośnego w hitlerowskich Niemczech „dzieła” nazistów:„Żyd Süss”, które miało przedstawiać rzekome przypadłości Żydów tak, by ich zohydzić widzowi.

Ale filmu nie widział

Najciekawsze jest jednak co innego.

Gądecki nie widział „Kleru”, co tłumaczy tym, że nie jest „pozbawiony rozumu do końca”. Sukces kinowy filmu Smarzowskiego nie martwi go jednak ani trochę.

Twierdzi, że ma sygnały z terenu od proboszczów, że jeśli chodzi o frekwencję w kościołach, udział w sakramentach pokuty i ilość rozdanych komunii świętych, nic się nie zmieniło. Zapewne stan tacy również Kościołowi się zgadza.

Pytany o pedofilię Gądecki zapewnia jednak, że Kościół stworzył wytyczne dotyczące nadużyć, a każda diecezja ma przedstawicieli, którzy zajmują się tymi sprawami. Nie dodaje już jednak, że uchwalenie wytycznych i ustanowienie delegatów to nie żadna dobra wola polskich biskupów, ale polecenie z Watykanu, które polskiemu episkopatowi zajęło ładnych parę lat.

Gądecki do ofiary pedofila: świat nie kończy się na grzechu

Publikacja wywiadu zbiega się z inną, bardzo ważną wiadomością, którą w piątek 21 grudnia 2018 podał rzecznik Konferencji Episkopatu Polski.

Odpowiadając na wezwanie Watykanu adresowane wprost do szefów episkopatów, którzy w 21-24 lutego 2019 roku mają dyskutować na temat nadużyć seksualnych i pedofilii w Kościele katolickim, arcybiskup Gądecki wyraził gotowość spotkania z ofiarami księży pedofilów. W rozmowie z Polsat News rzecznik KEP Paweł Rytel-Andriannik uściślił, że Gądecki spotka się tylko z jedną z ofiar.

W kolejnym przedświątecznym wywiadzie, tym razem w RMF FM u Krzysztofa Ziemca, arcybiskup zdradził, co powie podczas spotkania.

Otóż wyjaśni ofierze, że: „Że świat się nie kończy na grzechu, że jest coś ważniejszego aniżeli grzech, że istnieje odkupienie i przebaczenie, i możliwość tego, co nazywamy cierpieniem za kogoś innego. Kościół potrzebuje też cierpienia za swoją egzystencję”.

Hierarchowie poznają cierpienie

Przypomnijmy, że intencją autorów apelu, którzy przygotowują lutowy szczyt, dotyczący nadużyć na tle seksualnym w Kościele, było zachęcenie hierarchów, by „z pierwszej ręki” poznali cierpienie, którego te osoby doświadczyły. Według rzecznika KEP rozmowa arcybiskupa z ofiarami ma mieć charakter prywatny, zamknięty dla mediów. O to, czy spotkanie dojdzie do skutku i jak będzie wyglądało, OKO.press pytało rzecznika w tym samym dniu, kiedy Watykan zaapelował o tego typu spotkanie (18 grudnia 2018). Odpowiedzi się jednak nie doczekaliśmy. Pisaliśmy o tym w tekście:

Okazało się też, że pokrzywdzeni z fundacji „Nie lękajcie się” – jedynej organizacji skupiającej pokrzywdzonych — nie zostaną zaproszeni na spotkanie z Gądeckim. Ich apele i listy do hierarchów o podjęcie dialogu nie spotkały się jak dotąd z żadną reakcją adresatów. Marek Lisiński, prezes fundacji, mówi „Wyborczej”: „Od pięciu lat zabiegamy o spotkanie i piszemy do episkopatu. Na żaden nie dostaliśmy odpowiedzi. Nie sądzę więc, żeby arcybiskup Gądecki chciał z nami rozmawiać”.

Co zresztą przymuszony przez Watykan hierarcha, który nie ma ochoty zapoznać się z relacjami ofiar, bo przecież na ich motywach Smarzowski nakręcił „Kler”, miałby do powiedzenia pokrzywdzonym?

