Min. Rafalska uzasadnia nową zasadę adopcji: "Polskie dzieci tylko dla Polaków". Sugeruje że "dzieci wysyłane za granicę wcale nie są takie chore", ale szacunki OKO.press wskazują, że ta jej narodowa matematyka jest z gruntu fałszywa. Troszczy się o los rozdzielanych rodzeństw, choć dla wielu z nich adopcja zagraniczna to ostatnia szansa na rodzinę

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) powinno chyba zmienić nazwę na Ministerstwo Polskiej Rodziny Pracy i Polityki Społecznej (MPRPiPS).

Tak można zrecenzować pomysł ograniczenia adopcji zagranicznych zgodnie z zasadą „Polskie dzieci tylko dla Polaków”. Jak już pisaliśmy, ministerstwo cofnęło zgodę na prowadzenie adopcji zagranicznych dwóm ośrodkom: Publicznemu Ośrodkowi Adopcyjnemu i Krajowemu Ośrodkowi Adopcyjnemu Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (TPD). Uprawnień nie stracił jedynie Katolicki Ośrodek Adopcyjny.



Minister Elżbieta Rafalska uzasadnia na stronie M(P)RPiPS nowe podejście do adopcji zagranicznych. Podaje dwa argumenty: że Polska oddaje zbyt zdrowe dzieci i że rozdzielane są rodzeństwa. Żeby je ocenić OKO.press sięga do statystyk TPD, głównego do tej pory ośrodka adopcji zagranicznych.

Co możemy zanalizować

Niestety, nie ma publicznie dostępnych szczegółowych danych o adopcjach zagranicznych, GUS podaje tylko ich ogólną liczbę. Analizując wypowiedzi min. Rafalskiej korzystamy więc z danych TPD, które od 1994 r. przeprowadziło 2304 adopcje zagraniczne do 1507 rodzin.

Adopcje TPD stanowiły 40-45 proc. wszystkich adopcji zagranicznych, które przeprowadzano w ostatnich latach (we wszystkich trzech ośrodkach).

Na przykład w 2015 roku wszystkich adopcji w Polsce było 3361, z czego zagranicznych 279 (8 proc. wszystkich), z tego przez ośrodek TPD – 125 dzieci (co stanowiło 45 proc. zagranicznych adopcji).

  • Zobacz dane GUS

    Z informacji podawanych co roku przez GUS wynika, że

    • w 2015 r. spośród wszystkich 3361, 279 było zagranicznych ( 8 proc.). Ośrodek TPD odpowiadał za 45 proc. adopcji zagranicznych,
    • w 2014 r. odpowiednio:  3492 adopcji, w tym 294 zagranicznych ( 8 proc.), z tego 44 proc.w  TPD,
    • w 2013 r. 3537 adopcji, w tym 312 zagranicznych (9 proc.), z tego 46 proc. w TPD ,
    • w 2012 r. 3486 adopcji, w tym 274 zagranicznych (ok. 8 proc.),z  tego w TPD 37 proc.

Poprosiliśmy też o szczegółowe informacje dwa pozostałe ośrodki, gdzie adopcja zagraniczna była do tej pory możliwa. Opublikujemy, gdy tylko je dostaniemy.

Tracimy zdrowych Polaków


Kiedy przyjrzeliśmy się szczegółowo, jak do tej pory odbywały się zagraniczne adopcje okazało się, że nie jest wcale tak, że wysyłane za granicę dzieci są bardzo chore

Elżbieta Rafalska, Komunikat na stronie MRPiPS - 17/01/2017

Fot . Marcin Stepien / Agencja Gazeta


Wg statystyk TPD zdrowych jest tylko 30 proc. One też są trudne adopcyjnie


Ministerstwo podaje odsetek dzieci niepełnosprawnych (20 proc.), który pokrywa się ze statystyką ośrodka TPD.

Rzecz  jednak w tym, że orzeczenie o niepełnosprawności to dalece za mało, by ocenić stan zdrowia dzieci.

W 2016 r. dzięki TPD adoptowanych zostało 131 dzieci, które trafiły do 88 rodzin za granicą. Spośród tych dzieci:

  • 26 miało orzeczenia o niepełnosprawności (20 proc.),
  • 40 było zdrowych (30 proc.),
  • 65 (50 proc.) nie miało orzeczeń o niepełnosprawności, ale były to dzieci z dysfunkcjami i różnego rodzaju obciążeniami m.in. z FAS (płodowy zespół alkoholowy), PTSD (syndrom stresu pourazowego np. w wyniku molestowania seksualnego) lub RAD (zespół zaburzeń więzi).

Według Anny Krawczak, ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji NASZ BOCIAN, ten ostatni zespół (RAD) jest głównym „straszakiem” dla polskich rodziców adopcyjnych. „Problemem dzieci adopcyjnych nie są orzeczenia o niepełnosprawności, a ich brak pomimo istniejących dysfunkcji” – pisze Krawczak.

W przypadku dziecka z zaburzeniami, ale nie posiadającego orzeczenia, uprawniony organ może o nie wystąpić. Jednak w praktyce nikt tego nie robi.

I ten argument, oczywisty dla osób zajmujących się adopcją, ministerstwo pomija.

Rafalska mówiąc o 20 proc. adoptowanych zagranicę dzieci niepełnosprawnych daje do zrozumienia, że pozostałe 80 proc. jest zdrowych. A jest ich tylko 30 proc.

70 proc. dzieci nie było zdrowych: chorowało na coś lub miało jakąś dysfunkcję czy zaburzenie. To znacznie ograniczało ich szanse na krajowa adopcję.

Na dodatek, spośród tych 40 zdrowych dzieci wysłanych zagranicę przez TPD, aż 29 adoptowano wraz z rodzeństwem (lub dołączono do już wcześniej adoptowanego rodzeństwa).


Z archiwum adopcji zagranicznych TPD: dziewczynka wykorzystywana seksualnie, zgłoszona do adopcji wraz z rodzeństwem. Czekając na adopcję mieszkała z rodziną zastępczą niedaleko mężczyzny, który ją molestował i którego spotykała na ulicy. Nie miała szans na adopcję w kraju ze względu na stres pourazowy i rodzeństwo. Całą trójkę adoptowała rodzina z Włoch.


Innym kryterium „odstraszającym” jest wiek dziecka. Polscy rodzice adopcyjni są nastawieni na adopcję niemowlęcia, które niczego nie będzie pamiętać z okresu przed adopcją. Z każdym rokiem szanse dziecka czekającego na adopcję. Dzieci 10-letnie nie mogą już w zasadzie na nią liczyć.

Spośród dzieci zdrowych, adoptowanych bez rodzeństwa za pośrednictwem ośrodka TPD wszystkie były w wieku 8-12 lat. Stanowiły 8 proc. wszystkich adopcji.

Analiza danych TPD wskazuje zatem na czystą demagogię wypowiedzi minister rodziny. Dzieci zdrowych było ledwie 30 proc. ale były albo „za stare” jak na krajową adopcję, albo poszły razem z rodzeństwem, co stanowi przecież postulat nr 2 min. Rafalskiej.



Rozdzielanie rodzeństw: Polak traci kontakt z Polakiem

Ministerstwo zaniepokoił także fakt, że poprzez adopcję zagraniczną rozdziela się rodzeństwo:


Dramatem adoptowanych dzieci jest nagminne rozdzielanie rodzeństw. W roku 2016 takie praktyki dotyczyły – z różnych przyczyn - ok. 71 proc. rodzeństw, wobec których została wydana zgoda na dalsze procedowanie w procedurze adopcji międzynarodowej

Elżbieta Rafalska, Komunikat na stronie MRPiPS - 17/01/2017

Fot . Marcin Stepien / Agencja Gazeta


Z drugiej strony adopcja zagraniczna jest często jedyną szansą rodzeństw


„Adoptowane dzieci w większości przypadków bezpowrotnie tracą szansę na utrzymywanie kontaktów z rodzeństwem w kraju” – dodała min. Rafalska.

Tutaj nie mamy dokładnych danych, nawet z TPD, żeby zweryfikować podany odsetek rozerwanych rodzeństw. Nie wiemy też, jak był wyliczony.

Wiemy jedynie, że w ośrodku TPD z 40 : dzieci 29 zostało adoptowanych wraz z rodzeństwem lub do rodzeństwa adoptowanego wcześniej. Nie potrafimy odpowiedzieć na pytania kluczowe:

  • jaki jest odsetek rozdzielanych rodzeństw podczas adopcji w Polsce,
  • jaki odsetek rodzeństw jest adoptowanych za granicą,
  • czy rzeczywiście rozdzielanie rodzeństwa w adopcji krajowej daje rodzeństwu większe niż w zagranicznej szanse na utrzymywanie. Intuicyjnie wydaje się to oczywiste (bo bliżej), ale czynniki psychologiczne mogą to utrudniać.

Ponadto wartość zachowania kontaktu przez rodzeństwo – choć cenna – nie powinna być absolutyzowana, ostatecznie liczy się dobrostan każdego dziecka osobno.

Adopcje zagraniczne jako sposób na wspólne życie licznego rodzeństwa

Niewykluczone, że min. Rafalska także w kwestii losu rodzeństw odwraca kota ogonem. I że w interesie rodzeństw, zwłaszcza liczniejszych, jest nie mniej lecz więcej adopcji zagranicznych.

Gdy sąd postanowi, że rodzeństwo – zwłaszcza trzyosobowe lub większe – nie może zostać rozdzielone, jego szanse na adopcję w kraju drastycznie spadają.

Anna Krawczak ironizuje: „Rodzeństwa nie powinny być rozdzielane? Adoptujcie pięcioro i z dnia na dzień z rodziny dwuosobowej stańcie się siedmioosobową, jakoś sobie poradzicie”. Dla polskich rodziców, po adopcji pozostawionych samym sobie, bez wsparcia państwa, to w zasadzie niemożliwa do pojęcia decyzja.

Adopcja zagraniczna jest często jedyną szansą dla zwłaszcza większych rodzeństw na wspólną adopcję.

Wbrew słowom Rafalskiej, rodzeństwo, zwłaszcza liczniejsze, miałoby zatem większe szanse na zachowanie więzi dzięki adopcjom zagranicznym. Tyle, że te „polskie rodzeństwa” staną się z czasem „włoskimi” czy „amerykańskimi”.

Lepiej niech cierpią w kraju?


Z archiwum adopcji zagranicznych TPD: rodzina z Alaski adoptowała troje rodzeństwa. Po jakimś czasie okazało się, że w biologicznej rodzinie urodziło się kolejne dziecko, a sąd właśnie odbiera rodzicom prawa rodzicielskie. Amerykanie, gdy tylko to było możliwe, adoptowali czwarte dziecko.

Trzy włoskie rodziny, zaprzyjaźnione i żyjące obok siebie w tym samym miasteczku, adoptowały trzech braci. Bracia mieli osobne rodziny, ale pozostawali w bliskim kontakcie.


Rafalska bierze na swe sumienie krzywdę dzieci

Od 2013 r. tendencja jest stała. TPD „obsługuje” ok. 45 proc. adopcji zagranicznych. Odebranie uprawnień doświadczonemu ośrodkowi znacząco zmniejszy liczbę adopcji zagranicznych, które niekiedy są jedyną szansą na normalne życie, rehabilitację, edukację.

Cała akcja MPRPiPS jest niezrozumiała. Zagrożenie „wynarodowienia”, które jest czasem jedyną szansą na ludzkie szczęście polskich dzieci, pozostaje przecież pod kontrolą.

Zgodnie z Konwencją Haską i polskim prawem dziecko może być adoptowane przez osoby z zagranicy dopiero wtedy, gdy możliwości adopcyjne w kraju zostaną wyczerpane.

Zazwyczaj chodzi właśnie o dzieci z niepełnosprawnościami lub zaburzeniami (FAS, PTSD, RAD), które sprawiają, że polskie pary nie chcą decydować się na adopcję. Wiedzą, że nie otrzymają żadnej pomocy ze strony państwa.

Pary, które z zagranicy przyjeżdżają po chore dzieci, są przygotowane, po rozmowie z lekarzami i ewentualnie szpitalem, gdzie dziecko zostanie przebadane i leczone. Mają wiedzę o opiece nad dzieckiem z konkretnym zaburzeniem w swoim mieście i środki finansowe na leczenie. Dlatego to właśnie pary zza granicy decydują się na adopcję najtrudniejszych przypadków. Są adopcje, w których szlachetność aż trudno uwierzyć.


Z archiwum adopcji zagranicznych TPD: amerykańska para z jednym dzieckiem i oczekująca na drugie adoptowała 4-letnią dziewczynkę, która całe życie spędziła w domu dziecka. Miała wodogłowie i rozszczep kręgosłupa.

Samotna matka z Belgii, wychowująca dwoje własnych dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, adoptowała chłopca, który urodził się bez rąk i z jedną nogą zniekształconą. Dziś chłopak skończył szkołę, ma pracę, prawo jazdy i mieszka sam we własnym mieszkaniu.


Decyzja Rafalskiej – na dodatek wsparta fałszywą argumentacją – ograniczy też szanse dzieci starszych (8-12 lat) oraz całych rodzeństw. W Polsce mało kto decyduje się na adopcję trojga dzieci.

Adopcja dla katolików i warsztaty o in vitro

Dodatkowym czynnikiem ograniczającym adopcje zagraniczne mogą być ograniczenia tzw. etyki chrześcijańskiej. Katolicki Ośrodek Adopcyjny, który ma mieć teraz monopol na adopcje zagraniczne, informuje wprost: „Rozpatrując zgłoszenia rodzin preferujemy w pierwszej kolejności rodziny katolickie, a następnie inne chrześcijańskie”Ponadto:

 „Kandydaci na rodziców adopcyjnych zobowiązani są dodatkowo odbyć weekend w ramach „Małżeńskich dróg” oraz uczestniczyć w warsztacie na temat etycznych i religijnych aspektów leczenia bezpłodności”.

Apel Akcji Demokracji

Po tekście OKO.press „Polskie dzieci tylko dla Polaków” aktywiści z Akcji Demokracji wystosowali apel do premier Beaty Szydło o odwołanie decyzji Ministerstwa Rodziny i przywrócenie uprawnień do prowadzenia adopcji zagranicznych Publicznemu Ośrodkowi Adopcyjnemu oraz Krajowemu Ośrodkowi Adopcyjnemu Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (TPD).

Apel do premier Beaty Szydło można podpisać tutaj.


Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym