0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Ilustracja: Mateusz Mirys/OKO.pressIlustracja: Mateusz ...
Śledztwo

Afera Zondacrypto. Szara eminencja postawiona przed sądem [UJAWNIAMY]

  • Agata Kołodziej

Z dostępnych dziś informacji wynika, że to Roman Ż. był tym kluczowym współtwórcą BitBay, który wyłożył pieniądze na jej start. Formalnie nigdy nie pełnił żadnej funkcji w spółce, nie był też jej udziałowcem, jednak 70 proc. udziałów posiadali ludzie z nim związani. Na ważnych spotkaniach biznesowych zawsze pojawiał się ramię w ramię z Sylwestrem Suszkiem.

Te informacje już wcześniej krążyły w mediach. O tym, że „pan Sylwester i pan Roman” zawsze wspólnie podejmowali decyzje – jak równy z równym – mówił nawet publicznie Mariusz Patrowicz, który robił z nimi interesy. Nikt jednak dotąd nie wiedział, że:

  • prokuratura już lata temu podejrzewała pranie pieniędzy przez BitBay;
  • postępowanie w sprawie BitBay już w 2018 roku prowadziła ABW;
  • 2022 roku sporządzono akt oskarżenia i od czterech lat sprawa toczy się w sądzie – na ławie oskarżonych zasiadają m.in. Roman Ż., Marek K. i Halina K. właśnie w związku ze swoją działalnością w BitBay.

Jak się dowiedzieliśmy, wrocławska prokuratura w 2017 roku zablokowała próbę wyprania przez Romana Ż. ok. 28 mln zł za pomocą BitBay. Około, bo pieniądze były w różnych walutach. Miały dotrzeć na konta spółek w Dubaju. Nie dotarły.

Od tamtej pory toczyło się we Wrocławiu śledztwo zakończone postawieniem przed sądem w 2022 roku nie tylko Romana Ż., ale również osób pełniących w 2017 roku funkcje prezesa i wiceprezesa BitBay – Halinę K. i Marka K.

To on był głównodowodzącym procederu prania brudnych pieniędzy za pomocą spółki BitBay – tak o Romanie Ż. mówi OKO.press prokurator Aleksander Cholewiński z Prokuratury Okręgowej w Legnicy. To prokurator Cholewiński, będąc w tamtym czasie na delegacji w Prokuraturze Regionalnej we Wrocławiu, przygotował akt oskarżenia i prowadzi tę sprawę przed Sądem Okręgowym w Katowicach od 2022 roku.

Z kolei Halina K. i Marek K. to tylko „słupy”. Prokuratura nie ma co do tego wątpliwości.

Marek K. był już wcześniej znany opinii publicznej jako człowiek Romana Ż. w BitBay. To właśnie o nim pisały media, że został w przeszłości skazany na osiem lat więzienia za udział w porwaniu i morderstwie biznesmena z Tychów. Marek K. miał wówczas 19 lat, udawał policjanta, żeby zwabić ofiarę do lasu. Tam zamordował ją śląski gangster Grzegorz P. pseudonim „Pokid”.

Kluczowy 2017 rok

Żeby zrozumieć, co to wszystko oznacza, i jaka jest waga tych informacji, należy pamiętać o dwóch kontekstach.

Po pierwsze, prokuratorzy zablokowali wspomniane 28 mln zł w 2017 roku. To właśnie wtedy BitBay zaczął wyrastać na gwiazdę, Sylwester Suszek brylował w mediach, które przedstawiały go jako króla bitcoinów i lidera cyfrowej rewolucji finansowej w Polsce, a jego spółka notowała spektakularny wzrost obrotów.

Jak czytamy w dokumentach prokuratorskich z innego śledztwa dotyczącego tej spółki, jeszcze w lipcu 2017 roku miesięczne obroty BitBay sięgały 100 mln zł, podczas gdy już we wrześniu tego samego roku poszybowały do poziomu nawet 30 mln zł dziennie.

Co do tych przepływów przez konta giełdy kryptowalut już wtedy pojawiało się wiele wątpliwości. W tych samych aktach czytamy, że

BitBay zaczął mieć problem z bankami już od połowy 2017 roku, a nie, jak dotąd powszechnie informowały media, dopiero w 2018 roku po wpisaniu BitBay na listę ostrzeżeń publicznych przez KNF.

To Sylwester Suszek chciał, by wszyscy tak myśleli, dlatego w 2018 roku opowiadał mediom wersję, według której to KNF miała sprowokować jego problemy z bankami.

Tymczasem powodem tych problemów były masowe zgłoszenia o możliwym praniu pieniędzy za pośrednictwem BitBay. Takie zgłoszenia standardowo trafiały do banku, który prowadził konto dla BitBay. W tamtym czasie był to mBank. Pracownicy mBanku byli w związku z tym przesłuchiwani w 2018 roku przez prokuraturę i zeznali, że z powodu tak dużej liczby zgłoszeń rzeczywiście dostrzegli zagrożenie i dlatego bank wypowiedział BitBay umowę rachunku bankowego w drugiej połowie 2017 roku. mBank po prostu nie chciał mieć z tym nic wspólnego.

Przesłuchiwała ich Prokuratura Regionalna w Katowicach. To było to śledztwo, które zostało wszczęte w 2018 roku po zawiadomieniu KNF. Przy tej okazji prokuratura ustaliła również, że mBank otrzymał od organów ścigania ok. 100 zapytań dotyczących rachunku prowadzonego dla BitBay, a w różnych miejscach w Polsce toczyła się „znaczna liczba” postępowań karnych, w których przewijały się rachunki BitBay.

Prokuratorzy sprawdzili, co się stało z tymi postępowaniami z lat 2015-2017. Bo przecież zawiadomienia mogły być bezpodstawne. Ale nie były. W dokumentach prokuratury czytamy, że:

"rachunek spółki (BitBay – przyp. red.) był wykorzystywany do przetransferowania środków pochodzących z przestępstw”.

To jeszcze nie znaczyło, że to BitBay miał prać pieniądze. To znaczyło, że za jego pośrednictwem próbowały robić to osoby niekoniecznie związane z tą spółką. I jest to proceder, który dotyczy większości giełd kryptowalut.

Jak się jednak potem okazało, zdaniem prokuratury również i sam BitBay pieniądze prał.

Po drugie, mówimy o tym, że prokuratura już co najmniej w 2017 roku podejrzewała nieprawidłowości w BitBay i prowadziła w tej sprawie postępowanie. To oznacza, że robiła to jeszcze zanim Komisja Nadzoru Finansowego złożyła swoje zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez BitBay, co opisywaliśmy szeroko w OKO.press.

Kiedy Prokuratura Regionalna w Katowicach zaczęła w 2018 roku badać kwestię tego, że BitBay świadczy usługi płatnicze bez zezwolenia z zawiadomienia KNF, Prokuratura Regionalna we Wrocławiu już prowadziła postępowanie dotyczące Romana Ż., karuzeli VAT i prania pieniędzy przez BitBay.

Prokurator Sebastian Głuch z Katowic, prowadząc postępowanie z zawiadomienia KNF, interesował się również kwestią legalności pieniędzy, za które powstała spółka. Nie rozszerzył jednak formalnie swojego śledztwa o ten wątek, bo wiedział, że zajmuje się tym już prokuratura we Wrocławiu, z którą nawiązał w tej sprawie kontakt.

Ostatecznie więc wątek z zawiadomienia KNF umorzył, a kwestię prania pieniędzy zostawił prokuraturze we Wrocławiu.

Przeczytaj także:

Skąd się wzięły pieniądze na założenie giełdy kryptowalut?

Kiedy w kwietniu 2026 roku wybuchła afera Zondacrypto, jedno z najważniejszych pytań brzmiało: dlaczego nikt wcześniej nic nie zauważył? Oraz: skąd właściwie wzięły się pieniądze na założenie tej giełdy kryptowalut? Inaczej mówiąc, czy ktoś – a jeśli tak, to kto – stał za Sylwestrem Suszkiem?

I śledczy wcale nie zostawili tych pytań bez odpowiedzi. Okazuje się, że szukali ich już kilka lat wcześniej. Już w pierwszym śledztwie wszczętym z zawiadomienia KNF w 2018 roku prokurator sprawdzał realne możliwości finansowe pierwszych założycieli BitBay. Co ustalił?

BitBay oficjalnie powstał w 2014 roku za 100 tys. zł – to wysokość kapitału zakładowego. Zrzucili się na niego czterej formalni udziałowcy: Jerzy Suszek – ojciec Sylwestra, Jacek Rogoż, Mateusz B. oraz Marek K.

Sylwester Suszek udziałowcem nie był, bo nie miał na to pieniędzy. Jak wynika z dokumentów prokuratorskich, z którymi zapoznało się OKO.press, Sylwester Suszek w 2014 roku, kiedy założył BitBay, nie miał żadnego dochodu. Przynajmniej tego legalnego, który wykazałby w zeznaniu podatkowym. W roku poprzedzającym założenie giełdy miał przychód w wysokości 25 tys. zł, a dochód w wysokości 7 tys. zł za cały 2013 rok.

Na założenie giełdy 15 tys. zł wyłożył więc jego ojciec.

A pozostali wspólnicy? Jacek Rogoż wpłacił kolejne 15 tys. zł, obejmując 15 proc. udziałów w BitBay. Prokuratura uznała, że miał pokrycie tych środków w legalnych źródłach, co wynikało z jego zeznania PIT. On jedyny z grona założycieli BitBay miał zresztą w tym okresie stałą pracę w dużej, znanej firmie turystycznej.

Największe pakiety udziałów w spółce objęli Mateusz B. i Marek K. – po 35 proc. Obaj są powiązani z Romanem Ż. Mateusz B. to dalsza rodzina Romana Ż. Co prawda nie wykazywał on w latach 2013-2014 w PIT dochodów z pracy, ale prokuratura ustaliła, że miał środki z handlu mieszkaniami. Dlaczego nie podajemy pełnego nazwiska B.? Wyjaśniamy na końcu tekstu.

Marek K. z kolei tłumaczył śledczym, że 35 tys. zł na wniesienie kapitału zakładowego miał ze spadku, który otrzymał w 2013 roku. W 2014 roku natomiast nie złożył wcale zeznania podatkowego. Tyle śledczy ustalili na temat jego legalnych dochodów.

Jednak Sylwester Suszek w 2020 roku w głośnym reportażu Superwizjera TVN na temat BitBay, mówił, że Marek K. wniósł do spółki więcej pieniędzy.

„Pierwszym strzałem było 35 tys. z jego strony, później dolewki pieniędzy. Marek przywoził też pieniądze w gotówce”

– mówił przed kamerą Suszek.

Skąd miał te pieniądze? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że Marka K. wiele łączyło z Romanem Ż. – człowiekiem znanym już wtedy na południu Polski w świecie przestępczym zajmującym się m.in. wyłudzeniami VAT.

W tym samym reportażu dziennikarze Superwizjera ujawnili, że Marek K. został w latach 90. skazany na osiem lat więzienia za udział w morderstwie, a po wyjściu z więzienia zatrudnił się w hotelu Romana Ż.

Już wówczas, jak podawał TVN, Ż. nie miał czystej kartoteki, w przeszłości był bowiem skazany za m.in. za rozboje, sutenerstwo, podrabianie banknotów. Marka K. i Romana Ż. łączył jednak nie tylko hotel. Według dziennikarzy nazwiska obu panów były w aktach spraw dotyczących wielomilionowych wyłudzeń podatku VAT. W jednej z nich

Marek K. zeznał, że to właśnie Roman Ż. założył firmę BitBay.

Ż., choć formalnie nie zasiadał w organach BitBay, ani nie był udziałowcem, w praktyce mógł kontrolować 70 proc. udziałów BitBay za pośrednictwem Mateusza B. i Marka K.

Te informacje TVN ujawnił w 2020 roku. A pierwsze śledztwo katowickiej prokuratury trwało w latach 2018-2019. I choć prokurator wówczas znalazł pokrycie w legalnych środkach pierwszych założycieli BitBay i nie miał dowodu na to, że giełda została założona za pieniądze z przestępstw, pozostał czujny.

Katowice nasłały na BitBay ABW już w 2018 roku

Jak dowiaduje się OKO.press, tę czujność wzbudziła obecność Marka K. Już wtedy jego nazwisko przewijało się w postępowaniach dwóch prokuratur – we Wrocławiu i w Gliwicach.

I dlatego po zawiadomieniu KNF w 2018 roku Prokuratura Regionalna w Katowicach wystąpiła, by śledztwa nie prowadziła Komenda Miejska Policji w Katowicach, która była do tego właściwa, ale Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

I rzeczywiście, postępowanie, które nadzorował w 2018 roku prokurator Sebastian Głuch, prowadził Wydział Zamiejscowy w Krakowie Delegatury ABW w Katowicach.

Już wtedy prokurator miał wątpliwości nie tylko co do legalności pieniędzy, za które została założona giełda kryptowalut, ale również co do tego, czy 100 tys. zł, które stanowiło kapitał zakładowy BitBay, to rzeczywiście wystarczająca kwota na założenie giełdy.

Interesował się również ewentualnym praniem pieniędzy przez spółkę nie tyle za jej pośrednictwem, co właśnie przez nią samą.

Nie było jednak sensu, by w ramach śledztwa prowadzonego w Katowicach badać te wątki, skoro się okazało, że robiła to już w tym czasie Prokuratura Regionalna we Wrocławiu. A prowadziła ona śledztwo dotyczące karuzeli VAT i prania pieniędzy, w którym uczestniczyć mieli m.in. właśnie Roman Ż., Marek K. i BitBay Sp. z o.o.

Wrocław stawia zarzuty w 2022 roku

Śledztwo we Wrocławiu przyniosło efekt. Akt oskarżenia w 2022 roku trafił do Sądu Okręgowego w Katowicach. Nikt dotąd o tym nie informował publicznie, co jest dość zaskakujące. Dlaczego?

Dziś już powszechnie znaną informacją jest, że Roman Ż. miał swój niebagatelny udział w początkach giełdy Zondacrypto (jeszcze wtedy funkcjonującej jako BitBay). Informował o tym już w 2020 roku TVN, a po wybuchu afery w kwietniu 2026 roku również wiele innych mediów i to na podstawie innych źródeł.

Afera sięgnęła szczytów władzy, Pałacu Prezydenckiego i Sejmu. Premier Donald Tusk zabierał w jej sprawie głos, prokuratorzy najwyższych szczebli gościli w studiach telewizyjnych regularnie w związku z nią. I nikt słowa nie powiedział, że człowiek, który najprawdopodobniej finansował powstanie giełdy BitBay (później pod nazwą Zondacrypto), został postawiony przed sądem już cztery lata temu. I to właśnie w związku z tą spółką.

To sugeruje, że albo świadomie ta informacja nie została podana do publicznej wiadomości, albo przepływ informacji w prokuraturze jest bardzo zły.

W każdym razie sprawa nadal jest w toku. Oskarżone są 24 osoby.

Nie wszystkie osoby ani zarzuty związane są z BitBay. Według śledczych giełda kryptowalut była częścią zorganizowanej grupy przestępczej. To, na co prokuratorzy zdobyli dowody i co udowadniają teraz przed sądem w związku z BitBay, to próba wyprania w 2017 roku ok. 28 mln zł, czyli przelania tej kwoty na konta spółek w Dubaju.

Próba – dodajmy – nieskuteczna, bo prokuraturze udało się zablokować te środki. Od lat leżą zamrożone na koncie bankowym do czasu wydania wyroku przez sąd. Najbliższa rozprawa zaplanowana jest na 20 lipca 2026 roku.

Wtedy w katowickim sądzie raczej nie będzie można spotkać Marka K., bo ten, jak informuje nas prokurator prowadzący tę sprawę przed sądem, nie stawia się na rozprawach. Ale nie ma takiego obowiązku.

Jest za to duża szansa spotkać Romana Ż., który jest dostępny dla prokuratorów i stawia się w sądzie, gdzie odpowiada na zarzut prania pieniędzy i udziału w dwóch grupach przestępczych. Grozi mu w tym procesie od roku do 15 lat pozbawienia wolności, jeśli sąd zdecyduje o maksymalnej kumulacji wyroków. W praktyce prawdopodobna kara to od 3 do 10 lat więzienia, bo sądy rzadko stosują maksymalną kumulację.

Innym związanym z BitBay oskarżonym osobom, które w 2017 roku pełniły funkcje prezesa i wiceprezesa BitBay – Markowi K. i Halinie K. – grozi od 3 do 10 lat więzienia.

Roman Ż. – człowiek z czystą kartą

Wszystkie poszlaki wskazują, że to właśnie Roman Ż. był szarą eminencją BitBay, przynajmniej w pierwszych latach działalności giełdy kryptowalut, zanim jeszcze w spółce pojawił się Przemysław Kral. Czasy Krala to już kolejny rozdział tej giełdy kryptowalut.

Skąd się wzięła ta szara eminencja w postaci Romana Ż.? To nie jest człowiek znikąd, a proces przed Sądem Okręgowym w Katowicach nie jest jedynym, z którym mierzy się obecnie Ż.

Zaledwie w lutym 2026 roku Prokuratura Okręgowa w Gliwicach postawiła zarzuty grupie Romana Ż. dotyczące oszustwa na kwotę na 164 mln zł. Oskarżone są łącznie 44 osoby, w tym Marek K. (który został skazany za to już wcześniej, w 2017 roku w wyłączonym wątku). To klasyczne wyłudzanie VAT, w które zaangażowanych według prokuratury było 45 podmiotów gospodarczych z Polski i cztery zagraniczne.

Zarzuty? Udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa, pranie brudnych pieniędzy i przestępstwa skarbowe.

To postępowanie w Gliwicach również było już w toku w 2018 roku, kiedy Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła postępowanie dot. BitBay z zawiadomienia KNF. I katowicka prokuratura również o nim wówczas wiedziała. I o tym, że występują w nim Marek K. i Roman Ż.

Śledztwo w zupełnie innej sprawie dotyczące Romana Ż. prowadzi też obecnie Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. Postępowanie zostało wszczęte w sierpniu 2023 roku i jest już na końcowym etapie, lada chwila również zostanie sporządzony akt oskarżenia – dowiaduje się OKO.press.

Czego dotyczy ta sprawa? Działania na szkodę spółki prawa handlowego przez osoby zasiadające w jej organach, które są podejrzewane, a zaraz zostaną oskarżone, o wyprowadzanie z niej majątku. Są tam też zarzuty prania pieniędzy i przywłaszczenia mienia. Więcej rzecznik częstochowskiej prokuratury nie ujawnia ze względu na dobro toczącego się śledztwa.

Wiemy, że wraz z Romanem Ż. w tej sprawie podejrzewanych jest łącznie 10 osób. Skala szkód? 2,9 mln zł, za co grozi Romanowi Ż. do 10 lat więzienia.

Ta sprawa w Częstochowie to wątek poboczny, wydzielony z innego postępowania, które dotyczyło odbarwiania oleju napędowego i wprowadzania go bez akcyzy na rynek.

Ciekawe, że, jak informuje OKO.press częstochowska prokuratura, karta karna Romana Ż. jest czysta. Innymi słowy, nie ma w niej żadnych informacji, żeby wcześniej był karany.

To o tyle zaskakujące, że dziennikarze Superwizjera w 2020 roku w swoim reportażu informowali, że Roman Ż. ma na koncie wyroki m.in. za rozboje, sutenerstwo, podrabianie banknotów.

Z kolei „Rzeczpospolita” w maju 2026 roku pisała:

„Roman Ż. to wielokrotny przestępca (…) w latach 2012-2015 zaczął współkierować grupą przestępczą wyłudzającą VAT, wykazując fikcyjny obrót granulatem i koncentratami”.

Jak to możliwe? Rzecznik częstochowskiej prokuratury wyjaśnia, że czysta karta karna nie oznacza, że w przeszłości nie zapadły żadne wyroki dotyczące danej osoby. To może równie dobrze oznaczać, że doszło do zatarcia skazania, przez co wyrok uznaje się za niebyły, a informacje o nim zostają usunięte z Krajowego Rejestru Karnego.

Takie zatarcie może nastąpić na wniosek skazanego albo automatycznie z mocy prawa. I tak dla przykładu wyrok ograniczenia wolności zaciera się automatycznie po 3 latach, a pozbawienia wolności bez zawieszenia po 10 latach.

Zatarcie skazania może również wyjaśniać przypadek samego Sylwestra Suszka. Ten, po publikacji reportażu Superwizjera groził, że pozwie dziennikarzy za podanie informacji, że w przeszłości został skazany. A podano, że został skazany w 2008 roku na grzywnę za poświadczenie nieprawdy i w 2011 roku za przywłaszczenie, za co dostał karę w zawieszeniu na trzy lata.

Suszek w facebookowym oświadczeniu po emisji reportażu w TVN na jego temat pokazał zaświadczenie z 2018 roku na dowód tego, że nie figuruje w Krajowym Rejestrze Karnym. Nic dziwnego. Skazanie na grzywnę z 2008 roku zaciera się po roku od jej zapłacenia, a kara w zawieszeniu z 2011 roku po roku od okresu próby, czyli w 2015 roku.

Zresztą powszechnie znany jest fakt, że w 2014 roku, kiedy Sylwester Suszek zakładał BitBay Sp. z o.o., nie mógł objąć stanowiska prezesa właśnie dlatego, że figurował jeszcze w rejestrze karnym. Formalnie został więc jedynie prokurentem spółki.

Epilog

Co się dziś dzieje z założycielami BitBay? Roman Ż. jeździ po południu Polski, od prokuratury do sądu i znów do prokuratury. Wiemy, że stawia się zarówno na rozprawach w sądzie w Katowicach, jak i w prokuraturze w Częstochowie, gdzie całkiem niedawno był wezwany na uzupełniające przesłuchanie. Nigdzie nie uciekł, nie jest też aresztowany.

Niewykluczone, że jeździ pomiędzy tymi miastami swoim Bentleyem na dubajskich rejestracjach. Przez lata właśnie nim się poruszał, o czym opowiada nam jeden z pracowników BitBay (później Zondacrypto), który chce pozostać anonimowy. Tym Bentleyem na obcych numerach przyciągał uwagę. Widywano go na parkingu przed katowickim biurem BitBay.

Ale to nie znaczy, że przyjeżdżał do biura Suszka. W mediach, na dowód jego związków z BitBay, pojawiały się informacje, że Roman Ż. miał nawet swój gabinet w siedzibie giełdy kryptowalut. Nasz informator mówi jednak, że to nieprawda. I wyjaśnia, z czego wynikało takie wrażenie.

Otóż Ż. miał swoje własne biuro w tym samym budynku co BitBay. Ale zupełnie osobne, z osobnym wejściem. Taki układ, przynajmniej w tamtym czasie, gdy nie wiedzieliśmy tego, co dziś, pozwalał zachować pozory osobności.

Co się dzieje z pozostałymi? Sylwester Suszek – jak wiadomo – zaginął już w 2022 roku.

Marek K. pracuje w sklepie rowerowym na Śląsku – to jeden z legalnych biznesów Romana Ż. Wynika to z akt prokuratury sprzed kilku lat, ostatnio jednak tę samą informację podała „Rzeczpospolita”, wygląda więc na to, że nic się nie zmieniło.

Jacek Rogoż – jedyny w tym gronie, który nie miał kryminalnej przeszłości, ani ujawnionych dotąd jakichkolwiek relacji z półświatkiem – najprawdopodobniej prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą na Śląsku. To był po prostu człowiek od technologii w BitBay i tym też zajmuje się jego firma.

Jest jeszcze Mateusz B. również opisywany jako człowiek Romana Ż. Jak wynika z KRS, jest obecnie prezesem i wyłącznym udziałowcem spółki BIH Group Sp. z o.o. Jej działalność to „pozostałe pośrednictwo pieniężne”. Firmę tę przejął w 2022 roku od kolegi, Daniela D., wówczas nazywała się Bitcoin Investments House.

Dlaczego nie podajemy pełnego nazwiska D.? Jest to jeden z liderów grupy Persona Non Grata – bandyckiej bojówki pseudokibiców GKS-u Katowice. We wtorek 21 kwietnia 2026 roku policja zrobiła na tę grupę nalot. Nad ranem funkcjonariusze wkroczyli do kilkunastu mieszkań, w tym jednego w Warszawie, gdzie zatrzymano Daniela D.

Podejrzani usłyszeli zarzuty udziału w grupie przestępczej, udziału w bójkach, pobiciach, a także handlu narkotykami – informowała niedawno „Gazeta Wyborcza”, która szeroko opisuje tę sprawę. Jeden z zarzutów dotyczy bijatyki i sprowadzenia zagrożenia katastrofy w ruchu lądowym na autostradzie A4. Pseudokibice GKS-u Katowice i Górnika Zabrze zablokowali autostradę i zaatakowali auto, którym jechał lider innego kibolskiego gangu Psycho Fans. Okładali samochód siekierami, strzelali z rakietnic, chcieli skatować Macieja S. Jedna z rac wpadła do środka auta i wywołała pożar. Maciejowi S. udało się uciec płonącym samochodem.

Daniel D. zresztą sam został zaatakowany maczetami przez pseudokibiców w 2017 roku. Ledwo uszedł z życiem. Ma na koncie wyrok za pobicie radnego Platformy Obywatelskiej z Chorzowa i za udział w bójce klubem Salome, w której zginął 19-letni piłkarz GKS-u.

Pozostając przy brutalnych napaściach, ale wracając już do pierwszych założycieli BitBay – dlaczego nie podajemy również nazwiska Mateusza B.?

Bo zaledwie pod koniec stycznia 2026 roku został napadnięty przed swoim domem na Śląsku. Nie tylko dotkliwie go pobito, ale sprawca również potrącił go samochodem.

Motyw? Nieznany. Sprawą zajmuje się wydział kryminalny Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, a w nim funkcjonariusze, którzy specjalizują się w najpoważniejszych przestępstwach.

Na zdjęciu Agata Kołodziej
Agata Kołodziej

Dziennikarka ekonomiczna, absolwentka Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz podyplomowych Studiów Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. Publicystka, producentka wideo online, autorka podcastów, host w studio TV na żywo. Byłam przywiązana do tematyki gospodarczej od kilkunastu lat, głównie w zakresie makroekonomii, finansów i bankowości oraz rynku mieszkaniowego. Obecnie gospodarka jest dla mnie interesująca przede wszystkim w połączeniu z kontekstem społecznym oraz politycznym. Wcześniej byłam związana ze Spidersweb.pl, Money.pl i Onetem, a jeszcze wcześniej z „Gazetą Giełdy Parkiet”. Współpracowałam także z „Dziennikiem Gazetą Prawną” i „Gazetą Wyborczą”.

Komentarze