Pokrzywdzeni od lat postulują powołanie świeckiej komisji, która wzorem innych państw, przygotuje raport na temat nadużyć, policzy sprawców i ofiary, oraz ujawni mechanizmy, które ułatwiły krzywdzenie dzieci. Europa i USA mają to już za sobą.

Polski Kościół nie chce i nigdy nie chciał rozmawiać z pokrzywdzonymi.

„Wyjątkowo agresywne ataki na Kościół”

Lisiński twardo stawia sprawę zadośćuczynienia za doznane przez ofiary krzywdy. Chce, by Kościół uchylił obowiązującą w jego wewnętrznych przepisach zasadę, że odszkodowanie powinni wypłacać tylko sprawcy — indywidualnie. O tym, że odpowiedzialność ponosi kościelna osoba prawna, przesądził niedawno Sąd Apelacyjny w Poznaniu, który przyznał milionowe odszkodowanie ofierze zakonnika – bankruta.

W wypowiedzi Gądeckiego pobrzmiewa tymczasem znana w polskim Kościele od lat strategia, która ma redukować dyskusje o nadużyciach seksualnych duchownych do ataku na kościół.

Arcybiskup przyrównuje fabułę opartą na przejmujących świadectwach ofiar do nazistowskiej propagandy.

To ten sam język, który znamy już z wielu wypowiedzi hierarchów. Polski Kościół o pedofilię obwinia media, społeczeństwo i samych pokrzywdzonych oraz ich rzeczników. W 2013 roku w liście do wiernych, odczytanym w kościołach w uroczystość Wszystkich Świętych, biskup Antoni Pacyfik Dydycz nazwał informowanie przez media o pedofilii wśród księży „wyjątkowo agresywnym atakiem na Kościół”.

W podobnym tonie, także w 2013 roku, w trakcie mszy świętej z okazji 90. urodzin kardynała Henryka Gulbinowicza we Wrocławiu wypowiedział się arcybiskup Józef Michalik. Uznał on, że winę za pedofilię w Kościele ponoszą: „pornografia i fałszywa miłość w niej pokazywana, brak miłości rozwodzących się rodziców i promocja ideologii gender”. Okazuje się, że ciągle jest aktualna jego myśl, w której dostrzegł słabość sprawców, którzy ulegali ofiarom.

A Franciszek dziękuje mediom

To język zupełnie inny niż ten, którym posługuje się papież Franciszek. Według niego przesłanką nadużyć duchownych jest nadmierna klerykalizacja, a więc przywiązanie księży do przywilejów, traktowania ich w sposób wyjątkowy. Kiedy Gądecki krytykował film Smarzowskiego, Franciszek w przemówieniu do Kurii Rzymskiej 21 grudnia 2018, zapowiedział oddanie sprawców wymiarowi sprawiedliwości. Napiętnował też hierarchów, którzy bez należytej powagi traktowali nadużycia i pozostawali bierni wobec krzywdy zadanej dzieciom.

W tym samym przemówieniu podziękował mediom ujawniającym skandale, a także solidaryzował się z dziennikarzami, niekiedy krytykowanymi przez ludzi kościoła.

Tymczasem w Polsce zmieniło się niewiele. Stanisław Michalkiewicz, który ofiarę księdza pedofila porównał do prostytutki, w ciągu kilku tygodni gościł dwa razy w katolickiej księgarni im. Jana Pawła II, pod nosem arcybiskupa Gądeckiego.

Dziennikarz Tomasz Sekielski, który tropi pedofilię w Kościele, został zwyzywany przez kapelana, u którego łomżyńska kuria ukryła oskarżonego o pedofilię księdza z Grąd. Na pierwszej mszy, którą odprawił za oskarżonego jego zastępca, wierni modlili się za niesłusznie atakowanego kapłana. Ofiara jest szykanowana i zastraszana, a łomżyński duszpasterz, który powinien troszczyć się o ofiary nadużyć, ciągle nie ma czasu, by spotkać się z pokrzywdzonym.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym