W środowiskach związanych z Polską 2050 toczy się dyskusja dotycząca przyczyn kryzysu, w którym w połowie kadencji znalazła się ta formacja. Zabiera w niej głos dr hab. n. med. Cezary Pakulski, były członek partii, który przez 4 lata uczestniczył w jej pracach programowych
W wyborach na prezydenta, których pierwsza tura odbyła się 18 maja 2025 roku, Szymon Hołownia otrzymał 4,99 proc. głosów. Przegrał nie tylko z Rafałem Trzaskowskim i Karolem Nawrockim, ale również ze Sławomirem Metzenem i Grzegorzem Braunem.
Dla kogoś, kto w swojej pierwszej prezydenckiej próbie otrzymał w 2020 r. niemal 14 proc. głosów, a w wyborach do Sejmu – przyprowadził komitet wyborczy Trzecia Droga Polska 2050-PSL (Trzecia Droga) na metę z wynikiem 14,4 proc. i kto przez półtora roku odmienił oblicze Sejmu, ten „promocyjny”, jak mówią złośliwcy, wynik prezydenckiej batalii musiał być czymś, co nie miało prawa się wydarzyć.
"Widzę to tak” to cykl, w którym pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. W tym wypadku dr hab. n. med. Cezary Pakulski, którego eksperckie analizy dotyczące służby zdrowia i usług medycznych regularnie zamieszczamy w OKO.press, przedstawia wnioski dotyczące politycznego kryzysu w Polsce 2050 wynikające m.in. z czteroletniego uczestnictwa w pracach programowych partii. Zachęcamy do polemik – także z perspektywy wewnątrzpartyjnej.
Może to było prorocze, ale na pytanie, „co poszło nie tak?”, Szymon Hołownia odpowiedział dwa dni przed datą wyborów, na zamykającym kampanię spotkaniu przedwyborczym „Zatrudniamy Prezydenta – postaw na Hołownię”.
Na pytanie zadane przez jednego z uczestników wydarzenie, odpowiedział, że wszystko poszło tak jak pójść miało.
No nie poszło.
W kolejnych dniach, tygodniach, miesiącach, pytanie „co poszło nie tak?” było wielokrotnie powtarzane. A teraz, przy okazji różnych podsumowań i w związku z wyborami przewodniczącej partii Polska 2050 Szymona Hołowni (Polska 2050), powróciło ze zdwojoną siłą. Ciekawe, że najwięcej do powiedzenia mają ci , którzy od początku, najpierw Hołowni, a później Polsce 2050 życzyli wszystkiego najgorszego.
Co upoważnia mnie do zajęcia się tym tematem?
Od stycznia 2021 roku do lipca 2025 roku byłem w zespole medycznym i Kolegium Ekspertów Instytutu Strategie 2050. Stworzyliśmy dobry, wizjonerski program naprawy systemu ochrony zdrowia – program zupełnie przez partię niewykorzystany. Do kwietnia 2025 roku byłem również członkiem partii Polska 2050. W dniu, w którym mój klub poselski zagłosował za obniżeniem składki zdrowotnej, z partii odszedłem. Niczego nie żałuję.
O tym, że weźmie udział w wyścigu o najwyższy urząd w państwie, Szymon Hołownia poinformował w grudniu 2019 roku. W Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku zebrała się pierwsza „Ekipa Szymona”, żeby usłyszeć „Dlaczego i po co?”. Przygotowania do wyborów szły naprawdę dobrze. W 2020 roku, w świecie zaatakowanym przez wirusa SARS-Cov-2, dla Polek i Polaków przestraszonych obrazami z włoskiej Lombardii i zmęczonych toczącą się wokół wyniszczającą wojną POPiS-owych klanów, Szymon Hołownia, ze swoim mądrym, przekazem na spotkaniach na żywo na Facebooku, jawił się jako oaza spokoju. Kojarzył z perspektywą lepszej i bardziej bezpiecznej Polski, która jest w zasięgu ręku.
Na samym końcu pierwszej kampanii prezydenckiej pojawiło się hasło, którego autorem był jeden z popierających Hołownię wyborców: „Zgadzam się z Hołownią w 80 procentach”. To hasło połączyło w jedną „Ekipę Szymona” dziesiątki tysięcy osób. Załatwmy w pierwszej kolejności te 80 proc. spraw, na które wszyscy się zgadzamy. Wtedy łatwiej będzie o porozumienie w sprawach, w których nawet rozpoczęcie merytorycznej rozmowy nie jest możliwe.
To hasło i jego wyjaśnienie zrobiły robotę. I gdyby nie POPiS-owy deal z wymianą kandydata na prezydenta, Hołownia zostałby prezydentem.
Kiedy po przegranych wyborach Rafał Trzaskowski odmówił udziału w budowie partii „czterdziestolatków” (miała powstać jako efekt współpracy nowych „trzech tenorów”: Hołowni, Trzaskowskiego i Kosiniak-Kamysza), Hołownia podjął decyzję o stworzeniu nowego ruchu, a w przyszłości partii politycznej.
Ciekawie skomentował to w podcaście politycznym „Dwie lewe ręce” Jakub Dymek. Ruch „powołany po udanych dla Szymona Hołowni wyborach prezydenckich w roku 2020 stawiał sobie trzy zasadnicze cele:
Program napisany przez ekspertów Instytutu Strategie 2050 (Think Tank Polski 2050) wydawał się być dobrą bazą do wprowadzenia rzeczywiście nowego poziomu fachowości i kadr do polskiej polityki. Wynik wyborczy w wyborach prezydenckich samego Szymona Hołowni był świetną platformą dla dalszych działań”.
W swojej książce „Fabryka jutra”, wydanej już po wyborach prezydenckich w 2020 roku, Szymon Hołownia pisał: „dziś naszym mottem jest: nie jesteśmy najwięksi, więc staramy się bardziej. Nie jesteśmy rządem i nie opozycją. Jesteśmy propozycją”.
Nowa organizacja przyciągała do siebie nie tylko dotychczasowych sympatyków i wyborców Platformy Obywatelskiej (PO), Nowej Lewicy (SLD), czy Prawa i Sprawiedliwości (PIS), ale przede wszystkim ludzi, którzy dotychczas politycznie się nie angażowali i nie brali udziału w wyborach. Nawet PiS miał się czego obawiać. Każdy nowy polityczny gracz, każde nowe ugrupowanie, nie tak lewicowe jak Razem czy SLD, był/było dla PiS ogromnym ryzykiem i zagrożeniem utraty tzw. „miękkich” wyborców, dla których od „wartości” ważniejsze są „dobro wspólne” i „korzyści”.
Jest wielu komentatorów, na których niełaskę Hołownia zawsze mógł liczyć, a którym dzisiaj wydaje się, że wiedzą co właściwie poszło nie tak. Szczęśliwie oprócz komentarzy opartych na przeciekach lub plotkach z samego serca Polski 2050, dużo rzadziej, ale jednak, pojawiają się opinie merytoryczne. Te najbardziej dokładne i wielowątkowe analizy przygotowali Piotr Pacewicz i Agata Szczęśniak z Dominiką Sitnicką z OKO.press oraz Jakub Dymek z podcastu politycznego „Dwie Lewe Ręce”. Tyle że również w nich nie zostały wskazane przyczyny według mnie pierwsze i najważniejsze:
brak cierpliwości i/lub pójście drogą na skróty.
Kiedy eksperci Instytutu Strategie 2050 tworzyli szczegółowe programy naprawy i zmian w kolejnych dziedzinach życia gospodarczego i społecznego, członkowie Stowarzyszenia Polska 2050 podejmowali działania prospołeczne i wspierające słabszych. Według Hołowni „wszystko w polityce musi się zaczynać od myśli i energii obywatelskiej, a dopiero później przychodzą ręce – partia polityczna”. To miała być partia dla polityczek i polityków prawych i sprawiedliwych w pozytywnym znaczeniu tych przymiotów. Bez „bogatej” przeszłości politycznej, nie traktujących wejścia w nową strukturę jako „złoty spadochron” i bilet na biorące miejsce na liście. Bez przeszłości w spółkach skarbu państwa i ideowo zgodnych z centrolewicowym DNA partii (takie na samym początku było nasze DNA).
To miały być zupełnie nowe twarze, a jeśli twarze znane, to politycznie nie zużyte. Czasu na organizację partii było dużo, a warunki geopolityczne wręcz znakomite.
Konferencja prasowa zapowiadająca utworzenie partii odbyła się 31 lipca 2020 roku, a o jej rejestracji poinformowano 26 marca 2021 roku. Pierwszą posłanką, która przystąpiła do Polski 2050 (8 września 2020 roku) była Hanna Gil-Piątek – wywodząca się jeszcze z Krytyki Politycznej, a w Sejmie reprezentująca Wiosnę Roberta Biedronia.
„Wiem, że nie mogliśmy trafić lepiej”, tak o jej przejściu do Polski 2050 pisał Hołownia w „Fabryce jutra”.
Przyjęcie Hanny Gil-Piątek pozwoliło Szymonowi Hołowni głosić program partii oraz komentować polityczne aktualności z wewnątrz Sejmu. Na pytanie, czy i kiedy parlamentarna reprezentacja będzie mogła się powiększyć, Szymon Hołownia odpowiedział: „Nie mam zielonego pojęcia. Ale też nie mam poczucia, byśmy musieli się z tym jakoś wyjątkowo spieszyć”.
Rzeczywistość okazała się niestety inna. Do końca 2021 roku do Polski 2050 przystąpiło jeszcze siedmioro posłanek i posłów, jeden senator i jedna europosłanka. Przeszli z Nowoczesnej, PO i Porozumienia. Do Polski 2050 przyjęto polityczki i polityków doświadczonych, ale z bagażem historii i obciążonych historią.
Dlaczego i po co?
Pytanie, czy to Szymonowi Hołowni zabrakło cierpliwości, o której sam pisał, czy może został przez kogoś przekonany do pójścia „na skróty”, wcale nie jest retoryczne.
Wszystko, co działo się później,
było konsekwencją tego pierwszego błędu – grzechu braku cierpliwości. Łatwo to wytłumaczyć i uzasadnić.
Z przyjęciem każdej kolejnej posłanki i każdego kolejnego posła, Polska 2050 traciła kawałek ze swoich pierwotnych cnót.
Tę wyliczankę można by kontynuować, bo przecież każdy nowy w ugrupowaniu, ale powszechnie rozpoznawalny polityk lub działacz obciążał Projekt Polska 2050 swoją przeszłością i swoimi dotychczasowymi działaniami i zachowaniami.
Dopóki Platformą Obywatelską kierował Borys Budka, a Rafał Trzaskowski nie okazywał woli zagospodarowania swoich 10 mln wyborców z drugiej tury wyborów 2020 roku, wszystkie te wymienione i niewymienione przewiny stawały się nieważne i niezauważone. Wyborca zawsze trzyma się lidera i ruchu, który ma największe szanse pokonać politycznego przeciwnika. Dlatego przy mocnej i mądrze budowanej pozycji Szymona Hołowni oraz eksperckiej programowej kampanii Instytutu Strategie 2050 nie może dziwić, że w różnych sondażach notowania słabej PO stale się pogarszały a Polski 2050 rosły.
Według kolejnych sondaży parlamentarnych IBSP dla StanPolityki.pl, w styczniu i w lutym 2021 roku Polska 2050 z wynikiem odpowiednio 27,7 proc. i 31,2 proc. wyprzedzała trzecią w stawce PO (odpowiednio 20,4 proc. i 18,9 proc.). Z kolei według badania IBRiS przeprowadzonego w dniach 17-28 lutego 2021 r., zajmująca drugą lokatę za PiS Platforma Obywatelska mogła liczyć na poparcie 18,2 proc. badanych (spadek o 1 proc. w porównaniu ze styczniem), gdy Polska 2050 na 17,3 proc. (wzrost o 0,4 proc.). Wreszcie według CBOS, poparcie dla Polski 2050 od stycznia do czerwca 2021 roku było od 2 do 7 punktów procentowych wyższe niż dla PO. W czerwcu to było jeszcze 5 punktów procentowych więcej.
W lipcu 2021 roku po raz pierwszy od początku roku Platforma Obywatelska z wynikiem 16 proc. (wzrost o 5 proc.) wyprzedziła Polskę 2050 (13 proc. poparcia). Te 13 proc. było wówczas tym najgorszym wynikiem ugrupowania Hołowni od początku jego istnienia. Wszystkie te zmiany trzeba wiązać z powrotem Donalda Tuska, który od 3 lipca zaczął pełnić obowiązki przewodniczącego Platformy Obywatelskiej. Jego powrót do polskiej polityki był tlenem dla duszącej się „niedasizmem” Platformy Obywatelskiej i według zasady „on-off” odwrócił jej sondażowe trendy.
Ale nie były to wszystkie konsekwencje powrotu Tuska do Polski. Partia Szymona Hołowni w zasadzie utraciła i tak wcześniej kiepski dostęp do większości mediów, a swoją szczególną aktywność uruchomiła wulgarna w swoich przekazach grupa społecznościowa #SilniRazem.
W mediach – od zawsze współpracujących z PO – zaczęły pojawiać się i były powielane artykuły i informacje o nieprawych działaniach polityczek i polityków Polski 2050. Analizy i teksty pokazujące brak różnic pomiędzy obydwiema partiami. Nagle ponownie ważne stało się poprzednie polityczne życie Joanny Muchy. Przejście posła Gramatyki z PO do Polski 2050 w wigilię powrotu do władzy w PO Donalda Tuska, stało się prezentem nie dla Hołowni a dla Tuska. Czym różni się Polska 2050 od PO, skoro i tu, i tu są osoby wyciągające kasę ze spółek skarbu państwa? Tuż po swoim transferze w wywiadzie radiowym poseł Gramatyka mówił zresztą jasno, że „po zmianie barw partyjnych jest dalej wierny tym ideom (PO), z którymi szedł do wyborów”.
Przeciwko Polsce 2050 wykorzystywano wszelkie przewiny głównie posłów ją reprezentujących.
Kierownictwo partii – wtedy już opanowane przez koło parlamentarne – nie potrafiło, może nawet nie chciało wobec tych posłów wyciągać konsekwencji. Jakakolwiek odpowiedzialność za ich wybryki spadała jednoosobowo na Szymona Hołownię. Można by odnieść wrażenie, że Hołownia, podobnie jak Albert i Maks z Seksmisji, był winny wszystkiemu, z wyłączeniem gradobicia, trzęsienia ziemi i kokluszu. Kiedy w czerwcu 2022 roku posłowie Paweł Zalewski i Wojciech Maksymowicz zagłosowali wspólnie z PiS i Solidarną Polską za odrzuceniem w pierwszym czytaniu obywatelskiego projektu ustawy o bezpiecznym przerywaniu ciąży, to nie Zalewski i Maksymowicz stali się celem ataków, a Szymon Hołownia. Sondażowo Polska 2050 straciła wtedy prawie 2 punkty procentowe.
Czy było warto brać tych wszystkich przewidywalnych i dogmatycznych polityków na pokład budowanej partii?
Czy obraz polityka Polski 2050 (senatora Jacka Burego), który wyciąga z kieszeni przyniesiony do studia telewizyjnego ogórek szklarniowy i następnie na wizji rozgniata go o stół, a prowadzącego program (kto by nim nie był) obrzuca obraźliwymi inwektywami, to przynoszący chlubę Polsce 2050 pokaz tego nowego sposobu uprawiania polityki?
A czy wreszcie całkowity brak reakcji zarządzających partią na kolejne informacje dotyczące działań posła profesora Wojciecha Maksymowicza, tych przedstawionych w radiowym serialu „Eksperyment”, w którym Michał Janczura opisywał proceder podawania pacjentom komórek macierzystych, było dobre dla Polski 2050?
A przecież w tym samym czasie Naczelna Rada Lekarska informowała o wszczęciu postępowania w sprawie wcześniej prowadzonych przez profesora Maksymowicza eksperymentów medycznych na płodach oraz prawomocnego wyroku sądu dotyczącego śmierci pacjentki, w którą profesor był zamieszany. Osobiście starałem się przekonać Szymona Hołownię do dyscyplinarnego usunięcia posła prof. Maksymowicza pokazując, że tych przewin jest jeszcze więcej. Zwyciężyła koncyliacyjna postawa obecnej przy tej rozmowie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. Profesorowi pozwolono odejść, kiedy chciał i na warunkach, jakich chciał. Czy w ten sposób Polska 2050 pozyskała nowych wyborców, czy może jednak straciła kolejnych ?
Czy poseł Sławomir Ćwik, który komentując jeden z plakatów wyborczych kandydatki-kobiety uczestniczącej w wyborach do Europarlamentu, pozwolił sobie na wpis „Większość kandydujących eksponuje głowę, bo chce pracować głową i tego oczekują wyborcy. Ale nie wszyscy” – poprawiał, czy pogarszał notowania Polski 2050 wśród kobiet?
Czy „gra o tron wicepremierki, którą prowadzi Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, nie pokazuje wyborcy, że słowa jej przeciwników politycznych o tym, że dla Polski 2050 wszystko jest ważne, ale stołki są najważniejsze, mogą być prawdziwe?
I czy rezygnacja z wystawienia w samorządowych wyborach prezydenckich kandydata Polski 2050 i poparcie kandydata innego komitetu wyborczego, co miało miejsce na przykład w Warszawie i w Szczecinie, zwiększa, czy zmniejsza rozpoznawalność partii i jej członków?
W końcu czy decyzja o starcie w wyborach do Rady Miasta nie z własnym brandingiem a pod sztandarem i z list komitetu wyborczego kandydata na prezydenta miasta – a tak zdarzyło się m.in. w Szczecinie i Stargardzie – poszerza, czy ogranicza wiedzę o ugrupowaniu? Bo w Warszawie przynajmniej od początku było wiadomo, że wiceprezydentką miasta Warszawa zostanie Adriana Porowska z Polski 2050. Natomiast w przypadku Szczecina poparcie prezydenta Krzystka przez wojewodę zachodniopomorskiego Adama Rudawskiego było bezwarunkowe i przypominało hołd lenny.
Od samego początku 2023 roku, w wielu mediach tradycyjnych i internetowych zaczęły się pojawiać, jeden po drugim, projekty obrzydzające wyborcom partię Polska 2050 i zaniżające realne sondaże wyborcze. Jednym z nich było przekonywanie wyborców, że to Polska 2050, głosując przeciwko ustawie o Sądzie Najwyższym złamała umowę partii opozycyjnych i nagięła swoje ideały. A nie PO, która wspólnie z Lewicą i PSL tą niekonstytucyjną ustawę poparły.
Kolejnym był projekt „Jedna lista do wyborów”. Według większości komentariatu „jedna lista” miała być dla wyborczej wygranej ze Zjednoczoną Prawicą „Świętym Graalem”. Współpracujące z PO media publiczne i społecznościowe usiłowały wymusić na Hołowni uznanie tego projektu za swój i działo się tak pomimo powtarzających się sondaży, które wskazywały, że każda forma blokowania się partii opozycyjnych buduje poparcie Konfederacji, co ostatecznie będzie skutkować trzecią kadencją Prawa i Sprawiedliwości w koalicji właśnie z Konfederacją.
Sondaż IPSOS dla OKO.press z września 2022 roku wskazywał, że wyborcy Konfederacji oraz elektorat antysystemowy z wyborów z 2019 i 2020 roku w wyborach w roku 2023 prawdopodobnie oddadzą swój głos na partię Szymona Hołowni, pod warunkiem, że partia do wyborów pójdzie samodzielnie. Projektowi „jedna lista” towarzyszyły publikacje cokolwiek dziwnych sondaży tzw. „obywatelskich”, przygotowywanych przez Kantar dla „Gazety Wyborczej”. W tych sondażach najpierw Polska 2050, potem Trzecia Droga szorowały na poziomie progu wyborczego. Na wołanie o jedną listę Szymon Hołownia odpowiadał „ja też mówię, TAK dla jednej listy – jednej listy spraw do załatwienia, co do której wszyscy się zgodzimy”. W odpowiedzi Platforma Obywatelska ponownie uruchomiła swoje siły specjalne #SilniRazem oraz osoby takie jak Tomasz Lis, którzy posuwali się do „kampanii” w stylu „#kałownia”, itp.
Kiedy można było sądzić, że kampania PO już sięgnęła dna, od dołu zapukała „Gazeta Wyborcza”, publikując w formie artykułu redakcyjnego wybór „najlepszych” twitter-owych wpisów o Hołowni. To co boli – i co Donaldowi Tuskowi zostanie zapamiętane na zawsze – to tolerowanie przez niego tej medialnej wulgarności i niewyciągnięcie konsekwencji wobec tych, którzy opłacali twitterowych hejterów.
Sondaże były coraz gorsze, a wrogość wyborczyń i wyborców Koalicji Obywatelskiej coraz większa. Kilka razy w życiu brałem udział w zbieraniu podpisów dla kandydatów lub partii przed różnymi wyborami. Bywało różnie, ale z taką agresją na ulicy ze strony kobiet i mężczyzn w wieku 50 plus, wyborczyń i wyborców KO, wobec osób zbierających podpisy popierające listę wyborczą Trzeciej Drogi nie spotkałem się nigdy. Przekleństwa, groźby, obsceniczne gesty. Mój kraj murem podzielony.
Gdyby nie fuzja z Polskim Stronnictwem Ludowym (PSL) w Trzecią Drogę, sami nie zebralibyśmy wymaganej liczby podpisów, upoważniających do samodzielnego startu w wyborach.
Powstanie Trzeciej Drogi z punktu widzenia PSL i Polski 2050 było dla procesu wyborczego działaniem win-win: reprezentanci obydwu partii w dużej liczbie weszli do Sejmu i Senatu. Za to porozumienie Polska 2050 zapłaciła cenę ogromną, ale dopiero po wyborach. W powyborczej konfrontacji z PSL porzuciła większość decydujących o DNA partii projektów, co w układzie PSL-Polska 2050 trzeba uznać jako programowe win-lose.
Jedno jest jednak pewne. Jak pisze Piotr Pacewicz w OKO.press, miał rację Hołownia mówiąc, „gdyby nie nasza kampania w wyborach prezydenckich 2020, nie byłoby Polski 2050. Bez Polski 2050 nie byłoby Trzeciej Drogi. Bez Trzeciej Drogi nie byłoby zwycięstwa w 2023 roku, tego rządu, tego Sejmu”. Hołownia miał rację również w żądaniu „jednej listy spraw do załatwienia, co do której wszyscy się zgodzimy”. Gdyby taka lista przygotowanych ustaw w październiku 2023 roku była gotowa, nie musielibyśmy oznaczać pierwszej rocznicy rządów „Koalicji 15.X” #ToDopieroRok, a teraz przekonywać wyborców, że zostały nam #JeszczeDwaLata.
Od ogłoszenia decyzji o utworzeniu partii, przez kolejne trzy lata, do Polski 2050 przystąpiło liczne grono nowych sympatyków. Oprócz byłych „nowoczesnych” (jednym z ostatnich był Ryszard Petru), byłych członków PO, ludzi z historią w „Wiośnie” i w mniejszym stopniu w innych ugrupowaniach, akces wstąpienia do partii zgłosiło wiele osób, które w polityce od zawsze chciały być, oraz tacy, dla których był to pierwszy kontakt z wielką polityką. Nie wszyscy byli ideowcami. Niektórzy dla prawdopodobnej kariery w nowej partii zaakceptowaliby dowolne DNA.
Każda nowopowstała partia, szczególnie taka z dobrymi sondażami wyborczymi, może się stać wehikułem do strefy politycznych VIP-ów. Jest to tym bardziej prawdopodobne, im lepiej znany jest kandydat i/lub im większą sumą środków finansowych dysponuje. Tu również zabrakło partyjnej czujności. Pisząc to mam na myśli Wrocław i Izabelę Bodnar. Kiedy do Ruchu Hołowni była przyjmowana Hanna Gil-Piątek, od Hołowni usłyszała, że „nie zamierza dopuścić do tego, by jej przejście naruszyło w jakikolwiek sposób nasze lokalne struktury w jej rodzinnej Łodzi” (cytat z „Fabryka jutra”).
Według Hołowni, kolejne nowe osoby były zapraszane do partii nie po to, żeby zastąpić tych od dawna go wspierających, ale po to by do nich dołączyć i swoim doświadczeniem wspierać. Kolejni gracze okazali się jednak bezwzględni i tych starych zwyczajnie zastąpili.
Posłowie, którzy przeszli do Polski 2050, w krótkim czasie zostali formalnymi lub nieformalnymi szefami regionów,
do których wprowadzili zaciągi „swoich” popleczników z poprzednich politycznych bytów. Konsekwencją musiało być rozbicie struktur dotychczas działających i odejście z partii i Stowarzyszenia Polska 2050 wielu oddanych ruchowi działaczy.
Zamiast oczekiwanej budowy i poszerzania struktur mieliśmy ich zwijanie. Jak wszystko regionalnie można było zepsuć, najpierw zobaczyliśmy na Warmii i Mazurach (poseł Wojciech Maksymowicz) oraz na Lubelszczyznie (senator Jacek Bury).
Tajemnicą poliszynela było, że większość z posłanek i posłów przeszło do Polski 2050 nie z powodu szczególnej miłości, a za cenę biorącego miejsca na listach wyborczych w wyborach parlamentarnych 2023 roku.
Pozostając w swoich dotychczasowych partiach nie mieliby na to szans.
Niektórzy mieli zapewnione jedynki na listach Polski 2050 do Sejmu od samego początku (np. Paulina Hennig-Kloska). Inni do końca o nie walczyli. Skutecznie. Tu przykładem może być wymuszona przez Tomasza Zimocha jedynka na liście wrocławskiej, czy obwarzanek Warszawy i jedynka dla Pawła Zalewskiego.
Zaraz po ogłoszeniu jedynek i dwójek na listach wyborczych, Paweł Zalewski, w Polskim Radio Szczecin przyznał, że zawarł umowę z PSL. Na jej podstawie w Warszawie i w obwarzanku jedynki otrzymali Michał Kobosko i Zalewski. W zamian za to w obydwu okręgach w zachodniopomorskim (Szczecin i Koszalin) jedynki stały się udziałem PSL.
W przypadku okręgu 41 (Szczecin) była to decyzja zupełnie nielogiczna i niezgodna ze wskaźnikami poparcia dla PSL i Polski 2050 oraz z wcześniejszymi ustaleniami (pierwsze miejsce na liście w okręgu 41 miał otrzymać Adam Rudawski popierany przez Polskę 2050). Jedynka dla PSL w tak progresywnym regionie Polski musiała skutkować słabym wynikiem wyborczym. Jedno miejsce w Sejmie zdobył Jarosław Rzepa z PSL.
Decyzja zamiany jedynek podjęta w ostatniej chwili gdzieś i przez kogoś w centrali zniszczyła dobrze dotychczas funkcjonujący region zachodniopomorski. Po tych wyborach nic tu nie było już takie jak wcześniej.
Wszystkie opisane dotychczas wydarzenia i praktyki, chociaż wyjaśniają wiele, nie uzasadniają tak gremialnego odwrócenia się sympatyków partii i Szymona Hołowni od dalszego wspierania Polski 2050. Przejście do partii Pauliny Hennig-Kloski, Mirosława Suchonia, czy Jacka Burego nie spowodowało, że ich liberalne dusze zostały przeformatowane. A przecież nie byli w nowych dla nich okoliczności sami. Z Nowoczesnej do Polski 2050 na różnych etapach przeszli między innymi Barbara Oliwiecka, Sławomir Ćwik, Rafał Kasprzyk, czy Ryszard Petru. Podobnie mógłbym wymieniać byłych polityków PO.
Pojawienie się ich wszystkich w Polsce 2050 zasadniczo skomplikowało pracę programową Instytutu Strategie 2050.
Większość analiz i dokumentów przygotowanych przez Strategie powstało bez udziału posłanek i posłów. W tych dokumentach, w których ostatecznie zostali oni/one wymienieni jako współautorzy, ich udział sprowadzał się do epizodycznych wstawek lub do recenzji. Wyjątkiem od tej reguły był „Plan dla gospodarki. Jak zapewnić dobrobyt w XXI wieku”. Problem w tym, że te recenzje zasadniczo nie wnosiły do analiz nowych treści i jakości, a były formą zwykłej cenzury. Ponieważ współtworzyłem cały program poświęcony reformie systemu ochrony zdrowia, o jego cenzurze mogę i mam prawo napisać.
W analizę „Recepta na zdrowie. Reaktywacja” (publikacja lipiec 2021 rok) wpisane były m.in.
Te treści zostały z analizy usunięte na wniosek Joanny Muchy i Pauliny Hennig-Kloski. Bo miały to być propozycje, które doprowadziłyby do klęski wyborczej formacji w roku 2023. Dzisiaj są obecne w narracji większości uczestników sceny politycznej.
Programowo nieco lepszym efektem zakończył się spór o wpisaną do „Planu dla gospodarki” jednolitą daninę. Tyle że z imperatywu – „jednolita danina ma być”, stała się „rozwiązaniem, które powinno zostać wzięte pod uwagę”.
W końcu masa krytyczna byłych polityków Nowoczesnej, wspieranych przez grupę ex-PO przełamała opór ekspertów Instytutu Strategie 2050.
Programowo Polska 2050
a przykłady programowego odwrotu można by mnożyć.
Pożegnanie się z centrolewicowością, programowa metamorfoza w Nowoczesną 2050 oraz fuzja z PSL musiały skończyć się odejściem Hanny Gil-Piątek i promotora jednolitej daniny profesora Pawła Wojciechowskiego. Kluczową rolę w programowym przeobrażeniu Polski 2050 odegrała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, która miała decydujący głos w ustaleniu programowego porozumienia z PSL.
Decyzją Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz został na przykład zamknięty kompletny projekt „Reforma systemu ochrony zdrowia”,
bo z góry założone niepowodzenie w reformowaniu ochrony zdrowia miało doprowadzić do prezydenckiej porażki Szymona Hołowni. Przykładem niewykorzystanej szansy pozostaje odrzucenie w kampanii parlamentarnej analizy „Zdrowie kobiety: od wieku dziecięcego po wiek senioralny”. Instytut Strategie 2050 opublikował ją w marcu 2023 roku. Dokument traktuje o dostosowaniu systemu ochrony zdrowia w Polsce do niezaspokojonych potrzeb zdrowotnych kobiet.
W mojej ocenie to były złe decyzje. Właśnie ochrona zdrowia i jej naprawianie od podstaw mogły pomóc i Polsce 2050, i samemu Szymonowi Hołowni.
Trudno zrozumieć, że kiedy na jednej szali kładziesz pełnozakresowy program reformy systemu ochrony zdrowia, a na drugiej jedynie cząstkowy plan „Polska na zielonym szlaku”. I słyszysz, że Ministerstwo Zdrowia nie jest w zakresie zainteresowań partii Polska 2050. I to jest powód wybrania planu czastkowego.
Przejęcie kierowania resortem klimatu i środowiska miałoby sens tylko wtedy, gdyby przygotowane były przynajmniej w zarysach ustawa wiatrakowa i kaucyjna. I gdyby kandydatka na ministrę wiedziała chociaż w przybliżeniu, ile w Polsce mamy parków narodowych.
Brak tej wiedzy i kuriozalny pierwszy projekt ustawy wiatrakowej naraził Polskę 2050 na śmieszność.
Pokazał, że eksperckość nie jest tu cnotą cenioną. A przecież jednym z przedwyborczych programowych zobowiązań Polski 2050 było niełączenie stanowisk w rządzie z obowiązkami parlamentarnymi i kierowanie na stanowiska w rządzie wyłącznie osoby fachowe.
Uruchamiając swój projekt Szymon Hołownia chciał stworzyć go na lata. Stąd nazwa ruchu Polska 2050 i jedno z haseł wyborczych „na pokolenia, nie na kadencję”.
Dzisiaj, kiedy piszę te słowa, burzliwy proces wybierania nowej przewodniczącej partii właśnie się zakończył. Świadomie nie odnoszę się do tego wszystkiego, co się wydarzyło, co zostało powiedziane i co przeciekło do mediów w trakcie kolejnych etapów procesu wyborczego. Tu skojarzenia prowadzą prosto do słów z bajki Ignacego Krasickiego „Woły krnąbrne” – „miłe złego początki, lecz koniec żałosny”.
Czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – nowa przewodnicząca partii Polska 2050 będzie w stanie ją posklejać.
I w konsekwencji odmienić los ugrupowania, na pokolenia, nie na jedną kadencję? Czy oczekiwany przez wielu „nowy początek”, cokolwiek te słowa znaczą, ma szansę się wydarzyć?
Tego nie wie nikt.
Czy gdybyśmy dzisiaj mieli dostęp do napędzanego plutonem „wehikułu czasu” DeLorean, warto by było powrócić do przeszłości, żeby odmienić teraźniejszość Polski 2050? Myślę że tak. Gdyby jedyną posłanką przyjętą do Polski 2050 pozostała Hanna Gil-Piątek, wszystko mogłoby przebiec zupełnie inaczej. Przecież przez dwa lata 2021 i 2022 Strategie 2050 wykonały ogromną pracę przygotowując nie tylko Plany dla Polski, ale również wiele ważnych dla kraju i dla regionów dodatkowych programowych publikacji.
nie było ani w Koalicji Obywatelskiej, ani w Zjednoczonej Prawicy, ani w Nowej Lewicy.
Wystarczyło chwalić się osiągnięciami, trwać w niezależności i bezkompromisowości stanowisk, bronić się przed desantami politycznych „koniunkturalistów”. Budować swoje własne dobrze zweryfikowane kadry i … cierpliwie czekać.
Ciężka praca w regionach oraz z mediami w Sejmie i w swoich małych ojczyznach, wszystko finansowane przez sympatyków i członków partii w kwocie 20,50 zł miesięcznie – to był przepis na sukces. Na 25-30% samodzielnego poparcia dla Polski 2050 Szymona Hołowni w wyborach do Sejmu. Na Polskę bezpieczną, demokratyczną, solidarną i zieloną.
Polskę 2050 inną niż ta, którą stała się dzisiaj. Ktoś może powiedzieć „skoro masz wizję, idź do lekarza”, ktoś inny że to historia z gatunku „fikcja lub fantastyka”. Dla mnie to historia, która mogła i powinna się była wydarzyć.
Władza
Paulina Hennig-Kloska
Szymon Hołownia
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz
Donald Tusk
Koalicja 15 października
Polska 2050
Dr hab. n. med., lekarz anestezjolog, intensywista, medyk ratunkowy. Od roku 2019 aktywnie uczestniczyłem w tworzeniu programów zdrowotnych. W latach 2019-2020 współpracowałem programowo z Wiosną Roberta Biedronia, a w latach 2020-2025 z Instytutem Strategie 2050. Obecnie niezależny. Współautor ponad 20 analiz programowych, które tematycznie obejmują spektrum całego systemu ochrony zdrowia. Autor książki "System ochrony zdrowia w Polsce. Zdrowiu na Ratunek" (2025). Obecnie sędzia w Sądzie Lekarskim Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie. W latach 2019 i 2023 kandydat w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej IX i X kadencji.
Dr hab. n. med., lekarz anestezjolog, intensywista, medyk ratunkowy. Od roku 2019 aktywnie uczestniczyłem w tworzeniu programów zdrowotnych. W latach 2019-2020 współpracowałem programowo z Wiosną Roberta Biedronia, a w latach 2020-2025 z Instytutem Strategie 2050. Obecnie niezależny. Współautor ponad 20 analiz programowych, które tematycznie obejmują spektrum całego systemu ochrony zdrowia. Autor książki "System ochrony zdrowia w Polsce. Zdrowiu na Ratunek" (2025). Obecnie sędzia w Sądzie Lekarskim Okręgowej Izby Lekarskiej w Szczecinie. W latach 2019 i 2023 kandydat w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej IX i X kadencji.
Komentarze